Marek Gabriel Wojciechowski od kuchni: W kuchni cenię sobie samotność

0

Jakie smaki z dzieciństwa wspomina najlepiej Marek Wojciechowski? Dlaczego twaróg w jego wykonaniu to najostrzejsza potrawa na świecie? I co poleca kibicom sportowym? Zapraszamy na rozmowę z Markiem Wojciechowskim, który na co dzień zajmuje się marketingiem klubu MMKS Jutrzenka Płock.

Marka Wojciechowskiego zna w Płocku chyba każdy kibic, dopingujący zawodników MMKS Jutrzenki. Obecnie w klubie zajmuje się on marketingiem i współpracą z mediami.

– Od zawsze i chyba na zawsze jestem związany z piłką ręczną, którą żyję niemal każdego dnia – przyznaje.

Poza sportem, lubi spędzać czas w miejscach dla nikogo nieznanych, a jak sam mówi, takich w okolicach Płocka nie brakuje. – Uwielbiam także zrelaksować się w kuchni. Gdy jestem zupełnie sam w domu, próbuję nowości i łączenia dziwnych smaków, które kilka dni później staram się przygotować moim bliskim – dodaje.

W kuchni ceni sobie samotność, najpierw musi przetestować przepis, niekiedy go ulepszyć. Dopiero później serwuję danie rodzinie. Nasz rozmówca przyznaje jednak, że jest jedna kobieta, której w kuchni nie wchodzi w drogę – to jego mama. – Cisza, spokój i nagły natłok wydarzeń tak w kuchni, jak i w życiu, to coś co uwielbiam. Najpierw ładuję energię poprzez wyciszenie i chwilę zastanowienia, a potem natychmiastowa decyzja i praca, która wychodzi mi nie najgorzej. Ale nie planuję nigdy, bo wtedy spalam wszystko na starcie realizacji – zdradza sekret swojej pracy.

Czerwony barszcz, szczawiowa i twaróg na ostro

Jakie dania z dzieciństwa najlepiej utkwiły w kubkach smakowych Marka? Czy te smaki da się odtworzyć?

– Z dzieciństwa najlepiej wspominam czerwony barszcz, który gotowała moja mama, do dzisiaj jest on cudowny – opowiada Marek. – Uwielbiam również zupę szczawiową, ale tylko ze świeżego szczawiu. Zawsze dodaję do niej jajko – to danie mógłbym jeść codziennie – przyznaje.

Domyślamy się, że pierwsza samodzielnie przygotowana potrawa nie była wyczynem kulinarnym? A może się mylimy? – To była bardzo zabawna sytuacja, do tej pory ją wspominam. Gdy miałem 10-11 lat, w wakacje zostałem w mieszkaniu sam z kuzynem. Postanowiliśmy zrobić twaróg, ale okazał się być tak pikantny, że nie dało się go nawet zbliżyć do ust. To było coś niesamowitego, ponieważ razem udawaliśmy, że jest bardzo dobry i nie należy go ulepszać. Pamiętam jak popijaliśmy go mlekiem, oczywiście w ogromnych ilościach – śmieje się Marek. – Nasi rodzicie wrócili do domu po kilku godzinach i gdy spróbowali, zaczęli nam tak mocno docinać, że nikt nie potrafił się powstrzymać ze śmiechu – przyznaje. – Ale, jak to mówią, nauka nie idzie w las i za drugim razem wyszło nam już wspaniale – kończy opowieść.

A może w pamięci Marka są także dobre smaki, które pamięta równie wyraźnie? – Najwyraźniej wspominam zupę ogórkową, ale nie ze względu na jej odpowiedni smak, a na to, iż kiedyś trudno było mi się przełamać, by zjeść z niej ogórki – mówi. – Kiedyś rodzicie mnie oszukali i powiedzieli, że to nie ogórkowa, a inna zupa i od tamtej pory jadam niemal wszystko – dodaje z uśmiechem.

Kto zatem miał największy wpływ na kształtowanie smaków Marka? – Zdecydowanie babcie i mama. Typowa, staropolska kuchnia w ich wykonaniu to mistrzostwo świata, nadal robi na mnie wrażenie – mówi z przekonaniem.

Często próbuję dziwnych rzeczy

A może są potrawy, które zaskoczyły wielbiciela sportu? – Tak, jest to potrawa, którą kiedyś zostałem uraczony w jednej z warszawskich restauracji, zupełnie nieświadomie. Przypominała pierś z kurczaka, z dodatkiem czosnku, rozmarynu, masła, soli, pieprzu oraz boczniaków. Osoby, które zaprosiły mnie na ten obiad, cały czas na mnie spoglądały, a ja zupełnie nieświadomie sobie zajadałem. W trakcie jedzenia jedna z osób zapytała mnie, czy wiem co jem. Odparłem, że super mięso i nagle wszyscy zaczęli się dziwnie uśmiechać. Podeszła wówczas kelnerka i zapytała mnie, czy potrawa smakuje. Wszyscy ją jedli, więc skoro za nią w dodatku nie płaciłem, odparłem, że owszem, smakuje. Uprzejma kelnerka powiedziała wtedy, że… bycze jądra powinno się popić winem. No i niestety, zrobiło się dziwnie, ale mimo tego, dokończyłem potrawę. Była na pewno inna od kuchni polskiej, ale bardzo smaczna. Polecam wszystkim nieświadomym, którzy będą to jedli. Może niesmacznie brzmi, ale godne polecenia – przekonuje Marek.

Czy to znaczy, że lubi kuchnie inne, niż polska?

– Lubię eksperymentować w kuchni i próbować dziwnych rzeczy. Może właśnie dlatego bycze jądra mnie nie wystraszyły. Pomieszanie kuchni polskiej z arabską to chyba najlepsze kombinacje, tam nie używa się np. ziemniaków. Dużo warzyw i naturalnych sosów, własnej roboty oraz kurczak, wołowina lub wieprzowina – mówi Marek.

Jak się domyślamy, praca nie zawsze pozwala na gotowanie sobie samemu i jedzenie w domu? – W moim trybie życia bywa różnie, ale jeśli tylko mam chwilę wolnego, to staram się jadać w domu. Coraz częściej mi się to udaje, by samemu coś przygotować i zaskoczyć bliskich – zdradza. – Lubię kombinować w kuchni i często otrzymuję pozytywne opinie. Myślę, że dobrze wyszło mi ostatnio coś, czego jeszcze nikt poza mną nie próbował. Polędwica wieprzowa w sosie własnym, którą z pełną odpowiedzialnością mogę polecić wszystkim czytelnikom i kibicom sportowym – uśmiecha się, podając przepis.

  • Składniki:

    • 250 dag polędwiczki wieprzowej świeżej (nie paczkowanej w folii)
    • sól do smaku
    • 3-4 łyżki tłuszczu
    • 2 łyżeczki kminku lub majeranku
    • pół główki czosnku
    • 2 duże cebule
    • 1 papryka czerwona – polska
    • 1 łyżka mąki pszennej
    • woda przegotowana
    • 1 cytryna.

    Wykonanie

    Polędwiczki opłukać, osączyć i posypać delikatnie solą. Usmażyć na silnie rozgrzanym tłuszczu. Obsypać kminkiem lub majerankiem.

    Wlać do rondla kilka łyżek wody, obłożyć pokrojoną w paski papryką i natrzeć startym czosnkiem (dość mocno). Następnie dusić pod przykryciem do odpowiedniej miękkości.

    Wyparowany sos uzupełnić ciepłą wodą i w tym momencie dla odmiany smaku można wycisnąć sok z cytryny i dodać do wlanej wody. Pod koniec należy włożyć pokrojoną cebulę w plastry i dusić dalej.

    Gdy już mięso będzie miękkie, sos należy do smaku dosolić i doprawić ewentualnie pieprzem do ostrości. Następnie posypać delikatnie mąką, zagotować mięso. Polędwicę wyjąć, pokroić w plastry, a następnie polać sosem delikatnie. Do tego, według gustu, podawać z ryżem lub ziemniakami i dowolną surówką.
    Smacznego!

 

Podziel się.

Patronat i artykuły sponsorowane w PetroNews.pl


Warto Przeczytać


Ostatnie Informacje