REKLAMA

Okiem Robaka: Z pożółkłych szpalt „Korespondenta Płockiego”

REKLAMA

Może nie wszyscy wiedzą, że od kilku już lat funkcjonuje Płocka Biblioteka Cyfrowa. Dzięki niej właśnie mamy nieograniczony dostęp do cyfrowych wersji starodruków, inkunabułów archiwalnej prasy zgromadzonych w Naukowej Bibliotece im. Zielińskich Towarzystwa Naukowego Płockiego. Wystarczy tylko włączyć laptopa, czy też tablet i wejść na stronę www.tnp.org.pl. do czego gorąco Państwa namawiam, bo jest to nie tylko niezwykła podróż w czasie, lecz także doskonała zabawa.

korespondent_plockiOd 1876 roku wychodziło w Płocku czasopismo pod nazwą „Korespondent Płocki”. Gazeta, której wydawcą był Zygmunt Rościszewski, a redaktorem Jan Dunkiel, ukazywała się we wtorki i piątki, pojedynczy egzemplarz kosztował całe 5 kopiejek. Biuro redakcji mieściło się przy ulicy Kolegialnej pod numerem 13.

PowiązaneTematy

Postanowiłem zatem przenieść nas do schyłku roku 1876, równo 140 lat wstecz, żeby dowiedzieć się, czym wtedy zajmowali się płocczanie, co zaprzątało głowy naszych protoplastów i jak też może szykowali się do zbliżających się świąt…

W numerze z dnia 28 listopada 1876 roku „Korespondent” napisał:

„ – W sprawie wilgoci. Narożna kamienica przy ulicach Tumskiej i Nowowięziennej (obecnie Sienkiewicza – przyp. aut.), jak wiadomo zajętą jest przez Płocki Sąd Okręgowy, w obszernych zaś suterenach domu tego mieszkali woźni. Ci ostatni zanieśli do Władzy swej skargę, że panująca tam wilgoć szkodzi ich zdrowiu, a Sąd odniósł się do Rządu Gubernialnego, żądając opinii Wydziału Lekarskiego. Na skutek tej odezwy Wydział Lekarski (…) pod przewodnictwem Jaśnie Wielmożnego Wice – Gubernatora zwiedził sutereny wzmiankowanego domu i przekonał się o wilgoci.(…) Nie mówiąc już o sądzie, dla woźnych i ich rodzin wypadnie innego poszukać pomieszczenia, w obecnem bowiem, jeśli niechcą zdrowiem albo i życiem przypłacić, dłużej pozostawać nie mogą…”

No cóż… Można by sparafrazować – wilgoć, jaka jest, każdy widzi. Ale jeżeli decyzję podejmie sam Wice – Gubernator, od razu nabiera odpowiedniej rangi!

Ten sam numer gazety zajął się również… wandalizmem!

„ – Szkodnicy. Przy zabieraniu w tym czasie z rozporządzenia Zarządu miejskiego ławek z ogrodów publicznych dla zabezpieczenia ich w porze zimowej od zepsucia, okazało się, że jedna z tych, które były w ogrodzie przy kościele Katedralnym, została przez niewiadomych sprawców z góry Tumskiej ku Wiśle zrzuconą i w kawałki roztrzaskaną. Fakt ten, powtarzający się kilkakrotnie, a znamionujący szczególne nieposzanowanie własności publicznej i niewytłómaczony popęd do niszczenia pracy ludzkiej – smutnie świadczy o usposobieniu dopuszczających się tych psot karygodnych i źle rokuje w następstwie o ich przyszłości.(…) Nie powinniśmy również obojętnie patrzeć na owych innego rodzaju szkodników, co w braku zapewne lepszego zajęcia, zostawiają próby swego artyzmu na ładnych i kosztownych ławkach naszych, których znaczna część nosi ślady, często nawet nieprzyzwoitej rzeźby.”

korespondentPod naporem tych bezsprzecznych faktów, zakorzeniony głęboko w nas pogląd, że brak poszanowania dla dobra publicznego wykształcił się w czasach „komuny” należałoby zatem poddać gruntownej weryfikacji. A może autorzy „nieprzyzwoitych rzeźb” ławkowych i współcześni „sprayowi prymitywiści” składają się na oddzielną gałąź sztuki ludowej? Etnografia powinna się tym problemem poważnie zainteresować.

Tymczasem „Korespondent Płocki” z dnia 1 grudnia 1876 roku relacjonował wydarzenia wstrząsające dramatyczne, które dziś nazwalibyśmy katastrofą budowlaną wielkich rozmiarów:

„… – Zerwanie mostu płockiego -. Wczoraj o godzinie 10 ½ rano zdarzył się wypadek nad zwyczajnie dla Płocka dotkliwy – nasz most łyżwowy na Wiśle przez krę zerwany został! Z powodu niskiego stanu wody w zwykłym terminie 10 listopada most rozebranym być nie mógł, wkrótce potem przedwczesne tegoroczne mrozy, pokrywszy całą prawie przestrzeń Wisły pod Płockiem lodem, uniemożebniły ściągnięcie łyżew do zimowej przystani w Radziwiu. W zeszłą już Środę lody pod Tokarami pękać zaczęły, ale utworzony potem zator przy kępie Tokarskiej wstrzymał dalsze łamanie lodów. Wczoraj(…) dał się słyszeć huk pękającego lodu, martwa powierzchnia rysować się i powolnie poruszać się zaczęła, a jednocześnie prawie powstał trzask łamiących się belek, niby drobnych gałązek i zgrzyt rwących się łańcuchów. Most pod ciśnieniem kry wygiął się na chwilę jak wąż olbrzymi, a potem tafle odrywając się jedne od drugich – zwijały się ruchem wirowym i uniesione prądem – jedne popłynęły z biegiem rzeki aż pod Winiary, inne osadzone zostały to na mieliźnie, to znów uwięzły wśród lodów nadbrzeżnych(…) Na pięciu taflach mostu poniesionego pod Winiary, znajdowało się kilkanaście osób, a w tej liczbie kilka kobiet; o ile do chwili, w której to piszemy zdołaliśmy zasięgnąć o losie rozbitków wiadomości, to zdaje się, że prócz wielkiego i bardzo zresztą usprawiedliwionego strachu, żadne im niebezpieczeństwo nie grozi”

W naszym rodzimym periodyku znalazł się także list od czytelnika zatroskanego upadkiem obyczajów.

„ – Ze wsi piszą nam: (…) Wszyscy się na to zgadzają, że teraźniejsza moda używania przez płeć piękną wstrętnych nam ogólnie koków, wysokich obcasów, zbyt długich ogonów u sukien i pudru na twarz – jest nie tylko niedogodną, ale i stanowczo zdrowiu szkodliwą. Różu i bielideł tu niedotykam, bo trudno uwierzyć, aby piękne nasze Panie używały tych tak widocznych dla każdego a równie nagannych sposobów bez żadnej potrzeby i celu. Młodzież nasza poważniej myśląca podzielając w zupełności powyższe widzenie rzeczy, odpiera najenergiczniej to krzywdzące o niej mniemanie – jakoby była tak lekkomyślną, aby wszelkie te zbytkowne suknie, na które dwa razy więcej jak dawniej wychodzi materyału i dziwne dodatki mogła uważać za środek do przypodobania się.(…) Dzisiejsze rujnujące stroje kobiece i wymagania nad stan zatem idące, zmuszają młodych ludzi, z boleścią serca, albo do unikania związków małżeńskich, lub też do szukania i wymagania posagów, które przy takich nadzwyczajnych wydatkach stały się nawet koniecznością…”

Proszę, proszę… Bez portali zakupowych, Internetu, galerii handlowych, kart kredytowych, a jednak nasze prapraprababcie jakoś sobie w tych spartańskich warunkach radziły…

W naszym „Korespondencie” nie mogło zabraknąć wiadomości kulturalnych oraz celnych i równie uszczypliwych recenzji teatralnych. A oto jedna z zapowiedzi:

„ – Koncert. Uzupełniając podaną przez nas wiadomość o bliskim do Płocka przyjeździe p. A. Poorten, znakomitego wiolonczelisty, z przyjemnością donosimy naszym czytelnikom, że koncert tego artysty odbędzie się w przyszłą Środę, ze współudziałem pana Scholtz, pianisty znanego w świecie muzykalnym warszawskim.”

W wiadomościach bieżących z dnia 19 grudnia pojawiła się natomiast taka oto informacja:

„ – Oczyszczanie chodników. Po długiej odwilży, mglistych i posępnych doczekaliśmy się nareszcie mrozu i pogody. Płocczanie też korzystając z tej odmiany, używają z przyjemnością przechadzki po gładkich i suchych asfaltach. Tylko jeszcze przed niektóremi domami i placami własność miasta stanowiącemi, chodniki wcale dotąd oczyszczane nie były, a ponieważ deszcze nie zdążyły spłókać śniegów, dziś na zamarzłej asfaltów powierzchni przychodzi nam wykręcać nogi jak na złym bruku. Ale „quod licet Jovi, non licet bovi” słyszeliśmy przecież, że Magistrat obmyśla fundusz na oczyszczanie swych chodników, możemy się więc pocieszać nadzieją, że i tamtędy, kiedyś, będziemy swobodnie chodzić.”

Aż taka niechęć do władzy lokalnej? W naszych czasach drodzy prapłocczanie to rzecz wręcz nie do pomyślenia!

Tak jak dziś, również 140 lat temu wielkimi krokami zbliżały się święta. „Korespondent Płocki” poświęcił im całą szpaltę, krytykując jednocześnie reformatorskie poglądy pozytywistów:

„- Wigilia Bożego Narodzenia. Niema w naszym kraju milszej i wdzięczniejszej uroczystości, jak Wigilia Bożego Narodzenia, z równem poszanowaniem w chacie i w pałacu święcona, równie droga i radosna tak dla możnych, jak i ubogich. (…)
Ludzie pozytywni, widzący we wszystkim poziomą tylko stronę, głosują za zniesieniem starożytnego Wigilii obchodu, zapatrując się nań ze stanowiska gastronomiczno – hygenicznego. Nie godzi się jednak lekceważyć tego, co nam odwieczna przekazała tradycja, nie godzi się odzierać z uroków tych dawnych zwyczajów, tyle mieszczących w sobie czaru, tyle rodzinnej poezji, tyle myśli szlachetnych i pięknych(…) Wesołą jest też uczta wieczorna, w każdym domu zastawiona, a to patriarchalne święto rodzinne, pełne prostoty, powagi i wdzięku, blaskiem wiary i uczuć serdecznych opromienione, stanowi drogi dla nas przeszłości zabytek.”

Czegóż to w tym naszym „Korespondencie Płockim” nie było! Wieści ze świata w stałej rubryce „Telegramy”, informacje z giełd towarowych, miejscowe sprawozdania targowe, kroniki wypadków, no i rzecz jasna ogłoszenia – te są dopiero istną skarbnicą wiedzy o mieście, czasach i ludziach. Nie mogłem się też oprzeć, aby nie przytoczyć garści co ciekawszych, a czasem nawet kuriozalnych ogłoszeń:

„Zarząd Stowarzyszenia Spożywczego „Zgoda” poleca świeże bakalie, bryndzę węgierską, mąkę z młynu parowego „Słodowiec”, którą sprzedaje w workach pudowych, pół pudowych i na funty.”

„Fortepian palisandrowy o 7 oktawach w dobrym stanie, z blatem metalowym z mechaniką angielską, jest do sprzedania. Bliższą wiadomość można powziąć w Hotelu Poznańskim, drugie piętro.”

„Warszawska Fabryka Machin, Narzędzi Rolniczych i Odlewów ma honor polecić wszelkiego rodzaju machiny i narzędzia rolnicze trwałych i prostych systemów, jako to: pługi , brony, drapacze, extrypatory, walce pierścieniowe etc.”

„Nowe papierosy i tanie szczególnej dobroci, z fabryki SZOPFER i SZPOSZNIKOW w Petersburgu nadeszły w tych dniach do Dystrybucyi Tabacznej, przy ulicy Grodzkiej, naprzeciw Apteki Jędrzejewskiego.”

„Przybyla na krótki czas z Berlina do Płocka Rozalia Segał. Zajmuje się wyrabianiem zębów i wstawia całe szczęki z takowych, oczyszcza popsute zęby, plombuje i niszczy ból za pomocą mechanicznego sobie właściwego sposobu. Żądających przyjmuje w domu pana Horowicza na Szerokiej ulicy, pod numerem 254 na I-szym piętrze od godziny 9ej rano do 6ej wieczór. Ceny bardzo umiarkowane.”

„W mieście Pułtusku założoną została Wyższa Pensja Żeńska, o czem zawiadamia się osoby zainteresowane.”

„Na Gwiazdkę dla małych dzieci do nabycia we wszystkich znaczniejszych księgarniach w Płocku „Ach, co za prześliczne abecadło” Przepyszny abecadlnik chromolitografowany z 14 rycinami, opracowany przez Władysława Szymanowskiego, w ozdobnej oprawie kartonowany.”

„Handel Win i Korzeni MAURYC LEWENSTEIN w Płocku poleca Szanownej Publiczności na nadchodzące święta Skład swój, który zawsze jest zaopatrzony w znaczne zapasy Win Węgierskich z winnic w okolicy Tokaju osobiście zakupionych, Francuzkich Szampańskich różnych marek. Reńskich i innych, oraz Porteru i Piwa angielskiego, jako też Miodu, Wódki i Likworów etc.”

Czas już pewnie opuścić tę „płocką machinę czasu” i powrócić do współczesności, ale o ile się Państwu ta podróż spodobała, to udamy się jeszcze na niejedną wycieczkę…