REKLAMA

Kasia Pydyn od kuchni: W kuchni robię coś z niczego

REKLAMA

Lubi gotować i, jak sama mówi, podobno wychodzi jej to dobrze. Jakie potrawy z dzieciństwa wspomina najwyraźniej? Kto miał największy wpływ na kształtowanie się jej smaków? I jaką potrawę mają szansę posmakować jej goście? Zapraszamy na Płocką Kuchnię, w której gościmy Katarzynę Pydyn z płockiego WOPR.

Kasię zna każdy, kto miał okazję współpracować z Wodnym Ochotniczym Pogotowiem Ratunkowym w Płocku. Zawsze uśmiechnięta i życzliwa, energicznie współorganizuje różnego rodzaju akcje, nie tylko edukacyjne, ale i charytatywne.

PowiązaneTematy

– Na co dzień pracuję w biurze WOPR Płock, zajmując się organizacją różnego rodzaju szkoleń czy pisaniem projektów, dzięki którym możemy w pełni prosperować – opowiada Kasia. – Z ludźmi, z którymi na co dzień mam styczność, łączy nas nie tylko wspólna pasja, jaką jest niesienie pomocy innym czy zapoznawanie z bezpiecznymi zachowaniami nad wodą i lodzie. Staliśmy się jedną wielką rodziną, na którą zawsze można liczyć – przyznaje.

Jak spędza czas prywatny? – Jestem mamą dwójki dzieci, dla których lubię gotować, co podobno wychodzi mi bardzo dobrze – śmieje się Kasia. – Staram się każdą wolna chwilę spędzić z dziećmi. Na przykład ostatnio często wspólnie chodzimy na basen i chociaż na chwilę odrywamy się od codziennych obowiązków. Poza tym, lubimy wspólne spacery, bo cała nasza trójka uwielbia przebywać na łonie natury. Odkrywamy przy tym nowe miejsca, co pasjonuje nas nie mniej niż sam ruch – dodaje.

Po mszy na MR. Smartysa!

Jakie wspomnienie kulinarne zapamiętała Kasia Pydyn z dzieciństwa? – Może wyda się to trochę śmieszne, ale z mojego dzieciństwa najbardziej utkwiło mi w pamięci, jak w niedziele z całą rodziną chodziliśmy po mszy do MR. Smartysa na Międzytorzu. Tam jedliśmy pizzę i lody, które wspominamy wszyscy do dziś – mówi Kasia. Ale jest jeszcze jedno wspomnienie… – Moja mama piekła wyśmienitą szarlotkę, której smak był niezapomniany – przyznaje.

A która potrawa domowa jest dla niej niezapomniana? – W mojej pamięci najbardziej utkwiły mi zacierki na mleku – z uśmiechem mówi Kasia. – Do tej pory uwielbiam je i za każdym razem kiedy idę do mojej babci, wiem, że mogę na nie liczyć – śmieje się.

Gotowanie mamy w genach

Kto miał największy wpływ na kształtowanie się smaków naszej rozmówczyni? – Na pewno zawdzięczam to moim rodzicom, którzy bardzo dobrze gotują – bez wahania mówi Kasia. – Na pewno to po nich odziedziczyłam – mruga porozumiewawczo.

Jaką kuchnię obecnie preferuje pracownica WOPR? Tradycyjną, polską czy może zagraniczną? – W kuchni lubię eksperymentować i, jak to mówi moja koleżanka, z niczego potrafię zrobić smacznie danie – przyznaje Kasia Pydyn. – Jednak ze względu na moje dzieci, raczej idziemy w kierunku kuchni polskiej – dodaje.



A gdzie jada zapracowana mama – częściej w domu, czy w restauracjach? – Zdecydowanie w domu – potwierdza Kasia. – Ze względu na to, że mieszkam sama z dziećmi, ten obowiązek spada na mnie. Ale mam nadzieję, że jak córka będzie nieco starsza, to ona przejmie po mnie gotowanie, w końcu… mamy to w genach – uśmiecha się szczęśliwa mama.

Kasia przyznaje, że jej specjalnością jest gulasz węgierski. – Podobno wychodzi mi wyśmienicie i właśnie tym przepisem chciałabym podzielić się z czytelnikami PetroNews – kończy Katarzyna Pydyn.

[tabs]
[tab title=”Gulasz po węgiersku”]
Składniki:

  • kilogram wołowiny z udźca
  • 3 cebule
  • olej
  • 3 ząbki czosnku
  • 30 dag pieczarek
  • czerwona i zielona papryka
  • litr bulionu warzywnego z kostki
  • łyżka mielonej papryki
  • liść laurowy
  • majeranek
  • pieprz, sól
  • ziele angielskie
  • 5 łyżek koncentratu pomidorowego.


Wykonanie:

Mięso pokrój w dużą kostkę, podsmaż na oleju, przełóż do rondla. Na tym samym tłuszczu podsmaż posiekaną cebulę i czosnek, dodaj do mięsa. Osobno usmaż pokrojone pieczarki i paprykę, dodaj do mięsa.

Wlej bulion, dodaj przyprawy. Gotuj ok. 1 godzinę na małym ogniu, często mieszając. Dodaj koncentrat pomidorowy, wymieszaj i duś jeszcze 10 minut.

Smacznego![/tab]
[/tabs]