Kim są patroni płockich ulic? Mieszko Pierwszy i Dąbrówka – małżeństwo, czy też poligamia?

REKLAMA

Na osiedlu Tysiąclecia setki płocczan zamieszkują przy ulicach, którym w 1967 roku nadano imiona pierwszej książęcej pary władającej polskimi ziemiami – Mieszka I oraz Dąbrówki. Czy jest to jedynie niewinny przejaw naszej megalomanii, czy też faktycznie jest coś na rzeczy? Czy byli naszymi krajanami, czy zamieszkiwali w Płocku, spacerowali tymi samymi, co my szlakami, spoglądali na ten sam, niepowtarzalny widok z spod zamkowej góry?

Ażeby odpowiedzieć na te i inne frapujące pytania należy sięgnąć do absolutnych początków osadnictwa na Tumskim Wzgórzu. Według jednej z hipotez w wiekach preromańskich pełniło ono kluczową rolę będąc miejscem pogańskiego kultu. Pisałem o tym w artykule „O czasach, gdy Płock stał się pogańskim uroczyskiem”. Nie wszyscy jednakże podzielają ten pogląd utrzymując, że Płock był od czasów kultury łużyckiej jedynie ośrodkiem osadniczym; wszyscy jednakże przyznają, że ze względu na niezwykle ograniczony materiał badawczy, trudno stawiać niepodważalne twierdzenia co do początków naszego miasta sięgających IX – X wieku. Nikt też nie kwestionuje, że Płock ze względu na swe położenie w centralnej części Mazowsza i ukształtowanie terenu sprzyjające obronie przed najeźdźcami, był wręcz wymarzonym miejscem do lokalizacji ludzkiej, pełniącej nadrzędną rolę osady.

Tak zatem na Tumskie Wzgórze przybywali Mazowszanie by uczestniczyć tradycyjnych pogańskich obrzędach, albo też starszyzna plemienna zbierała się tu na obrady i podejmowała kluczowe dla życia swych pobratymców decyzje. Wraz z rozwojem społeczności preromańskiej Płock przeistaczał się w ośrodek książęcej władzy.

PowiązaneTematy

W tych czasach swego przywódcę – „kneza” wybierał wiec, czyli ogólne zgromadzenie plemienia. W epoce przedpiastowskiej najmniejszą jednostką administracyjną było tzw. opole, czyli zespół osad, których mieszkańcy tworzyli wspólnotę sąsiedzką skupiając się wokół ufortyfikowanego grodu, chroniącego przed atakami nieprzyjaciół. Nie trudno się domyśleć, że właśnie taką rolę spełniał w swych początkach Płock.

Bliżej też nie wiadomo, kiedy Mazowsze zostało przyłączone do państwa Polan. Prawdopodobnie aneksja nastąpiła w latach 945-960 za sprawą ojca Mieszka I – Siemomysła. Niektórzy twierdzą nawet, że nastąpiło to kilkadziesiąt lat wcześniej pod rządami mieszkowego dziada – Lestka. Piastowie byli na ziemiach polskich jednym z pierwszych rodów, które zapragnęły zagwarantować władzę dla swych potomków. Jak tworzyła się ich dynastia? Może nam trudno w to uwierzyć, ale we krwi i w bólu ich zewnętrznych i wewnętrznych adwersarzy; ugruntowując swe rządy nieśli pożogę i śmierć, ginęli ludzie, jak i nawet całe plemiona; morderstwa, tortury, niewola, obcinanie rąk, języków, wypalanie oczu, gwałcenie kobiet były w tych czasach na porządku dziennym…

Na pewno zupełnie inny, na wskroś szlachetny mit naszego, pierwszego monarchy wynieśliśmy ze szkoły. Brodaty, dostojny, pełen splendoru i charyzmy mężczyzna z matejkowskiego obrazu i dwustuzłotowego banknotu – Mieszko I, jak ulał pasuje do naszych wyobrażeń, ale czy na pewno do ówczesnych realiów? W sumie nie ma się czym ekscytować, takie właśnie to były czasy, można powiedzieć – kindersztuba całego Starego Kontynentu…

Powracając do historii Mazowsza wkrótce nastąpił kolejny etap, w którym umocnienie władzy gnieźnieńskich władców na zawłaszczonych terenach i scalenie rozległego państwa stało się koniecznością; wtedy właśnie za panowania Mieszka I, w drugiej połowie X wieku powstał na Tumskim Wzgórzu pierwszy gród otoczony wałem drewniano – ziemnym, a Płock został podniesiony do rangi stolicy regionu. Od tej pory tu rezydował namiestnik Mieszka I, prawdopodobnie ówczesny książę Mazowszan, pełniący na rzecz tworzącego się państwa polskiego funkcje administracyjne, sądowe i obronne.

Wokół jego siedziby tworzyło się podgrodzie skupiające ludność służebną i rzemieślniczą – był to właśnie zalążek przyszłego miasta. W okolicy tymczasem powstawały wsie służebne specjalizujące się w wytwarzaniu określonych produktów i płodów rolnych na potrzeby władcy i jego dworu. Dobitnie świadczą o powyższym nazwy pobliskich nam miejscowości – Tokary, Kobierniki, Winiary, Konary, Cieśle, czy też Świniary. Tak zatem powstanie Płocka ściśle wpisało się w proces powstawania państwa polskiego.

Powróćmy w tym miejscu do patronów naszych ulic. Mieszko i Dobrawa, a dla nas bardziej swojsko brzmiąca Dąbrówka… z pozoru wydawać by się mogło wprost idealny model rodziny. Jednakże w naszym potocznym wyobrażeniu jest znowu jedno zasadnicze „ale”. W tych czasach nie wypadało mieć jednej żony, bowiem z upodobaniem ówcześni władcy kultywowali wielożeństwo, które świadczyło o powodzeniu, potędze i zasobności monarchy.

W tej sytuacji Dobrawa z rodu Przemyślidów – czeska księżniczka, biorąc ślub z Mieszkiem I w 965 roku dołączyła jedynie do całkiem sporego „stadka” jego żon… Jak podaje Gall Anonim nasz pierwszy władca „w takich pogrążony był błędach pogaństwa, że siedmiu żon zażywał”. Wątek stosunków intymnych monarchy rozwinęli inni kronikarze; według Wincentego Kadłubka Mieszko nie miał siedmiu żon, ale siedem nierządnych nałożnic, które naprzemiennie umilały mu długie noce; jeszcze inny dziejopisarz twierdził natomiast, że władca zabawiał się ze wszystkimi swymi paniami jednocześnie, co miało być dowodem jego ponadprzeciętnej sprawności i witalności. Nasz najpopularniejszy kronikarz Gall nie poskąpił nam pikantnych tajemnic mieszkowej alkowy, tak opisując wkroczenie Dobrawy na monarszy dwór –„przybyła do Polski, ale nie pierwej podzieliła z nim łoże małżeńskie, aż wyrzekł się błędów pogaństwa” Co stanęło na przeszkodzie, aby związek nowożeńców został skonsumowany?

Według czeskiego kronikarza Kosmasa obyczajem nie do przyjęcia dla czeskiej księżniczki był kultywowany na ziemiach polskich, pogański obrzęd pokładzin. Rytualny stosunek seksualny odbywał się niemal na oczach biesiadników, w trakcie uczty weselnej. Dopiero on pieczętował ważność zawartego związku. Mało tego, pan młody zwyczajowo prezentował po intymnym zbliżeniu poplamione krwią prześcieradło lub też koszulę oblubienicy. Oczywiście pomyślnie zakończony „test” spotykał się z aplauzem zaproszonych gości, tylko że… wbrew naszym potocznym przekonaniom nie świadczył zupełnie o kobiecej wstrzemięźliwości seksualnej. Dowodził on jedynie, że bogowie przyjęli ofiarę i sprzyjają zawartemu małżeństwu.

Zresztą standardy związków damsko-męskich zupełnie odbiegały w tamtych czasach od naszego potocznego wyobrażenia. Żydowski kronikarz Ibrahim ibn Jakub tak relacjonował słowiańskie zwyczaje:

„Kiedy jedna z panien pokocha jakiegoś mężczyznę, udaje się do niego i zaspokaja u niego swą żądzę”, a „kiedy małżonek poślubi dziewczynę i znajdzie ją dziewicą, mówi do niej – gdyby było w tobie coś dobrego, pożądaliby cię mężczyźni i z pewnością wybrałabyś sobie kogoś, kto by wziął twoje dziewictwo”.

Tak zatem cnotliwość była w tych czasach postrzegana jako przejaw poważnego defektu, czy też podejrzanej skazy. Oczywiście nie możemy panujących wtedy obyczajów rozpatrywać wprost w kategoriach rozpusty, albo też rozwiązłości; nakaz wstrzemięźliwości seksualnej wraz ze swą retoryką potępienia pierworodnego grzechu i wierności małżeńskiej pojawił się w naszej kulturze zdecydowanie później.

Co zatem sprawiło, że w tych warunkach Mieszko uległ namowom Dobrawy i już rok po ślubie nawrócił się na chrześcijaństwo? No właśnie – tylko czy na pewno uległ i czy się nawrócił? Tu w ostatnim czasie powstają poważne wątpliwości. Wiele źródeł wskazuje na to, że chrystianizacja Polski nastąpiła trzydzieści lat później, już pod rządami Bolesława Chrobrego. Być może Mieszko I wraz ze swym dworem faktycznie przyjął w 966 roku chrzest, jednakże ten akt zupełnie nie oznaczał, że od tej daty chrześcijaństwo stało się na ziemiach polskich wyznaniem obowiązującym wszystkich poddanych.

Adémar z Chabannes, francuski kronikarz tamtych czasów podaje, że ta wiara przybyła do Polski wraz z działalnością św. Wojciecha, który to miał ochrzcić Bolesława Chrobrego. Nawet w epitafium na grobie tego władcy umieszczono wiele znaczące sformułowanie – „urodził się z ojca poganina”… – zupełnie tak, jakby Mieszko I w ogóle nie przyjął chrztu!

Wygląda na to, że jeszcze wiele wody w Wiśle jeszcze przepłynie, zanim zdołamy rozwiać te wszystkie historyczne wątpliwości i znaki zapytania. A być może będzie i tak, że co się działo ponad dziesięć wieków temu, utonie na zawsze w mrokach naszych domysłów i hipotez.

Czy zatem my, płocczanie powinniśmy żywić szczególną atencję do Mieszka i Dobrawy? Czy rzeczywiście wpatrywali się z Tumskiego Wzgórza w niepowtarzalny krajobraz gostynińskiego pojezierza? Całkiem niewykluczone, że tak było.

Płock w tym czasie wszedł w orbitę książęcych grodów, stał się miejscem ważnym ze względu na swe strategiczne położenie. Jest wysoce prawdopodobne, że Mieszko I w trakcie objazdów po kraju osobiście, gospodarskim okiem doglądał budowy nowego zamku. Pamiętajmy, że w tych czasach monarchowie nie mieli swojej oficjalnej siedziby, tam była stolica, gdzie aktualnie bawił władca. W tych realiach mobilność miała kolosalne znaczenie dla zachowania bezpieczeństwa terytorium i w związku z tym rządzący w zasadzie nie rozstawali się z końskim siodłem. Tak zatem książęcy orszak Mieszka I i Dąbrówki mógł nawet nie jeden raz zastukać do bram Płocka…

Podsumowując niezaprzeczalnie nasze miasto włączone przez pierwszego polskiego władcę w proces jednoczenia kraju stało się jednym z niezwykle istotnych elementów ugruntowujących polską państwowość. A my sami bez żadnego zadęcia i żenady możemy odwoływać się do prastarych dziejów naszego miasta, którego początków nawet najstarsi kronikarze nie odważyli się określić…