Wystawiane na małej scenie „Motyle są wolne” to dobrze skonstruowana, wyreżyserowana i zagrana opowieść o miłości, której nie ma bez wolności. Czasem jednak, z różnych przyczyn, jedno może wchodzić w konflikt z drugim. Samo życie, niestety. To także rzecz o naszych mniejszych lub większych ułomnościach, ale bynajmniej, nie tych fizycznych.
Sztuka autorstwa Leonarda Gershe powstała grubo ponad pół wieku temu, w złotych czasach amerykańskiego teatru, kiedy królowały jeszcze takie hity jak „Tramwaj zwany pożądaniem”, „Kotka na rozpalonym blaszanym dachu” czy „Dwoje na huśtawce”. „Motyle są wolne” spokojnie możemy do tego kanonu zaliczyć. Były przebojem nowojorskiego Broadwayu, na ich podstawie powstał też film z Goldie Hawn i Edwardem Albertem w rolach głównych. Siłą tego dramatu – albo komedii sentymentalnej jak nazywał ją sam autor – jest z jednej strony jego lekkość i prostota, a z drugiej duża siła przekazu i uniwersalne przesłanie. Jak każda dobry tekst trafia w punkt jeśli chodzi o naturę człowieka i dlatego nie ma szansy się zestarzeć. Nawet jak zmieniają się czasy i okoliczności.
Reklama
Co jednak konkretnie jest w tej sztuce, że do dziś przyciąga uwagę? Przede wszystkim skupia się na relacjach, czyli tak naprawdę wszystkim, co w życiu mamy. A jak relacje to oczywiście miłość w przeróżnych konfiguracjach i nieodłącznie związana z tym wolność. Na czym ona tak naprawdę polega? Jak do niej dochodzić, ale także jakie są jej granice? Kiedy może przechodzić w przemoc? Jak być wolnym a jednocześnie sobą i z kimś? Jaki wpływ ma na to nasze wychowanie czy też wcześniejsze doświadczenia? No i przede wszystkim – jak ludzie sobie z tym wszystkim radzą?

Dariusz Poleszak-Hass swoją przygodę z „Motylami” rozpoczął w 2003, roku, kiedy to spektaklu wystawionym w Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie zagrał główną rolę – Dona. W Płocku powraca do tej sztuki jako reżyser, a także odtwórca roli Ralpha.
Osią sztuki jest historia Dona i Jill. On przyjechał do Nowego Jorku z tak zwanej prowincji i odważnie próbuje się usamodzielnić. Ona przyjechała z Kalifornii i mimo młodego wieku ma już za sobą pierwsze doświadczenia aktorskie oraz krótkie małżeństwo. Jak to często w życiu bywa dzieli ich wszystko, ale łączy jeszcze więcej. Oprócz rodzącej się miłości choćby to, że oboje są jeszcze jedną nogą w innych związkach. Don z nadopiekuńczą matką, a Jill z postępowym, „wielkomiejskim” reżyserem.
Cały spektakl to właściwie kwartet dla czwórki aktorów, czyli teatralna klasyka. W rolę Dona wcielił się Jakub Matwiejczyk. Niedawny laureat Srebrnej Maski udowadnia, że dostał ją zasłużenie. Przez ponad pięć lat spędzonych w Płocku Matwiejczyk nawet w mniejszych rolach pokazywał się z jak najlepszej strony, ale ten sezon, kolokwialnie mówiąc, należy już do niego. Nie znaliśmy jego wcześniejszych ról, ale można zaryzykować stwierdzenie, że aktorsko bardzo dojrzał, a już na pewno zmężniał – co w „Motylach” można zobaczyć w pełnej okazałości.

Choć sztuka została napisana dawno temu i pewnie autorowi wtedy takie określenia nie przychodziły do głowy, Don Matwiejczyka może uosabiać wzorowy i pożądany model współczesnej męskości. Czyta poezję, gra na gitarze, wyprowadził się od matki, jest nieśmiale czuły, a do tego zdrowo się odżywia, nosi dobrze skrojone koszule i chodzi na siłownię – co, jak wspomniałem wcześniej – widać. Jeśli jeszcze dobrze zarabia, to już istny ideał. Jednak to nie zewnętrzne atrybuty są siłą kreacji Matwiejczyka. Nie zdradzając zbytnio treści przedstawienia, można przytoczyć starą prawdę, że u aktora – tak zresztą jak i u człowieka – wszystko zawiera się w oczach. Dlatego zawsze warto w nie patrzeć. Oczy są wszak zwierciadłem duszy. A to, czy mogą kłamać, to już temat na zupełnie inne rozważania (albo piosenkę).
Nic więc dziwnego, że Don tak zaciekawia ekscentryczną i lekko zwariowaną Jill, którą gra Magda Kuśnierz – Komarnicka. Jill bierze życie prosto i garściami, w sensie robi dokładnie to, na co ma ochotę. Nie kończyła wybitnych szkół, ale sześciodniowe małżeństwo i wczesna wyprowadzka z domu także ją czegoś nauczyły. Nie zwraca uwagi na bałagan, w swoim roztrzepaniu jest mistrzynią, ale nie czytając książek potrafi cytować z pamięci wybitnych poetów. W Polsce powiedzielibyśmy, że ma pewien rodzaj „ludowej” mądrości, albo po prostu chłopski rozum. Choć nie wiadomo, czy to drugie określenie nie jest już dziś niepoprawne politycznie.
Jill ma też specyficzny stosunek do wolności. Śpi z kim chce, a jak się na coś umawia, to przecież nie od razu oznacza, że dotrzyma danego słowa. Bo przecież wszystko się może w jednej chwili zmienić i nic nie będzie jej ograniczać.

Ciekawą postać stworzyła na scenie Magdalena Tomaszewska w roli Pani Baker – matki Dona. Kocha syna i chce dla niego jak najlepiej, stąd w nadopiekuńczej miłości widzi swoje powołanie i życiową misję. A może po prostu boi się samotności, kiedy dziecko wychodzi z domu? Dziś psychologia lekko podważa tzw. syndrom opuszczonego gniazda, twierdząc, że stoją za nim bardziej mechanizmy związane z naszym wewnętrznym Ja niż zewnętrzne okoliczności, ale dobrze wiemy, o co chodzi. Pani Baker nie jest jednak do końca typem stereotypowej „crazy mamusi”. Kiedy trzeba potrafi się zatrzymać. Abstrahując od tego, że zjawiskowo wygląda i jakby poszła z Donem na kolację, to wcale nie sprawialiby wrażenia, że to matka i syn.
Wspomniany wcześniej Dariusz Poleszak – Hass pojawia się na scenie krótko, ale dosadnie – szczególnie wejście ma dosyć głośne. Jako podstarzały, ale przecież nowoczesny i wiecznie młody reżyser z Broadwayu, z wyrozumiałą wyższością patrzy na przybyszów z prowincji. Pewnie w kontaktach z młodymi dziewczynami wykorzystuje też swoją pozycję i status, ale równie dobrze może autentycznie się w Jill zakochał? Nie każdy starszy bogaty facet z branży rozrywki czy finansów musi być przecież od razu Jeffreyem Epsteinem.
Bo tak naprawdę o miłości traktuje ten spektakl. A jak o miłości to przecież także o wolności. Nie trzeba od razu czytać wielkich filozofów ( choć warto) jak Erich Fromm czy Leszek Kołakowski, aby poczuć i zrozumieć, że czasem do wolności dążymy, a czasem od niej … uciekamy. Albo bardzo opatrznie wolność rozumiemy. I dlatego dla matki Dona wolność jej dziecka, dodajmy w pełni dorosłego i dojrzałego, jest … przerażająca. Jill z kolei w wolności wydaje się gubić. Dzisiaj ten, jutro tamten, co za różnica. Nonszalancko igra też z miłością. Nie wiemy wprawdzie, czy jej związek z Donem przetrwa, ale czujemy, że jakieś uczucia przecież i w niej obudził.

Wydaje się, że złoty środek znalazł tutaj Don, który wolność wybiera świadomie i asertywnie stara się przeciąć pępowinę z matką. Choć może i on jest za mało aktywny? Wszak to Jill go odnajduje w pokoju obok i robi pierwszy krok. W decydującym momencie Don jednak nie odpuszcza i potrafi o swoją miłość i niezależność zawalczyć.
Choć czasem można odczuć, że sztuka Leonarda Gershe została napisana w innych czasach, to jednak moc jej prostego, uniwersalnego przekazu nie straciła na znaczeniu. A uruchamiając myślenie możemy w niej znaleźć wciąż aktualne odniesienia do nowej rzeczywistości. Cały czas bowiem dotyka istoty naszych życiowych problemów czy wyborów. W czasach gdy teatr – czasem na siłę – poszukuje często dla siebie nowej formy czy środków wyrazu, płockie „Motyle” są nowoczesnym powrotem do tradycji. Kameralna scena sprzyja intymnym historiom, zdrowemu „wejściu” na półtorej godziny w czyjeś życie. Czasem się pośmiejemy, czasem wzruszymy, a tytułowa, chwytna i melodyjna piosenka może nam długo chodzić po głowie. To spektakl naprawdę dla szerokiej publiczności, który w czasach narastających podziałów metaforycznie przypomina nam o tym, że „nikt nie jest tak ślepy, jak ci, którzy nie chcą widzieć”.
Jakub Moryc
autor jest członkiem Płockiego Towarzystwa Przyjaciół Teatru



















![Uczennice z Gąbina wśród najlepszych grafików młodego pokolenia w Polsce [PODCAST]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/vektor_staszic-360x180.jpeg)
![Biblioteka zaprasza do konkursu „Pokaż nam przyszłość!” [PODCAST]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/biblioteka1-360x180.jpeg)
![Doktorat to więcej niż nauka. O ambicji, stresie i drodze po tytuł naukowy [PODCAST]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/wystapienia-360x180.jpeg)
![Social media to szansa czy zagrożenie? Młodzież Staszica zabrała głos [PODCAST]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/staszic1-360x180.jpeg)


![Wolontariusze ORLENU posadzili las w Łącku [FILM, ZDJĘCIA]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/orlen_las-27-360x180.jpg)
![Zrobili film o płockim „Pałacu cudów”. Jak wygląda obecnie? [FILM]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/palac_cudow-360x180.jpg)















