Ewa Szymańska od kuchni: Kiedyś kobiety były przedsiębiorcze

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Za co ceni kobiety lat PRL-u radna sejmiku mazowieckiego? Co podziwia w swojej mamie i dlaczego jej język… przywierał do talerza? Zapraszamy na kulinarne spotkanie z Ewą Szymańską – płocczanką, samorządowcem i piękną kobietą.

Ewa Szymańska od ubiegłego roku reprezentuje nas w sejmiku województwa mazowieckiego, a w najbliższych wyborach kandyduje do Sejmu, reprezentując na listach PiS. Ma 45 lat, ale szczerze trzeba powiedzieć – kompletnie tego po niej nie widać. Zauważyć za to można wyraźnie jej energię, żywiołowość i pasję do życia. Czy równą pasją wykazuje się w kuchni?

ewa_szymanska2

Fot. archiwum prywatne Ewy Szymańskiej

– Mam to szczęście, że od ponad 12 lat realizuję się w pracy, którą lubię, w związku z czym na gotowanie pozostaje mi niewiele czasu – przyznaje Ewa Szymańska. – Mocno angażuję się w pracę, zarówno zawodową, jak i samorządową. W swojej pracy spotykam się głównie z ludźmi, którzy, z uwagi na niedoskonałości naszego państwa, doświadczają prawdziwych dramatów. Angażuję się w ich problemy, bo są mi bliskie, ale jednocześnie, jako mama dwóch córek, wiem, że dzieci wymagają wiele uwagi, wiele miłości, a dzisiaj nie jest łatwo być rodzicem cierpliwym, wyrozumiałym. Dlatego też czasem wolę być po prostu mamą, niż kucharką – uśmiecha się radna.

Jako żona przedsiębiorcy, zaangażowała się też w propagowanie pewnej ważnej idei. – Mam wielkie życzenie, a myślę, że wielu naszych przedsiębiorców podziela moje pragnienia, aby urzędnicy przestali widzieć w nich wielkich kombinatorów. Przecież to w dużej mierze właśnie przedsiębiorcy utrzymują urzędników, więc zamiast szukać „dziury w całym”, zamiast czyhać na błędy, które się zdarzają, powinni raczej dołożyć wszelkich starań, żeby pomóc przedsiębiorcom, doradzić, szukać wspólnie jak najlepszego rozwiązania – mówi z zapałem pani Ewa.

Na półkach stał tylko ocet

sklep-sny-w-prl

Sklep w PRL, fot. Wikipedia

Wróćmy jednak do naszego głównego tematu. Jak pamięta nasza rozmówczyni swoje dzieciństwo pod kątem spraw kulinarnych? – Urodziłam się w 1970 roku, więc wielu moich rówieśników pamięta te czasy, jako skąpe w wyborze artykułów spożywczych – wspomina pani Ewa. – Dziś, jak opowiadam moim córkom, że na półkach stał tylko ocet, to moje dzieci zanoszą się od śmiechu i do końca nie wierzą w to co mówię. Mnie to już nawet nie denerwuje, bo sama nie mogę uwierzyć, patrząc na dzisiejsze półki pełne przepychu, że tak faktycznie mogło być – uśmiecha się kandydatka do Sejmu.

Jakie smaki więc pamięta pani Ewa z tamtych lat? Bo chyba nie octu? – Muszę przyznać, że kobiety w tamtych czasach były szalenie przedsiębiorcze i potrafiły zrobić oraz ugotować coś z niczego – śmieje się Ewa Szymańska. – Moja mama jest do dziś świetną kucharką i, pomimo dobrobytu na pólkach, makaron, kopytka i pierogi robi własnoręcznie – mówi z uznaniem. – Nie smakowałam kuchni swoich babć, ale cieszę się, że moje dzieci mają to szczęście – dodaje.

Przyklejony język bolał, ale…

Jest kilka szczególnych potraw, które nasza rozmówczyni doskonale pamięta z dzieciństwa. – Wyraźnie pamiętam domowe słodycze, które robiła moja mama w postaci krówek na patelni – wspomina. – Na roztopionym maśle smażyła cukier, który potem przelewała na talerze. Szybko ta słodkość zastygała na talerzu, przyklejając się do niego bezlitośnie. Przez dobrą godzinę nikt nie widział mojej twarzy, tylko spód talerza. Było pyszne, choć język bolał okrutnie – śmieje się pani radna.

Racuchy litewskie ze śliwką, fot. przepisy.pl

Racuchy litewskie ze śliwką, fot. przepisy.pl

Kuchnia małej Ewy była specyficzna, a to ze względu na to, że nasza rozmówczyni ma korzenie litewskie. – Moja mama urodziła się w Wilnie, więc na nasze talerze przełożyła kuchnię litewską w postaci racuchów, placków ziemniaczanych ze słodką śmietaną i placków owocowych z jabłkiem albo śliwką. No i, oczywiście, leniwe z ziemniaka i białego sera – wspomina Ewa Szymańska. – Doskonale pamiętam też gołąbki z ryżem mojej mamy czy zupę – kompot wigilijny z suszonych owoców (śliwki, gruszki, jabłka, goździki), który stał obowiązkowo na świątecznym stole. Te smaki staram się przekazać moim dzieciom, choć nie ukrywam, że kuchnia śródziemnomorska również bardzo mi odpowiada – przyznaje pani Ewa.

A jaki sposób gotuje kandydatka do Sejmu? – W swojej kuchni preferuję dania pieczone, a nie smażone – zdradza Ewa Szymańska. – No i właśnie, jak tu nie usmażyć schabowego? Otóż jest na niego bardzo dobry, pieczony sposób. Nauczyła mnie koleżanka, a ja nauczę czytelników PetroNews – zakończyła radna, podając nam przepis.

  • Składniki:
    – schab – około 500 gram
    – szklanka mleka
    – warzywa: ziemniaki, marchewka, cebula, papryka
    – żółty ser – ok. 10 plastrów
    – kilka łyżek majonezu (najlepiej kielecki)
    – przyprawy: sól, słodka papryka, majeranek, ziele angielskie, listek laurowy.

    Wykonanie:
    Porcję schabowego (ok. 500 g) w całości namaczamy w mleku przynajmniej przez 2-3 godziny. Potem kroimy w plastry i przekładamy do naczynia żaroodpornego. Solimy, posypujemy słodką papryką, majerankiem dodajemy ziele angielskie i listek laurowy. Smarujemy cienką warstwą majonezu, na to kładziemy pokrojone w talarki ziemniaki, paprykę, cebulę, marchewkę. Potem znowu przekładamy majonezem i ta sama kolejna warstwa warzyw z przyprawami. Na koniec kładziemy żółty ser.
    Zapiekankę pieczemy około 2 godziny w temp. 170 stopni.
    Do tego bardzo dobrze smakuje sosik czosnkowy z jogurtu naturalnego z odrobiną majonezu, suszoną papryką. Dobrze wymieszany różowiutki sosik podajemy do zapiekanki schabowej. Palce lizać. Polecam na niedzielny obiad rodzinny. Smacznego!

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji