Płocczanie apelują: Zróbcie coś z ochotkami. To plaga!

REKLAMA

Nasza czytelniczka przesłała film, informując o pladze ochotek przy ul. Łukasiewicza. Poprosiliśmy więc Was o przesyłanie filmów i zdjęć, dokumentujących plagę owadów nad Płockiem. Odzew przekroczył nasze oczekiwania…

Reakcja płocczan była natychmiastowa. Zaczęły do nas napływać e-maile, wiadomości prywatne, a w komentarzach dawaliście znać, które rejony naszego miasta są właśnie atakowane przez roje ochotek.

PowiązaneTematy

– Nad Wisłą jest totalna inwazja komarów i ochotek – to sms od czytelnika. – Wygląda to jak mgła, tyle jest ich. Nie da się ustać. Są ich miliony! – napisał, przesyłając zdjęcia.

– Na Pasażu Roguckiego też są całe chmary – napisał Łukasz. – Kredytowa i Skłodowska też tego pełno – wpisał Bartosz. – Na Jasnej aż ciemno – dodała Anna. – Jakby dym leciał z kominów znad Skarpy – to Iza.

Czytelnicy donosili o ciemnych chmurach ochotek na Międzytorzu, Dworcowej, 3 Maja, Mickiewicza, al. Armii Krajowej, Skarpie, Winiarach, Morykoniego, Tumskiej, Nowowiejskiego, Bartniczej, Kazimierza Wielkiego, Łukasiewicza, Kredytowej.

– Szyby od zewnętrznej strony całe oklejone robalami. Szarańcza jakaś. Czarne chmury nad Płockiem. Lepiej okien nie otwierać – napisała Ania. – Żyć się nie da! One nawet żyją w takich ekstremalnych warunkach jak akademik! – nieco żartobliwie wpisał się Karol. – Trzeba wyciąć jeszcze więcej drzew i przegonić resztę ptaków, no i ryby odłowić albo potruć, wtedy będzie ich na pewno mniej – nieco cynicznie wtrąciła Agnieszka.

– Gdy wracałam wieczorem ze spaceru, były ich całe chmary, nie można było przejść, oblepione całe okna, czy można z tym coś zrobić? – pytała Iza.

– Chciałam się z Wami podzielić niecodziennym zjawiskiem – to co się dzieje nad płockim, tumskim wzgórzem nadaje się po prostu do skomentowania. Na niebie w stronę miasta przesuwają się „chmury” czy „ławice” czy też rój jętek. Jest ich tak wiele, że ludzie spacerując po Parku Tumskim chodzą pod parasolami i z nakryciami głów. Do tego specyficzny odgłos „bzyczenia”, jakby rój szerszeni miał opanować miasto. Na niebie widać smugi z jętek, które wyglądają jak ślady po samolotach przecinających niebo… – napisała mailowo nasza czytelniczka.

– Chciałbym zwrócić uwagę na dość istotną kwestię w kontekście zbliżających się festiwali muzycznych w Płocku, a dokładnie chodzi o plagę robactwa – ochotki nie dają spokoju nad zalewem Sobótka i obawiam się, że wpłyną na utrudnienia dla przyjezdnych fanów muzyki. Warto zaapelować do Urzędu Miasta Płocka, aby poczynili jakieś kroki w celu likwidacji robactwa. Trzeba tu wspomnieć także o szpitalu na Winiarach, które podobno jest miejscem sterylnym, gdzie ci przybysze mają już swój dom –  słusznie zauważył Dawid.

Pan Dariusz przesłał nam linki do jego filmów, przedstawiających plagę much ochotek nad Sobótką oraz na Winiarach, można też obejrzeć jego ZDJĘCIA.

Pani Aneta przesłała zdjęcia z opisem: – To zjawisko przyciemnione na zdjęciach nad drzewami, to słynne ochotki. Nad ulicą Obrońców Westerplatte jest tego pełno, szum od nich jest okropny. Tu, wokół bloków, jest dużo drzew. To jakaś masakra, normalnie z domu nie można wyjść. Nie gryzą, ale nie jest to przyjemne. Już nigdy nie będę narzekać na prawdziwe komary, wolę je od ochotek – podsumowała nasza czytelniczka.

Patryk przypomniał, że ten problem, zapewne w dużo większej skali, występuje również w okolicach Płocka, np. w gminie Nowy Duninów.

– Jak tylko wyszłam z bloku na Piasta Kołodzieja, od razu słychać ich brzęczenie. Nawet w ciągu dnia trudno przejść przez osiedle, bo chowają się w krzaczkach przy blokach. Mam nadzieję, że jakoś to zlikwidują – z nadzieją napisała Marta.

Ania zauważyła, że to po ostatniej burzy namnożyła się plaga robactwa. – Czarne chmury nad Płockiem. Kolejna plaga ochotek. Nie da się przejść na osiedlu Łukasiewicza. Lepiej nie otwierać okien. Na żywo to strasznie wygląda. A jak się zapali światło, to cała szyba z zewnątrz jest w robalach. Od piątku, po tej burzy, nie da się wieczorem wyjść z domu. Idą upały, a nawet okna nie można otworzyć – zauważyła.

Po apelach naszych czytelników, prosimy urzędy i instytucje – zajmijcie się tym problemem. To nie jest już normalna o tej porze roku większa częstotliwość ochotek, ale regularny atak na miasto, który nabiera intensywności.

W Nowym Duninowie od 2005 roku prowadzona jest batalia o przywrócenie normalności. Opracowano nawet ekspertyzę, przygotowaną przez dra Janusza Żbikowskiego z Zakładu Ekologii i Ochrony Środowiska UMK, z której wynika, że Zalew Włocławski to idealne miejsce dla rozmnażania się tej muchówki, ponieważ występuje tu muliste dno i przepływ wody wystarczający, by osobniki te miały dostateczne natlenienie. Co ważne, wskazano również metody walki z ochotkowatymi:

  • Metody mechaniczne: rozlewanie oleju, alby uniemożliwić wylot owadów dojrzałych, mechaniczne mieszanie dna (zniszczenie jaj i larw), stosowanie porażających prądem pułapek;
  • Manipulacje ekologiczne (ograniczające zagęszczenie larw): rotacyjne osuszanie i zalewanie kolejnych fragmentów dna zbiornika), zwiększenie głębokości zbiorników, regulowanie pokrycia dna roślinnością naczyniową;
  • Behawioralne: wykorzystanie pasożytów (czyli wirusów, bakterii, grzybów, pierwotniaków i nicieni), wykorzystanie drapieżników (makrobezkręgowców), ryb (głównie bentosożernych);
  • Metody chemiczne: stosowanie środków chemicznych hamujących szybkość wzrostu larw, lub oddziałujących na postacie dorosłe.

Niestety, zastosowanie większości z prezentowanych metod – w warunkach Zbiornika Włocławskiego – jest praktycznie niemożliwe. Na przeszkodzie stoi wielkość zbiornika oraz fakt, że jest to woda płynąca. Autor opracowania zwrócił też uwagę, że do ingerencji człowieka w funkcjonowanie ekosystemu musimy podchodzić ze szczególną ostrożnością. Przykładem jest tu ochrona kormorana – wzrost jego populacji przyczynił się do znacznego zmniejszenie populacji ryb w Zalewie, a to jest jedną z przyczyn wzrostu populacji ochotkowatych.

Dwa lata temu w tej sprawie głos zabrała ówczesna Dyrektor Departamentu Zarządzania Zasobami Przyrody, Anna Ronikier-Dolańska, która wskazała na rozwiązania stosowane m.in. w Stanach Zjednoczonych, gdzie w ostatnich latach rozebrano 180 zbiorników podobnych do włocławskiego. Jednak tego typu rozwiązania nie ma w planach RZGW, KZGW ani resort środowiska, wójt Nowego Duninowa został również poinformowany, że rekultywacji tak dużych zbiorników nie przeprowadza się.

Jak mówią w Nowym Duninowie, wszystko wskazuje na to, że problem będzie narastał. – Kiedyś zmasowane wyloty tych owadów obejmowały wąski pas nad Zalewem. Dziś przekroczyły pas drogi krajowej nr 62. Jest ich coraz więcej i coraz dalej sięgają – czytamy na oficjalnej stronie Nowego Duninowa [źródło: NowyDuninow.info].

Jedno jest pewne – jeśli nadwiślańskie gminy nie połączą sił, wkrótce łopatami trzeba będzie zbierać ochotkowate nie tylko w Nowym Duninowie, ale i w centrum Płocka, a po festiwalach plażę będzie pokrywał popiół, niczym po wybuchu Wezuwiusza…

Zobaczcie galerię filmów i zdjęć płocczan.