REKLAMA
REKLAMA

„Szczypiorniak na podwórko”. – To wyjątek. W Polsce środki na sport są marnowane

REKLAMA

PowiązaneTematy

Był film podsumowujący, były podziękowania i dyskusja. „Szczypiorniak na podwórko” to niezwykły projekt. W ciągu ostatniego roku grupa 30 dzieci w wieku od 7 do 13 lat, zagrożonych wykluczeniem i marginalizacją społeczną, pracowała ze streetworkerami i trenerami szczypiorniaka. Efektem tych działań ma być zmniejszenie ryzykownych zachowań wśród młodzieży. 

Fot. Michał Wiśniewski
Fot. Michał Wiśniewski

Projekt rozpoczął się w marcu zeszłego roku i zakończył w kwietniu bieżącego roku. W ciągu 12 miesięcy trzydziestu młodych płocczan, podzielonych na trzy dziesięcioosobowe grupy, pracowało z przydzielonym im streetworkerem. Kto to taki?

Niewiele starsi, choć już dorośli, młodzi ludzie organizowali swoim podopiecznym wolny czas – wychodzili na spacery, na basen, jeździli z nimi na mecze piłkarzy ręcznych i nożnych. Młodzi ludzie uczyli się zachowań w miejscach publicznych, a streetworkerzy pomagali im także rozwiązać ich problemy. Dzieci zobaczyły na żywo nawet jeden z meczów tegorocznych Mistrzostw Europy. Trening sportowy był tu dodatkiem, uzupełnieniem.

– Dzieci poprawiły się w nauce. Wprowadziłam systematyczność – jeśli nie odrobią pracy domowej, nie wyjdą ze mną na zajęcia. Dyscyplinowało ich to do odrabiania lekcji – tak opisywała efekty pracy na wyświetlonym przed konferencją filmie Aleksandra Marcjańska, jedna z opiekunek dzieci. Treningi z młodzieżą prowadzili też Adrian Fabrykiewicz i Jakub Jabłoński.

Program kosztował ponad trzysta tysięcy złotych, ale – jak podkreślają wszyscy – warto inwestować w młodzież. Przedsięwzięcie realizowały trzy podmioty – Instytut Rozwoju Sportu i Edukacji w Warszawie, SPR Wisła Płock oraz Fundacja „Fundusz Grantowy dla Płocka”.

– Te podziękowania to potwierdzenie, że nasz klub to nie tylko działalność sportowa, ale też społeczna. Dziękuję naszym trenerom. Mam nadzieję, że to nie jest nasz ostatni wspólny projekt – mówił Artur Zieliński, prezes SPR Wisły Płock.



– Ten projekt ma sens. Jest ważny z perspektywy wychowawczej. Ja mam szczęście, bo jestem wychowankiem Salezjanów i tam od 100 lat wiadomo, że można wychowywać przez sport i trzeba to robić – zachwalał z kolei prezydent Andrzej Nowakowski.

Bardzo ciepło o projekcie wypowiadała się też dr Maria Rogaczewska z Centrum Wyzwań Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego.

– Jesteśmy mistrzami świata w wielu dyscyplinach, ale jesteśmy też mistrzami, jeśli chodzi o marnowanie pieniędzy w sporcie. Polska Organizacja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych przeprowadziła badanie i okazało się, że pieniądze przeznaczone na tzw. profilaktykę uzależnień, bardzo rzadko są kierowane na takie projekty. Najczęściej są to eventy, imprezy sportowe, pojedyncze działania. Są to bardzo duże pieniądze, ale bardzo źle lokowane. Cztery miliardy przeznaczane na sport przed samorządy w Polsce też są źle lokowane, bo najczęściej wspierają III i IV-ligowych piłkarzy, których prezesi przyjaźnią się z wójtami. Wartość dodana takiego działania jest bardzo mała. Środki są lokowane bez diagnozy, bez pomysłu, po prostu z przyzwyczajenia. Nasze projekty bazują natomiast na diagnozie – komentowała dr Rogaczewska.

Fot. Michał Wiśniewski
Fot. Michał Wiśniewski

Jaka jest owa diagnoza? Zdaniem dr Marii Rogaczewskiej, sytuacja wielu młodych ludzi jest wręcz dramatyczna. Zachował się trend tycia dzieci, choć jest mniejszy niż w ostatnich latach.

Zwróciła też uwagę, że ponad 60% polskich dziewcząt nie akceptuje swojego ciała, a chłopcy coraz częściej popadają w uzależnienia behawioralne. – Nie chodzi tu już o picie wina w krzakach, a np. nałogowe oglądanie pornografii na tablecie czy w ogóle nadużywanie elektroniki – mówiła. – Dźwignią zmiany była praca streetworkerów, którzy pilnowali, aby efekty pracy się utrwalały. Pełnili rolę autorytetów, wzmacniali rolę treningów sportowych – zakończyła.