Z redakcyjnej skrzynki: czy straż miejska radzi sobie z psami?

REKLAMA

– Wracając ze spaceru z psem natknęłam się na strażników miejskich, którzy także byli z czworonogiem. Zwierzę trzymane przez funkcjonariusza na nasz widok dostało szału. Pies szczekał, charczał, fikał koziołki, a opiekun nie był w stanie w żaden sposób go uspokoić. Czy takie akcje mają na celu zastraszanie ludzi? Kto w ogóle dopuścił te psy do służby? – alarmuje nasza czytelniczka. O sprawę zapytaliśmy płocką straż miejską.

Psy dołączyły do szeregów strażników miejskich 15 kwietnia. To trzy owczarki niemieckie – Maur, Szaman i Rusłan, które odbyły już swoje pierwsze patrole wraz z opiekunami. Psy mają za zadanie chronić i udzielać wsparcia innym strażnikom miejskim, a także pomagać im podczas odpierania napadu, czy w udaremnieniu ucieczki podejrzanego. Dzięki czworonożnym strażnikom uczciwi płocczanie powinni czuć się bezpiecznie. Okazuje się jednak, że nie zawsze tak jest. Psy przeszły specjalistyczne szkolenie, które miało na celu przygotować je do służby, lecz czy możliwe, że okazało się ono nieskuteczne? Przynajmniej tak twierdzi nasza czytelniczka, przyszła pani zoopsycholog, która napisała do nas maila.

PowiązaneTematy

– Przekrzykując swojego psa, strażnik zwrócił mi uwagę, że mój idący grzecznie przy nodze bulterier, powinien mieć kaganiec. Brak mi słów na ignorancję zarówno strażników, jak i policjantów – pisze rozżalona czytelniczka. – Dlaczego ci ludzie nie znają prawa, które egzekwują? Lista agresywnych psów nie jest długa, a mój bulterier na niej się nie znajduje, więc mogę z nim spacerować na smyczy bez kagańca. Udowadnianie mi swoich racji przy każdym spotkaniu z mundurowymi jest żenujące – dodaje. – Co to za pomysł z tymi psami? Jakie przeszkolenie one przeszły?

Z tymi zarzutami zwróciliśmy się do płockich strażników. – Wszystkie trzy psy przeszły szkolenie w Zakładzie Kynologii Policyjnej w Sułkowicach. 9 kwietnia odbył się egzamin, kończący szkolenie specjalistyczne dla przewodników i psów patrolowych – odpowiada Jolanta Głowacka, rzeczniczka prasowa Straży Miejskiej w Płocku.

Według niej przewodnicy i psy ukończyli egzamin z wynikiem pozytywnym, czego zwieńczeniem było uroczyste wręczenie świadectw i atestów. – Zostały one wybrane przez specjalistyczną komisję i przeszły szkolenie, przez które przechodzą psy dla straży miejskich i służby celnej – zapewnia Głowacka. – Pierwszym kryterium są warunki fizyczne, drugim charakter. Zwierzę musi być odważne – dodaje. Pełne wyszkolenie psa i przewodnika trwa cztery i pół miesiąca, kosztuje kilkaset tysięcy złotych. – Właśnie dlatego bardzo dokładnie wybiera się przewodnika i same czworonogi. Tu nie może być przypadku. To nie psy do głaskania i przytulania. Mają one spełnić prewencyjną rolę, czyli budzić respekt w złodziejach, bandytach i chuliganach – przekonuje rzeczniczka płockich strażników.

Strażnicy odpierają zarzuty płocczanki. – Z całą powagą i szacunkiem do argumentów tej pani potwierdzam, że psy które służą u nas szczekają, tak samo, jak inne psy. To normalny, zdrowy objaw, który dodatkowo odstrasza potencjalnego intruza. Jednak nasze psy nie potrafią „fikać koziołków”. Takiego „triku” nie zakładało szkolenie – stwierdziła Jolanta Głowacka. – Na pewno też nie „charczą”. Wszystkie psy są zdrowe i są pod opieką lekarza weterynarii.

Straż Miejska w Płocku zapewnia również, że nie spotkała się nigdy z taką reakcją swoich podopiecznych. Psy codziennie patrolują ulice miasta, każdego dnia mijają też inne czworonogi. – Przypadek, podobny do opisanego przez panią nigdy się jeszcze nie zdarzył. Wręcz przeciwnie. Ludzie dopytywali: co to za pies i na czym polega jego patrol – przekonuje rzeczniczka straży. – Szkoda, że pani, która odezwała się do państwa redakcji nie zadzwoniła do nas, zainteresowana otrzymaniem odpowiedzi na pytania i zarzuty. Biorąc pod uwagę to, że jak sama pisze ma zostać zoopsychologiem – ucina Głowacka.