REKLAMA

Albert Einstein jednak nie miał racji… Wystawa „Wielozmienność” w Płockiej Galerii Sztuki

REKLAMA

Dlaczego pokusiłem się o tak enigmatyczny tytuł? Oczywiście postąpiłem rozmyślnie, zgodnie z duchem malarstwa, które od piątku zagościło w Płockiej Galerii Sztuki. Wystawa Łukasza Huculaka „Wielozmienność” oferuje nam retrospektywne spojrzenie na dorobek artystyczny malarza.

Artysta urodził się w 1977 roku w Rzeszowie. W latach 1997-2002 studiował na wrocławskiej ASP w pracowni malarstwa architektonicznego W. Kaniowskiego oraz w pracowni Ceramiki Unikatowej K. Cybińskiej. Studia ukończył z wyróżnieniem. Obecnie w swej macierzystej uczelni jest profesorem Wydziału Malarstwa i Rzeźby.

Oprócz pracy dydaktycznej artysta wciąż znajduje czas i miejsce na swą własną twórczość. Jest malarzem niezwykle pracowitym i płodnym, poświęcającym się z zapamiętaniem swej życiowej pasji. Takie podejście musiało przynieść efekty w postaci wystaw indywidualnych i grupowych. Ma ich na swym koncie kilkadziesiąt, a jego prace gościły w wielu prestiżowych galeriach w kraju i za granicą. Przy okazji podróży obrazy Łukasza Huculaka odnajdziemy w Muzeum Współczesnym we Wrocławiu i w Miejskiej Galerii Sztuki w Łodzi. Wiele jego dzieł trafiło także do prywatnych kolekcji.

W Płockiej Galerii Sztuki mamy do czynienia z nie lada gratką, bowiem na ekspozycję składa się ponad 130 obrazów z rożnych okresów twórczości Łukasza Huculaka, w tym także około 50 prezentowanych po raz pierwszy, tak zatem mamy rzadką okazję, aby zmierzyć się z tą twórczością, która została podana nam za jednym zamachem, w iście ekscytującym kondensacie.

Fot. Waldemar Robak

Na wystawie spotkamy się zarówno z malarstwem wielkoformatowym, jak też intymnymi miniaturami, jednakże rozmiar nie ma tu znaczenia, ponieważ w każdej z nich odnajdziemy ten sam zamysł, to samo widzenie świata, tę samą myśl i emocje. Obrazy nie zaskoczą nas nachalną grą barwnych kontrastów, dysharmonią, czy też wewnętrzną dynamiką sceny, są bowiem utrzymane w różnych odcieniach szarości i już na pierwszy rzut oka emanują niczym nie zmąconą, transcendentalną ciszą. Sceny rozgrywają się jakby były zanurzone w jakimś nowym rodzaju materii, która pochłania zgiełk świata, wygłusza nawet bicie serca.

Odwołując się do teorii i starając się sklasyfikować ten rodzaj twórczości można by powiedzieć, że mamy tu do czynienia z malarstwem przedstawiającym, jednakże odwołania do świata rzeczywistego połączone są tu nadzwyczaj cienką nicią, bowiem główną rolę odgrywa tu nastrój, a ten wiedzie nas do stanu daleko odbiegającego od rozpoznawania realiów tzw. trzeźwymi zmysłami. Oczywiście ktoś może powiedzieć, że przecież to już było, ponieważ takie podejście do tematu odnajdziemy w malarstwie metaforycznym, surrealizmie, czy też nawet w obrazach Zdzisława Beksińskiego. To wszystko prawda, tylko że Łukasz Huculak znalazł własny sposób na zbudowanie nastroju, zupełnie autorski, niepowtarzalny i jakże intrygujący!



Artysta z niezwykłą lekkością tworzy atmosferę sennego marzenia, aurę snu na jawie. Własności fizyczne przedmiotów tracą swoje znaczenie; skała staje się lekka jak piórko, płyny przyjmują kształty niczym w stanie nieważkości, a powietrze… jakby ktoś wypompował je z przestrzeni, zresztą jest tu do niczego niepotrzebne.

Fot. Waldemar Robak

Kanwą do stworzenia własnych kosmosów stają się dla Łukasza Huculaka różnorodne motywy: martwe natury, sceny miejskie, krajobrazy, czy też elementy i detale architektoniczne. Nawiązuje w nich niejednokrotnie do wrażeń i doświadczeń, nabytych w trakcie swych stypendialnych podróży do Włoch i krajów Europy północnej, w czasie których miał okazję zetknąć się z dziełami sztuki różnych epok w historii kultury Starego Kontynentu. Ten bagaż inspiracji artysta na swój sposób przetwarza, zawiązuje więź pomiędzy tym, co przeminęło i tym, co ma nastąpić. Czasem odnosi się wrażenie, że mamy do czynienia z jakimś rodzajem malarstwa historycznego, jednakże wątek czasu, stylu i epoki staje się nieodmiennie drugorzędny, bowiem liczy się tylko nowy, frapujący skrawek rzeczywistości.

Jak powstają nowe galaktyki Łukasza Huculaka?

„Pracuję bez przyjętego planu. – wyznaje – bez dopracowanych szkiców, które służyłyby wykonaniu finalnej kompozycji. Wszystko odbywa się na właściwej pracy, która w trakcie wykonywania przechodzi często radykalne modyfikacje, łącznie z obrotem kompozycji o 180 stopni, wydobyciem tła na pierwszy plan, przeformułowaniem tematu, uzyskując wielowarstwową fakturę palimpsestu. Praktyka ta obliczona jest na uzyskanie efektu jak najmniej „zaprojektowanego” i „wyrachowanego”, zawierającego silny komponent przypadku i warsztatowej swobody.”

O tym, że artysta mimo braku planu, wielokrotnie osiąga swój cel artystyczny łatwo się przekonać, odwiedzając wystawę, która potrwa do 8 listopada br. Mnie somnambuliczne kosmosy wciągnęły bez reszty i na własnej skórze poczułem, jak świat realny z każdą chwilą traci swe fizyczne wartości, dlatego uznałem, że Albert Einstein jednak ewidentnie się pomylił…

Zostań Patronem PetroNews.pl - Wspieraj swoje lokalne media KLIKNIJ!

REKLAMA

PowiązaneArtykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Zgadzam się na warunki i ustalenia PolitykI Prywatności.

Reklama

Najchętniej dzisiaj czytane

Reklama


REKLAMA
  • Przejdź do REKLAMA W PŁOCKU