Manolo Cadenas: Czuję się tu jak u siebie

REKLAMA

Chociaż po polsku powiedział tylko dwa słowa: „dzień dobry”, od razu zaskarbił sobie sympatię fanów, którzy przyszli dziś specjalnie na spotkanie z nim. A mowa o trenerze Sekcji Piłki Ręcznej Wisły Płock – Manolo Cadenasie.

Wydział Wychowania Fizycznego Szkoły Wyższej im. Pawła Włodkowica w Płocku oraz Zarząd Sekcji Piłki Ręcznej Wisły Płock zorganizowali 20 marca spotkanie otwarte pn. „Manolo Cadenas – doświadczenia trenera”. Około godz. 12 w budynku E, na terenie płockiego „Włodkowica”, zaroiło się od młodych ludzi.

PowiązaneTematy

Bohater spotkania zjawił się punktualnie w towarzystwie wiceprezesa SPR Wisły Płock, Artura Zielińskiego. Trener płockich szczypiornistów od razu zaskarbił sobie sympatię gości. Uśmiechnięty, pełen dobrej energii, a przede wszystkim skromny.
Znany głównie z wiadomości telewizyjnych bądź artykułów prasowych, owiany aurą sportu – dzisiaj był dla swoich fanów na wyciągnięcie ręki. Wesoły pan w średnim wieku chętnie i bez oporów rozmawiał z uczestnikami spotkania. Mówił tylko w rodzimym języku, który nie należy do najłatwiejszych, jednak tłumacz starał się, aby każde słowo, nawet to najbardziej zawiłe – z terminologii piłki ręcznej, było zrozumiałe dla każdego. Były nawet takie momenty, kiedy słowa polskie stawały się niepotrzebne, bo uśmiech, ciepło i gestykulacja idealnie przekazywała gościom historię życia sportowego trenera SPR Wisły Płock.

A wszystko zaczęło się w jego rodzinnej miejscowości Leon. – Zawsze lubiłem piłkę nożną, ale przede wszystkim fascynowały mnie dyscypliny sportowe, w których trzeba było używać rąk. Żeby pograć w koszykówkę, zrobiłem kosz z puszek po konserwach, bramki do piłki ręcznej były z drzewa – mówił z uśmiechem Cadenas. – Musiałem w końcu podjąć decyzję, no i postanowiłem, że to będzie piłka ręczna. Nawet grałem w drużynie, ale ciągle przegrywaliśmy i musiałem coś zrobić, żeby to zmienić. I tak zostałem trenerem, spełniając swoje marzenie – opowiadał.

Na początku swojej kariery trenował tylko dzieci. Do dzisiaj pozostało w bohaterze dzisiejszego spotkania wiele sentymentu do tamtego okresu jego życia. Często w swoim opowiadaniu wracał do tamtych czasów.

Jak zachęcał młodych ludzi, jak ich motywował? Przepis był prosty. Każdą wolną chwilę poświęcał dzieciom, puszczał im filmy związane z tym sportem, pokazywał jak grają najlepsi i w ten sposób stawał się ich przyjacielem. – Jak inni nauczyciele pili kawę, ja zabierałem dzieciaki na salę gimnastyczną i rzucaliśmy piłkę. Cały swój wolny czas poświęcałem na piłkę ręczną, na doskonalenie tej dziedziny sportu. To była moja pasja od zawsze. Tak było kiedyś, jak byłem trzynastolatkiem, i tak jest dzisiaj – jak już jestem przed sześćdziesiątką – kontynuował Katalończyk. – Gdyby pensja za trenowanie dzieci była na takim poziomie jak u zawodowców, to trenowałbym i dzieci i zawodowców – uśmiechał się, kończąc wypowiedź.

– Jak „wyłowić” z tłumu młodych taką „perełkę”? – zapytał z sali nauczyciel WF-u jednej z płockich szkół. – Najważniejszy jest talent, a szukając trzeba czasami kierować się instynktem. Przyglądać się młodemu sportowcowi, jak ćwiczy czy ma zapał do gry – odpowiadał trener. – Tak naprawdę jest to dyscyplina, w której może odnaleźć się każdy: mały, duży, gruby i chudy. Tu raczej chodzi o psychikę i podejście do gry. Ta dyscyplina należy do gier zespołowych i liczy się, aby dogadywać się w drużynie, nikogo nie wolno wykluczyć. Jak miałem 15 lat, przechodziłem testy sprawdzające, po których nikt nie dawał mi szans, mówiąc że się nie nadaję. A w drużynie to ja rzucałem najwięcej bramek – mówił Manolo Cadenas.

Jakie marzenie ma trener płockich szczypiornistów? – Aby reprezentacja Hiszpanii zagrała z reprezentacją Polski mecz towarzyski, ale tu, w Płocku – śmiał się, odpowiadając na pytanie. – Czuję się tu jak w domu, jest mi tu dobrze i czuję się jak u siebie.

Spotkanie z Manolo Cadenasem było właściwie jak jego wymarzony mecz – towarzyskie. Na pewno nie był to wykład czy lekcja, której niektórzy może oczekiwali, zadając pytania jak na studenckim wykładzie. Jeżeli ktoś słuchał uważnie, pojął wiele – że marzenia się spełniają, jeżeli czegoś się bardzo chce. A obecność młodych ludzi na sali wskazywała na to, że młodzież chce zdobywać szczyty, opierając swoją wiedzę na doświadczeniach najlepszych.