Dociera do najstarszych mieszkańców i słucha ich opowieści, zbiera zdjęcia sprzed lat, wertuje księgi parafialne i zasoby lokalnych muzeów. Po co? Chce wydać album o dawnych mieszkańcach podpłockich miejscowości, ich zajęciach, zwyczajach i kulturze. Rozmawialiśmy z Jackiem Pietrzykiem, pomysłodawcą akcji “Podziel się historią”.

Agnieszka Kwiatkowska: Co zainspirowało Pana do podjętych działań? Jak to się zaczęło?

Spichlerz w Radzanowie - część dawnego folwarku Kobylińskich, następnie Hołyńskich. Obecnie ul. Kredytowa

Spichlerz w Radzanowie – część dawnego folwarku Kobylińskich, następnie Hołyńskich. Obecnie ul. Kredytowa

Jacek Pietrzyk: Historia lokalna interesuje mnie od dziecka i chociaż aktualnie nie ma to nic wspólnego z moją pracą i wykształceniem, chęć zobaczenia świata oczami naszych przodków pozostała i motywuje mnie do zbierania materiałów. Wychowałem się w Woźnikach, małej wiosce w Gminie Radzanowo, jednak o bardzo bogatej historii. Wieś była gniazdem rodu Woźnickich, bardzo zasłużonego dla Polski i lokalnej ludności. Niestety, nikt dziś o tym nie rozmawia, nikt nie uczy młodych pokoleń o mężach stanu, którzy byli tu przed nimi i reprezentowali najwyższe cnoty. Zostały tylko epitafia w kościołach z herbami rodowymi. To chyba pierwsza inspiracja, do której umiem sięgnąć pamięcią. Na pomysł akcji wpadłem pod koniec 2013 roku, podczas przeglądania rodzinnego albumu mojej babci. Nie potrafiłem rozpoznać miejsc ze zdjęć, tak wiele się zmieniło… Zacząłem zastanawiać się jak dotrzeć do innych ocalałych fotografii i podzielić się tą historią z mieszkańcami.

Agnieszka Kwiatkowska: Pomysł świetny, ale jak zabrać się do jego realizacji? Od czego Pan zaczął?

Jacek Pietrzyk: Z pomocą przyszedł mój szkolny kolega, ówczesny dyrektor Centrum Kultury i Sportu – Radosław Karwowski. Znalazł środki na reklamę, rozwiesił plakaty i pomagał mi, będąc na miejscu, bo obecnie mieszkam poza terenem gminy. Pierwotny pomysł był taki, by zaangażować mieszkańców gminy i zaprosić ich do siebie. Obiecaliśmy digitalizację i zwrot fotografii w kilka minut, cyfrową naprawę zniszczonych zdjęć. Dyżurowaliśmy w CKiS dwa dni, niestety, nikt się nie zjawił. Obaj zrozumieliśmy, że trzeba rozegrać to inaczej. Uruchomiliśmy fanpage akcji na Facebooku, po wstawieniu zdjęć z moich zbiorów posypały się pierwsze reakcje internautów, zaczęły napływać zdjęcia. To właśnie takie spontaniczne reakcje są podstawowym źródłem materiałów. Zainteresowani kontaktują się ze mną, umawiamy się na spotkanie i najczęściej na miejscu skanuję materiały, prosząc o zgodę na publikację. Staram się, by strona żyła i nikt o akcji nie zapominał, dlatego też szukam samodzielnie w Archiwum Państwowym w Płocku, w dokumentacji konserwatorskiej, współpracuję z okolicznymi parafiami, które chętnie użyczają swoje kroniki.

Agnieszka Kwiatkowska: Jakie zdjęcia przynosili ludzie? Co najczęściej utrwalano na fotografiach przed laty?

Ks. Józef Ogrodowicz - przedwojenny proboszcz Radzanowa, ofiara obozu koncentracyjnego Dachau (ok 1930)

Ks. Józef Ogrodowicz – przedwojenny proboszcz Radzanowa, ofiara obozu koncentracyjnego Dachau (ok 1930)

Jacek Pietrzyk: Aktualnie licznik wskazuje 580 fotografii, z których około połowa niesie treść o wartości wykraczającej poza historię samej rodziny. Z moich obserwacji wynika, że nasi przodkowie bardzo lubili fotografować się przy pracy. Przeważają zdjęcia ze żniw, zdjęcia rodzin na tle ich gospodarstw, a więc w chwili oderwania od codziennych obowiązków. Około 5 procent zdjęć to fotografie przedwojenne. Mało jest również materiału przedstawiającego okoliczny krajobraz. Myślę, że pozornie wydawał się niezmienny, dlatego go nie utrwalano na tak trudno dostępnych wówczas nośnikach. Z użyczonych zdjęć najwięcej możemy dowiedzieć się o wiejskiej architekturze XX wieku, narzędziach rolniczych oraz życiu towarzyskim mieszkańców wsi. Bez problemu można dostrzec to, że tempo życia było dużo mniejsze, a spotkania towarzyskie stanowiły ogromną wartość. Zwyczaje i przywary ludności najlepiej oddają jednak kroniki parafialne. Przedwojenny proboszcz Radzanowa często wspomina o zwyczaju rzucania ziarnem owsa przez wiernych podczas pasterki, proboszcz Święcieńca pisze o objeździe parafii i święceniu pokarmów przed Wielkanocą. Sami mieszkańcy wspominają tzw. okrężne, czyli uroczyste zakończenie żniw przed dworem, kiedy miejscowy dziedzic wychodził by ugościć pracowników zastawionymi w parku stołami i wspólnym toastem w podziękowaniu za wykonaną pracę.

Agnieszka Kwiatkowska: Czyli zwyczaje, praca, ważne wydarzenia… A jakich ludzi “tamtych czasów” udało się dzięki akcji na nowo poznać, przywołać, uzupełnić o nich informacje?

Zdjęcie pocztówka ze służby wojskowej w armii zaborcy (ok. 1905)

Zdjęcie pocztówka ze służby wojskowej w armii zaborcy (ok. 1905)

Jacek Pietrzyk: Odpowiedź na to pytanie mogłaby równie dobrze stanowić treść całego referatu, ale nasuwają mi się dwie osoby. Pierwszą z nich jest Kazimierz Woźnicki, syn zubożałego szlachcica z Woźnik, bardzo znana postać polskiej emigracji przed I wojną światową. To niezwykle bogaty życiorys i to zaskakujące, że nikt o nim tu nie pamięta. Działał w Paryżu, miał ogromny talent do nawiązywania kontaktów. Uchodził za człowieka-instytucję, do którego o pomoc mogli zwrócić się literaci i artyści. Organizował wieczorki literackie, na których bywali tak wielcy pisarze jak Władysław Reymont, Stefan Żeromski, Leopold Staff czy Tadeusz Boy-Żeleński. Prowadził też działalność polityczną, był drugim sekretarzem Ambasady RP w Paryżu. Był cenionym bibliofilem, a jego kilkutysięczna kolekcja woluminów stanowi obecnie część Biblioteki Polskiej w Paryżu. Sam nadzorował jej ratowanie gdy Niemcy wkroczyli do Paryża w 1940.

Drugą postacią, bliższą nam ze względu na teren działania, jest Elżbieta Kozanecka pseud. „Basia” z Czerniewa w Gm. Radzanowo. Była łączniczką AK, po wojnie chciała kontynuować naukę, ale sytuacja w kraju skłoniła ją do dalszego prowadzenia walki. Wstąpiła do Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, stając się żołnierzem podziemia antykomunistycznego. Basia została aresztowana podczas obławy we wsi Gałki, gdzie jej oddział został otoczony w skutek donosu. Znam relację, według której podczas ucieczki pod ostrzałem odwróciła się, przyklęknęła do pozycji strzeleckiej i ciężko raniła w głowę kierującego obławą oficera. Była członkiem oddziału „Cacki”, czyli Wiktora Stryjewskiego, którego komuniści skazali na 38-krotną karę śmierci, rozstrzelali i pochowali w bezimiennym grobie. Taki sam los zgotowano „Basi”, poszukiwania jej ciała trwają do dziś. Obecnie trwają starania o jej upamiętnienie.

Agnieszka Kwiatkowska: Czy ludzie, mieszkający na tych terenach znają te historie? Jak Pan ocenia świadomość historyczną?

Jacek Pietrzyk: Udało mi się nawiązać kontakt z osobami o bardzo szerokiej wiedzy, którzy poprzez wieloletnie zainteresowanie tematem bądź też rodzinne tradycje ziemiańskie zgromadziły ogromną ilość informacji i czują obowiązek, by przekazać je kolejnym pokoleniom. Niestety, są to pojedyncze przypadki. Alarmujący jest przede wszystkim stan świadomości historycznej, a nie sam poziom wiedzy z historii gminy. Podczas rozmów z mieszkańcami, czasami przyznają, że nie mają rodzinnych zdjęć, bo wyrzucili albo spalili podczas sprzątania. Tłumaczą, że nie myśleli, iż kiedyś będą potrzebne i dziwią się, że kogoś to interesuje. Celem akcji „Podziel się historią!” jest przede wszystkim pokazanie mieszkańcom Gminy, że powinni być dumni ze swojego dziedzictwa. Często wstydzą się rozmawiać, a mało kto spisuje rodzinne przekazy i wie, co przedstawiają trzymane w szafie, stare zdjęcia. Chciałbym zachować jak najwięcej, bo wiele zostało już bezpowrotnie utracone – trzy wojny, niestety, zrobiły swoje. Nasze miejscowości wyglądałyby dziś o wiele okazalej, gdyby nie te wszystkie katastrofy, które spotkały przodków. I gdyby nie nasza bezmyślność.

Agnieszka Kwiatkowska: Choć pozyskiwanie tych materiałów nie jest proste, nie poprzestał Pan na “Podziel się historią”. Jest jeszcze “Feniks”…

Dwór w Kosinie - stan obecny

Dwór w Kosinie – stan obecny

Jacek Pietrzyk: Feniks to owoc zainteresowania kręgami ziemiańskimi, które trwały na naszych terenach przed II wojną światową. Jedyne zabytki na terenie mojej Gminy to pozostałości po folwarkach i siedzibach szlacheckich oraz miejsca kultu religijnego, w większości fundowane również przez ziemiaństwo. Ze stanu przedwojennego, dziś pozostało ich tylko kilka, z czego większość w okropnym stanie. Przykładem mogą być tu dwory w Kosinie i Woźnikach. W ramach tego projektu chcę stworzyć dokumentację 3D tego, co obroniło się do naszych czasów, a następnie zwizualizować wygląd zabytków z czasów ich świetności. Z tego co widzę, nie podjęto przez ostatnie kilkadziesiąt lat żadnej inicjatywy rekonstrukcyjnej lub gruntownie dokumentującej zabytki Gminy Radzanowo.

Dwór w Kosinie - rekonstrukcja cyfrowa

Dwór w Kosinie – rekonstrukcja cyfrowa

Agnieszka Kwiatkowska: Jakie zabytki w ramach tej akcji udało się odnaleźć i skatalogować?

Jacek Pietrzyk: Aktualnie zakończyłem modelowanie bryły dworu w Kosinie, który dziś praktycznie nie istnieje. Wycieczka na miejsce owocuje co prawda pięknymi zdjęciami, ale tylko ścian zewnętrznych oplecionych bluszczem i pozostałości parku. Poprzednie wakacje spędziłem tam na pomiarach ścian i sztukaterii elewacji zewnętrznej. Później nastąpił żmudny proces modelowania i nakładania tekstur, czego owocem są wizualizacje dworu zamieszczone na stronie akcji. Podczas pracy konsultowałem się z architektem specjalizującym się w zabudowaniach dworskich. Dostarczono mi wiele ciekawych materiałów i udzielono cennych wskazówek – jak widać pasja łączy ;-) Efekty na bieżąco obserwował i komentował pan Kazimierz Majewski – były wójt i nauczyciel w szkole, która niegdyś mieściła się w dworze. Myślę, że obaj jesteśmy zadowoleni z efektu tej współpracy. Aktualnie pracuję nad szczegółową makietą dworu w skali 1:20.

Agnieszka Kwiatkowska: Kto panu pomaga? Czy ludzie przychodzą do pana z informacjami?

Dębniki koło Radzanowa. Kiedyś rozległa osada, bardzo zniszczona przez obie wojny światowe

Dębniki koło Radzanowa. Kiedyś rozległa osada, bardzo zniszczona przez obie wojny światowe

Jacek Pietrzyk: Utrzymuję kontakt z kilkoma chętnymi do współpracy osobami. Pomocą zawsze służy p. Magdalena Kosielińska, dyrektor CKiS w Radzanowie. Pomaga docierać do mieszkańców i szukać nowych źródeł materiałów. Wielokrotnie zaoferował mi swoją pomoc Wójt Gminy – Sylwester Ziemkiewicz. Przekazał kilka ciekawych kontaktów, jest bardzo zainteresowany tematem. Podczas ostatniego spotkania zastanawialiśmy się na jakich polach współpracować i co moglibyśmy zrobić, łącząc starania. Mogę również liczyć na pomoc Towarzystwa Naukowego Płockiego i płockiej delegatury Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków – udostępniono mi dokumentacje fotograficzne dworów i parków. Niezwykle pomocni są proboszczowie Radzanowa, Woźnik i Święcieńca oraz byli wójtowie Radzanowa – duża część zgromadzonego materiału to ich zasługa.

Agnieszka Kwiatkowska: Jak Pan uważa, czemu zabytki niszczeją na naszych oczach? Czemu nikt o to nie dba?

Jacek Pietrzyk: Niegdyś ziemianie kierowali się niepisaną zasadą: utrzymać dom wbrew wszelakiej materialnej logice chwili. To, że dziś te dwory to ruiny, to przede wszystkim zasługa samej nacjonalizacji siedzib ziemiaństwa, co doprowadziło do sytuacji, w której tak naprawdę nikt nie dbał o spuściznę i majątki ludzi, określanych często jako „obszarnicy i wyzyskiwacze”. Efekty tej propagandowej akcji obserwujemy, niestety, do dziś. Na przykładzie Kosina widzimy, że ponowna prywatyzacja przyniosła tylko zrujnowanie obiektu. Dziś właściciele zabytków nie chcą wziąć odpowiedzialności za swoje zaniedbania, a działania konserwatora często są nieskuteczne. Będąc w posiadaniu obiektu zabytkowego należałoby zastanowić się: czy jest szansa na pojawienie się odpowiednich środków finansowych i jego odrestaurowanie w ciągu najbliższych lat lub na natychmiastowe zabezpieczenie? Jeśli nie, to czy lepiej doprowadzać do zniszczeń przez bezczynność czy przełknąć sprzedaż posiadłości?

Agnieszka Kwiatkowska: Prawda, choć słyszy się też o wspaniałych inicjatywach odrestaurowywania tych obiektów. Miejmy nadzieję, że historia dworu w Kosinie też zakończy się happy end’em. Czy wobec tylu zajęć ma Pan jeszcze jakieś plany?

Jacek Pietrzyk: Planów mam wiele, niestety, brakuje mi czasu na ich realizację. Przede wszystkim chciałbym dotrzeć do większego grona odbiorców i zmotywować ich do dzielenia się fotografiami. W najbliższym czasie mam zamiar odwiedzić Archiwum Diecezjalne w Płocku, jestem ciekaw, co oferują zasoby dawnych dokumentów parafialnych. Ważnym celem jest też ukończenie makiety dworu w Kosinie i doprowadzenie do powstania dokładnej inwentaryzacji dworu w Woźnikach. Szukam też potomków rodu Gumowskich, którzy zamieszkiwali Kosino.

Agnieszka Kwiatkowska: Jakiego rodzaju pomocy Pan szuka? Ma Pan okazję zaapelować do naszych czytelników.

Jacek Pietrzyk: Przede wszystkim zależy mi na tym, by nawiązać kontakt z dawnymi mieszkańcami miejscowości z Gminy Radzanowo, którzy posiadają pamiątki w formie zdjęć, bądź dokumentów. Jestem otwarty na wszystkich, którzy chcieliby przyłączyć się do inicjatywy i poświęcić swój czas na opracowanie materiałów do publikacji na stronie. Czekam na spisane wspomnienia, zdjęcia. Uważam, że dobrze byłoby udokumentować obecny i nieistniejący już układ parków przydworskich – potrzebujemy więc osoby, która zna zagadnienia architektury ogrodów i zamieni zebrane dane na wirtualny projekt.

kod QR przekierowujący na fanpage akcjiDrodzy czytelnicy, do dzieła! Przeszukajcie domowe archiwa, pudła z dokumentami leżące od lat na strychach i pomóżcie zrobić to samo swoim babciom i dziadkom. W ten sposób nie tylko możecie pomóc panu Jackowi, ale sami będziecie mieli okazję do odbycia podróży w przeszłość swojej rodziny. Kto wie, a może dowiecie się czegoś, o czym nie mieliście pojęcia?

Wszystkich, których zainteresował projekt pana Jacka zapraszamy na fanpage “Podziel się historią” i ‘Feniks” oraz na stronę internetową akcji.

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Warto Przeczytać

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji