REKLAMA

Drift Masters GP i największy znicz olimpijski

REKLAMA

Drift Masters Grand Prix rozgościł się na stadionie Wisły Płock. Na wylanym asfaltowym torze 4 i 5 czerwca rywalizowali najlepsi drifterzy z Polski i Europy. Z przymrużeniem oka – nawet Orlen podkreślił sportowy charakter ostatnich dni, zapalając największy na świecie znicz olimpijski… mocno rozpaloną pochodnię. Zwycięzcą 3. rundy został James Deane.

Nocna runda driftu ściągnęła sporą rzeszę spragnionych emocji kibiców. Efektowne wyścigi to jednak nie cały pakiet wydarzeń – były też konkursy dla publiczności, pokazy kaskaderów z Freestyle Family czy występy dziewczyn z Psycho Dolls, które pokazały, że nie boją się ognia.

PowiązaneTematy

Sobotnie zmagania, 4 czerwca, to przede wszystkim jednak kwalifikacje, trening w parach dla TOP-16 oraz zawody TOP 16.

Podium 3. rundy Drift Masters Grand Prix zajęli:
1. James Deane.
2. Marcin Carzasty
3. Grzegorz Hypki.

W niedzielę już od samego rana rozpoczęły się treningi do kwalifikacji 4. rundy, a o godz. 12.30 zawody TOP 16. O godz. 14.30 otworzono park maszyn dla publiczności.

Impreza tradycyjnie przyciągnęła tłumy na stadion. Trybuny były niemal pełne, a zasiadały na nich całe rodziny. Opinie płocczan generalnie były pozytywne, choć okoliczni mieszkańcy zwracali uwagę na zbyt wczesną godzinę rozpoczęcia treningów w niedzielę (już od godz. 7). Nie zabrakło też, niestety, osób które potraktowały imprezę jako okazję do spożycia alkoholu na świeżym powietrzu, przesadzając zdecydowanie z ilością. Zachęcała zapewne do tego proporcja stoisk z piwem do stoisk z bezalkoholowymi napojami – tych ostatnich było zdecydowanie mniej.

Nie da się ukryć, że jest to obecnie impreza dla miłośników driftu. Być może jednak organizatorzy wrócą kiedyś do pomysłów z pierwszych edycji Budmat Drift Show. Dobrze pamiętamy, jak można było wówczas skorzystać ze skoków na bungee, podniebnej kolacji, symulatorów jazdy, driftu w wersji mini czy drift taxi, a parada wystawianych samochodów zapierała dech w piersi. Również dzieci miały dużą, dmuchaną zjeżdżalnię, kulę wodną czy bungee trampoliny. Biorąc pod uwagę kwotę dofinansowania z urzędu miasta (575 tys. zł), mogłaby to ponownie być impreza nie tylko dla fanów tego sportu, a promująca motoryzację w szerszym aspekcie.

Bez wątpienia jednak jest to wydarzenie, które płocczan przyciąga i ma szansę na stanie się firmową imprezą miasta, które paliwo ma we krwi, a dym… w płucach. Drifterów na stadionie zobaczymy ponownie w październiku.