Otrzymaliśmy e-maile od czytelników, dla których pobyt w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Płocku okazał się, mówiąc delikatnie, niezbyt przyjemny. I to nie z powodu przyczyny, dla której w szpitalu się znaleźli. Poprosiliśmy o wyjaśnienie tych sytuacji.
Relacja pacjentki 1
Koszmar poporodowy, czyli warunki na oddziale położnictwa w szpitalu Winiary w Płocku.
Zacznę od tego, że nie urodziłam siłami natury, tylko poprzez cesarskie cięcie. Jeszcze przed decyzją lekarzy o cesarskim cięciu, umówiłam się z położną na prywatną opiekę podczas porodu, ponieważ mamy takie realia, że jeśli nie opłacimy położnej, kobieta podczas porodu może być traktowana, powiedzmy, na dystans. Panie, które mają swoje położne prywatnie opłacone, mogą liczyć na szczególne udogodnienia podczas porodu.
W moim przypadku zapadła decyzja o cesarskim cięciu, więc postanowiliśmy zrezygnować z prywatnej opieki położnej i to był początek problemów. Nasza położna miała pretensje, że nie urodziłam sama siłami natury, mimo, iż syn ważył 5,11 kg! Nie zarobiła kilkuset złotych i zaczęła być bardzo uszczypliwa, odniosłam wrażenie, że nastawiła cały personel przeciwko mnie tylko dlatego, że jej nie zapłaciłam. Panie, które miały dyżur, były nieprzyjemne, jak mówiłam, że nadal czuję silny ból stwierdzały, że oszukuję i męcz się człowieku. Rzucały przykre epitety odnośnie mojego syna, że jest grubasem, żeby zamiast piersi podać mu kotleta z kapustą! Jak można w taki sposób mówić matce o jej własnym dziecku! To przechodzi ludzkie pojęcie.
Potem trafiłam na oddział położniczy i dopiero tutaj zaczął się prawdziwy koszmar. Gdyby nie wsparcie męża i rodziny, mogłoby to zakończyć się depresją. Poprosiłam pielęgniarki, żeby przyszedł doradca laktacyjny, ponieważ jest to moje pierwsze dziecko i nie bardzo wiem, jak mam je przystawiać do piersi i potrzebuję pomocy. Panie, które miały dyżur, spojrzały groźnie i zaczęły krzyczeć, że nikt tu nie będzie biegał wokół mojej osoby, że mam sama uczyć się budować więzi z dzieckiem, a nie wymagam Bóg wie czego.
Kolejna, bardzo nieprzyjemna sytuacja, miała miejsce, gdy poprosiłam rano o leki przeciwbólowe. Miałam takie boleści, że z dużym trudem brałam dziecko na ręce, a pani pielęgniarka, gdy ją poprosiłam o leki nakrzyczała, że zachowuje się jak mała nieodpowiedzialna dziewczynka, ponieważ sama po te leki nie poszłam.
Kolejna sytuacja miała miejsce, gdy w nocy syn zaczął płakać, ponieważ był głodny. Po cesarskim cięciu, niestety, pokarmu w piersiach nie ma od razu, więc trzeba dokarmiać mlekiem modyfikowanym. Pani, którą poprosiłam o mleko oburzyła się, że powinnam iść sama, mimo że byłam po cesarskim cięciu, miałam wziąć dziecko, iść przez pół oddziału, gdzie był straszny przeciąg… W takim razie się pytam, od czego są te wszystkie pielęgniarki i położne na oddziale położniczym? Od oglądania seriali?
Nie można liczyć na żadną pomoc, na żadne wsparcie, warunki są tragiczne. Cały pobyt w szpitalu przepłakałam, bo musiałam wysłuchiwać ciągłych pretensji. Ogromna radość pań położnych, kiedy ktoś sobie z czymś nie radził, była na porządku dziennym. Jeśli zdecyduję się z mężem na drugie dziecko, na pewno wybierzemy inny szpital, ponieważ tu kobiety są traktowane nieludzko.
Relacja pacjentki 2
Ciąża – najpiękniejszy czas w życiu kobiety. Tak samo miły czas powinien być na oddziale położniczym – jednak stało się to koszmarem.
Po cesarskim cięciu i pobycie ponad 12 godzin na porodówce, przewieziono mnie na oddział położniczy. O ile na porodówce personel był miły, przyjemny i pomocny, to na oddziale położniczym odwróciło się wszystko o 180 stopni. Pierwsza doba minęła całkiem spokojnie, wspierali mnie najbliżsi i rodzina. Druga doba okazała się fatalna, gdyż personel nie okazywał żadnego szacunku i wsparcia – problem był z zabraniem mojego dziecka na noc na oddział noworodków.
Po cesarskim cięciu nie byłam w stanie w nocy zająć się synem, ponieważ rana strasznie dokuczała, utrudniała jakiekolwiek poruszanie się, a nawet najprostsze przekręcanie się na łóżku było nie lada wyczynem. Na wieczornym obchodzie usłyszałam, że pani nie weźmie mojego syna na noworodki, gdyż nie jest od tego by, cytuję: „Opiekować się, zabawiać cudze dzieci, a tym bardziej karmić”. Ponadto dodała, że nie może wziąć wszystkich dzieci na noc, ponieważ nie ma tyle miejsca dla maluchów.
Na szczęście był ze mną mąż i zwrócił pani uwagę, że ja nie poradzę sobie w nocy z opieką nad dzieckiem i po krótkiej wymianie zdań wymusił, by zabrano dziecko na noc, choć pani dodała, że nie robi tego chętnie. Danych pani nie jestem w stanie podać chociażby z imienia, ponieważ notorycznie personel porusza się z odwróconymi identyfikatorami. Kiedy mąż zaprowadził syna na oddział noworodków okazało się, że miejsca było jeszcze na co najmniej pięć niemowlaków, a panie wielce zmęczone (bodajże było ich cztery) siedziały przed TV, popijając kawę i herbatę.
Nasuwa się taka uwaga: jeśli personel jest wielce zmęczony swoją pracą, a obowiązki wykonuje z wiecznym fochem, to przecież nikt ich tam na siłę nie trzyma – zawsze mogą iść do jakiejś dużej sieciówki spożywczej na kasę. Może wtedy docenią swoją dotychczasową pracę. Uważam, że praca w szpitalu powinna iść w parze z powołaniem.
Żeby nie wrzucać wszystkich do jednego wora pragnę nadmienić, że na oddziale położniczym pracuje kilka pań, które okazywały zainteresowanie, troskę i otaczały należytą opieką mnie i mojego syna. Niestety, panie te można policzyć na palcach jednej dłoni.
Relacja wnuczka pacjenta
Nie pamiętam już dobrze, na który oddział zabrali dziadka, ale pamiętam jak krzywiły się panie pielęgniarki na widok worka stomijnego jaki dziadek miał już od jakiegoś czasu…
To było mniej więcej rok temu. Dziadek został przywieziony do szpitala (Winiary) karetką pogotowia ratowniczego. Na izbie przyjęć leżał ładnych kilka godzin w zimnej sali pod byle kocykiem, a w tym czasie lekarze odsyłali od jednego do drugiego – krótko mówiąc, żaden nie chciał zabrać go na swój oddział. Oczywiście w między czasie robili jakieś badania, widzieliśmy co jakiś czas, jak dziadka wywożą na tomografię, przywożą itp.
Siedzimy, czekamy, pytamy co pół godziny co dalej, jakie wyniki, jakie decyzje. Za każdym razem odpowiedź była jedna: czekamy, żadnych decyzji nie podjęto. No to czekamy… Jest już po 23, nastała dziwna cisza, idziemy zapytać, a tam ciemno! Pytamy gdzie dziadek, a pani odpowiada: „Przecież zabrali go jakieś pół godziny temu”. Fajnie, że ktoś nas w ogóle powiadomił, gdzie zabierają dziadka, na jaki oddział i jakie wstępne diagnozy postawili. A żeby było lepiej, wyjechali łóżkiem gdzieś dalej tak, że po prostu nie widzieliśmy. Nie pamiętam już dobrze, na który oddział zabrali dziadka, ale pamiętam jak krzywiły się panie pielęgniarki na widok worka stomijnego, jaki dziadek miał już od jakiegoś czasu.
Worek stomijny należy bardzo starannie pielęgnować, starannie dokonywać wymiany worka, a przede wszystkim dokładnie opatrywać ranę – ujście jelita do worka. Codziennie pielęgniarki oglądały się na członków rodziny, aby wymienić worek. Któregoś dnia jedna z pielęgniarek nawet zwróciła uwagę, że to my powinniśmy się tym zajmować, bo one nie mają przeszkolenia. Nie winię tu personelu, ale dyrekcję – przecież pielęgniarki na każdym oddziale powinny być przeszkolone również w zakresie opieki nad pacjentami ze stomią. Zarówno na chirurgii, poprzez laryngologię czy na okulistycznym może trafić się niejednokrotnie pacjent z workiem stomijnym.
Ostatnie spostrzeżenia
Kilka słów na koniec.
Jak się nie mylę, to szpital jest zobowiązany w czasie pobytu pacjenta w szpitalu na oddziale zapewnić mu wszelkie leki, jakie przyjmuje na co dzień, w tym: worki stomijne, wszelkie podkłady higieniczne na łóżko czy nawet, wydaje mi się, pieluchy albo chusteczki nawilżane do pielęgnacji niemowlaków. Niestety, WSZ w Płocku tego nie zapewnia…
Mam nadzieję, że niebawem zmieni się dyrekcja w szpitalu, ktoś przejrzy na oczy i uświadomi sobie, że każdy pacjent wymaga i przede wszystkim zasługuje na odrobinę troski, opieki i SZACUNKU! Pisząc szacunek, mam na myśli normalne ludzkie traktowanie – od izby przyjęć począwszy, przez SOR, a skończywszy na oddziałach.
Szpital: Pacjenci są poinformowani o przysługujących im prawach
Poprosiliśmy Wojewódzki Szpital Zespolony w Płocku o odniesienie się do sytuacji, przedstawionych w e-mailach od czytelników. Czy zarząd szpitala zdaje sobie sprawę, jaką opinię ma placówka wśród płocczan?
– Wojewódzki Szpital Zespolony w Płocku wie, że są wyrażane różne opinie o szpitalu, lecz nie zawsze są one obiektywne i odzwierciedlają stan rzeczywisty – odpisał nam Stanisław Kwiatkowski, dyrektor WSZ w Płocku.
– Jednocześnie informuję, że pacjenci Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Płocku są informowani o przysługujących im prawach pacjenta. Prawa Pacjenta widnieją także na tablicy informacyjnej w każdym oddziale naszego Szpitala. Na tablicach informacyjnych widnieje również informacja dla pacjentów, dotycząca możliwości składania skarg i wniosków. W przypadku skarg zasadnych, w celu wyeliminowania nieprawidłowości, są podejmowane działania korygująco-zapobiegawcze, przewidziane regulaminem, procedurami i przepisami prawa – zapewnia dyrektor, w załączeniu przekazując pismo z oddziałów, których dotyczą relacje naszych czytelników.
Oddział Neonatologii: Noworodki wszystkie traktowane są jednakowo
– Trudny dla każdej młodej matki, z oczywistych względów, okres wczesnego połogu, często związany jest nie tylko z bólem fizycznym, ale i z ogromnym napięciem emocjonalnym – czytamy w piśmie, podpisanym przez ordynatora tego oddziału, p.o. Pielęgniarki Oddziałowej, zastępcę Pielęgniarki Oddziałowej i specjalistę chorób dziecięcych. – To czas, kiedy marzenia i oczekiwania z okresu ciąży spotykają się ze zmęczeniem i dolegliwościami, zwłaszcza dotkliwie odczuwanymi po porodzie drogą cięcia cesarskiego. Konfrontacja tych oczekiwań z zastanym stanem rzeczy, nie zawsze wypada korzystnie – tłumaczą przedstawiciele oddziału.
Jak zapewniają, dążą do tego, żeby wszystkie kobiety przychodzące do porodu otrzymywały jednoznaczne i jednobrzmiące informacje od wszystkich pracowników oddziałów ginekologicznego, położniczego i neonatologicznego.
– Niestety, opisywany przez pacjentki proceder „prywatnej opieki położniczej”, który jest praktykowany w naszym szpitalu, jest komunikatem dla położnic, że mogą spodziewać się odmiennego traktowania w zależności od poniesionych nakładów finansowych. Noworodki wszystkie traktowane są jednakowo – z jednakowym szacunkiem i taką samą uwagą poświęcaną każdemu dziecku – czytamy w odpowiedzi.
Przedstawiciele oddziału dodają, że starają się, aby każdy noworodek miał prawo do stałej obecności jedynej osoby dotychczas mu znanej – matki. – Położnicy, której stan zdrowia nie pozwala na pełną opiekę nad dzieckiem (na przykład w pierwszej dobie po cięciu cesarskim) staramy się pomóc, każdorazowo dostosowując rodzaj tej pomocy do aktualnych i indywidualnych potrzeb – czasem ta pomoc polega na zabraniu dziecka z sali matki, a czasem na bieżącej pomocy w przystawianiu dziecka do piersi, dokarmianiu i przewijaniu – tłumaczą.
Jak zapewniają, w opisanej sytuacji taka pomoc również miała miejsce. – Z bieżących obserwacji zawartych w raportach pielęgniarskich i lekarskich, a także z informacji zebranych podczas wieczornej wizyty lekarskiej wynikało, iż pacjentka była w dobrej kondycji i samodzielnie poruszająca się. Jednocześnie mamy świadomość niefortunnej i niepotrzebnej eskalacji „konfliktu” pomiędzy rodzącą a personelem naszego oddziału – wynikała ona z chęci zapewnienia dziecku komfortu przebywania przy matce – podsumowują przedstawiciele Oddziału Neonatologii w WSZ w Płocku.
Oddział Ginekologiczno-Położniczy: Nie możemy traktować relacji pacjentki jako rzeczywiście zaistniałą sytuację
– Dla kobiety ciężarnej, spodziewającej się szczególnie swojego pierwszego dziecka, a później w okresie połogu, która z natury przeżywanego stanu często doświadcza smutku bez konkretnej przyczyny, u której pojawiają się wahania nastroju, przewrażliwienie, większa skłonność do płaczu, nawet nieistotne drobiazgi urastają do rangi problemu, a zdanie wypowiedziane żartobliwie, odbierane jest jako złośliwość – pisze w imieniu oddziału Pielęgniarka Oddziałowa Oddziału Ginekologiczno-Położniczego (na kopii pisma nazwisko jest nieczytelne).
– Każda kobieta, stając się matką, doświadcza konieczności odnalezienia się w nowej roli, przeżywa niejedną chwilę frustracji, bezradności i osamotnienia. Niektóre gorzej radzą sobie z tymi zmianami i próbują „wyrzucić z siebie” te negatywne emocje – jest to typowa reakcja, rodzaj terapii – czytamy w odpowiedzi.
– Dlatego nie możemy traktować relacji pacjentki jako rzeczywiście zaistniałą sytuację. My ze swojej strony możemy zapewnić, że była traktowana tak jak wszystkie inne pacjentki, z troską i uwagą. Na potwierdzenie przedstawiamy posty naszych byłych pacjentek, zamieszczone w sierpniu na stronie „Pogaduchy płockich mam” – podsumowuje przedstawicielka Oddziału Ginekologiczno-Położniczego WSZ w Płocku, załączając trzy strony postów.
Przytoczymy niektóre z nich.
– Ja miałam rodzić na Kościuszki, lecz ze względu na stan zdrowia (zatrucie ciążowe) przewieźli nas na Winiary. Nie płaciłam za nic. Opieka była bardzo dobra. Położne były cały czas obok. Dbały, pomagały we wszystkim. Później na oddziale panie z noworodkowego pomagały przy maleństwu, instruowały przy karmieniu, kąpaniu. Jak mam być szczera, to nigdy nie byłam tak dobrze traktowana na Winiarach, jak właśnie po porodzie. I dodam, że była to również cesarka – pisze pani Martyna.
– Też uważam że do cc położna nie jest potrzebna. Jesteś znieczulona od pasa w dół, poród trwał u mnie 10 minut ze wszystkim. Potem sala pooperacyjna, pani przychodziła bardzo często i pytała czy wszystko ok. Potem na zwykłej sali panie też pomagały, interesowały się jeśli dzidzia płakała długo, przychodziły, pomagały nakarmić albo ułożyć tak, żeby zasnęła. Z lekami przeciwbólowymi też nie było problemu, panie miały je w każdej kieszeni – to opinia pani Kasi.
– W październiku miałam cc na Winiarach. Opieka mega, położne miłe i delikatne. Jak leżałam na pooperacyjnej, co chwilę przychodziły, pytały, lekarz też zaglądał później. Jak mnie przenieśli na położnictwo, opieka też super, czasem chciałam poleżeć w spokoju, to pani już zaglądała czy wszystko ok. Leki przeciwbólowe też mi się dopytywały co jakiś czas czy podać, a może zastrzyk. Później, jak wychodziłam, lekarz kazał sekretarce zapisać mnie do poradni na zdjęcie szwów, a położna przyszła i powiedziała: Pani przyjdzie tu do nas, na oddział. Była tak delikatna, że nie wiem kiedy było już po i za wszystko nic nikomu nie płaciłam, także opieka super – napisała pani Edyta.
Jak to bywa w podobnych sytuacjach, po każdej ze stron są argumenty, warte przemyślenia. Nie da się ukryć, że kobiety po porodzie są bardziej wrażliwe emocjonalnie, jednak opieka podczas i po porodzie powinna tę nadwrażliwość uwzględniać. Czy tak było w opisywanych przez czytelniczki przypadkach? Trudno ocenić, niemniej z czegoś ich opinia wynika.
A jakie Wy macie zdanie na temat opieki w płockich szpitalach?

![Młodzież pomaga młodzieży. Trwa pilotaż wsparcia rówieśniczego [PODCAST]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/julita-120x86.jpeg)

















![Młodzież pomaga młodzieży. Trwa pilotaż wsparcia rówieśniczego [PODCAST]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/julita-360x180.jpeg)


![Kto zapłaci za zmiany w lokalnej edukacji? [LIST RODZICÓW]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/przedszkole_rodzice-360x180.jpg)


![Wolontariusze ORLENU posadzili las w Łącku [FILM, ZDJĘCIA]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/orlen_las-27-360x180.jpg)
![Zrobili film o płockim „Pałacu cudów”. Jak wygląda obecnie? [FILM]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/palac_cudow-360x180.jpg)







![Maraton życia i… książek. Tomasz Kominek o aktywności fizycznej i umysłowej [PODCAST]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/tomasz_kominek1-360x180.jpeg)





![PSL rozmawia o Polsce w Płocku. Kolej, S10, uniwersytet, wojsko… [FOTO]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/03/PSL_30032026-2-360x180.jpg)



