Mieszkał w Cekanowie, znaleziono jego nieśmiertelnik. Co stało się z panem Leonem?

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Udało się odnaleźć rodzinę właściciela nieśmiertelnika, którego zdjęcie zamieszczono na profilu społecznościowym “Ocalić od zapomnienia”, prowadzonym przez Dorotę Bartoszewicz. Autorka strony opublikowała właśnie informacje o dawnym mieszkańcu podpłockiego Cekanowa.

Przypomnijmy, Dorota Bartoszewicz prowadzi stronę na portalu społecznościowym “Ocalić od zapomnienia”, dotyczącą poszukiwań dawnych żołnierzy i ich rodzin na podstawie nieśmiertelników, dokumentów, listów czy tabliczek z mogił pozostawionych w lasach. 9 kwietnia zamieściła post o nieśmiertelniku znalezionym po 18 Dywizji Piechoty pod Zambrowem.

– W jednym “dołku” nieznany mi detektorysta znalazł ich aż 108 sztuk. Takie depozyty trafiały się głównie w miejscach, gdzie żołnierze się rozbrajali przed pójściem do niewoli. Prawdopodobnie wówczas zakopano znaki tożsamości. Mojemu rozmówcy udało się odkupić kilka sztuk z tego zacnego depozytu i w pięknym geście chce je oddać odnalezionym krewnym – wyjaśnia autorka strony.

Wśród ponad stu nieśmiertelników 18 Dywizji Piechoty pod Zambrowem, znaleziono ten, należący do dawnego mieszkańca Cekanowa, Leona Świderskiego.

Znaleźli nieśmiertelnik żołnierza z Cekanowa. Szukają rodziny

Między innymi za pośrednictwem PetroNews, rozpoczęły się poszukiwania rodziny pana Leona. I… znaleziono! 16 kwietnia pani Dorota zamieściła informacje, które udało jej się pozyskać.

Leon Świderski, fot. Ocalić od zapomnienia

Jak się okazuje, właściciel odnalezionego nieśmiertelnika urodził się 9 października 1915 w podpłockim Cekanowie, jako drugi syn Stanisława i Józefy. W sumie rodzeństwa była czwórka: Stefan, Leon, Bolesław i Marianna. Wkrótce dotknęła ich tragedia – w 1922 roku zmarł ich ojciec – Stanisław. Leon miał wówczas 7 lat. Jego matka ponownie wyszła za mąż za Piotra, mieli jeszcze dwoje dzieci.

– Służbę wojskową rozpoczął około roku 1935. Kilka dni przed wybuchem wojny miał wyjść z wojska do domu. Niestety, już go nie wypuszczono. Razem z nim w oddziale był również Stefan (1912), Leona starszy brat. Zmobilizowani, nie wiemy do którego pułku, jako strzelcy walczyli “w białostockim”. Kampania wrześniowa skończyła się dla nich 13 września 1939, kiedy to wraz z rozbitym oddziałem obaj trafili do niemieckiej niewoli – czytamy na “Ocalić od zapomnienia”.

Spod Zambrowa, gdzie zakopane zostały nieśmiertelniki żołnierzy, wywieziono ich do obozu przejściowego do Malborka. Dorota Bartoszewicz opisuje, jak wstrząsające były to przeżycia dla Leona Świderskiego.

“Leon mało o tym mówił. Były to niewątpliwie najgorsze dni niewoli. Opowiadał o wydarzeniu z nocy 13/14 września, gdzie na koszarowym placu w Zambrowie zgromadzono ok. 5 tysięcy jeńców z 18 DP. Żołnierze leżeli na ziemi, nie wolno było się podnosić. Z dwóch stron placu Niemcy ustawili kilka samochodów ciężarowych z karabinami maszynowymi i z włączonymi reflektorami. Obok znajdował się maneż ze zgromadzonymi końmi, w pobliżu stały też taczanki, biedki i wozy taborowe z zaprzęgami. W nocy z 13/14 września spłoszone konie wpadły na leżących pokotem żołnierzy. Ci w panice zaczęli się podrywać i usuwać z drogi biegnących koni. Niemcy rozpoczęli wówczas intensywny ogień z broni maszynowej. Do rana nie pozwolili opatrzyć rannych”…

Do grudnia 1939 roku wszyscy jeńcy pracowali przy budowie obozu XX-B. 16 grudnia nastąpiło jego oficjalne otwarcie i zaczęto indeksować jeńców. Nasz Leon dostał numer 11896. Stalag XX-B był obozem tranzytowym dla podoficerów i szeregowych, w którym rozdzielano jeńców do innych stalagów. Braci Świderskich również rozdzielono.

Starszy z nich, Stefan, został wywieziony w nieznanym kierunku, pierwszy ślad o nim pojawia się dopiero 4 lutego 1944 roku w Mauthausen. Kolejna wzmianka jest z 10 czerwca 1944 i mówi o jego śmierci w tymże obozie…

Na “Ocalić od zapomnienia przeczytacie, jak wyglądały warunki w stalagu XX-B w Malborku, gdzie przebywał Leon Świderski. Nie były to komfortowe warunki…

Dzielono ich na oddziały robocze (komanda). Pozbawieni statusu jeńców wojennych, traktowani byli jako przymusowi robotnicy. Nie mieli opieki medycznej, świadczeń, urlopów, wygód, ani wolności. Leon trafił do gospodarstwa niemieckiego bauera na Żuławach. Chociaż znał się na tej pracy (dorastał przecież w gospodarstwie pod Płockiem, w którym nie było ojca), to nikt tego nie doceniał.

– Córka Leona opowiedziała mi o potraktowaniu jej ojca, który bez powodu pobity został przez strażnika. Bił kolbą karabinu. Jedno z uderzeń było tak silne, że zmiażdżyło mięsień w okolicy pośladka. To miejsce nigdy się nie zagoiło. Powstała narośl, która przypominała Leonowi ten dzień aż do śmierci – pisze pani Dorota.

23 września 1944 roku Leon znów stał się jeńcem wojennym. Tym razem trafił do stalagu VI-K w Senne, w północnej Westfalii. Jak tłumaczy pani Dorota, było to miejsce dużo gorsze, niż stalag w Malborku. Przez ten obóz przewinęło się 65 tys. jeńców, a wielu z nich zmarło. Na terenie obozu odkryto 36 masowych grobów żołnierzy różnych narodowości, w Polaków. Większość NN.

Grób państwa Świderskich, fot. Ocalić od zapomnienia

Po zlikwidowaniu tego obozu w 1945, Leon wracał do domu. Dotarł do niego dopiero na przełomie lat 1946/47. Wrócił na ojcowiznę, gdzie pozostał. W 1948 ożenił się z dziewczyną z Cekanowa – Zofią, która – to ciekawostka – gdy Leon wychodził na wojnę, miała 15 lat. Mieli dwoje dzieci – Andrzeja i Krystynę. To właśnie Krystyna opowiedziała autorce “Ocalić od zapomnienia” historię swojego ojca. Nadal zresztą mieszka w rodzinnym domu Leona. Ich nazwisko jest jednym z najstarszych nazwisk w Cekanowie.

Leon Świderski zmarł nagle 4 grudnia 1984 roku. Miał 69 lat.

 

Dziękujemy autorce strony za ogromną pracę, jaką wykonuje, aby ocalić dzielnych ludzi od zapomnienia…

Podziel się:

2 komentarze

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji