REKLAMA

Mariusz Betlejewski o działaniu Wisła TV

REKLAMA

WisłaTV istnieje od 2010 roku – od tamtego czasu kibice Nafciarzy mogą oglądać programy, związane ze swoimi pupilami z boiska. Mariusz Betlejewski jest głównym montażystą i jednym z twórców telewizji o Wiśle. Rozmawialiśmy z nim o historii jednej z pierwszych telewizji klubowych w Superlidze, o sprawach teraźniejszych i o planach na przyszłość. 

Szymon Łabiński: Możesz nam przybliżyć historię powstania WisłaTV?

PowiązaneTematy

Mariusz Betlejewski: Zacznijmy od tego, że w tamtym czasie, a był to rok 2010, pracowałem w Warszawie. Któregoś dnia przyjechał do mnie, pracujący wtedy w klubie, Marcin Figura, z którym znaliśmy się z wcześniejszej pracy w płockich mediach. Marcin nie był do końca zdecydowany co robić – myślał nad stworzeniem klubowego radia lub ewentualnie telewizji, którą my mieliśmy rozpocząć. Kilka lat wcześniej pracowałem już przy podobnym projekcie, wówczas Wisła istniała jeszcze jako dwusekcyjny klub, a my w lokalnej telewizji przygotowywaliśmy program o klubie, dlatego start był dość łatwy. Z WisłaTV ruszyliśmy wraz z pierwszym meczem Nafciarzy w Orlen Arenie. Zaczynaliśmy razem z Łukaszem Bieńkowskim i Pawłem Hajnowskim, początkowo program był zaledwie dwa razy w miesiącu. Dla porównania, w grudniu tego roku przygotujemy w sumie 10 programów.

Jakiś czas temu tworzyliście takie programy jak „Wisła okiem kobiety” czy „Po fajrancie”, oba projekty, niestety, upadły. Możesz zdradzić czemu już nie robicie tego typu produkcji? Chodziło o oglądalność, czy ogólnie pomysł był pod jakimś względem niewypałem?

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Oglądalność, prawdę mówiąc, była całkiem niezła i z tego co wiem, kibicom te produkcje się podobały. W tej chwili bardzo dużo dzieje się od strony sportowej, ale też wkoło klubu. Przed sezonem ustaliliśmy, że trzymamy się poprzednich schematów i robimy dwa programy w tygodniu. Można powiedzieć, że zwyczajnie zabrakło czasu na dodatkowe produkcje, bo mamy różne relacje z aktualnych wydarzeń w klubie. Oprócz programów dla WisłaTv, przygotowujemy też wiele materiałów promocyjnych na różne klubowe eventy i pomagamy w analizie gry przeciwników – co jest czasochłonnym zajęciem. Może warto pomyśleć o sondzie na wislatv.pl lub, korzystając z waszej uprzejmości, na handballplock.pl, które programy zdaniem kibiców były najciekawsze i do których warto wrócić. Już kilka razy z Martą Miszczyńską myśleliśmy o tym, żeby przygotować kolejny odcinek, bo prawie rok mija od ostatniego, ale z różnych względów nie udało się tego wprowadzić w życie.

Szczególnie ciekawym formatem był „Po fajrancie”, którego pojawił się tylko jeden odcinek w dwóch częściach, z Marcinem Wicharym i jego pasją, jaką jest survival.

To było niesamowite przeżycie, bo naprawdę spędziliśmy całą noc z Marcinem w lesie. W ostatnich kilkunastu miesiącach Wisła gra co 3 dni, zawodnicy wyjeżdżają z Płocka na kilka spotkań, czasami nie ma ich cały tydzień, kiedy wracają mają dzień, czy dwa dni treningów, analizę wideo i znowu kolejny mecz, dlatego trudno jest to zorganizować, bo nie mogą nam poświęcić całego dnia czy nocy – jak to było w przypadku Wichcia (śmiech). Niewykluczone, że kiedyś do tego wrócimy. Swoją drogą, zapraszam tych, którzy nie widzieli, do obejrzenia tego odcinka, bo Marcin okazał się naprawdę fachowcem w tym co lubi. Nie ukrywam, że świetnie się bawiliśmy podczas nagrania tego programu.

Mieliście przed stworzeniem wiślackiej telewizji jakiś kontakt ze środowiskiem piłki ręcznej w Płocku?

Ze środowiskiem sportowym w Płocku mam kontakt od 1997 roku. Zgłosiłem się wtedy na przesłuchanie do nieistniejącej już rozgłośni radiowej, która nazywała się Radio Boss. Szukano tam osoby do prowadzenia audycji sportowych i udało mi się! Po kilku miesiącach w radio pojawił się Bogdan Wolny, ikona płockiego dziennikarstwa sportowego, i zaczęliśmy wspólnie pracować najpierw w Radio Boss, a potem również w telewizji Szel-Sat. Bogdan bardzo mi pomógł w początkach, za co korzystając z okazji bardzo mu dziękuję. W 2005 roku w plebiscycie organizowanym przez Wisłę Płock – Płockie Orły, dzięki głosom kibiców udało mi się nawet wygrać w kategorii dziennikarz roku, a laureatami tego plebiscytu byli wówczas Ireneusz Jeleń i Damian Wleklak. Jako kibic, regularnie zacząłem chodzić na mecze piłki ręcznej od pucharowych pojedynków Wisły z Alzirą Avidesą, a na piłkę nożną od pamiętnego 7:1 z Jagiellonią Białystok.

Zdarza się, że udzielają wam się emocje w meczach, czy to z Kielcami, czy z innymi drużynami?

Emocje nas ponoszą praktycznie cały czas, mieliśmy tego przykład podczas czwartego meczu z Vive (śmiech). Wiadomo, że z tymi słabszymi rywalami najczęściej stawiamy pytanie nie czy wygramy, a iloma wygramy, ale jak najbardziej emocje dają się we znaki. Oczywiście, operatorzy muszą panować nad nimi, żeby można było cokolwiek potem zobaczyć (śmiech), przeżywamy mecze tak samo jak zawodnicy i kibice, po prostu żyjemy tym. Trzymamy za nich kciuki i zawsze czekamy na takie mecze, jak chociażby ten z Barceloną. Żartujemy, że takie programy potem „montują się same”, bo pewnie nie każdy zdaje sobie sprawę, że montaż programu trwa zazwyczaj przynajmniej kilkanaście godzin.

Co powiesz o oglądalności programów, które tworzycie?

Ponad 23.000 odsłon ma program „New Power of Wisła” i to jest dotychczasowy rekord. Z tym programem związana jest zresztą ciekawa historia. Wiadomo, że po sezonie, kiedy odchodzili kolejni zawodnicy, a lista była bardzo długa, w Polsce już mówiono o tym, że Wisła będzie się biła co najwyżej o trzecie miejsce Superligi. Ten cały szum dotarł chyba również do Manolo Cadenasa, który poprosił nas o to, żebyśmy pokazali kto tak naprawdę przyjdzie do Orlen Wisły Płock. Przygotował nam 20-30 spotkań i zaczęliśmy mecz po meczu oglądać tych młodych chłopaków w akcji. Już wtedy wiedzieliśmy, że to będzie bardzo mocny zespół. Przygotowaliśmy materiał o każdym zawodniku, chwilę z każdym z nich porozmawialiśmy i okazało się, że po premierze programu opinie na temat możliwości naszego nowego zespołu zaczęły się szybko zmieniać. Fajnym potwierdzeniem tego wszystkiego był mijający grudzień.

Ponad 17.000 odsłon ma program z 2012 roku z relacją ze zwycięskiego meczu z Vive i to jest w rankingu oglądalności miejsce drugie. Równie dużą popularnością cieszył się też odcinek przygotowany po spotkaniu z Piotrkowianinem, czyli relacja z meczu, którego nie było. Całą sytuację uchwyciły nasze kamery, włącznie z wkroczeniem ówczesnego prezesa Wisły Andrzeja Miszczyńskiego do szatni gości. Nasz materiał odbił się szerokim echem i pojawił się w ogólnopolskich telewizjach. W czołówce jest też „Polak, Węgier, dwa bratanki”, czyli nasza tegoroczna relacja z pojedynków z Veszprem. Od jakiegoś czasu mocniej stawiamy na facebook i kilka naszych materiałów dotarło do 30-40 tysięcy odbiorców, a rekordowy nawet do 80 tysięcy odbiorców.

Jesteście jednym z fundatorów nagród w naszej zabawie „Liga Typera Piłki Ręcznej”. Mógłbyś przybliżyć czytelnikom naszego portalu jak będzie wyglądał udział w odcinku WisłaTV?

Chcielibyśmy osobę, która bierze udział w waszej zabawie, zabrać ze sobą na materiał i umożliwić jej przeprowadzenie wywiadu ze swoim ulubionym zawodnikiem. Nasza ekipa będzie do dyspozycji. Zwycięzca konkursu będzie mógł wcielić się w rolę dziennikarza. Oczywiście, ten materiał ukaże się później w WisłaTV.

Współpracujecie z innymi telewizjami klubowymi, jak na przykład VTK TV?

Na pewno świetnie nam się układa współpraca ze Szczecinem, wymieniamy się materiałami i to wygląda rewelacyjnie. Kuba Hajduk zajmuje się tam właśnie telewizją klubową i staramy się sobie wzajemnie pomagać. Co do kieleckiej telewizji, to my jesteśmy otwarci. Proponowaliśmy nawet kiedyś udostępnienie naszych materiałów, ale nie było większego odzewu. Teraz staraliśmy się pomóc przy akcji, dotyczącej Tomasza Strząbały i być może to będzie pierwszy krok do szerszej współpracy. Fajnie by było, gdyby powstał jakiś portal poświęcony tym wszystkim telewizjom klubowym, bo materiałów pojawia się ostatnio sporo i to prawie ze wszystkich klubów. Wydaje mi się, że byliśmy tymi, którzy jako jedni z pierwszych zaczęli regularnie umieszczać materiały video o swojej drużynie i naszą drogą poszły kolejne kluby.

Zdarzyły wam się jakieś nieprzyjemne sytuacje? Na przykład, może nie celowe, ale utrudnianie pracy w niektórych miastach?

Zdarzają się takie sytuacje, ale sporadycznie. Do jednej hali nie zostaliśmy wpuszczeni, ale to był beniaminek i chyba bardziej obawiał się jakiś wyimaginowanych konsekwencji ze strony ZPRP, niż naszego nieprzychylnego materiału. Mieliśmy też kiedyś niezbyt przyjemną sytuację w jednym z klubów, chciano nas wyrzucić z hali, ale nie chciałbym o tym mówić szerzej, ponieważ wyjaśniliśmy sobie ten temat i nie ma już żadnych problemów. Ciekawostką może być to, że jeden klub uzależniał przyznanie akredytacji od późniejszej kolaudacji naszego programu (śmiech).

Kto jeszcze prócz Ciebie tworzy programy o Wiśle?

W sumie jest nas pięcioro. Ja uczestniczę w produkcji właściwie każdego programu, jestem dziennikarzem i montażystą. Łukasz Bieńkowski jest głównym operatorem kamery i bardzo dużo działa od strony graficznej. Przy każdym programie pracuje też Marta Miszczyńska, bez niej nie byłoby tej wysokiej oglądalności za granicą, a warto dodać, że jest to już kilkanaście procent całej oglądalności. Marta wykonuje czarną robotę w postaci tłumaczeń wszystkich materiałów, jej fachowość jest dla nas bezcenna. Przy sporej części programów wspiera nas też Łukasz Skierski – operator kamery, który od tego sezonu zaczął mnie trochę odciążać montażowo, za co dziękuje i liczę na więcej… Pracuje z nami również Łukasz Krzemiński, który postanowił swoją karierę rozwijać w Warszawie, na szczęście dalej przyjeżdża do nas na te ważniejsze wydarzenia. Fajnie, że taką ekipę udało nam się zebrać, bo mam wrażenie, że wszyscy razem dobrze się przy tym bawimy. Cieszę się, że chcą ze mną wciąż pracować, bo podobno czasami nie jest to łatwe (śmiech).

Klubowa telewizja z Kielc często publikuje materiały, mające pokazać kibiców Wisły w jak najgorszym świetle. W WisłaTV nigdy nie widziałem podobnych materiałów. Co sądzisz o tym temacie?

My wychodzimy z założenia, że jednym z głównych celów klubowej telewizji jest promowanie piłki ręcznej, która często uznawana jest przecież za dyscypliną niszową. Takie materiały robią więcej kreciej roboty, niż tej dobrej. My nigdy takich materiałów nie publikujemy, bo nie widzimy w tym żadnego celu. Myślę, że o każdym klubie można zrobić taki film, tylko po co? Wydaje mi się, że nie o to chodzi w klubowych telewizjach, my skupiamy się na własnym zespole i na własnych kibicach.

Jakie macie plany na przyszłość? Są już w planach jakieś nowe programy?

Z takich ostatnich rzeczy, o których może nie wszyscy wiedzą, pomagamy w tym, aby raz w miesiącu w lokalnej telewizji kablowej MuliTV można było oglądać podsumowanie tego, co się dzieje w SPR Wiśle Płock. Do tej pory były dwa odcinki i już wiemy, że dzięki temu trafiamy do nowych widzów, którzy wcześniej nie wiedzieli nawet o naszym istnieniu. Pomysłów jest naprawdę sporo, chcielibyśmy zrobić program, który roboczo nazwaliśmy „Z kart historii…”. Mamy mnóstwo archiwalnych materiałów, marzy nam się program, który pokaże wszystkie Mistrzostwa Polski Wisły. Chcielibyśmy oddać głos bohaterom tamtych wydarzeń. Nie tylko zawodnikom, trenerom, czy działaczom, ale także dziennikarzom czy kibicom. To wymaga mnóstwa pracy i sporego budżetu, bo zawodnicy rozjechali się nie tylko po całej Polsce, ale i po całym świecie. Kilkanaście wypowiedzi w każdym materiale, plus archiwalne materiały wideo, to byłaby z pewnością ciekawa rzecz. Można byłoby nawet zorganizować premierę każdego programu w kinie, myślę, że wiele osób mogłoby być tym zainteresowanych. To melodia przyszłości, a póki co, w kolejnych programach WisłaTV chcielibyśmy jeszcze bardziej pokazywać, to co się dzieje wewnątrz drużyny, to jak wyglądają kulisy funkcjonowania zespołu i całego klubu. Wydaje mi się, że najpopularniejsze programy to te, które tworzymy na wyjazdach, gdzie pokazujemy jak „od kuchni” wygląda życie piłkarza ręcznego. Byliśmy w tym sezonie prawie tydzień w Barcelonie i we Flengsburgu, za co zebraliśmy sporo pochwał. Mam nadzieję, że będzie nam to dane także w przyszłym roku, bo szykuje się ciekawy wyjazd do Szwecji i potem kilka kolejnych rund pucharowych (śmiech). Na pewno będziemy promować Płocką Akademię Piłki Ręcznej, mogę jeszcze dodać, że w planach jest też program kulinarny…

Zdarzyła wam się kiedykolwiek jakaś „niebezpieczna” sytuacja podczas zbierania materiału? Z własnego doświadczenia wiem, że stanie za bramką i robienie zdjęć czy nagrywanie filmu do bezpiecznych nie należy.

Trudno mi tak na gorąco powiedzieć, bo to, że obrywaliśmy piłką to standard. Kiedy nagrywaliśmy „Po fajrancie” z Wichciem okazało się, że brakuje nam trochę zdjęć i postanowiliśmy je jeszcze dograć. Przyczepiliśmy kamerę GoPro i przejeżdżaliśmy przez las, nagrywając dodatkowe przebitki do programu. Kamera nam odpadła, ostro się potłukła, ale na szczęście działa do dziś. Jeden zawodników Górnika Zabrze uszkodził nam ostatnio statyw i nie był to Michał Kubisztal (śmiech). Staramy się być wszędzie tam, gdzie są zawodnicy, także poza boiskiem. Kilka lat temu był spływ kajakowy na Skrwie, gdzie też byliśmy z kamerą w kajaku, część zawodników obrała sobie za cel trafienie piłką w nas (śmiech). Ostatnio byliśmy na paintball’u, dostaliśmy pomarańczowe znaczniki, żeby do nas nie strzelać, ale oczywiście, któryś z zawodników wpadł na pomysł, że są dodatkowe punkty za tych w pomarańczowych kamizelkach (śmiech).

Całkiem niedawno pojawił się odcinek z meczu drugiego zespołu Wisły. Planujecie w przyszłości publikować więcej materiałów z meczów młodych zawodników?

W tym sezonie byliśmy dwa razy na meczach II zespołu. Tworzy się fajna drużyna, w dodatku złożona przede wszystkim z płocczan i chcielibyśmy to promować. Mecz z drużyną z Sierpca pokazał, że zainteresowanie jest coraz większe, hala Politechniki pękała w szwach. Nie ukrywam, że będziemy zaglądać na mecze II zespołu częściej. Początkowo będą to obszerne fragmenty spotkań, a docelowo myślimy nawet o retransmisjach meczów z kilku kamer.