Okiem Robaka: „Sól ziemi” na „Spotkaniach filmowych” w NovymKinie Przedwiośnie

REKLAMA

W poniedziałkowy wieczór, w ramach „Spotkań filmowych”, NoveKino Przedwiośnie zaprezentowało zebranej licznie publiczności film Wima Wendersa „Sól Ziemi”. Jest to dokument kręcony w podróży, buduje go osobliwy nastrój, tak charakterystyczny dla „kina drogi”, kamera krok w krok podąża za genialnym, brazylijskim fotografem Sebastião Salgado w trakcie realizacji jego ostatniego projektu „Genezis”.

Nie sposób miarodajnie ocenić filmu bez nakreślenia sylwetki jego bohatera. Sebastião Salgado urodził się w 1944 roku w rodzinie brazylijskich farmerów. Jak sam wspomina, ze swym ojcem wybierał się na długie wędrówki, zawsze chciał wiedzieć, co jest za tym kolejnym wzgórzem. Pasja podróży i przygody przeniosła się w dorosłe życie.

PowiązaneTematy

Po uzyskaniu tytułu doktora ekonomii na Uniwersytecie w Sao Paulo przeprowadził się do Paryża i podjął pracę w Światowej Organizacji Kawy, co wiązało się z misjami do Afryki z ramienia Banku Światowego. Tam właśnie po raz pierwszy spróbował swych sił w fotografii. Wkrótce pasja stała się profesją. W 1973 roku, porzucając intratną posadę ekonomisty, rozpoczął pracę dla agencji fotograficznych Sygma i Gamma, następnie dla prestiżowej Magnum Photos. W 1994 roku wraz ze swą żoną Lélią Wanick Salgado utworzył własną agencję Amazonas Images.

Sebastião Salgado wyróżnia zupełnie unikalna w obecnych czasach metoda pracy. Jego materiały nie są skleconymi naprędce reportażami, składającymi z kilkudziesięciu zdjęć, on znika na długie miesiące, a nawet lata, przemierza ogromne połacie globu, rozmawia z ludźmi i dzieli ich życie, poznaje ich radość i ból, staje się dla nich świętym pielgrzymem. Każdy jego nowy projekt trwa kilka lat. Dlatego twórczość tego fotografa jest fenomenem, choć istnieje jeszcze jeden, dużo ważniejszy powód – Salgado kocha człowieka i to właśnie on jest tytułową „Solą ziemi”.


Dobitnie świadczą o tym jego pierwsze cykle obrazów „Others Americas”, „Workres”, „An uncertain Grace”. W ramach projektu „Workers” Salgado fotografował nie tylko robotników w krajach Trzeciego Świata, górników w kopalni złota Serra Pellada, strażaków na płonących polach naftowych Kuwejtu, był także 1990 roku w Stoczni Gdańskiej.

Jego fotografie ukazują bezgraniczne obszary ludzkiej nędzy, upodlenia, katorżniczej pracy, są też niezwykle przekonującym dowodem dla całego świata, że humanitaryzm jest tylko teoretyczną konstrukcją i nic nie znaczącym, gładko brzmiącym, odsuwającym na bok porywy sumienia pojęciem.

Od początku swej twórczości fotograf spisuje swym aparatem ludzkości rachunek za wszystkie zbrodnie, ludobójstwo, cierpienie i niewyobrażalne wynaturzenia. Jak sam mówi: „..Najbardziej potwornym zwierzęciem jest sam człowiek”.

„Migrations” to jeden z ostatnich projektów o tematyce społecznej, gdzie Sebastião Salgado ukazuje akty ludobójstwa na wielką skalę, eksterminacji i masowej śmierci z głodu. Wkrótce potem, po czterdziestu latach dokumentowania ludzkiego cierpienia coś się w nim przełamuje, pęka jakby w duszy powstała wielka, czarna dziura. Fotograf to w wolnym tłumaczeniu „człowiek malujący światłem”, jednakże bywa tak, że światło z drugiej strony obiektywu może również przerażać…

Powróćmy w tym miejscu do samego filmu. Reżyser Wim Wenders zrealizował swój obraz we współpracy z synem fotografa – Juliano Rebeiro Salgado, co w pewnym sensie miało zagwarantować obiektywność i bezstronność tego dokumentu. Jedno jest pewne – na pierwsze wrażenie dość monotonna opowieść mistrza o swym życiu, pasji, wędrówkach, dokonaniach, przeżyciach wzbogacona „przebitkami” zdjęć, doskonale buduje napięcie do tego stopnia, że od tej niewiarygodnej historii nie można się wprost oderwać. Nagle pojawia się w nas też nieodparta, choć niczym nieuzasadniona nadzieja, że starania sędziwego fotografa nie poszły na marne, że swymi dokonaniami ocalił niejedno ludzkie życie.

Do narracji włącza się również syn fotografa. Wątki osobiste są tu bardzo istotne, bowiem rodzina przez kilkadziesiąt lat żyła w wiecznej rozłące. Syn zbudował wizerunek ojca herosa, który z czasem siłą rzeczy przestał wystarczać, a teraz podejmuje z nim nowy projekt „Genezis”, starając się do niego zbliżyć, zobaczyć i poznać w nowej perspektywie. Pojawiają się rodzinne historie, scenki z przeszłości i szczere rozmowy. Tym samym znika widmo wzajemnego niezrozumienia i oddalenia.

Jest to kolejny poziom nadziei dla człowieka, który w tym filmie zbudował subtelnie i nie do końca wprost Wim Wenders.

Jakby naturalną dla niej bazą jest kolejna fotograficzna realizacja „Genezis”, która zakłada diametralną zmianę tematyki zdjęć. Sebastião Salgado tym razem podejmuje się uwiecznić najpiękniejsze, najbardziej urokliwe i nie skażone piętnem cywilizacji zakątki globu. W oku jego aparatu świat już nie jest krwiożerczy i zachłanny, odsłania jak otwierający płatki kwiat swoją piękną stronę.

W tym miejscu naturalnie pojawia się pytanie, jaka jest nasza kondycja, czy człowiek po przebytej traumie jest w stanie się z niej wydźwignąć i z tym samym zaangażowaniem poświęcić się nowym zadaniom. Tu znajdujemy poziom nadziei dla nas wszystkich, bowiem fotograf z taką samą pasją poświęca się nowemu projektowi i pracuje na rzecz renesansu ludzkiej istoty w wymiarze moralnym. Tworzy się tym samym fenomen pobudzający naszą aktywność, napędzający nas do działania – dzieło życia wciąż nie skończone, a zatem tyle jest jeszcze do zrobienia…

Filmy Wima Wendersa nie zawsze znajdowały przychylność krytyki i publiczności, czego nie można powiedzieć o obrazie „Sól ziemi”, który został wielokrotnie doceniony i uhonorowany, co jest pewnie najlepszą rekomendacją dla tego obrazu :
2015 – Nominacja do Oscara w kategorii: Najlepszy Film Dokumentalny,
2014 – MFF Cannes: Nagroda Specjalna Krytyki Un Certain Regard, Wyróżnienie Specjalne Jury Ekumenicznego,
2014 – MFF San Sebastián: Nagroda Publiczności,
2014 – MFF Tromsø: Nagroda Publiczności.