Chyba już stało się tradycją, że Płocka Galeria Sztuki za każdym razem stara się uhonorować kobiece święto niezwykle ciekawymi wydarzeniami kulturalnymi. Tak również było i w tym roku. Tym razem niezwykle liczną publiczność przyciągnęła retrospektywna wystawa „Miłość” Edwarda Dwurnika.

Cóż można powiedzieć o malarzu? Niewiele odkrywczego. Z mistrzami się po prostu nie dyskutuje – można co najwyżej przytoczyć fakty i gorąco zarekomendować. Edward Dwurnik jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych, charakterystycznych, a jednocześnie i kontrowersyjnych współczesnych, polskich malarzy.

Urodził się w Radzyminie, mieszka i pracuje w stolicy. W latach 1963-1970 studiował na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie na Wydziale Malarstwa oraz na Wydziale Rzeźby. Jest niezwykle płodnym twórcą. Jak sam stwierdził w trakcie płockiego wernisażu, w swym dorobku ma pięć tysięcy obrazów i aż dwadzieścia tysięcy rysunków. Kiedy skrystalizował się jego zupełnie niepowtarzalny styl malarskiej wypowiedzi? Wydarzeniem artystycznym, który w pewnym sensie otworzył kierunek poszukiwań było spotkanie z legendarnym Nikiforem latem 1965 roku.

„Osobiście poznałem go w 1966 lub 1967 roku, bo przyjechał na Akademię, a właściwie przywieźli go szarą „warszawą”. Był z nim opiekun. Nikifor wysiadł, usiadł przy nas na ławce i zaczął rysować. Rysował i rysował, a ja patrzyłem. (…) To fakt, że starałem się wtedy malować trochę jak Nikifor, ale to był jedynie przewrotny rozpęd we własnym kierunku. Tak więc to raczej dowcip z tym moim Nikiforem. Niemniej wtedy był dla mnie bardzo ważny, wskazał mi drogę. (cyt. za: Edward Dwurnik “Krótka historia mojego malarstwa”)

Niemalże znakiem firmowym malarza stał się cykl obrazów „Podróże autostopem”, rozpoczęty w 1966 roku i kontynuowany do dnia dzisiejszego. Tak charakterystyczne dla Dwurnika pejzaże miejskie oglądane z lotu ptaka, z niemal barokową ilością szczegółów i sytuacji z życia wziętych, pobudzają do wielopoziomowej analizy.
Bo przecież nie są to regionalne scenki dnia codziennego, na tym artysta nie kończy.

To również, a może przede wszystkim pogłębiona refleksja, zwięzła rozprawka socjologiczna, komentarz do zjawisk społecznych, które dzieją się tu i teraz – na gorąco, w czasie, gdy jeszcze nauka nie zdążyła do nich się odnieść poprzez swą obiektywną ocenę danego fenomenu. A na dodatek szczypta ironii sarkazmu, groteskowości. Nie jest to jednak zwykłe poczucie humoru, bowiem pod jego pozorem kryje się dramat i samotność człowieka, jego zmagania z rozpowszechnionym złem, okrucieństwem i nienawiścią. Czasem też w obliczu tak bezwzględnej sytuacji pojawia się rezygnacja wobec totalnego systemu nacisku i niepohamowana bezsilność. Takie przesłanie i rozumienie świata charakteryzuje większość prac Edwarda Dwurnika.

Oczywiście przy tak spektakularnej ilości obrazów, które wyszły spod pędzla malarza, dorobek artystyczny nie mógł się zakończyć tylko na jednym cyklu. Nie mniej dosadne, przejmujące, pobudzające do refleksji są cykle „Sportowcy”, „Robotnicy”, „Warszawa”, „Droga na Wschód”, „Od grudnia do czerwca” i wiele innych.

Dokonania twórcze Edwarda Dwurnika zostały uhonorowane wieloma prestiżowymi nagrodami – m.in. krytyki artystycznej im. Cypriana Kamila Norwida (1981), nagrody Komitetu Kultury Niezależnej “Solidarności” (1983), nagrody Coutts Contemporary Art Foundation (1992), a w sam przeddzień płockiej wystawy złotym medalem Gloria Artis nadanym przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Artysta ma w swym dorobku około stu wystaw indywidualnych w kraju i za granicą, oraz nie mniejszą ilość festiwali i wystaw zbiorowych. Na rynku sztuki jego malarstwo jest niezwykle cenione przez polskich i zagranicznych kolekcjonerów.

Powróćmy jednakże do naszego wernisażu o może nieco słodkim… a może filozoficznym tytule „Miłość”. W tej formule, która jednakże podlega ciągłej ewolucji, wystawa była już prezentowana w Częstochowie we wrześniu ubiegłego roku, a także w styczniu br. w czasie obchodów otwarcia Europejskiej Stolicy Kultury we Wrocławiu.

Jak stwierdziła kurator wystawy Anna Paleczek-Szumlas, miłość ma różne oblicza. Raz jest namiętna, niczym czerwone tulipany, czasem jednakże zabarwia się żółtymi tonami zazdrości, a nawet nienawiści. Takie właśnie diametralnie różne zmagania z ludzkimi uczuciami płocka publiczność miała okazję odnajdywać w artystycznych poszukiwaniach i egzemplifikacjach Edwarda Dwurnika, na którą złożyło się niemal czterdzieści obrazów oraz około sześćdziesięciu grafik, rysunków i kolaży. A że była to wystawa w swym założeniu retrospektywna, w pewnym kontekście podsumowująca niemal pięćdziesiąt lat twórczego dorobku, mieliśmy również sposobność ku temu, aby podpatrzeć, w jaki sposób kształtował się malarski warsztat mistrza.
Nie będę ukrywał, że szczególnie urzekł mnie cykl rysunków „La femme” – doskonała kreska, idealna synteza, minimum środków przy genialnej sile wyrazu.

W Płocku Edward Dwurnik prezentował swe obrazy nie po raz pierwszy, w 1998 roku odbyła się wystawa „Miasta diagonalne”. Jak zatem wypadł ten „come back” – tryumfalnie, czy też niezbyt okazale? Zachęcam Państwa do poszukania własnej odpowiedzi…

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Warto Przeczytać

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji