Co dalej z Petro Remontem? Czy będzie efekt domina?

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

O problemach finansowych Petro Remontu słychać od mniej więcej dwóch lat. Ostatnio sytuacja stała się wręcz tragiczna, pracownicy od roku nie dostawali wypłat. Teraz doszła jeszcze jedna, smutna wiadomość – śmierć prezesa spółki.

“PETRO Remont został utworzony 14 kwietnia 1999 r. na bazie dwóch Wydziałów Remontowych: Wydziału Remontu Aparatury i Wydziału Remontu Maszyn. Wydziały te funkcjonowały prawie od początku istnienia Petrochemii, a obecnie Polskiego Koncernu Naftowego ORLEN S.A., stanowiąc trzon Służb Remontowych w części petrochemicznej Kombinatu. Obecnie jesteśmy jednym z najbardziej doświadczonych zakładów remontowych w Polsce, przygotowanych do realizacji najbardziej skomplikowanych zadań serwisowych, konserwacyjno-naprawczych i remontowych.” – taką informację czytamy na stronie spółki. Niestety, to już tylko smutne echa przeszłości. Żaden z telefonów nie odpowiada, w słuchawce słychać jedynie, że nie ma takiego numeru, wiadomości e-mail są zwracane, ze względu na przepełnioną skrzynkę.

Co się stało z tą kiedyś nieźle prosperującą firmą? Zaczęło się od konfliktu z PKN Orlen, jeszcze w 2008 roku. Ze względu na nieusunięte w terminie usterki, Orlen Administracja nie wypłaciła Petro Remontowi ok. 9 milionów złotych. Pomimo wyroku sądu, nakazującego wypłatę tej kwoty, sprawa oparła się o sąd apelacyjny. Od tego czasu Petro Remont nie był zapraszany do przetargów, co oczywiście znacznie pogorszyło sytuację spółki. Nieoficjalnie mówiono, że był jedną z płockich spółek wpisanych na tzw. czarną listę w PKN Orlen.

Od osoby blisko związanej z Petro Remontem wiemy jednak, że była jeszcze inna przyczyna. Po wydzieleniu się spółek, koncern zakładał, że da im trzy lata na usamodzielnienie się. Po tym czasie przestał je preferować w przetargach, a zaczął kierować się zasadami rynkowymi i szukać zleceniobiorców na zewnątrz. Dla spółek, przyzwyczajonych dotychczas do przyjmowania przez Orlen każdej (często odbiegającej znacząco od rynkowej) kwoty, jaką podawały w przetargu, to był szok. Bez umiejętności utrzymania się na konkurencyjnym rynku, ze zbyt dużą liczbą pracowników, Petro Remont nie miał szans na przetrwanie.

Od stycznia ubiegłego roku pracownicy nie otrzymują wypłat. Z 400 pracowników firmy zostało zaledwie kilkadziesiąt. Nie mają żadnych zabezpieczeń socjalnych, opłaconego ZUS-u czy podatków, pozbawieni są opieki zdrowotnej. Pomimo kilkudziesięciu zakończonych już postępowań o wypłatę wynagrodzenia, wyroki są praktycznie nieściągalne. Równie tragiczne są warunki, w jakich pracują. Z dawnych dodatków zostały tylko mgliste wspomnienia, nie mają środków czystości, papieru toaletowego, o nowych ubraniach mogą tylko pomarzyć. – Pracujemy już tylko na jednym warsztacie, odcięto media, w drugim budynku popękały rury, budynek niszczeje – powiedział nam anonimowo jeden z pracowników firmy.

Przeciwko spółce toczą się postępowania komornicze, niektóre już wygrane. Ale i tak pierwszeństwo ma ZUS i urząd skarbowy. Część pracowników przejęły inne spółki, w tym Orlen Wir “zaopiekował się” kilkudziesięcioma z nich. Jednak tych przed emeryturą, starszych, nikt nie weźmie…

Dlaczego firma nie ogłosiła upadłości? Jak tłumaczy nam osoba blisko związana ze spółką, wypłaty z Gwarantowanego Funduszu Świadczeń Pracowniczych tylko w takim wypadku mogłyby być wypłacone. Jednak pracownicy, licząc na zwrot należności, takiego wniosku nie złożą. Co zatem z większymi wierzycielami? Mniejsze zobowiązania były płacone przez Petro Remont na bieżąco, co oznacza, że pozostały zaległości od pół miliona wzwyż i zaległości pracownicze. Jeśli mała firma (spółka prawa handlowego) jest wierzycielem, to dopóki Petro Remont nie zapłaci, dług widnieje po stronie należności. Gdyby ta spółka (albo ktokolwiek inny) złożyła wniosek o upadłość Petro Remontu, to dług – zgodnie z zasadami rachunkowości – zaczyna widnieć jako strata. A prawo jest takie, że jeśli strata przewyższy kapitał zakładowy i kapitały zapasowe spółki, to ta firma też musi ogłosić upadłość… Dodatkowo, na ogłoszenie upadłości również trzeba mieć pieniądze, a ściślej mówiąc – majątek spółki musi pokryć przynajmniej koszty postępowania upadłościowego. W przypadku Petro Remontu raczej takiej możliwości nie ma.

Nieoficjalnie mówi się, że zadłużenie Petro Remontu sięga już 33 milionów złotych. Kilka dni temu sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej. Zmarł Zygfryd Płochocki, wieloletni prezes spółki, właściciel znaczącego pakietu udziałów, związany ze środowiskiem petrochemicznym, członek, a przez kilka lat również członek zarządu Stowarzyszenia Płockich Naftowców. Co to oznacza dla firmy? Na przykład to, że pracownicy nie mogą mieć wystawionych świadectw pracy (a część z nich za kilka miesięcy miała przejść na emeryturę), nawet jeśli wpłyną jakieś pieniądze za zlecenia, to nikt nie podpisze listy wypłat. Z nieoficjalnych informacji wynika, że został już złożony wniosek o wyznaczenie kuratora spółki, może być jednak problem ze znalezieniem takiej osoby.

Konsekwencje dla Płocka mogą być jednak dużo poważniejsze. Po pierwsze, Petro Remont jest klasyfikowany jako zakład wysokiego ryzyka. Jeśli z zatrudnionych 400 pracowników zostało tylko kilkadziesiąt, to czy nie istnieje zagrożenie dla bezpieczeństwa miasta, a przynajmniej najbliższej okolicy? I druga sprawa, to tylko jedna z całego szeregu spółek z “Petro” w nazwie, które – zostawione samym sobie – nie przetrwały w warunkach rynkowej konkurencji. Spółki te są wzajemnie powiązane, więc czy nie grozi nam efekt domina?

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji