„Ubu Król, czyli Polacy” to ubrana w formę groteski i nie pozbawiona humoru, ale jednak poważna zaduma nad ludzką kondycją i współczesnym światem. Globalizuje się on niestety także poprzez rozprzestrzenianie się wojen. Tych wywoływanych przez możnych tego świata i tych, które prowadzimy sami.
Premiera „Ubu Króla, czyli Polaków” zbiegła się w czasie z obchodami Międzynarodowego Dnia Teatru. Z tej okazji zawsze przygotowywane są okolicznościowe orędzia. Tym razem w imieniu światowych twórców wypowiedział się Willem Dafoe, który wprawdzie znany jest jako wybitny aktor filmowy, ale często podkreśla, że teatr zawsze był i ciągle jest dla niego najważniejszą ze sztuk. Zwrócił on uwagę, że teatr jest potrzebny, aby zrozumieć siebie i otaczający nas świat, w którym przecież każdy nasz zmysł czeka na … spotkanie. W imieniu polskiego środowiska teatralnego przejmujący tekst napisał z kolei Marcin Zwierzchowski ( całość do przeczytania tutaj – https://www.teatrplock.pl/pl/oredzie-na-miedzynarodowy-dzien-teatru-2026 ). Nawiązał w nim do teatru wojny, który króluje obecnie na świecie, ale także w nas samych – nie wyłączając teatralnych twórców. A wszystko zaczyna się od mentalnej „czwartej ściany” – tak trudnej do przebicia. Przeciwstawił jej teatr pokoju, który – nawet przy pełnej sali – grany jest zawsze dla jednego widza. Nie ma w nim podziału na złowrogie My i Wy, jest tylko Ja i Ty.

Marek Mokrowiecki przygotowując swoją adaptację „Ubu Króla” nie mógł znać żadnego z tych tekstów. Ponieważ jednak w teatrze, jak w życiu, metafizyka często występuje, płockie przedstawienie – przynajmniej w moim odczuciu – silnie z przesłaniem zarówno Dafoe, jak i Zwierzchowskiego konweniuje.
Choć trudno w to uwierzyć, tekst Alfreda Jarry’ego powstał w 1888 roku jako satyra piętnastoletniego ucznia na nielubianego nauczyciela. Po latach okazał się prekursorski jeśli chodzi o teatr absurdu, groteskę i surrealizm, ale początki były trudne. Pierwsze wystawienie w Paryżu w roku 1896 okazało się skandalem (poszło głównie o nowy wulgaryzm – grówno) i spektakl zszedł z afisza. Dziś jest jednak uznaną klasyką, wystawianą w teatrach całego świata, a Ubu – jak podaje za Jeanem Saltasem ładnie wydany i bardzo ciekawy teatralny program – „ … wszedł w ludzkość i historię jak Don Juan, Tartuffe, Hamlet i Panurg”. Ja osobiście już od jakiegoś czasu mam wrażenie, że dawny absurd i surrealizm stały się dzisiejszą rzeczywistością … . Trawestując znane powiedzenie: są obecnie na świecie rzeczy, które się nawet surrealistom nie śniły.

Już sam początek płockiego przedstawienia znakomicie ustawia cały spektakl. Scenograf Krzysztof Małachowski genialnie zaprojektował teatralną przestrzeń. Oto jesteśmy na polu kapusty. Zielono-czarnej, a może jednak biało-czerwonej? Z tyłu widnieją olbrzymie, nienaturalnej wielkości drzwi – wrota do innego świata, z którego jednak nie przychodzi żadne „zbawienie” – wręcz przeciwnie. Z przodu sceny natomiast widnieje tajemnicza czarna dziura. Otchłań do której potem bez mrugnięcia okiem Ubu będzie zrzucał niewygodnych, albo po prostu zwykłych, Bogu ducha winnych, obywateli. Jak leci: szlachtę, sędziów czy „fynansistów”. Metaforycznie zaś sam będzie się tam pogrążał wraz z nimi. Przyszli przez okazałe wrota – z chwilą sławy czy sukcesu, a potem spadają w niebyt. Czy to nie wciąż aktualne zwierciadło rzeczywistości?
Sam Ubu to postać jakich wiele – zwłaszcza dzisiaj. Oportunista, żądny władzy karierowicz, bez skrupułów – czytaj po trupach (dosłownie) – dążący do celu. A przy tym człowiek małego ( małpiego?) rozumu. Gdzież mu tam choćby do przebiegłego Tartuffe’a czy despotycznego, ale twardego Makbeta. W całej sztuce zresztą odniesień do Szekspira jest bardzo wiele. Widać schowany tu pod formą groteski, ale jednak hołd Jarry’ego dla starego teatru. Grana przez Magdę Tomaszewska Ubica to zwłaszcza na początku klasyczna Lady Makbet. Świetnym pomysłem inscenizatorskim jest monolog Hamleta odgrywany przez Mariusza Pogonowskiego – nie do czaszki Yoricka, ale do … kapusty.

W tytułowego Króla Ubu wcielił się Łukasz Mąka. Miał 12 lat, gdy w 1995 roku rolę tę w płockim teatrze – także w spektaklu reżyserowanym przez Marka Mokrowieckiego – grał jego tata. Obecnie Jacek Mąką pracuje w Teatrze im. Stefana Żeromskiego w Kielcach, ale w Płocku nadal mieszka i był obecny na premierze. Marek Mokrowiecki absolutnie zaprzecza, jakoby rodzinne konotacje i dawne sentymenty miały jakikolwiek wpływ na dobór obsady. I nie można mu nie wierzyć, bo Łukasz Mąka już nie raz udowadniał, że grać potrafi, a do roli Ubu po prostu idealnie pasuje. Jakby jednak nie patrzeć, to piękna rodzinna kontynuacja. Ciekaw jestem czy podczas rodzinnego obiadu, obaj panowie dyskutują o swoich rolach? Tym bardziej iż niewykluczone, że Łukasz Mąka widział i pamięta spektakl z 1995 roku. Wychowywał się przecież w teatrze, gdzie do dziś jako sufler pracuje jego mama – Aleksandra Diana Mąka. Notabene w tym roku odznaczona medalem za zasługi dla płockiego teatru. Gratulacje!
Być może dla Łukasza Mąki w jakimś stopniu zmierzyć się z rolą graną kiedyś przez własnego ojca nie było łatwo. Wydaje się, że jak ktoś nie ma wrodzonych ku temu, naturalnych „predyspozycji”, to przekonująco zagrać jednowymiarowego głupka, jest dużo trudniej niż „normalnego” człowieka. Chociaż pewnie granica między jednym a drugim jest w dzisiejszej rzeczywistości bardzo płynna, niestety. Mąka dobrze jednak oddał naturę głównego bohatera. Ubu nie cofa się przed niczym, aby zdobyć i utrzymać władzę. Czyni to jednak prostacko, można nawet powiedzieć bezmyślnie. Nie jest typem wytrawnego gracza czy stratega, daleko mu do przebiegłości Machiavellego. Czy nie przypomina nam to jednak odniesienia do naszych czasów? Przecież często się zdarza, że wypowiedzi i zachowania ludzi władzy – w Polsce czy na świecie – obrażają naszą inteligencję. Poziom głupoty, ignorancji i obłudy osiągnął rozmiar niespotykany. Ba, zdaje się publiczną normą. Dziś można powiedzieć jedno, jutro uczynić drugie, a potem jeszcze się tego wszystkiego oficjalnie wyprzeć. Ci, którym to odpowiada – z powodów ideologicznych lub po prostu koniunkturalnych – wybaczą i uwierzą we wszystko. A co najgorsze, mogą naśladować … .
W całym przedstawieniu przeróżnych odniesień do współczesności można znaleźć mnóstwo. Wrażenie robi wojskowa defilada z kartonowymi czołgami, samolotami, w których zasiadają „zwykli” ludzie, choćby nasze polskie postacie przypominające te z naszego narodowego dramatu „Wesele”. Są czytelne i nawet dosłowne odniesienia do Ukrainy. Jest czerwony dywan rozkładany przed Ubu czy puszczane ze sceny drony i spadające piłki – bomby. Jarry pisał „Ubu” długo przed obydwiema światowymi wojnami – hekatombami. Można więc to było to odczytywać jako profetyczną zapowiedź. Dziś to już, niestety, nasza rzeczywistość. Bo na wojnach giną oczywiście ludzie, ale zanika także człowieczeństwo, umiera prawda, a zwycięża propaganda i interesy.

Tekst Jarry’ego jest więc ponadczasowy. A nawet dziś nabiera większego wymiaru. W zasadzie nie jest on trudny w swoim przekazie, co najwyżej pewne kłopoty w odbiorze może niekiedy sprawiać forma. W płockiej inscenizacji Mokrowieckiego nie ma jednak przesadnego nią epatowania – co przy grotesce czy też teatrze absurdu jest często dla twórców dużą pokusą. Wprawdzie w drugiej połowie przedstawienia przez moment tempo nieco spada, ale wrażenie to może być jednak równie dobrze wynikiem lekkiego zmęczenia recenzenta spowodowanego brakiem przerwy i nie wypiciem znakomitej kawy serwowanej w teatralnym bufecie – wraz z pysznym ciastem domowej roboty.
Przesłaniem sztuki może być refleksja nad tym, że zawsze byli, są i będą ludzie ogarnięci żądzą władzy. Nie jacyś demoniczni szaleńcy, ale zwykli koniunkturaliści. Zawsze też znajdą się poplecznicy, którzy będą im w tym pomagać. Współczesny Ubu celowo zdaje się postacią bez większej charyzmy. Nikim szczególnym, po prostu „małym” człowiekiem ogarniętym manią wielkości. Wystarczy odrobina bezmyślnej bezczelności, często duża dawka zwykłej głupoty i bezrefleksyjności oraz pewnie obowiązkowo konto w mediach społecznościowych. Z powodzeniem znajdziemy takich w światowej czy też polskiej polityce. Znajdziemy ich też być może w pracy, wśród znajomych, co bardziej przenikliwi mogą odnaleźć pewne cechy nawet w sobie. Całe szczęście, jeśli z przerażeniem.
To, co jednak najbardziej jest w płockim spektaklu poruszające, to wciąż aktualny kontekst. Trawestując tytuł filmu Paula Thomasa Andersona – wielkiego zwycięzcy tegorocznych Oscarów – na świecie wciąż mamy jedną wojnę za drugą. Z kolei odnosząc się do wspomnianego wcześniej okolicznościowego orędzia Marcina Zwierzchowskiego – sami wciąż toczymy, a czasem nawet rozpętujemy, nasze małe-wielkie wojny. Pretekstów nigdy przecież nie zabraknie.
I dlatego niestety śmieszno-złowieszczo wybrzmiewa ostatni akord przedstawienia – chóralny, znany ze sportowych aren ryk: Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało. Oczywiście wiemy, że to tylko niebezpieczny mechanizm obronny, że wiele złego się stało i ciągle dzieje. Jeśli historia uczy nas jednak czegokolwiek, to niestety – oprócz śmierci i podatków – wojny, te małe i te duże, wciąż toczą się na świecie. Nie znaczy to jednak, że nie mamy na to żadnego wpływu. Jak mawiają spece od rozwoju – każda zmiana zaczyna się w nas. W końcu jesteśmy „królami” własnego życia. I wcale nie musimy być poplecznikami Ubu. Możemy mu się przeciwstawić. Odrzucić My i Wy, skupiając się na Ja i Ty. Może to coś da, kto wie.
Jakub Moryc
autor jest członkiem Płockiego Towarzystwa Przyjaciół Teatru
Jak co roku, Płockie Towarzystwo Przyjaciół Teatru z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru przyznało swoje Srebrne Maski. Tym razem otrzymali je aktorzy Maja Rybicka – za kreację Niani w „Romeo i Julii” Wiliama Szekspira w reżyserii Krzysztofa Szustera oraz Jakub Matwiejczyk – za dwie duże role: Cziczikowa w spektaklu „Martwe dusze 2.0, czyli Cziczikow loguje się ponownie” inspirowane powieścią Mikołaja Gogola w adaptacji i reżyserii Rafała Sisickiego oraz Księcia Filipa w „Iwonie, księżniczce Burgunda” Witolda Gombrowicza w reżyserii Mariusza Pogonowskiego i Adama Gradowskiego. Małe Złote Maski otrzymali Maria Żak i Mirosław Łakomski.

















![Wojsko w Płocku. Trwają Wojskowe Targi Służby i Pracy [FILM, ZDJĘCIA]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/wojsko_a-1-360x180.jpg)


![Młodzież pomaga młodzieży. Trwa pilotaż wsparcia rówieśniczego [PODCAST]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/julita-360x180.jpeg)


![Kto zapłaci za zmiany w lokalnej edukacji? [LIST RODZICÓW]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/przedszkole_rodzice-360x180.jpg)

![Wolontariusze ORLENU posadzili las w Łącku [FILM, ZDJĘCIA]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/orlen_las-27-360x180.jpg)
![Zrobili film o płockim „Pałacu cudów”. Jak wygląda obecnie? [FILM]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/palac_cudow-360x180.jpg)









![Maraton życia i… książek. Tomasz Kominek o aktywności fizycznej i umysłowej [PODCAST]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/tomasz_kominek1-360x180.jpeg)



![PSL rozmawia o Polsce w Płocku. Kolej, S10, uniwersytet, wojsko… [FOTO]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/03/PSL_30032026-2-360x180.jpg)




