Jak wygląda praca kadry medycznej na OIOM-ie, czyli Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej, w dobie koronawirusa? Zastanawialiście się kiedyś, w jaki sposób lekarze i pielęgniarki dbają o to, by pomóc pacjentom, a jednocześnie się nie zarazić? Rozmawiamy o tym z jedną z pielęgniarek, pracujących na oddziale OIOM-B, dedykowanemu pacjentom zakażonym lub z podejrzeniem zakażenia Sars CoV-2.
Kontakt do płockiej pielęgniarki, pracującej w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Płocku otrzymaliśmy od jej córki.
– Piszę do Państwa w imieniu mojej mamy i jej koleżanek z pracy, pracujących na oddziale „OIOM B”, gdzie znajdują się osoby zakażone koronawirusem lub z podejrzeniem zakażenia. Pacjent zostaje tam podłączony do respiratora. Niestety, już nic przy sobie nie zrobi. Wszystkie zabiegi i czynności pielęgnacyjne wykonuje przy chorym personel medyczny. Pielęgniarki w pełnym ubraniu barierowym spędzają przy łóżku pacjenta po kilka godzin. Wychodzą mokre, z odciskami na twarzy od masek i gogli – opisuje w mailu do nas.
Postanowiliśmy telefonicznie porozmawiać z jej mamą. Odbiera, a kiedy słyszy o co chodzi, jest wyraźnie onieśmielona. – No tak, córka postanowiła napisać do Państwa, żeby pokazać, jak wygląda nasza praca – słychać po głosie, że się uśmiecha.
Mamy odciski na twarzy…
– Wie pani, znajomi przesyłają nam zdjęcia pielęgniarek z Chin, Włoch, ich odciski na twarzy. Nie widzieli nas. My pracujemy przy łóżku pacjenta po 4 godziny non stop, w kombinezonach, maskach, goglach. Wychodzimy czasami ledwo żywe. Mamy te odciski, bo nawet jeśli coś uwiera, coś się wbija, nie jestem w stanie tego poprawić ręką, bo się zakażę – opowiada pani Ania* (imię zmienione – przyp.red.).
Jak tłumaczy, samo ubieranie się zajmuje im kilkanaście minut, ponieważ mają na sobie kilka warstw ochronnych, a wszystko musi być dokładnie dopięte, liczy się każdy szczegół. – Na OIOM-B są pacjenci zakażeni lub z podejrzeniem koronawirusa, więc jeśli ubierzemy się niedokładnie, możemy zarazić nie tylko siebie, ale i koleżanki z pracy i domowników. Tu wyjątkowo trzeba się pilnować – mówi poważnie.

Sala, w której leżą pacjenci, to strefa czerwona, zakażona. Z niej przechodzi się do strefy żółtej, półskażonej, a dopiero z tej – do zielonej, czystej całkowicie.
– Jest to trochę skomplikowane – przyznaje pielęgniarka. – Trzeba przestrzegać procedur w poszczególnych strefach. Wychodzi człowiek cały spocony, włosy są mokre. Kąpiel po wyjściu to konieczność – opisuje nasza rozmówczyni.
Przed wyjściem ze strefy zakażonej trzeba się rozebrać. W określony procedurami sposób, z zachowaniem środków ostrożności.
– Nie można przejść do strefy żółtej, mając na sobie cokolwiek skażonego, to za duże ryzyko dla innych pielęgniarek. A przecież każdą rzecz na tę salę musi ktoś donieść. Jeśli jestem w strefie skażonej, nie mogę z niej wyjść nawet na chwilę, wychodzę dopiero po skończonej pracy i po zrzuceniu z siebie wszystkich ubrań – wyjaśnia pani Ania.
Po przejściu do strefy żółtej trzeba wziąć prysznic i przebrać się w czyste ubrania. – Nawet bieliznę trzeba zmienić, wszystko jest mokre – opowiada pielęgniarka.
Pacjent na OIOM-ie sam nie zrobi nic…
Dyżury pielęgniarek są 12-godzinne, po wyjściu ze strefy zakażonej, pracują więc normalnie.
– Nasi pacjenci nie mogą przy sobie zrobić nic. Kiedy pacjent podłączony jest do respiratora, każda, nawet najmniejsza czynność jest do wykonania przez pielęgniarkę, trzeba podać każdy lek. Jeśli pacjent otrzymuje lek cztery razy dziennie, to musimy wchodzić tam dość często, nawet pomimo, że spędzimy w strefie zakażonej kilka godzin myjąc pacjenta, podłączając mu leki czy cewnik – wyjaśnia pielęgniarka płockiego OIOM-B.
Tłumaczy, że wszystkie te zabiegi trwają znacznie dłużej, ze względu na strój ochronny.
– Gogle parują strasznie, do tego przyłbica, fartuch ochronny i kombinezon utrudniają ruch, musimy też uważać, żeby przyłbica nie spadła nam z głowy. Trzeba zachować ostrożność, dlatego każda czynność wymaga dużo więcej czasu – opisuje.
Pielęgniarki, pracujące w tak specyficznych warunkach, wypracowały sposób działania – starają się zsynchronizować toalety pacjentów z podawaniem leków, podawaniem kroplówki czy cewnika. Zdarza się jednak, że w ciągu doby trzeba wejść do strefy skażonej 6 razy, czasem częściej, kiedy np. odłączy się elektroda.
– Nasi pacjenci nie powiedzą nam nic, nie dadzą znać czy wszystko jest w porządku, nie mrugną nawet okiem. Często znajdują się w śpiączce farmakologicznej – mówi pani Ania.

Towarzyszy nam strach, również innych ludzi…
Jest to miejsce, w którym trzeba mieć dużo sił, nie tylko fizycznych, ale i psychicznych. Nasza rozmówczyni przyznaje, że odczuwa strach.
– Wszystkie boimy się od dnia, w którym dowiedziałyśmy się, że będziemy pracować z koronawirusem. Kiedy jesteśmy na dyżurze, ciągle odbieramy telefony od znajomych z pracy „Mamy kogoś?”. Boże, jest podejrzenie. Za kilka dni wynik. Uff, ujemny. Za chwilę: „Jest potwierdzony”. Kurczę, stało się… Tak to wygląda… – opowiada pielęgniarka.
Ale nie tylko strach utrudnia im teraz życie. Są praktycznie odizolowane od tej rodziny, która z nimi nie mieszka.
– „Bo ty pracujesz z koronawirusem” usłyszałam. Omijają nas z daleka. Nasze rodziny wiedzą gdzie pracujemy, więc robimy sobie zdjęcia w pracy, żeby pokazać jak jesteśmy zabezpieczone przed zakażeniem. Inni uważają, że jak pracuje się z koronawirusem, to jest się takim wielkim wirusem, że jest się zakażonym. Dotyka też to naszych mężów. Mówią im w firmie „Masz żonę pielęgniarkę, więc masz pracować z domu”. Pewnie wynika to ze strachu… – mówi pani Ania przyznając, że u swojej mamy nie była od dwóch miesięcy, choć mieszka bardzo blisko.
Niektórzy uważają, że koronawirus jest wymysłem mediów, napędzaniem strachu. – Ja realnie pracuję z pacjentami zarażonymi, choć nie było ich wielu. Nasz region na szczęście nie jest mocno dotknięty epidemią, i oby tak zostało. Jednak jeśli pacjent jest w podeszłym wieku, ma choroby współistniejące, to często trafia do nas i leży pod respiratorem. Ma zazwyczaj bardzo dużo wydzieliny w drzewie oskrzelowym, trzeba go odsysać. To nie są żarty – opisuje płocka pielęgniarka.
Jak dodaje, nieraz zdarzało się, że siedziała na podłodze w sali pacjenta, czekając np. na rentgen.
– Jak wyjdę z sali, to moja koleżanka musi ubrać się w ten strój, marnuję jedno ubranie. A jeśli jeszcze dam radę wytrzymać 10 czy 15 minut do końca, to jedno ubranie mamy więcej… – mówi pani Ania.
Zanim więc zaczniemy lekceważyć zakazy, zastanówmy się, że na oddziałach w płockim szpitalu są pielęgniarki i lekarze, którzy z narażeniem życia, poświęcając własną wygodę i bezpieczeństwo, robią wszystko, żeby epidemia w Polsce przyniosła jak najmniej ofiar…
P.S. Na płockim OIOM-B przebywała m.in. pacjentka z powiatu sierpeckiego zakażona koronawirusem, z chorobami współistniejącymi. Po pobycie na oddziale chorobę udało się pokonać – test na obecność Sars CoV-2 wyszedł negatywny i kobieta leczona jest już tylko na choroby współistniejące na OIOM-A.



















![Bohaterowie 1920 roku ożyli w Muzeum Mazowieckim [FILM, ZDJĘCIA]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2020/08/muzeum_orlen_hologram-1-360x180.jpg)





![Autorytet czy kolega? Uczniowie szczerze o nauczycielach [PODCAST]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/06/staszic_nauczyciele-360x180.jpeg)





![Jakie propozycje książkowe na wakacje? [PODCAST]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/06/ksiazki-360x180.jpeg)

![Najlepsi żeglarze rywalizowali w Płocku na Mistrzostwach Polski klasy Micro – ORLEN Cup [ZDJĘCIA]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2025/09/Regaty-ORLEN-Cup-Mistrzostwa-Polski-Micro-2025-15-360x180.jpg)













