Jak co roku, w połowie sierpnia my, płocczanie, przywołujemy niezwykle dramatyczny okres historii sprzed 96 lat, kiedy to nasze miasto stało się areną bitewnych zmagań w czasie wojny polsko-bolszewickiej. Wielokrotnie wspominaliśmy już czyny i heroiczne postawy ludzi, którzy wtedy tworzyli naszą historię i którzy potem w uznaniu zasług zostali uhonorowani przez Marszałka Józefa Piłsudskiego Krzyżem Walecznych w dniu 21 kwietnia 1921 roku, chociażby w moich artykułach „Uratowaliśmy Warszawę”, czy też „Pamiętajmy o „Płockich orlętach”.

Tym razem jednak chciałbym przybliżyć mniej znany aspekt tamtych wydarzeń, jakim był udział jednostek wojskowych Flotylli Wiślanej w walkach o Płock. W pierwszej połowie sierpnia nieprzyjacielskie armie Frontu Zachodniego szybko postępowały w głąb Polski, podchodząc pod Warszawę. Jednocześnie, operując w rejonie północnego Mazowsza, miały zamiar przekroczyć Wisłę na odcinku od Włocławka do Płocka, utworzyć przyczółki na jej lewym brzegu i uderzyć od zachodu na stolicę, zamykając tym samym pierścień okrążenia. Dlatego też nasze miasto w toku wojennych zmagań stało się niezwykle ważnym punktem strategicznym.

Dowództwo polskich sił zbrojnych zdawało sobie sprawę z zamiarów nieprzyjaciela. W zagrożonych miastach rozpoczęto pospieszne prace fortyfikacyjne, budując tzw. przedmościa, składające się z systemu okopów, barykad, zasieków i umocnień przyczółków mostów, mające na celu zabezpieczenie tych przepraw.

12 sierpnia na czele Grupy Dolnej Wisły – formacji wojskowej utworzonej do obrony zagrożonego odcinka rzeki od Włocławka aż po Wyszogród – stanął gen. ppor. Mikołaj Osikowski. W skład całej Grupy wchodziło około siedmiu tysięcy żołnierzy, a w samym Płocku ich stan wynosił około dwóch tysięcy.

W szeregi Grupy Dolnej Wisły zostali powołani również marynarze Flotylli Wiślanej, a dokładniej III dywizjon por. mar. Stanisława Nahorskiego, dysponujący trzema statkami opancerzonymi; statek „Wawel” był uzbrojony w dwie armaty 80 mm i 4 ckm-y, statek „Minister” w straszył wroga dwoma armatami 75 mm i 4 ckm-ami, tymczasem „Stefan Batory” był wyposażony w dwie armaty 75 mm oraz 5 ckm-ów. Siłę rażenia Flotylli Wiślanej w rejonie Płocka uzupełniał IV dywizjon ppor. mar. Karola Taube, składający się z 7 motorówek uzbrojonych w jeden lub dwa karabiny maszynowe, a także motorówki nr 15 wyposażonej w armatę 37 mm i dwa ckm-y. Liczebność obydwu dywizjonów nie była oszałamiająca, bowiem ocenia się, że w ich skład wchodziło łącznie około stu oficerów, podoficerów i marynarzy.

Pierwsze zadania wojenne jednostek rzecznych polegały na rozpoznaniu. W dniu 17 sierpnia o godzinie 4.30 statek „Stefan Batory” oraz dwie motorówki udały się do Dobrzynia, gdzie wysadziły desant marynarzy. Doszło do pierwszej wymiany ognia z dość nielicznymi oddziałami bolszewickimi. W rozmowach z miejscową ludnością marynarze dowiedzieli się, że we wsi Płomiany rezyduje duży tabor bolszewicki, a we wsi Dybliny widziano około trzystu Rosjan.

Tymczasem do Płocka docierały krzepiące wieści, że Armia Czerwona znajduje się już w odwrocie, choć z drugiej strony mieszkańców wciąż niepokoiła dość duża ilość oddziałów nieprzyjaciela zaobserwowanych w rejonie miasta. Wreszcie stało się to, co było pewnie nieuchronne – w dniu 18 sierpnia około godziny 15 na przedpolach miasta pojawili się pierwsi bolszewicy, nacierając od strony rogatek dobrzyńskich i bielskich. Z kierunku Winiar traktem dobrzyńskim na polskie pozycje natarła 15 Dywizja Konna Czogunowa.

Stanowiska ogniowe wroga znajdowały się w pobliżu rzeki, zatem do walki włączyły się jednostki Flotylli Wiślanej, wspierając działania piechoty. Pierwszy związał ogniem swych armat „Minister” dowodzony przez por. Stanisława Nahorskiego oraz motorówka nr 15 ppor. Karola Taube, które właśnie przypłynęły z patrolu w rejonie Wyszogrodu. Obydwie jednostki zaatakowały nacierającą bolszewicką piechotę i stanowiska karabinów maszynowych. „Minister podjął pojedynek artyleryjski z rosyjską baterią, a także raził ogniem zbliżającą się kawalerię.

Wkrótce od strony Dobrzynia przypłynął zespół jednostek złożony ze statków „Wawel”, „Stefan Batory” oraz dwóch motorówek dowodzony przez ppor. Henryka Sułkowskiego i natychmiast włączył się do walki. Silny ostrzał bolszewickiej artylerii i karabinów maszynowych unieruchomił „Stefana Batorego”, który trafiony kilkoma pociskami z rozbitym sterem osiadł na mieliźnie. W bitwie zginęli sternik mar. Michał Jóźwiak, plut. mar. Wiktor Nitka, podmuch wybuchającego pocisku zmiótł z pokładu st. mar. Kondrackiego, wskutek czego utonął w Wiśle, śmierć poniósł także mar. Jan Krawczyński.

Kilku marynarzy odniosło rany, jednakże nadal kontynuowali walkę z pokładu unieruchomionego statku. Kolejne pociski nieprzyjacielskie zdemolowały maszyny parowe. W tej sytuacji dowódca ppor. Stefan Kwiatkowski podjął decyzję o ewakuacji załogi. Pod osłoną motorówki marynarze po zdemontowaniu karabinów maszynowych zeszli na brzeg i już stamtąd prowadzili ostrzał wojsk nieprzyjaciela.

W bitwie na wodzie wzięły udział również inne jednostki Flotylli Wiślanej. Skuteczną walkę niestety utrudniał brak łączności z dowództwem i sytuacja chaosu, w której wojska polskie i bolszewickie operujące na brzegu przemieszały się ze sobą. Tym niemniej w annałach historii zapisała się bohaterska postawa załogi motorówki nr 15 – dowódcy ppor. Karola Taube i kpr. mar. Franciszka Musiała. którzy razili wroga z armatki 37 mm i ckm – ów ewakuując polskich żołnierzy na lewy brzeg Wisły. W śmiertelnym boju bohaterstwem wyróżnili się również por. Stefan de Walden, st. mar. Mielczarski, st. mar. Nowakowski, i mar. Suszyłło.

Jednakże, na skutek ostrzału Flotylli przez bolszewicką artylerię zarówno od strony zachodniej, jak i wschodniej, rola marynarzy w płockiej bitwie powoli dobiegała końca. W tej sytuacji dowódca zgrupowania por. Stanisław Nahorski podjął decyzję o wycofaniu się jednostek w górę rzeki. Po drodze Statek „Wawel” wziął na hol jednostki pływające z płockiego portu, aby te nie dostały się ręce nieprzyjaciela, tymczasem „Minister” ze względu na wyczerpanie się zapasów węgla odpłynął w kierunku Wyszogrodu.

Niezłomne postawy, ofiarność i bohaterstwo marynarzy w płockiej bitwie znalazły szacunek i uznanie w oczach najwyższych władz państwowych i wojskowych, czego dowodem była uroczystość która odbyła się w Toruniu na statku „Stefan Batory” w dniu 1 września 1920 roku. Nadając odznaczenia i nominacje, gen. Józef Haller tak powiedział:

„Flotylla rzeczna pilnująca szarych fal Wisły, stanęła zupełnie na wysokości zadania. W gwałtownym ogniu nieprzyjacielskim ostrzeliwała dzielnie pozycje wroga, współdziałając znakomicie z akcją bojową piechoty. Podnoszę znakomitą działalność statków „Batory”, „Moniuszko”, „Wawel” pod Płockiem i Wyszogrodem, zwłaszcza bohaterska załoga Statku „Batory” zasługuje na wyróżnienie”.

Tak też się stało. Krzyżami Virtuti Militari odznaczeni zostali: ppor. mar. Henryk Sułkowski ze statku „Wawel” i dowódca łodzi motorowej nr 15 kpr. mar. Franciszek Musiał. Ten zaszczyt nie ominął oczywiście załogi statku opancerzonego „Stefan Batory” ppor. mar. Stefana Kwiatkowskiego, kpr. Mar. Bronisława Michniowicza, a także pośmiertnie bosmana Wiktora Nitkę.

W czwartkowy wieczór, 18 sierpnia, my, płocczanie nie zapomnieliśmy o naszych bohaterach. W promieniach zachodzącego słońca statek „Marianna” majestatycznie odbił od brzegu. Towarzyszyła mu flotylla jednostek pływających – jachtów, łodzi motorowych i statków z „Morki”, WOPR-u i pobliskich marin. Była symboliczna wiązanka kwiatów rzucona przez harcerzy w wiślane fale. Była też modlitwa za poległych i wspomnienie o krwawej bitwie sprzed 96 lat i o ludziach którzy położyli swe życie na szali, by uratować zagrożoną ojczyznę.
Cześć i pamięć naszym Bohaterom!

Podziel się.

Patronat i artykuły sponsorowane w PetroNews.pl