Jaka jest jego najlepsza podróż? Dlaczego bał się na kolejce krzesełkowej? I gdzie najchętniej rusza na wyprawę rowerową? O tym rozmawiamy z płockim radnym Marcinem Flakiewiczem, który udowadnia, że nasz cykl “Płock na szlaku” ma głębokie podstawy.

Marcin Flakiewicz to – jak mówi o sobie – płocczanin, samorządowiec i społecznik. Jest płockim radnym od 2010 roku, członkiem Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Przemysłu Chemicznego oraz Stowarzyszenia Inżynierów Techników Pożarnictwa. Zawodowo związany z PKN ORLEN. Czas wolny najchętniej spędza z rodziną, z psem na spacerze lub… przed telewizorem. Jak przyznaje, lubi obejrzeć dobry dokument, ale i nie stroni od wycieczek, najchętniej ze znajomymi na rowerze, poznając nowe miejsca.

Podróże z dzieciństwa miały inny smak…

Wiemy, że pan Marcin sporo podróżował. Która z podróży była dla niego najlepsza? – Pewnie nie będę oryginalny jak stwierdzę, że ta najlepsza to jeszcze przede mną – śmieje się Marcin Flakiewicz. – Tak naprawdę, trudno wskazać tę jedyną wyprawę. Każdą cechuje wspomnienie, które czyni ją wyjątkową. Według mnie, wyprawa to miejsce, które odwiedzamy, to zabytki, które zwiedzamy, kultura, którą poznajemy i współtowarzysze, którzy z nami przemierzają szlak – stwierdza.

Jak przyznaje, od najmłodszych lat podróżował, lubił jeździć na wycieczki, wakacje.

– Te pierwsze, z rodzicami, to nasze wyprawy nad morze czy do Jaszowca. Z humorem wspominam uczucie strachu przed kolejką krzesełkową. Kurczowo trzymałem się rodziców, aby czasem nie spaść. I nie w głowie mi było wtedy podziwianie widoków, tylko „pilnowanie, aby buty nie spadły” – śmieje się pan Marcin.

Fot. archiwum prywatne Marcina Flakiewicza

Z czasów dzieciństwa pamięta też rodzinne wyjazdy nad morze, którym towarzyszyło obowiązkowe zwiedzanie latarni morskich, obiektów militarnych w Muzeum Wojska Polskiego, ale też ruchomych wydm.

– Wówczas walizka nie musiała ważyć 20 kg, nie było All inclusive i we wszystko trzeba było się zaopatrzyć, również w ubrania na zmienną pogodę. Do dziś pamiętam, jak przed nami inna rodzina podróżowała nad morze „maluchem”. Nie mogłem wyjść z podziwu, jak na tylnym siedzeniu dwójka wówczas moich rówieśników gra jeszcze w badmintona? Kto pamięta, ten wie… To były inne czasy, dla mnie czasy dzieciństwa. Jeździło się pod namiot całymi rodzinami, niejednokrotnie biwakując na niestrzeżonym polu. Woda do mycia była w jeziorze, śniadania przyrządzane wspólne na dużym talerzu i wszyscy byli uśmiechnięci – wspomina Marcin Flakiewicz.

Rodzice zaszczepili we mnie pasję podróży

Późniejsze czasy, to już okres dłuższych wypraw młodego Marcina. – Odpoczynek nad morzem czy jeziorem połączony ze zwiedzaniem, zamieniłem na górskie wyprawy w Tatry, Pieniny czy przez Połanicę w Bieszczadach. Moim rodzicom jestem wdzięczny za to, że nie szczędzili własnych sił i czasu, aby zabierać mnie w różne miejsca, pokazywać miasta, zabytki, naszą historię, ale też wysyłali na różne wyjazdy i latem, i zimą. To dzięki nim zwiedziłem dużą część Polski, ale też Europy – Czechy, Słowację, Szwajcarię, Francję, Włochy, Monako. Nasze podróże organizowaliśmy zawsze sami. Dla mnie było to najlepsze biuro podróży – rodzinne – śmieje się płocki radny.

Jak przyznaje, zwiedzali zawsze z książką-przewodnikiem. – Tak najlepiej można poznać każde miasto, skwer, zapoznać się z historią, choć chyba jeszcze lepiej było wówczas, kiedy błędnie odczytaliśmy mapę i nogi poniosły nas w nieznane – wspomina z uśmiechem.

Fot. archiwum prywatne Marcina Flakiewicza

Czas liceum i studiów to głównie wyjazdy ze znajomymi i przyjaciółmi, w większości po Polsce.

– Praca zawodowa umożliwiła mi dalsze podróże. Co roku, pewną część budżetu zawsze przeznaczam na wyjazd, odpoczynek. Przyświecają mi słowa mojego wuja z Bydgoszczy, który zwiedził już wiele miejsc i zawsze powtarza: „Tego co zobaczysz, nie zabierze ci nikt”. Anglia, Niemcy, Węgry, Chorwacja, Litwa, Łotwa, Ukraina, Białoruś, Rosja, Dania, Szwecja – to miejsca, które zwiedziłem w sposób zorganizowany, ale jednocześnie pozwalający na dużą swobodę wyboru programu – wyjaśnia Marcin Flakiewicz.

Tłumaczy, że zdecydowaną większość tych krajów odwiedził wraz ze znajomymi ze stowarzyszeń. – Takie wyjazdy cechuje to, że wszyscy dobrze się znamy, co ułatwia bardzo szybkie zaplanowanie czasu wolnego poza programem zwiedzania. W grupie człowiek nigdy się nie nudzi, a wartością dodaną może być tylko niezapomniana przygoda. I nie sposób wymienić tu wszystkich miejsc, pięknych widoków czy zabytków – każde w swoim rodzaju – Budapesztu, Moskwy czy Sztokholmu i Londynu. Natomiast pewne miejsca zostają w naszej pamięci na dłużej. Przede wszystkim dzięki osobom, które wówczas nam towarzyszą, opowiadają o nich – przekonuje.

Fot. archiwum prywatne Marcina Flakiewicza

– Do dziś pamiętam nasz wyjazd na Ukrainę do miasta partnerskiego. Odwiedziliśmy również Kijów, byliśmy na Majdanie. I obok gościnności, pięknej historii, tradycyjnych kolorowych strojów, wspaniałych ludzi dbających tam na Kresach o naszą Polskość, krzewiących kulturę i historię, uczących języka polskiego, w pamięci zostaje to niesamowite wrażenie, powaga, zaduma. Nasz delegat ze strony ukraińskiej opowiadał nam o Majdanie, o barykadach, ustawionych „pomnikach” poległych, o rozmowach z bratem w czasie walk. W telefonie miał jeszcze zdjęcia placu sprzed tego wydarzenia. W milczeniu oglądaliśmy te dwa obrazy – zdjęcie z telefonu i obecny obraz. Opowiedział nam praktycznie historię każdego drzewa i kamienia. Uzupełnieniem obrazu było drżenie jego głosu i łzy w oczach, wzruszenie i… cisza, bo dalej wspomnienia nie pozwalały wydobyć słów. Kiedy oglądam zdjęcia z tego wyjazdu, są to już inne zdjęcia. To fotografie, które mówią, dla mnie ciągle opowiadają… – mówi z wyraźnym wzruszeniem.

Kijów, Fot. archiwum prywatne Marcina Flakiewicza

W Polsce też jest fajnie…

Czy zgadza się z powiedzeniem, że podróże kształcą? – Zdecydowanie, podróże kształcą, ale też wyrabiają nasz charakter. Poznając innych ludzi, inne miejsca i kultury, nie tylko stajemy się bardziej obyci w codziennym życiu, ale też wyrabiamy nasz światopogląd. Ważne w tym jest to, aby otwierając się na inne kultury, nie zatracić naszej, własnego charakteru – przekonuje nasz rozmówca.

Czy lubi odkrywać nowe miejsca, czy wraca do miejsc dobrze znanych? – Zawsze staram się wybrać jako cel swojej podróży nowe miejsce. Nawet te do leniuchowania, bo zdarzają mi się i takie wyjazdy, na przykład do Grecji, Turcji, Egiptu czy Hiszpanii. Nie lubię wybierać tego samego miejsca, tej samej plaży. Dlatego tam też wypatruję najbliższej wypożyczalni samochodów, aby przemierzyć okolicę, czy w przypadku Grecji nawet całą wyspę – opowiada pan Marcin.

Jednak są też i takie miejsca, do których Marcin Flakiewicz lubi powracać, aby pospacerować wypocząć, spędzić weekend.

– Ze znajomymi mamy już chyba taką tradycję, że trzeba kilka dni spędzić na plaży w Jastarni, a na rower, nawet na jeden weekend, wyjechać do przepięknego Kazimierza nad Wisłą. Polecam. Kazimierz jest świetny również jako punkt wypadowy do Puław, Janowca (tutaj przeprawiałem się przez Wisłę promem wyprodukowanym przez Płocką Stocznię Rzeczną, co do dziś jest miłym wspomnieniem), czy do Nałęczowa. W samym miasteczku polecam spacer po rynku, uliczkami. Można poczuć czasy króla Kazimierza. Obowiązkowo trzeba udać się do Wąwozu, wejść na Górę Trzech Krzyży, z której rozpościera się przepiękna panorama na okolicę z królową rzek, nie może zabraknąć też wizyty w jednej z galerii malarskich – mówi radny.

Kazimierz Dolny, Fot. archiwum prywatne Marcina Flakiewicza

Czy bariera językowa jest dla niego problemem? – Nie, chociaż nie jestem poliglotą – znam dwa języki, angielski i rosyjski. Wprawdzie do nauki jeszcze trochę zostało, ale bez problemu porozumiewam się w innych krajach. Poza tym, jest wiele innych sposobów… – śmieje się pan Marcin. – Jak jest dobra wola, to człowiek zawsze się dogada, a gestykulowanie to chyba najlepszy język międzynarodowy – mówi z uśmiechem.

W weekend na rower!

Bez czego nie może obejść się poza domem, w podróży? – Jak wyprawa na weekend, to w sezonie rzadko ruszam się bez roweru. Pamiętam moje pierwsze wojaże i opowieści. Raz, po weekendzie, chyba to była majówka, wróciłem do pracy i mówię, że byłem rowerem w Kazimierzu. Cisza, wszyscy słuchają, a ja dalej opowiadam o wyprawie do Nałęczowa, Janowca, Puław i że wracałem ze znajomymi przez Łódź, a na trasie warta polecenia jest smażona świeża rybka w przydrożnej restauracji. Współpracownicy słuchali i słuchali, a zdjęcia uwiarygadniały opowieść. Dopiero za kilka dni zrozumiałem ich zdziwienie i niedowierzanie. Myśleli, że cały ten dystans pokonałem rowerem z Płocka. Zdradził mnie bagażnik rowerowy na aucie… – mówi żartobliwie. – Ostatniego lata wziąłem rower na auto i pojechałem ze znajomymi do Torunia. W Toruniu wsiedliśmy na rowery i zwiedziliśmy miasto Kopernika i okolice. Szczerze polecam ten sposób spędzenia czasu, właśnie aktywnie – zachęca Marcin Flakiewicz.

Fot. archiwum prywatne Marcina Flakiewicza

Załóżmy, że ma wolny weekend – gdzie najchętniej dałby się zaprosić w promieniu 50 km od Płocka? – Do 50 km, to tak jak wspomniałem – wypad rowerowy, np. przejażdżka po lesie w okolicach Gostynina, czy do Kampinosu. Myślę, że Żelazowa Wola byłaby w zasięgu – uśmiecha się.

– Polecam też bliższe tereny – z Płocka, przez Soczewkę, Łąck, Dobrzyków. Ościenne gminy nie tylko są ładnie, malowniczo położone – nad jeziorami, w lasach, ale mają już rozwiniętą infrastrukturę ścieżek rowerowych, a dodatkowym „przerywnikiem” wzbogacającym wyprawę może być zwiedzanie, np. Kapliczki św. Piotra i Pawła w Łącku z 1873 r. Przed takim wyjazdem, zawsze warto przejrzeć lokalne przewodniki czy spędzić chwilę w Internecie i opracować plan – wyjaśnia.

Zwiedzajcie zakamarki…

– Ja proponuję dołożyć kolejne „50” i zatrzymać się w Warszawie czy Łodzi. Wiele osób powie – też mi wycieczka – do miasta. Ja mówię: tak, i zachęcam. Poznajcie Łódź – nie tylko ul. Piotrkowską z przepięknymi kamienicami czy Pałac Poznańskiego. Skierujcie się też na cmentarz Trzech wyznań, a dla czytelników PetroNews pozostawię do odszukania na mapie Łodzi – Pasaż Róży. Zachęcam do zaglądania na podwórka kamienic – tam możecie poznać prawdziwą historię, klimat. Co do tego Pasażu – to w podwórku kamienicy elewacja została wyklejona kawałkami lusterek w kształcie kwiatów róż. Robi duże wrażenie, widać niesamowity artyzm, a przede wszystkim pomysł – zachęca radny.

Zdradza, że jako radny z podróży czerpie pomysły na interpelację czy przeniesienie rozwiązania do naszego miasta. – Przecież sekundniki mi się nie przyśniły – zobaczyłem je po raz pierwszy w Egipcie, spacerując po mieście, później w Toruniu. Następnie poczyniłem interpelacje i dziś kierowcy oraz piesi nie wyobrażają sobie, że mogłoby ich nie być na naszych skrzyżowaniach czy przejściach – wyjaśnia.

A co z Warszawą? Wielu z nas kojarzy się głównie z dużym ruchem komunikacyjnym…

– Warszawa jest naprawdę zielona i piękna – przekonuje Marcin Flakiewicz. – Pospacerujcie po niej. Jest wiele urokliwych i zagadkowych miejsc. Ostatnio, będąc w okolicach Sejmu, natknąłem się na ulicę Profesorską. To wąska uliczka między willami, ambasadami, do której prowadzi z jednej strony… zwykła furtka w płocie. Dzięki różnicom w poziomie tej ulicy, schodkom, otaczających ogrodach, trudno uwierzyć, że to ta sama głośna stolica. Warszawę warto zwiedzić właśnie wiosną, kiedy na skwerach, pasażach, parkach budzi się zieleń, a na trawnikach są całe dywany tulipanów, żonkili, hiacyntów. Warto chociażby wspomnieć, że zajęła ona 15. miejsce w rankingu najbardziej zielonych stolic. Zanim jednak pochodzimy po centrum, zachęcam do zajrzenia do przewodnika i poczytania takich historii, jak dla przykładu Pałacu Lubomirskich w Osi Saskiej i o jego przesunięciu. Obrócono wielki budynek prawie o 90 stopni. Podobnie jak Kościół Narodzenia Najświętszej Maryi Panny przy al. Solidarności. Budując drugą nitkę ulicy, przesunięto ten budynek o 21 metrów w kilka godzin. Wiele osób, zapewne też czytelników PetroNews, będąc w stolicy przemierza te okolice, warto zwrócić na nie uwagę. Dziś dla mnie to miejsce jest już inne. Kościół, miejsce kultu, budynek, ale też myśl techniczna i wyzwanie dla inżynierów – przyznaje.

Ogrodzieniec, Fot. archiwum prywatne Marcina Flakiewicza

Jak jeszcze poleca zwiedzić Warszawę? Szlakiem starych gazowych latarni.

– Warto je odszukać – na zielonych Bielanach, Sadybie, Powiślu (będąc na spacerze na Bulwarach Wiślanych). Unikatem na skalę miasta jest Agrykola. Na całej jej długości stoją oryginalne, stare latarnie gazowe. Można poczuć klimat dawnych warszawskich ulic. Warto tam zajrzeć po całodniowym spacerze w Łazienkach Królewskich. Takie zwiedzanie ja preferuję i do takiego zwiedzania Państwa zachęcam – do odszukania tych szczegółów, perełek, ciekawostek, bo właśnie w nich jest smak, że naszą wyprawę zapamiętamy na dłużej, lepiej, inaczej – tłumaczy Marcin Flakiewicz.

A jeśli wygrałby w totka, to jaka wycieczka byłaby spełnieniem jego marzeń? – Chyba każdy marzy o podróży dookoła świata? Ja też i pewnie mało oryginalnie, jak powiem, że z plecakiem – śmieje się pan Marcin.

– A poważnie, choć trudno mi uwierzyć w tę wygraną, to chciałbym odbyć podróż Koleją Transsyberyjską na wszystkich trzech jej liniach: transsyberyjską, transmandżurską do Pekinu i transmongolską do Ułan Bator. Od pewnego czasu fascynuje mnie ta kolej, jej historia, myśl inżynierska, przebieg przez wiele stref klimatycznych i czasowych. Podobno podczas podróży fascynuje zmieniający się krajobraz za oknem czy sama podróż przez Bajkał, a na koniec zwiedzanie Pekinu czy Ułan Bator w Mongolii – zdradza nasz rozmówca.

Jak dodaje, do pewnych podróży trzeba też dojrzeć, stwierdzić – to jest ten moment, wiem co chcę zobaczyć i dlaczego. – Wielu moich znajomych, rodzice, byli w Ziemi Świętej. Słyszałem wiele opowieści na temat tych wypraw. Zapewne jest to jeden z wielu kierunków wycieczek w biurach podróży, ale chciałbym, żeby było to coś więcej, niż zaplanowana wycieczka. Ziemia Święta, Palestyna, Betlejem, Jerozolima, Grota Narodzenia, rzeka Jordan, Golgota, Bazylika Grobu Pańskiego – to dla mnie ważne miejsca, które chciałbym odwiedzić na moim szlaku.

Podziel się:

1 komentarz

  1. Dobry bohaterze.Nie chcę szkodzić Portalowi ale trochę pomiarkowania by się przydało.

    Załóż człowieku linię trans kolejową Modlin Włocławek przez Płock..

    WYŻYJESZ SIĘ , LUDZIE PRACE UZNAJĄ , MOŻE WYBIORĄ………

    Możesz pomóc z lotniskiem w Radziwiu

Zostaw Komentarz

Warto Przeczytać

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji