Jednym z pomysłów na uatrakcyjnienie Płocka był pomysł budowy Toru Płock. W naszej redakcji praktycznie każdy ma benzynę we krwi, stąd od razu wzmocniliśmy siłę przekazu tej idei. Jak się okazało, przesadziliśmy…

W dość niefortunnym okresie, bo przed samorządowymi wyborami prezydenckimi, jeden z kandydatów do rady miasta zaproponował budowę toru wyścigowego w Płocku. Podchwyciliśmy pomysł i uderzyliśmy medialnie z taką siłą, że nawet niektórzy kandydaci na prezydenta Płocka poczuli się zagrożeni i postanowili torpedować pomysł, wbrew potrzebom mieszkańców i logice.

Argumenty, które przytaczano, były dla nas niezrozumiałe, a wyłaniał się z nich jeden wniosek. Biedny nie może oszczędzać – nie wybudujemy toru, jeśli nie będzie przynajmniej kosztował kilkadziesiąt, a może i kilkaset milionów, i nie będzie miał wielokilometrowej pętli oraz infrastruktury godnej najlepszych torów na świecie.

Widząc zaciętość, z jaką niszczono tę ideę – odpuściliśmy. Czy słusznie?

Czy Płock to polski Detroit?

Mamy nadzieję, że nasze miasto Detroit nie jest – wiedząc jak aktualnie postrzegane jest MotorCity na mapie Ameryki. Owszem, małe firmy (tak jak i w Detroit) walą się jak domki z kart na wietrze, owszem – mamy ruiny i pustostany, ale na pewno nasza sytuacja finansowa jest lepsza – a przynajmniej wierzymy w to na podstawie raportów z budżetu miasta.

To co łączy Płock i Detroit najbardziej to fakt, że nasze miasto silnie kojarzy się z motoryzacją, ze względu chociażby na Petrochemię Płock – markę rozpoznawalną w całej Polsce, ale również markę Orlen. Co prawda, Orlen z Płockiem się nie kojarzy, ale na pewno przez pryzmat produkcji paliwa oraz organizacji i wspierania imprez motoryzacyjnych – niestety, poza naszym miastem – kojarzyć można.

Kolejna marka to Bud-Mat. Godne pozazdroszczenia wyniki sportowe drużyny tej firmy w zawodach motoryzacyjnych sprawiły, że miasto znowu ożyło nadzieją po ostatnich zawodach na stadionie przy Łukasiewicza 34.

Kolejna wielka firma, mająca koniugację z motoryzacją to należąca do koncernu Fiat, a działająca w Płocku CNH. Wiecie, że w skład koncernu wchodzą takie marki, jak np. Lancia, Chrysler, Jeep, Dodge Ferrari i Maserati?

Oczywiście warto tu przypomnieć koncepcję promocji miasta Grupy Eskadra, która dość jednoznacznie zaproponowała hasło “Płock – miasto z werwą!” i oczywiście budowę toru. To było… sześć lat temu.

Co zaproponowano w koncepcji Tor Płock?

Płocczanie którzy szukają możliwości nauki bezpiecznej jazdy i pościgania się w kontrolowanych warunkach, byli zainteresowani torem na działce 15 hektarów, który rozwijałby się wraz z nimi. W pierwszym etapie zaproponowano zabezpieczenie 5 mln zł na sam tor o długości 3-4 km (nie da się go porównywać z ceną np. obwodnicy, gdyż tor nie służy do tranzytu tirów, a wyścigów lekkich pojazdów).

Czy 4 km to dużo? Znany wszystkim tor na lotnisku Top Gear ma 2820 m. Inne znane tory, to np. Laguna Seca Raceway – 3602 m, uliczny Circuit de Monaco – 3340 m czy Tsukuba Circuit – 2045 m. Osobiście z wielką przyjemnością jeżdżę po torze Ułęż, którego infrastrukturę tworzy… barak. Sam tor ma 2500 metrów i świetnie sobie radzi w spełnianiu marzeń o wyścigach swoich gości. Przytoczę jeszcze dwa znane na pewno płocczanom tory: Radom – 820 m czy Słomczyn – 600 m.

Powiedzmy sobie więc szczerze – 4 km toru to dużo, a 5 mln zł to mało. Oczywiście – potrzeba jeszcze pieniędzy na kontener dla załogi toru czy zabezpieczenie, ale budując to na terenie miejskim, na pewno nie bardzo byśmy się oddalili od zakładanej kwoty.

Tor jednak będzie!

Taką deklarację złożyli politycy. Oczywiście, nie mówiono otwartym tekstem o torze wyścigowym, a o “torze sportowym” czy “obiekcie do sportów motorowych”. Rozległy się ochy i achy, a koszt określono na “kilkanaście milionów”.

Przyjrzyjmy się temu bliżej. Podpisano list intencyjny w sprawie toru motokrosowego. W wielkim skrócie, chodzi o dziurę w ziemi, czyli o miejsce, w którym drużyna jednego z płockich zakładów pracy może się szkolić. Też fajnie. Życzymy, aby każda dyscyplina sportu miała możliwość się szkolić, jeśli ma tylko pasję i wyniki, ale nie jest to w żadnym stopniu tor, o którym mówiliśmy do tej pory. Z tego obiektu nie skorzysta nikt, kto chce nauczyć się bezpiecznej jazdy czy pościgać z kolegami, o ile nie ma w sobie pasji do jeżdżenia motocyklem w terenie.

tory

Tor motokrosowy ma takie odniesienie do toru wyścigowego, jak wybudowanie obwodnicy miasta, ale tylko dla skuterów i nikogo więcej. Bez sensu? Każdy niech odpowie sobie sam… Co prawda, mówi się o rozszerzeniu w późniejszym etapie tego miejsca o tor wyścigowy, ale… jakoś nie mam zaufania do “kiedyś” i “później”.

Topowy polski moto-projekt: Narodowe Centrum Sportów Motorowych i Rekreacji w Gdańsku

Jeśli o takim rozmachu, jaki przygotowali w Trójmieście, myślą nasi włodarze – nie mam nic przeciw. Myślcie, ale póki co, nie sądzę, aby nasze miasto, w którym nie ma pieniędzy nawet na promocję lokalnych festiwali, mogło pozwolić sobie na taki ruch.

Zaprojektowany przez Hermanna Tilke, niemieckiego architekta, projektanta torów wyścigowych i kierowcę wyścigowego tor, to koszt rzędu 100 mln euro, który powinien zwrócić się po ok. 20-25 latach. Inwestycja ta ma powstać ze środków rządowych, przeznaczonych na budowę infrastruktury sportowej lub w partnerstwie publiczno-prywatnym.

Jak się okazuje, z pieniędzy publicznych może zostać wybudowana kanalizacja, drogi dojazdowe, podstawowe tory i być może place do nauki jazdy. To bardzo dużo. Może to już dać do myślenia, jak poprowadzić inwestycję u nas lokalnie i – podobnie jak w przypadku Gdańska – resztę pieniędzy przyjąć od prywatnych inwestorów. Jakim sposobem?

W przypadku NCSMiR w Gdańsku, zakłada się powstanie 10-kondygnacyjnego czterogwiazdkowego hotelu z 240 pokojami i tarasem na dachu z widokiem na tory oraz park rozrywki. Poza tym, oczywiście salony samochodowe, restauracje, obiekty handlowe, dodatkowe tory (motokros, off-road, żużlowy, itp.). Sam tor generować ma zysk nie tylko z fanów sportów motorowych, ale również gości hotelowych, szkoły nauki jazdy, producentów samochodów lub właścicieli salonów samochodowych, którzy będą mogli na torze przeprowadzać jazdy testowe dla swoich klientów i organizować eventy.

Planowane Centrum to obiekt na poziomie światowym, na który nie stać nas, a prawdopodobnie i Gdańska, ale życzymy powodzenia z całego serca.

Fot. profil FB "Popieramy budowę Centrum Sportów Motorowych w Gdańsku"

Fot. profil FB “Popieramy budowę Centrum Sportów Motorowych w Gdańsku”

Teraz jednak pokażemy coś, na coś nas nie tylko stać, ale i z czego powinniśmy wziąć przykład.

Autodrom Pomorze

W miejscowości o brzęczącej nazwie Pszczółki, 25 kilometrów od Gdańska, skończyła się budowa kompleksu, który zapewne spowoduje weekendowe wyjazdy płocczan z benzyną we krwi.

Obiekt “Autodrom Pomorze” składa się z najdłuższego na Pomorzu toru kartingowo-szosowego o długości 1047 m, o różnorodnej charakterystyce zakrętów i pochyleń. Wyposażony jest w sygnalizację świetlną oraz możliwość pomiaru czasu przejazdu. Istnieje także możliwość zmiany konfiguracji (skrócenia) toru, w zależności od potrzeb.

Na terenie 8-hektarowego obiektu do dyspozycji użytkowników jest:
– tor kartingowy o długości 1 047 m,
– tor ziemny (quadowy) o długości ok. 500 m,
– budynki biurowe wraz z halą garażową o powierzchni 545 m²,
– sala wykładowa przeznaczona dla 20 słuchaczy,
– płyta poślizgowa prostokątna – 150 m × 50 m,
– płyta poślizgowa w formie pierścienia – średnica 68 m,
– plac manewrowy – 100m × 20m,
– wzniesienia z łukiem i nawodnione.

W Ośrodku Doskonalenia Techniki Jazdy mają być organizowane między innymi:
– szkolenia dla kandydatów na instruktorów techniki jazdy,
– szkolenia dla kierowców pojazdów uprzywilejowanych,
– szkolenia dla kierowców przewożących wartości pieniężne,
– zajęcia z jazdy w warunkach specjalnych dla uczestników szkoleń dla kierowców zawodowych,
– doskonalenie jazdy dla kierowców wszystkich kategorii prawa jazdy.

Inwestycja powstała ze środków Pomorskiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Gdańsku. Koszt całego projektu wyniósł 12,5 mln zł. Budowa trwała kilka miesięcy – rozpoczęła się w październiku ubiegłego roku.

Po co taki obiekt w małych Pszczółkach? Otóż w 2016 roku wejdą w życie nowe przepisy dotyczące młodych kierowców. Dzięki nim, już od stycznia przyszłego roku każdy, kto przejdzie pomyślnie przez egzamin na prawo jazdy, w okresie od czwartego do ósmego miesiąca od uzyskania uprawnień kategorii B, będzie musiał przejść obowiązkowe i odpłatne szkolenie z zakresu techniki jazdy oraz bezpieczeństwa na drodze. Na torze w Pszczółkach łączny koszt trzygodzinnego kursu ma wynieść 300 zł.

To ten jednak ma służyć również innym zajęciom praktycznym, m.in. dla kandydatów na instruktorów nauki jazdy, dla kierowców na pojazdy uprzywilejowane, szkolenia “przed zimą”, jazdy w warunkach ekstremalnych dla kat. C i D oraz zajęcia na motocyklu do 125 cm sześciennych dla osób posiadających prawo jazdy kat. B od min. 3 lat.

Przy okazji… W krakowskim Budżecie Obywatelskim w tym roku wygrał… projekt budowy toru motocyklowo-samochodowego, który zdobył aż ponad 22 tysiące punktów (kolejne w rankingu dodatkowe lekcje angielskiego miały ich niespełna 13 tysięcy). Miłośnicy motoryzacji byli bardziej zmobilizowani nawet od kibiców Wisły Kraków, którzy optowali za budową Interaktywnego Centrum Historii Wisły Kraków.

Czy Płock również doczeka prawdziwego toru wyścigowego? Czy miasto, w którym benzyna jest głównym napędem gospodarki, doceni zapał i chęci miłośników motoryzacji? Czas pokaże.

Fot. trojmiasto.pl

Podziel się:

2 komentarze

  1. Skoro każdy będzie musiał przejść przez szkolenie to nie jest marzenie a potrzeba. Może w końcu ktoś ogarnięty się tym zajmie.

Zostaw Komentarz

Warto Przeczytać

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji