REKLAMA

Z pożółkłych szpalt Korespondenta Płockiego

REKLAMA

Nasza machina czasu znowu została wprawiona w ruch i sypnęła wydarzeniami, ciekawostkami i rewelacjami sprzed 140 lat. O czym dowiemy się tym razem? Między innymi czymże jest kosmorama, jak się rodziła antylekarska reakcja rodzicielska, jakie to rozrywki zapewniały „pierwsze lepsze dziewki z bruku”, a także o tym jak stare panny zbudowały potęgę brytyjskiego imperium.

Tradycyjnie we wrześniu zakończyła się wakacyjna kanikuła, jeszcze niedawni letnicy powrócili z wszelakiego rodzaju „wód” i uzdrowisk, tym samym zaludniły się płockie ulice, a mieszkańcy po pracy poszukiwali masowo wytchnienia i rozrywki. Tu z pomocą przyszła pewna, prywatna inicjatywa, fundując płocczanom zalążek biblioteki:

„Czytelnia bez zastawu. Dowiadujemy się, że istniejąca w Płocku czytelnia przy księgarni pana Wassermana, która zaopatrzona została wybornemi dziełami dawnemi i uzupełniona świeżo sprowadzonemi ponad 500 tomami najznakomitszych autorów krajowych i cudzoziemskich, pragnąc dać możność każdemu skorzystania z książek, postanowiła zniżyć cenę abonamentu i od pożyczających nie będzie wymagać zastawu. Pożądanem byłoby, aby dbający o istnienie tak potrzebnej czytelni, wzięte dzieła do czytania oszczędzali i takowe regularnie zwracali.”

Jednakże nie tylko na takie tradycyjne rozrywki można było liczyć. Oto w mieście pojawiło się pewne skomplikowane urządzenie o niewiele pewnie nam mówiącej nazwie – kosmorama. Chyba bliższe jest nam określenie fotoplastykon, czyli rodzaj XIX wiecznej „przeglądarki” do podziwiania przez wizjery różnych zestawów tematycznych przeźroczy. Tym razem kosmorama posłużyła udokumentowaniu przebiegu wojny, która kilka ledwie miesięcy temu zakończyła się Victorią Wielkiego Imperatora ze wschodu:

„Na placu naprzeciw kościoła poreformackiego widzieć można „Widoki z Wojny Rusko – Tureckiej” w kosmoramie artystycznej od dnia dzisiejszego wystawiona została druga serya widoków. Cena wejścia od osoby kopiejek 5.”

Jak Państwo widzicie, cena za skorzystanie z tej technologicznej nowinki nie była specjalnie wygórowana, podobnie jak w innych tego typu przybytkach propagujących rozrywkę z „niższej półki” – to właśnie na nią zupełnie niespodziewanie cisnął gromy redaktor „Korespondenta”, dopatrując się tu pewnie przyczyn upadku kultury i ludzkich upodobań:

„Kuglarze szczególnego u nas doznają powodzenia. Obojętni na wszystko co do umysłu i serca przemawia, biegniemy jak dzieci, jak ci którym obca jest oświata, na widowiska godne jedynie jarmarcznej budy. Przedstawienia dramatyczne lub koncerta odbywają się u nas zwykle wobec pustej sali, a jeżeli ta zapełni się, to dzięki jedynie przeróżnym przymusowym środkom; ale niech no tu jakiś Simens przyjedzie, niech lada kuglarz zapowie udział w przedstawianych sztukach pierwszej lepszej dziewki z bruku, którą nazwie bezczelnie znakomitością, znaną w pięciu częściach świata – wtedy miejsc w teatrze zabraknie! Naprawdę trudno nas nazwać zepsutymi cywilizacyą – trzeba nam chyba przyznać wszystkie cechy pierwotnych ludów natury.”

“De gustibus non est disputandum”… czyli jak powiedział jakiś starożytny Włoch obleczony w wytworne prześcieradło – nad gustami nie powinno się dyskutować, a przynajmniej – Panie redaktorze, na pewno nie tędy wiodła droga, aby w płocczanach rozniecić zamiłowanie do ambitnej sztuki. Zresztą do tej pory wielekroć zamiast sięgnąć do poezji Wergiliusza – wybieramy thriller, czy też kryminał. Nie inaczej było 140 lat temu – ponieważ jeszcze wtedy nikt nie słyszał o relacjach „na żywo”, ludzie w poszukiwaniu dreszczyku emocji, jak w dym walili… do sali rozpraw miejscowego organu sprawiedliwości:

„Wczoraj sądzona była w naszym Sądzie Okręgowym głośna sprawa o zabójstwo Rudowskiego. Od rana tłumy ciekawskich zapełniły salę sądową; skwapliwie, przysłuchując się do końca publicznemu badaniu W., zeznaniom świadków, objaśnieniom licznych ekspertów i wreszcie wymownej obronie adwokata przysięgłego Synoradzkiego. Sądzenie tej zawiłej i najeżonej wątpliwościami sprawy trwało do godziny 10 wieczór. O 10 ½ odczytano wyrok skazujący podsądnego na pozbawienie praw, na lat 7 ciężkich robót i następnie osiedlenie w Syberyi. Skazany ma lat 17. W przyszłą środę sądzona będzie niezwykle ciekawa sprawa o podrobienie biletów kredytowych państwa; podsądnych jest trzech; wszyscy są mieszkańcami Raciąża. Świadków w tej sprawie zeznawać będzie pięćdziesięciu. Obronę ma przedstawiać adwokat przysięgły Pyrowicz. Postaramy się dać z tej sprawy czytelnikom sprawozdanie.”

No i proszę – niemal jak w antycznym teatrum! Swoją drogą XIX wieczni sędziowie niezłą mieli kondycję i hart ducha, żeby tak do późnej nocy zachować pełną sprawność umysłu i w tym tumulcie osądzić tego, co trzeba było i na ile trzeba było… Pewnie niewiele łatwiej mieli lekarze. Co prawda odnosili już pierwsze sukcesy, bowiem więcej osób udawało im się zachować przy życiu, niż odprawić na zawsze do „krainy cieni” i na dodatek z pomocą przychodziła im coraz bardziej zaawansowana technologia, jednak jak się okaże niebawem – wciąż ich posługa przypominała orkę zupełnie jałowej gleby. W pierwszej kolejności przeczytajmy o wynalazku, który na dobre zagościł w znajomym nam do dziś szpitalu:



„Dla dogodności chorych Szpital św. Trójcy zaopatrzony został w przyrząd do oddychania zagęszczonym powietrzem pomysłu dr. Vajla. Przyrząd ten znalazł obszerne zastosowanie, szczególniej w chorobach płuc i opłucnej. Obecnie dowiadujemy się, że oprócz szpitalnych i chorzy przychodni za odpowiednim wynagrodzeniem będą mogli z dobrodziejstwa tego korzystać.”

Skąd my to znamy? – Kolejka obowiązuje, z „enefzetu” mogę Pana wpisać na marzec 2020, ale w opcji komercyjnej…. I tak nieoczekiwanie znów sprawdziła się stara maksyma, że najważniejsze jest zdrowie i pomyślność… szczególnie w kontekście zawartości posiadanego portfela. Swoją drogą intryguje mnie, w jaki sposób rzeczona machina zagęszczała powietrze, a co najważniejsze – czym? Ale przecież technologia przez 140 lat poszła naprzód. Dla nas „zagęszczanie powietrza” to, można powiedzieć chlebek powszedni, od tego mamy nie jedno urządzenie, ale całą fabrykę, a co najistotniejsze – korzystamy z inhalacji zupełnie za darmo! Umiemy zagęszczać atmosferę różnymi „specyfikami” tak dobrze, że niebo w biały dzień staje się czarne aż po horyzont. Podobno metoda jest dla nas zupełnie nieszkodliwa, jednakże do tej pory nikt autorytatywnie nie dowiódł płynących stąd dla naszego zdrowia potencjalnych korzyści…

Powracając tymczasem do wydarzeń sprzed półtora (nie „półtorej) wieku, w naszym mieście na dobre rozszalała się niebezpieczna epidemia, lekarze dwoili się i troili – no i cóż z tego?

„Już drugi miesiąc upływa, gdy w mieście naszem pojawiła się szkarlatyna. Z początku choroba ta przebiegała dość łaskawie, bez ważniejszych powikłań i co najważniejsze z nikłym procentem śmiertelności, jednakże od początku września przypadki zaczęły się mnożyć, a i liczba ofiar rośnie zatrważająco. Przyczyną smutnych zajść jest najczęściej błonicowe zapalenie gardzieli i dróg oddechowych porywające swe ofiary z przerażającą szybkością. Szczególnie gwałtowny przebieg przybiera epidemia ta w okolicach Płocka, gdzie po kilkoro dzieci jednego dnia przeniosło się do lepszego świata. Z przykrością tu należy zaznaczyć niekonsekwencyę, jakiej nie rzadko dopuszczają się rodzice wobec własnych dzieci. Wychodząc z błędnego przekonania, że jakoby każde dziecko musi przejść szkarlatynę, nie oddzielają oni dzieci zdrowych od chorych, lecz wbrew wyraźnemu zaleceniu lekarza, mieszczą je umyślnie razem aby, jak to mówią, pozbyć się za jednym razem tego kłopotu. Rodzice ci zapominają, że szkarlatyna jest chorobą wysoce niebezpieczną dla dzieci i że nawet jeśli jedno dziecko wychodzi z niej bez szwanku, to drugie może paść ofiarą tej tak zwanej rodzicielskiej przezorności. Poza tym wcale nie dowiedzioną jest rzeczą, aby każde dziecko bezwarunkowo musiało przebywać szkarlatynę, a nawet są całe miejscowości, które nie pamiętają wcale tej epidemii.”

Czy Coś nam to przypomina? Właśnie całkiem przypadkiem wpadliśmy na ślad protoplastów naszych „antyszczepionkowców”, którzy z równie absurdalną argumentacją, co współcześni „rewolucjoniści” medycyny, starali się wprowadzić w życie zasadę „naturalnej selekcji”; aż dziw bierze, że od tak dawna potoczne rewelacje i „domowe” sposoby testuje się na własnych i nie tylko własnych dzieciach. Czy jest w tym jakakolwiek logika myślenia? Pewnie taka sama, jaką w swym wywodzie przedstawił autor poniżej przytoczonego artykułu:

„Rzecz się dzieje w alei placu spacerowego. Jegomość w długim angielskim paltocie, spotyka drugiego w krótkiej bonżurce. Stanęli naprzeciw siebie, kiwnęli smutnawo głowami i po chwili milczenia długi paltot zapytał bonżurki:
– Gdzie walisz?
– Ot tak, bez celu.
– Ja także.
– A to ci nudy fatalne!
– Niech dyabli porwą! Człek uschnąć może!
Słysząc przypadkowo – dalipan! Przypadkowo – żal mi się zrobiło tych znudzonych, bo czyż może być coś fatalniejszego niż nuda? Nuda jest objawem kompletnego rozstroju organizmu psycho – fizyologicznego, jest dowodem zastoju umysłowego, słowem głębokiego odrętwienia! Dziwne pytanie – pomyśli ktoś sobie. Człek tyle przesiedzi w biurze, sklepie lub przy jakim innym zajęciu… a cóż u licha ma więcej robić? Przepraszam szanownych oponentów, ale my nudzić się nie możemy, mamy bowiem takie obowiązki, których niespełnienie grozi unicestwieniem społeczeństwa. Nie możemy zaprzeczyć by walka o byt była niekonieczną, jak i że pewne osobiste przyjemności wyświadczają ogółowi ogromne usługi. Dla przykładu przytoczę tu Huxley’a, który wykazuje, że stare panny pieszcząc i hodując koty przyczyniają się do dobrobytu Anglii, a to w sposób następujący: zwyczajna czerwona koniczyna, stanowiąca w Anglii przednią karmę dla bydła, potrzebuje odwiedzin trzmieli dla ukształtowania nasienia. Owady te wysysające miód sprawiają zetknięcie się pyłku ze słupkiem kwiatów i przez to pośredniczą w zapłodnieniu. Darwin wykazał na próbach, że czerwona koniczyna usunięta spod odwiedzin trzmieli nie wytwarza ani jednego nasienia. Ilość trzmieli jest odpowiednią ilości ich nieprzyjaciół, spośród których myszy polne są najbardziej niebezpiecznymi. Czem więcej myszy polnych, tam mniej będzie się zapładniała koniczyna. Ilość myszy zależy od ilości ich nieprzyjaciół, do których należą koty. Dlatego w pobliżu wsi i miast, gdzie dużo przechowują kotów, znajduje się wielka ilość trzmieli. Obfita zatem ilość kotów, staje się korzystną dla zapłodu koniczyny, a bydło karmiące się koniczyną jest podstawą dobrobytu Anglii, gdyż Anglicy zachowują swe cielesne i duchowe siły przeważnie dlatego, że karmią się wybornem mięsem. Z powyższego wynika, że wielkość Anglii pośrednio zależną jest od ilości kotów, że zaś stare panny najwięcej hodują koty, przeto im głównie zawdzięczać należy i potęgę i bogactwo Wielkiej Brytanii.”

Bacznie rozejrzałem się po okolicznych polach i łąkach; moje dochodzenie okazało się druzgocące; czerwoną koniczynę zauważyłem jedynie w niewielkich dziczejących kępkach. Istna katastrofa! Niewiele mamy szans na rozwój i pomyślność, ale jeszcze nic straconego! Jak ojczyzna długa i szeroka, podejmijmy wiekopomne dzieło dla siebie i przyszłych pokoleń! Jak jeden mąż… a raczej jak jedna stara panna zabierzmy się do głaskania naszych udomowionych „tygrysów”!

I od razu proponuję taki oto slogan – Cała Polska pieści koty!

Zostań Patronem PetroNews.pl - Wspieraj swoje lokalne media KLIKNIJ!

REKLAMA

PowiązaneArtykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Zgadzam się na warunki i ustalenia PolitykI Prywatności.

Reklama

Najchętniej dzisiaj czytane

Reklama


REKLAMA
  • Przejdź do REKLAMA W PŁOCKU