ADVERTISEMENT

Ochroniarze pobili klientów płockiego klubu? Sprawę bada prokuratura

ADVERTISEMENT

Podczas sobotniej imprezy w klubie Soho doszło do sprzeczki między klientami lokalu. Interweniowała ochrona, która pobiła kobietę i jej narzeczonego. – Potraktowano nas jak worki na śmieci – relacjonuje poszkodowana podczas rozmowy z nami. – Policja odmówiła nam pomocy, a taśma z monitoringu zaginęła – dodaje. Sprawa trafiła do prokuratury, a Soho zaprzecza: Ochrona próbowała uspokoić agresywnego klienta.

O zdarzeniu poinformowała nas sama pokrzywdzona. – Wszystko zaczęło się od tego, że postanowiłyśmy potańczyć razem z moją koleżanką – wspomina pani Monika. – Słyszałyśmy o różnych incydentach, które mają miejsce w Soho, dlatego też na ten „babski” wieczór zabrałyśmy mojego narzeczonego, żołnierza bazy wojskowej. Niestety, bawiłyśmy się tylko do trzeciej piosenki. Wówczas dwóch małolatów zaczepiło mojego narzeczonego, a jeden z nich wylał na niego kubek piwa – dodaje.

PowiązaneTematy

Doszło do kłótni, podczas której interweniowała ochrona klubu. Zgodnie z relacją poszkodowanej, porządkowi zaczęli szarpać narzeczonego pani Moniki. Na nic zdały się wyjaśnienia mężczyzny, który usiłował przedstawić całą sytuację ze swojej perspektywy. – Podbiegłam do ochroniarza, złapałam go za ramię prosząc, aby zostawił w spokoju mojego chłopaka – powiedziała pani Monika. – Wtedy ochroniarz mnie uderzył, a ja upadłam i uderzyłam się w głowę, tracąc na chwilę przytomność. Skręciłam też kostkę – dodaje.

[pullquote]- Ochroniarz mnie uderzył,  ja upadłam i uderzyłam się w głowę, tracąc na chwilę przytomność – pani Monika w rozmowie z nami[/pullquote]

Narzeczony pani Moniki stanął w obronie kobiety lecz ochrona zamiast wyprowadzić klientów klubu, dotkliwie ich pobiła. – Nagle pojawiło się pięciu lub sześciu ochroniarzy, którzy zaciągnęli mojego narzeczonego przed drzwi ubikacji, gdzie ponoć nie sięga monitoring. Bito go i kopano – wspomina w rozmowie z nami. – Potraktowano nas jak worki na śmieci i wyniesiono przed lokal. Ochrona nie zrobiła nic by nas wyprowadzić, od początku chciano zrobić nam krzywdę.

Pani Monika wezwała policję, która – jak wynika z jej relacji – nie była zainteresowana całym zdarzeniem. – Funkcjonariusze zamiast podejść do nas, najpierw przywitali się z ochroną, a następnie zaczęli nas spisywać – powiedziała oburzona. – Ponoć ochronę w Soho tworzą w większości policjanci i strażnicy miejscy. Po tym co zobaczyłam przekonałam się, że to prawda – dodaje. Poszkodowana zażądała, by policja spisała także porządkowych lokalu, niestety, ci w międzyczasie wrócili do swoich obowiązków. Na nic zdały się też prośby zabezpieczenia taśmy z monitoringu – te zostały bowiem skasowane. – Pofatygował się do nas właściciel lokalu, który oznajmił, że taśma z monitoringu została skasowana. Usłyszałam też oficjalną wersję zdarzenia, w której mój zazdrosny narzeczony sam rozpoczął awanturę  – powiedziała kobieta.

[pullquote]- Ponoć ochronę w Soho tworzą w większości policjanci i strażnicy miejscy. Po tym co zobaczyłam przekonałam się, że to prawda – powiedziała poszkodowana[/pullquote]

Na miejsce przyjechało pogotowie, a klienci klubu trafili w ręce medyków. Jak się okazało, mężczyźnie złamano trzy zęby, nos i mocno stłuczono łuk brwiowy. Para poprosiła o obdukcję, a sprawa trafiła do prokuratury, zarówno rejonowej, jak i wojskowej. – Kiedy poszliśmy na komisariat okazało się, że funkcjonariusze nie mają żadnego zgłoszenia od patrolu, który w nocy przyjechał do klubu. Obiecano nam jednak, że policja będzie starała się odzyskać zaginioną taśmę monitoringu.

Po wyjaśnienia w tej sprawie udaliśmy się do klubu Soho. Menadżer klubu utrzymuje, że cała sprawa jest nieporozumieniem. – Doszło do przepychanki między klientami, a pan wojskowy był agresywny w stosunku do gości lokalu. Ochrona po prostu usiłowała go powstrzymać – usłyszeliśmy. Soho zapewnia też, że nikt nie skasował nagrania z monitoringu. Takiego materiału owszem nie ma lecz zawiniła firma, która dzień wcześniej instalowała nowy sprzęt. – Nie podłączono dysków pod kamery, a firma, która tym się zajmowała przyjechała do nas z Włocławka – tłumaczy menadżer klubu. – Mieliśmy nadzieję, że w ciągu weekendu nic złego się nie stanie, myliliśmy się – powiedział.

[pullquote]- Doszło do przepychanki między klientami, a pan wojskowy był agresywny w stosunku do gości lokalu. Ochrona po prostu usiłowała go powstrzymać – menadżer Soho[/pullquote]

Sprawy nie chce komentować też policja. Płocka komenda potwierdza jedynie, że takie zdarzenie miało miejsce. Usłyszeliśmy, że sprawa została przekazana prokuraturze, która wyjaśnia okoliczności zdarzenia. Podobne stanowisko reprezentuje prokuratura okręgowa. – Śledztwo jest w toku. W tej chwili sporządzany jest szczegółowy materiał dowodowy. Zapewniam, że wszystkie okoliczności zostaną wyjaśnione – zapewnia Iwona Śmigielska-Kowalska, rzeczniczka prasowa prokuratury okręgowej.