REKLAMA

Agnieszka Andrzejewska od kuchni: Kocham gotować i jeść

REKLAMA

Jak smakują tradycyjne pampuchy? Dlaczego najlepsze są pyry, a anyż to zło konieczne? Odpowiedzi na te i wiele innych kulinarnych pytań w kolejnym materiale z serii „Płocka Kuchnia”, w którym rozmawiamy z Agnieszką Andrzejewską z Zespołu Profilaktyki Straży Miejskiej – znanej dzieciom jako ciocia Agnieszka, opiekunka Lwa Honorka.

Mówi o sobie, że jest matką przez wielkie „M”. – To najważniejsza moja rola życiowa, która mnie kształtuje, ukierunkowuje i przekłada się również na drogę zawodową – opowiada o sobie Andrzejewska. Od nastu lat jest ściśle związana ze Strażą Miejska w Płocku, a dokładnie z Zespołem Profilaktyki. Znana jestem dzieciom jako ciocia Agnieszka, opiekunka Lwa Honorka.

Praca z dziećmi w strukturach straży miejskiej to dla naszej bohaterki pasja.

– Mam to szczęście, że moja praca jest jednocześnie moją pasją, a moje dzieci mają na nią bezpośredni wpływ, gdyż od samego początku były inspiracją do tworzenia wielu programów edukacyjnych – zdradza w rozmowie z nami. – Dzieciaki stały się również natchnieniem do stworzenia płockiego super bohatera – Lwa Honorka – wyjaśnia.

Drugą pasją cioci Agnieszki są góry, szczególnie Tatry. – Każdemu kto jest przygnębiony, sfrustrowany, smutny, polecam wędrówkę mało uczęszczanym szlakiem. Po takim dniu obcowania z przyrodą majestatycznych Tatr, spływa na nas dar wszechogarniającego spokoju – przekonuje.

Kocham jeść

Równie wysoko na liście „naj” naszej rozmówczyni są kulinaria. – Jedną, jedyną przywarą, którą posiada Lew Honorek, jest łakomstwo i to niestety absolutna projekcja mojej słabości na tę postać – śmieje się. – Kocham jeść, a co za tym idzie, kocham gotować – zapewnia.

Pani Agnieszka z chęcią gotuje dla rodziny, znajomych i przyjaciół – w myśl zasady, że wszystko smakuje najlepiej w doborowym towarzystwie.

– Na co dzień staram się gotować szybko, łatwo i nieskomplikowanie – opowiada w rozmowie z nami. – W domu mam niejadka, więc nie jest łatwo. Na pewno każdy rodzic posiadający taki okaz w domu wzdycha teraz ze zrozumieniem. Dogodzić niejadkowi to tak, jakby każdego dnia tworzyć ucztę świąteczną dla dworu królewskiego – śmieje się.

Pasja, także do gotowania, to coś, co towarzyszy Agnieszce Andrzejewskiej od dawna. – Jeszcze jako dziecko podpatrywałam w tej dziedzinie moją mistrzynię, ukochaną babcię Elę. Od dziecka intrygowało mnie gotowanie. Jako ośmiolatka robiłam niespodzianki mamie, która po powrocie z pracy zastawała przygotowany moimi małymi rączkami makaron – wspomina.

Jak przekonuje w rozmowie z nami, widok wzruszonej mamy na widok starannie przygotowanych kluseczek był bezcenny. – Równie wielkie emocje malowały się na jej twarzy po wejściu do kuchni, w której, delikatnie ujmując, panował nieład. Czasem zaskakiwałam ją również ciasteczkami z maszynki, a innym razem puszystym biszkoptem – śmieje się.

Kulinarnie nie byłam wymagająca

Agnieszka Andrzejewska jest fanką prostych, pysznych smaków. Smak ten ukształtował się jej jeszcze za czasów dzieciństwa.

– Jestem szczęśliwym dzieckiem lat 80-tych – śmieje się. – Kojarzą mi się one z zapachem pomarańczy, wystanych w wielogodzinnej kolejce, natomiast brak słodyczy mama rekompensowała nam robiąc najlepszy blok czekoladowy na świecie, który i ja teraz robię swoim dzieciom – zdradza.

Fot. Archiwum prywatne Agnieszki Andrzejewskiej

Jak o sobie mówi, kulinarnie nigdy nie była wymagającym dzieckiem. – Mogłam na okrągło jeść pampuchy mojej mamy i czerwony barszcz z uszkami babci. Poza tym, na wyjątkowe okazje babcia zawsze tworzyła arcydzieło w postaci ogromnego, przepysznego tortu orzechowego, nasączonego rumem – opowiada.



Ta tradycja przetrwała do dziś. Przy każdej uroczystości tort wraca na stół – pieczołowicie przygotowany rękoma naszej bohaterki. – Dzięki temu powracamy do tamtych chwil i osób, których już wśród nas nie ma, tak, jakby siedzieli obok – mówi Agnieszka Andrzejewska.

Od zawsze opiekunka Lwa Honorka kocha ziemniaki – i to pod każdą postacią. – Kartofelki, ziemniaczki, pyry, mogę jeść na śniadanie, obiad, kolacje i deser – śmieje się. – No, ale mój niejadek już, niestety, nie podziela mojego uwielbienia dla tych cudownych bulw. On jest kluchowo- makaronowy. I to miało ogromny wpływ na całkowitą zmianę menu w naszym domu – dodaje z żalem.

Stajemy się włoską rodziną…

Makrony w każdej postaci – przy dużym żalu naszej rozmówczyni – zastąpiły schabowego z ziemniakami i mizerią. – Powoli stajemy się włoską rodziną i to chyba w każdy calu – żartuje. – Po prawdzie, aż tak wielkim wyrzeczeniem to nie jest, bowiem kuchnia włoska jest prosta, aromatyczna i nieskomplikowana, a przy tym nieziemsko smaczna – przekonuje.

Właśnie takich aromatycznych i pysznych smaków nasza rozmówczyni poszukuje na co dzień w domu, jak i podczas podróży.

– W trakcie wyjazdów lubimy próbować różnych smaków. Do domu przywożę ciekawe przepisy i pachnące przyprawy, jednak główną inspiracją jest Internet. Tak nauczyłam się robić grecką baklavę lub skandynawskiego gravlaksxa, podobno lepsze od oryginału. Często jednak przepisy przeobrażam według swojego gustu i smaków mojej rodziny. Czyli zazwyczaj wszystko jest raczej a`la, niż w 100 procentach oryginalny przepis – dodaje.

Jest jednak smak, którego Agnieszka Andrzejewska nie lubi i to od zawsze. To anyż. – Nie cierpię i nie zjem niczego, co go zawiera- deklaruje. – Na drugim miejscu znienawidzonych smaków jest kminek, ale tu już jestem gotowa pójść na maleńkie ustępstwa. Co do anyżu absolutnie nie – mówi stanowczo.

Anyżu i kminku pozbawiony jest zatem przepis, którym nasza rozmówczyni podzieliła się z czytelnikami. – To coś sprawdzonego, coś, co trafia w gusty wybrednych smakoszy, jak i mojego niejadka – przekonuje. – Moja wariacja na temat makaronu z tuńczykiem jest szybciutka, łatwiutka, i co ważne, pyszniutka – uśmiecha się, podając przepis.

Makaron z tuńczykiem Agnieszki Andrzejewskiej

Składniki:

  • 2 puszki pomidorów w całości, ewentualnie mogą być w kawałkach,
  • 2 cebule,
  • 2 puszki tuńczyka w sosie własnym w kawałkach,
  • 4/5 łyżek oliwy,
  • 1 paczka makaronu spaghetti,
  • garść (ile kto lubi) tartego twardego sera parmezan, grana padano, corregio,
  • 2-3 ząbki czosnku,
  • sól i pieprz, odrobina cukru i soku z cytryny do smaku

Smażymy cebulkę na oleju lub na oliwie. Dodajemy pomidory w puszce i dusimy. Dodajemy czosnek, sól, pieprz i odrobinkę cukru. Zdradzę tajemnicę, że pomidory lubią odrobinę cukru, to podkręca ich smak. Jeszcze chwilkę podduszamy i dodajemy sok z cytryny (do smaku). Gdy mamy już połączone wszystkie składniki, a w domu rozciąga się obłędny zapach czosnku, wrzucamy tuńczyka i krótko dusimy, tylko do połączenia aromatów. W międzyczasie gotujemy makaron.

Oczywiście musi być al dente.

Makaron odcedzamy (nie przelewamy zimną wodą!!!), wykładamy na talerz, na niego nasz aromatyczny sosik i posypujemy wszystko startym serem. To jest wersja podstawowa dla niejadka. Dla reszty dodaje również natkę pietruszki, czarne oliwki i wszystko, co mi danego dnia podpowie fantazja.

Smacznego!

REKLAMA

PowiązaneArtykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Zgadzam się na warunki i ustalenia PolitykI Prywatności.

Przeczytaj

Reklama

REKLAMA
  • Przejdź do REKLAMA W PŁOCKU