Płocki „Centromost” tonie?

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Pracownicy i wierzyciele płockiej firmy „Centromost” czekają już tylko na… cud, bo z tego co słyszymy i czytamy, to przedsiębiorstwo pogrąża się w długach coraz bardziej. A może właściwsze byłoby określenie, że tonie idąc na dno, bynajmniej nie Wisły.

O problemach byłej stoczni pisaliśmy już na łamach naszego portalu oraz gazety PetroNews. I zgodnie z obietnicą śledzimy bardzo dokładnie sprawę, która dotyczy ponad 100 osób zatrudnionych w firmie i ich rodzin. Jest to kolejna płocka firma, której grozi bankructwo i wszystko wskazuje na to, że jej pracownicy podzielą los osób, które stoją w kolejkach do urzędów pracy.

Płocki przemysł stoczniowy ma swoje tradycje, które sięgają lat 20. XX wieku. Wtedy to po lewej stronie Wisły powstały pierwsze warsztaty naprawy i budowy drewnianych barek rzecznych, które funkcjonowały do wybuchu II wojny światowej i stanowiły początek Płockiej Stoczni Rzecznej. W latach 60. ubiegłego stulecia stocznia zmodernizowała się i uległa przebudowie. Ten obraz lewobrzeżnej Wisły jest już znany wielu płocczanom – pięknie prezentowały się budynki i barki z płockich Tumów. W tamtych latach w płockiej fabryce statków stworzono warunki do budowy różnorodnych jednostek pływających. Wtedy to Płocka Stocznia Rzeczna stała się największą śródlądową stocznią w Polsce i jedną z największych śródlądowych stoczni w Europie.

W lipcu 1998 roku w wyniku połączenia  Mostostalu Płock SA oraz firmy „Centromor” SA z Gdańska, powstała spółka z ograniczoną odpowiedzialnością „Centromost”. Od lat firma cieszyła się dobrą marką – nikt nie narzekał, a kolejne wodowania wyprodukowanych w stoczni statków przynosiły coraz większe zyski, nawet na poziomie 80 mln złotych. Od 2000 roku płocki „Centromost” zbudował kilkadziesiąt dużych statków.

Gdzie zatem tkwi problem i co doprowadziło dobrze prosperujące przedsiębiorstwo do takiego stanu, w jakim jest dzisiaj? Trudna sytuacja spółki wynika przede wszystkim z kryzysu, jaki trwa od 2010 roku. Niestety, w żegludze śródlądowej, w Holandii – głównym odbiorcy produkowanych przez „Centromost” statków rzecznych – dalej się on pogłębia. W ostatnich tygodniach kryzys ten dotknął również głównego udziałowca spółki – grupę VEKA. W wyniku tego procesu, zawieszone zostało uruchomienie drugiej raty finansowania budowy przez płocką stocznię jednego z tankowców.

– Obecnie trwają rozmowy miedzy spółką, bankiem i jej głównym właścicielem Veka Poland Holding na temat możliwości kontynuacji finansowania statku o nazwie „Plock B.V” i odzyskania przez spółkę środków finansowych, zaangażowanych w budowę dwóch tankowców – dowiedzieliśmy się od Andrzeja Sucheckiego, prezesa spółki.

Z rozmów jednak na razie nic nie wynika, a długi spółki rosną w zastraszającym tempie. Pracownicy nie otrzymują wypłaty, natomiast wierzyciele, którzy dostarczają materiały do budowy statków, domagają się swoich pieniędzy. Jedną z takich firm, która czuje się oszukana przez zarząd „Centromostu”, jest „Elektryka Morska” ze Szczecina.

– Zaległości wobec naszej firmy wynoszą ponad 140 tysięcy zł brutto – informuje nas Bartłomiej Stępień, właściciel firmy. – Wspomnę tylko, że od początku płocka stocznia otrzymywała od nas przelewy 30-45 dniowe. Na dzisiaj są to niezapłacone faktury z datą zapłaty na początek września 2013 roku, czyli już ponad 200 dni po terminie płatności. Projekty, na które dostarczaliśmy materiały zostały już dawno ukończone i zdane, czyli stocznia otrzymała fundusze, taki wyciągam wniosek – kontynuuje w rozmowie z nami. – Zgodnie z nowym prawem podatkowym, faktury są wyksięgowywane i jest już powiadamiany urząd skarbowy o zwrocie VAT-u i podatku dochodowego. Nasza kancelaria prawna zdecydowała, że w przyszłym tygodniu występujemy na drogę sądową, aby odzyskać nasze pieniądze. Dziwi mnie takie traktowanie biznesowe, czyli brak jakiejkolwiek informacji lub nawet chęci spłaty części zadłużenia. Spotyka nas tzw. chowanie głowy w piasek. Chciałem jeszcze dodać, że kilka miesięcy temu było uroczyste wodowanie jednostek na Wałach Chrobrego w Szczecinie, zbudowanych przez „Centromost” Płock. Uroczystość odbyła się z pełną pompą, prezesowie płockiej stoczni udzielali wywiadów i tak chwalili swoją firmę i zaplecze jakie posiadają. Przykre jest to, że żaden nie wspomniał, iż jednostki te zostały zbudowane na kredyt firm, które im zaufały, między innymi i nasz, a teraz stoimy przed widmem wielomiesięcznej walki w sądzie – kwituje właściciel „Elektryki Morskiej”.

Co na to prezes spółki Centromost? – Uruchomienie zwrotu środków zaangażowanych w budowę tankowców, czyli linii kredytowej lub w ostateczności sprzedaż kadłubów B2/088 i 89, w sprawie których prowadzone są rozmowy z potencjalnymi klientami, pozwoli nam na spłatę naszych wierzycieli – twierdzi Andrzej Suchecki.

Co jednak w przypadku, jeśli nie uda się uzyskać kredytu, ani sprzedać kadłubów? Być może dojdzie do tzw. reakcji łańcuchowej. Jeżeli spółka nie zapłaci wierzycielom, oni nie znajdą środków na wypłaty dla pracowników i na spłatę swoich zobowiązań. To może doprowadzić do upadku również tych firm.

Ogromnie trudna sytuacja jest także udziałem pracowników „Centromostu”, którzy także padli ofiarą kryzysu spółki. Praca na terenie stoczni wrze, pracownicy codziennie przychodzą do pracy i pracują… póki co, za darmo.

 – Pod  koniec marca dostaliśmy resztę wypłaty za styczeń, a teraz czekamy na wynagrodzenie za luty i marzec – informuje nas pracownik firmy. – Za luty mieliśmy dostać na koniec marca, ale widzi pani, jest już kwiecień i cisza o wypłatach, a do pracy przychodzić musimy – kończy smutnym tonem.

Ludzie są zmęczeni obiecankami bez pokrycia i pracą w ciągłym stresie. Bo, jak się dowiedzieliśmy, są na dodatek zastraszani i źle traktowani przez kierowników wydziałów. – Koledzy się zwalniają i szukają pracy, a kierownicy nas straszą, że „enki” nam będą wstawiać jak nie przystąpimy do pracy – mówi nam w rozmowie telefonicznej jeden z pracowników wydziału obróbki skrawaniem. – Goni nas do pracy jak niewolników, składaliśmy skargi na niego, ale to i tak nic nie daje, dyrekcja to akceptuje – kontynuuje. – Jeszcze jedno pani powiem, prezes na spotkaniu powiedział nam w obecności radcy prawnego, że możemy zwalniać się z pracy z winy zakładu pracy, co wiązałoby się z odprawą pieniężną wypłacaną przez firmę, ale szybko pani kadrowa sprowadziła nas na ziemię, że nie ma takiej możliwości, bo podobno tylko trzy tygodnie zalegają nam z wypłatami. Nawet już gadać się nie chce z nimi, bo kłamstwo za kłamstwem słyszymy – podsumowuje.

O wypłaty również zapytaliśmy prezesa Centromostu. – Na dzisiaj mamy dwutygodniowe opóźnienie w wypłacie wynagrodzenia dla pracowników fizycznych i trzy tygodnie opóźnienia w wypłacie części wynagrodzenia dla pozostałych pracowników. Wynagrodzenia będą wypłacone niezwłocznie z planowanych wpływów ze sprzedaży bieżącej nie okrętowej produkcji – czytam w e-mailu, przesłanym do nas 25 marca.

Jak się dowiedzieliśmy, na dzień 2 kwietnia pracownicy „Centromostu” nie otrzymali żadnych pieniędzy.

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji