REKLAMA

Plastikowi studenci – ilu ich jest w Płocku?

REKLAMA

Rejestrują się na zajęcia, choć studia już skończyli albo nigdy ich kończyć nie chcą. Legitymacja studencka to taka karta rabatowa, dzięki której można taniej jeździć komunikacją, wypić piwo czy iść do kina. Nikt jednak nie prowadzi statystyk, ile osób studiuje naprawdę, a ile fikcyjnie. 

50% dla każdego studenta

Sposób działania jest bardzo prosty. Przepustką na studia jest zdana matura lub obroniona praca licencjacka. Informacja o stosunku liczby studentów do liczby miejsc jest informacją publiczną. Szkoły często same się chwalą wolnymi miejscami w kolejnych turach rekrutacji. Wystarczy więc wybrać mało oblegany kierunek, złożyć wymagane dokumenty, uiścić jednorazową opłatę rekrutacyjną (zazwyczaj około 70-80 zł) i jesteśmy studentami. O ile nie ukończyliśmy 26 lat, bo tylko do tego momentu możemy korzystać z ulg.

Zobaczmy zatem, jakie korzyści daje posiadanie magicznej, zielonej karty:

  • 50% zniżki na komunikację miejską,
  • zniżki na przejazdy pociągami czy autobusami,
  • możliwość uzyskania stypendium socjalnego,
  • możliwość mieszkania w akademiku,
  • darmowe ubezpieczenie zdrowotne,
  • zniżki w klubach, pubach, kinach itp.

Łatwo więc obliczyć, że zainwestowane kilkadziesiąt złotych może bardzo szybko się zwrócić. Ważny jest też okres rozliczeń na uczelni. Jeśli uczelnia prowadzi system rozliczeń semestralny, zniżkę uzyskamy tylko na pół roku, bowiem taki student prawdopodobnie zostanie skreślony po niezaliczeniu wymaganych przedmiotów. Są jednak uczelnie, które ze studentami rozliczają się w systemie rocznym. W tym przypadku zniżka obowiązuje do końca października następnego roku.

Obie strony zadowolone?

Warto zwrócić uwagę, że korzyści czerpie także… uczelnia. Wynika to ze sposobu finansowania uczelni wyższych, bowiem część dotacji jest uzależniona od liczby przyjętych studentów. Jak zatem poprawić wynik finansowy uczelni? Wystarczy zwiększyć liczbę przyjmowanych studentów. System prowadzi więc do patologii i wypaczeń. Przykładowo, na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika na „prawo” przyjmowanych jest ponad 600 kandydatów. Czy ma to jeszcze coś wspólnego z kształceniem przyszłych sędziów, prokuratorów czy adwokatów?



W dzisiejszych czasach student stał się klientem, który przychodzi na uczelnię wyższą po pewną usługę, jaką jest dyplom. Oczywiście, nie wolno zarzucać wszystkim żakom, że skończyli studia bo to łatwizna. Dość łatwo znaleźć jednak osoby, które wyższym wykształceniem chwalić się nie powinny. – Na jednym z egzaminów wykładowca po prostu wyszedł na dłuższą chwilę. Nie muszę chyba mówić jak to wyglądało. Wystarczy powiedzieć, że wszyscy zdali i zaczęli następny semestr – mówi absolwentka jednej z płockich uczelni.

Płockie uczelnie zdają się nie dostrzegać problemu, który dotyka, bądź co bądź, cały kraj. Próbowaliśmy skontaktować się ze wszystkimi uczelniami w naszym mieście – z oczywistych względów pominęliśmy jedynie Wyższe Seminarium Duchowne. Odpowiedź otrzymaliśmy jedynie z Politechniki Warszawskiej.

– Wydaje mi się, że nasza uczelnia trzyma pewien poziom i nie tak łatwo się dostać. Plastikowi studenci raczej omijają politechnikę – mówi Łukasz Gościniak z płockiej filii Politechniki Warszawskiej. Dodaje jednak, że nie są prowadzone statystyki dotyczące tego, ilu studentów jest zainteresowanych studiami do momentu odebrania legitymacji.

Uczelnie oczywiście mają ograniczone możliwości „bronienia się”. Jeśli ktoś spełnia określone wymagania, musi zostać przyjęty. Może jednak warto pomyśleć, w jaki sposób przeciwdziałać temu zjawisku, które prowadzi do nadużyć.

Zostań Patronem PetroNews.pl - Wspieraj swoje lokalne media KLIKNIJ!

REKLAMA

PowiązaneArtykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Zgadzam się na warunki i ustalenia PolitykI Prywatności.

Reklama

Najchętniej dzisiaj czytane

Reklama


REKLAMA
  • Przejdź do REKLAMA W PŁOCKU