Oto we wtorkowy wieczór szacownymi murami Towarzystwa zawładnęły zagadnienia fotograficzne… wespół z jazzem! Jak to możliwe? Stało się to za sprawą inauguracyjnego wykładu, którego podjął się pomysłodawca serii spotkań „Podróże fotograficzne” – Henryk Malesa.

Już na samym początku okazało się, że zaplanowany cykl niewiele ma wspólnego z wędrowaniem po świecie i wykonywaniem zdjęć, a w swej istocie dotyczy twórczych i w pełni świadomych poszukiwań, realizacji pomysłów i projektów, które czasem powstają w przeciągu kilku chwil, czasem tworzy się je latami, a jeszcze innym razem pozostają w fazie koncepcji bez jakichkolwiek szans na ich urzeczywistnienie. W swych założeniach „Podróże fotograficzne” mają być opisem zjawiska, jakim jest fotografowanie, które nie sprowadza się tylko do naciśnięcia spustu migawki; jest to także myślenie i widzenie świata oraz poszukanie takich środków wyrazu, które oddały by to, co mamy do powiedzenia w dwuwymiarowym obrazie.

Powróćmy jednakże do samego prelegenta. Henryk Malesa należy do grona wybitnych polskich fotografów – jest członkiem Związku Polskich Artystów Fotografików i członkiem Rady Fundacji Centrum Fotografii Bielsko Biała. Współpracuje z „Jazz Forum”, „Jazz Times” i Galerią B&B w Bielsku Białej. W swym artystycznym dorobku ma około 50 wystaw indywidualnych w kraju i za granicą, jak choćby „Moment’ snotice”, „Nowy Orlean”, „Portrait of Jazz”, „Kurorty”, „W stronę człowieka”. Henryk Malesa jest pasjonatem jazzu, dlatego też ten gatunek muzyczny niemalże zdominował jego fotograficzną aktywność. W trakcie wykładu zebrani mieli okazję obejrzeć cykl fotografii z koncertów jazzowych – to właśnie jest tytułowa podróż naszego fotografa, którą odbywa już od 1974 roku.

Henryk Malesa z wielkim sentymentem wspominał swą wyprawę, którą odbył w 2001 roku do Nowego Orleanu – kolebki jazzu. Klimat miasta go oczarował, jeszcze fotografując w technice analogowej wykonał około 70 rolek filmów. Obecnie cykl zdjęć zrealizowanych w konwencji sepii – „Nowy Orlean” pokazuje ludzi i miejsca, które przeszły już bezpowrotnie do historii, bowiem miasto po niszczycielskim uderzeniu w 2005 roku huraganu „Katrina” zmieniło w dużej mierze swe oblicze.

Fotograf chętnie opowiadał, na czym polega fotografia wykonywana w trakcie koncertów. Wiele problemów stwarza już samo oświetlenie sceny i tła, odpowiednie wykorzystanie możliwości technicznych sprzętu, ale także i restrykcyjne ograniczenia czasowe, stawiane przez muzyków. Zawodowy fotograf najczęściej musi wykonać swoją pracę w ciągu od 10 do 15 minut. Tymczasem złośliwość losu jest nieubłagana, najlepsze zdjęcia powstają najczęściej wtedy, kiedy nie można już ich robić, trudno się zatem dziwić pasjonatom, że imają się różnych sposobów, czasem niemal rodem z filmu szpiegowskiego.

Jak twierdzi Henryk Malesa, fotografia jazzowa posiada swe atrybuty, symbolikę, która ją wyróżnia. Pogłębiony kontrast, kolor, a nawet ziarnistość zdjęcia mają tu konkretne zastosowania; wielokrotnie charakteryzują wykonywaną muzykę, sposób gry, czy też klimat koncertu.

Oczywiście niemożliwym jest wykonanie perfekcyjnych zdjęć bez odpowiedniego przygotowania się do wydarzenia. Polega ono na wcześniejszym poznaniu zachowań jazzmanów w trakcie spektaklu; ich ustawiania i poruszania się w czasie gry. Niemniej istotnym aspektem pracy fotografika jest również orientacja co do topografii sceny, a także jej oświetlenia, rozstawienia instrumentów i mikrofonów… Każdy szczegół jest tu niezwykle istotny, a jego zlekceważenie może zniweczyć nawet najlepsze pomysły i intencje. Wybór zatem najdogodniejszego miejsca pracy ma tu więc kluczowe znaczenie i często decyduje o wartości wykonanych fotografii.

Henryk Malesa wciąż żyje w świecie jazzu. Po wielu latach uprawiania fotografii związanej z uwielbianym przez siebie gatunkiem muzyki, z wieloma jazzmanami naturalnie łączą go zażyłości, zatem dużo łatwiej jest mu wykonywać zawód, który wciąż pozostaje życiową pasją. Nie obyło się zatem bez niezwykle interesujących opowieści o samych muzykach, zakulisowych dykteryjek i „smaczków”.

A czym zajmuje się nasz fotograf dla relaksu? Jakżeby inaczej – fotografuje tyle, że tym razem przedmiotem poszukiwań staje się pejzaż i martwa natura z całkiem prozaicznego powodu, ponieważ tu można pozbyć się wreszcie presji czasu, poświęcić się zagadnieniu beż reżimu nieszczęsnych 10 minut.

Jak obiecują organizatorzy „Podróży fotograficznych” wtorkowe spotkanie to tylko namiastka tego, co dla nas przygotują niebawem, szykują bowiem spotkania zarówno z „tuzami” polskiej fotografii, jak i teoretykami i krytykami tej dziedziny sztuki. Tak zatem projekt Towarzystwa Naukowego Płockiego już w krótkim czasie może uzupełnić nasz, miejski kalendarz o interesujące wydarzenie kulturalne ujęte w zupełnie nową, innowacyjną formułę.

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Warto Przeczytać

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji