REKLAMA

Wyrwać się ze szponów anoreksji i znów smakować życie…

REKLAMA

Mówią o nich motylki – przerażająco chude dziewczyny, dążące do szczupłej sylwetki. Pogoń za marzeniem? Świat stawiający nam przed oczami coraz to nowe kanony piękna? Choroba? Co tak naprawdę jest problemem? Na ten temat porozmawiałam z Mają, 26-latką, która na anoreksję choruje od kilku lat. Jak mówi, znowu chce smakować życie. Życie, które utraciła wraz z kilogramami.

Wiem, że temat, o którym chcę z Tobą rozmawiać, jest bardzo krępujący. Sama jestem kobietą i wiem jak to jest cały czas dążyć do doskonałości. Powiedz, kiedy zdecydowałaś się pierwszy raz, że będziesz się odchudzać?

PowiązaneTematy

Maja Kozłowska: Zawsze byłam dzieckiem z nadwagą. W czasach szkoły podstawowej nie przeszkadzało mi to jednak aż tak bardzo. Wszystko zmieniło się, gdy poszłam do gimnazjum. Zaczęłam dorastać i chciałam podobać się innym. Rówieśnicy nazywali mnie wtedy „grubą Mają”. Sama doszłam do wniosku, że trzeba się za siebie wziąć. Zapisałam się na siłownię, zaczęłam zdrowo się odżywiać. Ludzie dookoła zachwycali się moją nową figurą, co motywowało mnie do  ciągłego odchudzania.

To wygląda całkiem racjonalnie. Wiele dziewczyn zaczyna w ten sposób odchudzanie i nie ma w tym nic złego, jeśli rzeczywiście mają kilka „nadprogramowych” kilogramów. Kiedy właściwie zaczęły się Twoje problemy?

Maja Kozłowska
Maja Kozłowska, fot. archiwum prywatne

MK: Z powodów zdrowotnych, lekarz zakazał mi dalszych ćwiczeń na siłowni. To był początek krętej drogi w dół. Wiedziałam, że muszę zrobić wszystko, by utrzymać swoją nową figurę. A skoro nie mogę ćwiczyć, muszę przestać jeść.

To chyba nie jest takie proste. Nastolatka, która przestaje jeść zaraz wzbudza podejrzenia. Jak sobie z tym radziłaś?

MK: Chowałam lub wyrzucałam jedzenie. Przez trzy miesiące moja dieta wyglądała następująco – dwa jabłka dziennie. Jedno rano, drugie wieczorem. Przez ten czas zrzuciłam 20 kilogramów. Nikt wtedy nie nazywał tego anoreksją. Ot, po prostu zrzuciłam kilka centymetrów. To chyba moje pierwsze spotkanie z „fałszywą przyjaciółką”. Wtedy jeszcze w porę powiedziałam sobie „stop”.

Nie był to jednak koniec koszmaru?

MK: Niestety, nie. Chociaż myślałam, że mam to już za sobą. Poszłam do liceum. Tu nikt mnie nie znał i nie nazywał „grubą Mają”. Nabrałam pewności siebie, przytyłam i czułam się ze sobą naprawdę dobrze. Poznałam wtedy swoją pierwszą miłość.

Co takiego więc się stało, że znowu przestałaś jeść?

MK: Okazuje się, że anoreksja to nie tylko problem dorastających nastolatek. Przytłoczyło mnie wejście w dorosłe życie. Nie dostałam się na wymarzone studia. Nie miałam żadnego pomysłu na siebie, zaczynałam różne kierunki studiów, ale niestety, nigdzie nie mogłam się odnaleźć. Postanowiłam coś zmienić.

Zdaje się, że dziś już to słyszałam. Przeżyłaś deja vu?

MK: Chyba tak. Znowu zapisałam się na siłownię i zaczęłam zdrowo się odżywiać. Zgubiłam kilka kilogramów. Nie podejrzewałam, że kilka zamieni się w kilkanaście, a później kilkadziesiąt. Tym razem nie umiałam powiedzieć sobie „stop”.



Kiedy uświadomiłaś sobie, że zabrnęłaś za daleko? Że to już może być anoreksja?

Maja Kozłowska
Maja Kozłowska, fot. archiwum prywatne

MK: Podczas wspólnych wakacji z chłopakiem i znajomymi. Pamiętam ten dzień. Szłam piaszczystą plażą i zadałam sobie pytanie – czy ja mam anoreksję?

Czy po tym nastąpił jakiś przełom?

MK: Tak, po powrocie z wakacji podjęłam pierwsze próby psychoterapii. Wtedy, niestety, nikt z lekarzy nie potraktował mnie poważnie. Wówczas moja waga mieściła się jeszcze w granicach normy. Dla lekarzy wszystko było w porządku. Ale ja czułam, że wpadam coraz bardziej w sidła anoreksji. To było jak błędne koło: chciałam dobrze wyglądać, intensywnie się odchudzałam, a gdy byłam zadowolona ze swojej figury, znowu zaczynałam jeść, a później znowu odchudzać.

Co na to twoja rodzina, przyjaciele?

MK: Mama i chłopak byli bardzo zaniepokojeni moją rygorystyczną dietą i intensywnymi ćwiczeniami. To oni znaleźli ośrodek pod Rzeszowem, oferujący turnusy terapeutyczne pod opieką specjalistów, dla osób z zaburzeniami odżywiania. To dość droga terapia, dlatego zdecydowałam się na szukanie pomocy przez portal siepomaga.pl.

Maja Kozłowska, fot. archiwum prywatne
Maja Kozłowska, fot. archiwum prywatne

W twoim głosie słychać, że zdajesz sobie sprawę z tego, że jesteś chora. Czemu więc nie powiesz sobie „dość”, „kończę z tym”, od dziś staję się nową dziewczyną?

MK: Wiem, że jestem chora. Ale wiem też, że sama sobie z tym nie poradzę. Ludziom łatwo jest mówić: zacznij jeść i przytyj, jednak to nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać. Ja ciągle jestem głodna i chcę jeść, ale ONA mi nie pozwala. Wiem, jak trudno to zrozumieć, nawet mnie samej. W lustrze cały czas widzę grubą, małą Maję.

Podobno każdy w życiu coś stracił. Co ty straciłaś w czasie walki z chorobą?

MK: Oprócz kilogramów straciłam prawdziwe życie. Anoreksja zabrała mi przyjaciół, energię, pasję, sens. Wiem, że moi najbliżsi wciąż czekają, aż do nich wrócę, ja – prawdziwa Maja. Mam 26 lat nie jest jeszcze za późno, by rozpocząć życie od nowa.

Na specjalistyczne leczenie Mai Kozłowskiej udało się zebrać już ponad 60% potrzebnych środków. Do piątku, 13 maja na siepomaga.pl trzeba zebrać jeszcze nieco ponad 4 tys. zł, aby młoda kobieta mogła wygrać walkę z anoreksją…