Dzisiaj ludzie nie umieją żyć ze sobą – z samym sobą! Muszą uciekać w pracę, w obowiązki i monotonię życia, a tak naprawdę nie potrafią sami ze sobą wyjść na kawę – mówi Tomasz Radkiewicz, teolog i psychoterapeuta.

Damian Kazak: Teologia – psychoterapia co to dla Pana znaczy?
Tomasz Radkiewicz*: Spotykam się z Panem w Niedzielę Miłosierdzia Bożego, jest kilkanaście minut po piętnastej. Bóg jest Miłosierny i Dobry. Takiego Go poznałem, spotkałem i doświadczam. Jest to bardzo znaczące tu i teraz – szczególnie w Płocku. Teologia? Dzisiaj patrzę na nią, jak na drogę, którą wciąż podążam doceniając to, co było i patrząc z Nadzieją na to, co przede mną.

Ostatnio spotkaliśmy się kilka lat temu. Wiele się przez ten czas zmieniło.
Zmieniło się bardzo wiele – to moje osobiste doświadczenie, które głęboko przemyślałem, przeżyłem i chcę zachować jako wartość. Bliski mi człowiek powiedział: “każdy z nas ma swoje Westerplatte” i tak widzę moje życie.

Dlaczego psychoterapia?
Fascynuje mnie człowiek, jego świat wewnętrzny, emocjonalny i duchowy, stąd decyzja, by zgłębiać tę dziedzinę, a zarazem towarzyszyć ludziom w ich rozwoju.

Jest Pan człowiekiem wolnym?
Pytanie o wolność jest bardzo trudne. Bo prawda i tylko prawda ją daje. I tu rodzi się kolejne pytanie, co rozumiemy przez wolność i prawdę?

Nawiązując właśnie do tej „prawdy i wolności”, na stronie internetowej Centrum Visum pisze Pan, że psychoterapia jest dla Pana wolnością dochodzenia do prawdy.
Patrząc na stronę, patrzy Pan na jeden obszar – to jest obszar zawodowy, obszar w którym czuję pasję. Pasję rozumienia i towarzyszenia człowiekowi w szukaniu prawdy i wolności.

Czyli nie powie mi Pan, czym dla Pana jest ta prawda i wolność?
Dla mnie prawda i wolność to jest przestrzeń, w której mam i czuję harmonię, spójność i jedność – czyli pokój.

Prawdziwa wolność to poznanie samego siebie. Staję się wolny, kiedy czuję się wewnętrznie spójny. Czuję się wolny, kiedy jestem prawdziwy przed sobą samym, przed drugim człowiekiem, ale także przed Bogiem.

Wszyscy powinniśmy mieć w życiu cele?
Oczywiście. Samorealizacja jest już celem.

Stawianie sobie celów i próba ich realizacji to już jest rozwój osobisty?
Tak, najważniejsze jest poszerzanie swojej świadomości.

Jak go nie ma, to człowiek siedzi w swojej głowie i jest zamknięty?
Nie potrafi sobie odpowiedzieć na te pytania. [quote]Nasuwa mi się porównanie z teatrem i z kurtyną, która opada po spektaklu. Na scenie widzimy mnóstwo ról, porusza nas mnóstwo doświadczeń i emocji, które odgrywają aktorzy. W naszym życiu także możemy ogrywać mnóstwo ról, ale najważniejsze jest to, żeby w momencie kiedy ta kurtyna opadnie w sercu czuć wolność, prawdę i pokój. Jeżeli tego nie ma, to znaczy, że coś w moim życiu jeszcze jest niepoukładane.[/quote]

Czym jest rozwój osobisty?
Całe życie się rozwijamy. Do tego potrzebne są konkretne narzędzia. W warsztacie codzienności może być wiele takich narzędzi. Takim najważniejszym jest relacja, jeżeli już w ogóle można mówić o relacji jako narzędziu. Dopóki nie spotkam się z samym sobą, z drugim człowiekiem, dopóki nie zobaczę siebie z innej perspektywy, będę stał w miejscu.

Czyli drugi człowiek ma ogromny wpływ na nasz rozwój?
Nie jesteśmy samotnymi wyspami.

Z drugiej strony człowiek potrzebuje samotności. Można się wtedy rozwijać?
Tak, oczywiście. Człowiek w samotności nie jest tak naprawdę sam. Jeśli jest wierzący, to jest z Bogiem, a kto nie wierzy jest poszukującym, ale ma siebie. Bycie ze sobą w samotności to też sztuka. To co wydarza się w samotności, nie może wydarzyć się w relacji, to co wydarza się w relacji, nigdy nie wydarzy się w samotności.

Jakie są pozytywne strony rozwoju?
Poszerzanie świadomości, dostrzeżenie różnego rodzaju osobistych zasobów, które tak naprawdę są jeszcze nie odkryte, uzyskanie kontroli nad swoim życiem. Stajemy się przez całe życie, całe życie się rozwijamy.

Co z powielaniem schematu? Kiedy nasze życie ma rozwój pozorny, a my tylko odbębniamy codziennie te same czynności. Praca – dom, praca – dom?
Jako ludzie jesteśmy zaproszeni do tego, aby sięgać po to, co duchowe. Jesteśmy zaproszeni do tego, aby rozwijać siebie, jesteśmy stworzeni do wartości wyższych.

Przez kogo jesteśmy zaproszeni?
Przez siebie samych, przez wewnętrzną tendencję do samorealizacji, którą posiada każdy z nas od urodzenia.

Co ze słomianym zapałem?
Z mojej strony, jako terapeuty, od razu rodzi się pytanie: skąd on się wziął? Bo druga osoba nam nie pomoże w tym, że my coś zrobimy. Ona nas wesprze, powie: „słuchaj weź się za to”, ale to i tak będzie wracać. Więc trzeba na siebie spojrzeć z innej strony, potraktować siebie jako człowieka dorosłego i wziąć za siebie odpowiedzialność.

Cały czas wraca Pan do odpowiedzialności. Czym ona tak naprawdę jest?
To jest decyzja mojego świadomego „Ja”, wobec mojego być.

Czy to nie brzmi zbyt górnolotnie? “Wzięcie odpowiedzialności za siebie”, “decyzja za moje świadome ja”, “moje świadome być”…
Podam przykład: kwestia odpowiedzialności za swoją odwagę. Kwestia odpowiedzialności za miłość. Kwestia odpowiedzialności za drugą osobę. To moje dorosłe, odpowiedzialne ja decyduje o tym, co wybieram i ponoszę konsekwencje tego, co wybrałem. Ale odpowiedzialne, dorosłe to znaczy…

…świadome.
Tak, a świadome to znaczy, że “ja wiem”.

Wiem czego chcę. W zasadzie chyba podstawą tego wszystkiego jest świadomość, czego się chce i do czego się dąży?
[quote]Na przykład w relacji będzie tak, że świadomie biorę odpowiedzialność za drugą osobę w kontekście „jestem wolny, ale nie ranię”. Próbuję zrozumieć jej wewnętrzny świat, próbuję zrozumieć co się zadziało w tej osobie, dlaczego tak, a nie inaczej się zachowała. A nie od razu atak i lawina osądów, epitetów, klasyfikacji i wszystkiego co najgorsze, negatywne.[/quote]

Znowu rodzi się pytanie, co z człowiekiem, który sobie tego nie uświadamia i brnie w te złe zachowania?
Cierpi. Rodzi się cierpienie i bunt, bo człowiek się po prostu zamyka.

Mam takie doświadczenie w kontakcie z moimi klientami. Kilkumiesięczna praca pozwala na pierwsze próby odzyskiwania kontaktu z sobą samym, zauważenia własnych uczuć, dania sobie prawa do szacunku, godności, życia!

Rzeczywistość weryfikuje wszystko.
Tutaj mówimy już o innej świadomości, o autentyczności, o asertywności, o prawach danych sobie i innym.

Asertywność uważana jest czasem wyłącznie za sztukę mówienia “nie”. A to nie jest tak…
To są moje prawa, to jest uszanowanie moich uczuć, to jest tak naprawdę niewidzialna granica, którą stawiam przed sobą tylko i wyłącznie po to, żebym był sobą, a żeby drugi człowiek mnie nie zranił. Jednocześnie zakładam szacunek dla praw drugiej osoby – mogę się bronić przez asertywne zachowanie tylko do momentu, kiedy nie ranię kogoś innego.

A co z wymaganiami innych ludzi wobec nas? Mama wymaga od syna, żeby był grzecznym chłopcem i poszedł na medycynę, a on woli być kimś innym, ale i tak na tę medycynę pójdzie. Mąż oczekuje od żony, żeby była cały czas w domu i nie miała znajomych, bo tak naprawdę wywołuje to w nim zazdrość. Czy te wymagania nie są egoistyczne?
Spełniamy te oczekiwania myśląc, że dzięki temu będziemy bardziej wartościowi. Tak naprawdę z naszej strony to nie będzie egoizmem, że zrobimy coś dla siebie i według siebie.

Chodzi o to, żeby być przy sobie i czuć siebie. Jeżeli w tym momencie ktoś przekracza moje granice, to kiedy ja będę przy sobie i będę konstruktywnie spójny, to powiem drugiej osobie to co czuję: „źle się czuję z tym, że próbujesz ingerować w moje życie”, „chcę sam podjąć decyzję”.

Wchodzenie w czyjeś życie i stawianie oczekiwań, które zadowolą nas, a nie zawsze osobę, która o tym powinna decydować, jest właśnie egoizmem. Asertywność nim nie jest. Asertywność jest narzędziem, które pozwala nam chronić siebie, pomaga w rozwoju i daje pewność siebie.

Bo zrobiliśmy coś dla siebie…
Dokładnie, troska o siebie nie jest egoizmem.

W rozwoju osobistym potrzebna jest odwaga?
Odwaga jest bardzo ważna. Przede wszystkim odwaga zaufania sobie samemu. I to jest bardzo trudne, bo jak człowiek sobie nie zaufa i nie pozwoli sobie samemu na to, żeby spróbować, to w żaden sposób nie ruszy z miejsca. Będzie żył w iluzji, mówiąc: “tak, dam radę!”, a tak naprawdę nie daje rady. Robimy z siebie ofiarę i sami siebie kamienujemy nie widząc, że to nas rani.

Czyli też nastawienie… Zmienia się przez to co mówimy. Używamy słów “muszę”, “trzeba”, “powinienem”, “walczę” – co nas zniechęca. Zmieniając swój język i to co mówimy, możemy bardzo szybko zmienić też swoje nastawienie do tego. I powiedzieć na przykład „chcę”.
Dokładnie tak, bo “chcę” to jest już świadoma decyzja. Takie mówienie to są nabyte skrypty. Na przykład mama mówiła: “powinieneś do wszystkich mówić proszę, dziękuję, przepraszam”. Można być dorosłym, poważnym człowiekiem w garniturze, prowadzić dużą firmę i przepraszać bez powodu, realizując program rodzicielskiego wychowania, jakby się nadal było małym chłopcem.

Jakie najczęstsze błędy popełniamy w czasie rozwoju osobistego?
Najczęściej nie słuchamy siebie, nie patrzymy na to co się z nami dzieje tylko idziemy dalej bez zastanowienia. Robimy coś zadaniowo, podchodzimy marginalnie. Nie sprawdzamy, jak się czujemy.

W momencie, kiedy to zauważymy i zatrzymamy się na tym, zaczniemy siebie szanować, bo to nam już nie będzie pasowało i będziemy starali się to zmieniać. Zaczniemy też pytać, dlaczego nam to nie odpowiada i znajdziemy w pewnym momencie odpowiedź.

Spontaniczność pomaga w rozwoju osobistym?
Zależy o jakiej spontaniczności mówimy. Może być to głupowatość, ale też pozytywny spontan. Trzeba pozwolić sobie na wolną, nieprzymusową radość, która jest autentyczna.
Według mnie, mówimy tutaj o przestrzeni, w której czujemy się dobrze, chcemy po prostu się o siebie zatroszczyć, i sukcesem jest stworzenie sobie takiego obszaru, w którym ja dobrze czuję się z samym sobą i innymi. Dzisiaj ludzie często nie umieją żyć ze sobą – z samym sobą! Muszą uciekać w pracę, w obowiązki i monotonię życia, a tak naprawdę nie potrafią sami ze sobą wyjść na kawę.

“Będziesz miłował Pana Boga swego z całego serca swego(…), a bliźniego swego, jak siebie samego”. Siebie najpierw potrzebuję pokochać, żebym mógł pokochać innych. Sobie najpierw muszę zrobić przestrzeń, żeby zrobić tę przestrzeń innym i ich do niej zaprosić. W sobie potrzebuję znaleźć wolność, żeby uszanować wolność innych.

To jest trudne, bo my mówimy: “Tak, troszczę się o siebie – pójdę na zakupy i coś sobie kupię”. To jest troska materialna, ale tu chodzi o tę troskę wewnętrzną, żebym ja ze swoim ciężkim sercem, ze swoimi trudnymi uczuciami, doświadczeniami czuł się lepiej i nie musiał pozostawać z nimi samotny.

* Tomasz Radkiewicz ukończył filozofię i teologię na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Obecnie odbywa czteroletnie szkolenie w Ośrodku Pomocy i Edukacji Psychologicznej INTRA, jest twórcą ośrodka psychoterapii i rozwoju osobistego Centrum Visum w Płocku i Warszawie.

Podziel się:

Brak komentarzy

  1. No ciekawy atykuł, taki troche ala Miecugow :-) Gratulacje dla Damiana :-) Swoją drogą ciekawa jest ewolucja Tomasza, cały czas wdziera się do wnętrza człowieczego umysłu, … WIeczór Chwały, Concept, teraz psychologia,… co dalej … polityka? :-) Powidziam Entuzjazm i Charyzme, i z całego serca… Powodzenia!

  2. ..I nic na to mądralińscy nie poradzicie. Święcenia kapłańskie mają charakter niezmywalny, więc TR na wypadek np. śmierci mógłby udzielić ważnego rozgrzeszenia.
    Ten człowiek ciągle jest księdzem i choćby pękł – nie zmieni tego.

    “Raz wybrawszy, zawsze wybierać muszę” T. Liebert.

  3. Gosia zgadzam się z Tobą zupełnie.
    Kiedy jesteśmy prawdziwi przed sobą wtedy wybieramy najwłaściwsze decyzje … własne decyzje !

  4. Tylko słuchając serca i stając w prawdzie można wybrać właściwą drogę.
    Każdy swoją i na swoją miarę.
    Do osoby, która woła “Księże Tomku wróć!” Brzmi to jak głos dziecka, które miałoby sobie nie poradzić, raczej zaufaj sobie i Bogu, a nie opieraj się na tym lub innym człowieku.

Zostaw Komentarz

Warto Przeczytać

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji