REKLAMA

Płock się wyludnia. Podobnie jak inne miasta

REKLAMA

Tak wynika z długoletniej prognozy demograficznej, przygotowanej przez Główny Urząd Statystyczny. Zgodnie z nią, liczba ludności w naszym mieście zmniejszy się o ponad 26% – w 2050 r. ze 122 tysięcy płocczan zostanie zaledwie niecałe 90 tysięcy. Czy możemy temu przeciwdziałać? 

Nie tylko Płock

Zrzut ekranu ze strony biqdata.pl
Zrzut ekranu ze strony biqdata.pl

Problem ten dotyka większości polskich miast. Do 2050 roku jedynymi wyjątkami będą tutaj Warszawa i… Rzeszów. Większość miast wojewódzkich straci mieszkańców. Najbardziej widoczne będzie to w Łodzi. Jeszcze w latach osiemdziesiątych w stolicy polskiego przemysłu włókienniczego żyło ponad 800 tysięcy osób. Dziś jest ich już o ponad 100 tysięcy mniej, a w 2050 ma być ich „zaledwie” 484 tysiące. Różnica między 2014 a 2050 rokiem wyniesie zatem aż 31%. Na mapce przedstawiona została prognoza demograficzna dla polskich miast. Im czerwony kolor jest bardziej intensywny, tym większy ubytek ludności. Z kolei zielony kolor oznacza przyrost mieszkańców.

Niewiele lepiej jest w Płocku. Według szacunków GUS-u, obecnie w Płocku żyją 122 224 osoby. Do 2020 r. ta liczba zmniejszy się do ok. 118 tysięcy, a potem będzie już tylko gorzej, aż do 2050 r., kiedy spadnie poniżej 90 tysięcy. To tak, jakby w tym momencie z miasta całkowicie zniknęły Podolszyce.

Dlaczego ludzie uciekają z miast?

Po pierwsze trzeba odpowiednio zdiagnozować problem. Ubytek ludności może mieć różne podłoża i konsekwencje. Dla zarządców miasta najpoważniejszą jest z pewnością spadek wpływów do miejskiej kasy. Budżet się kurczy, ale utrzymać trzeba taką samą administrację i obiekty użyteczności publicznej.

Jednym z najbardziej dotkliwych przyczyn migracji jest ta ze względów ekonomicznych. Taką sytuację obserwujemy chociażby na Śląsku, gdzie w wyniku likwidacji kopalń i hut pracę straciło kilkanaście tysięcy osób. Jeszcze gorzej było w Łodzi, gdzie na początku lat dziewięćdziesiątych upadł praktycznie cały przemysł włókienniczy. Być może trudno w to teraz uwierzyć, ale jeszcze 30 lat temu bez problemu można było kupić koszulkę czy spodnie z napisem „wyprodukowano w Łodzi”…

Nieco inaczej jest w przypadku, gdy ludzie przenoszą się do ościennych miejscowości podmiejskich, ale do pracy nadal dojeżdżają do miasta, tak jak to się dzieje np. w Warszawie. Dotyczy to przede wszystkim ludzi bogatych. – Nie możemy przywiązać ludzi na siłę do miasta. Jeśli kogoś stać na dom pod miastem, np. w Słupnie, to żadna władza nie może mu tego zabronić. Jest to oznaka awansu społecznego – komentuje sytuację Hubert Woźniak z płockiego urzędu miasta.

Jak radzą sobie inni?

Ośrodki, z których ubywa mieszkańców, muszą sobie jakoś radzić. Problem ten nie dotyka tylko krajów rozwijających się, ale też tych o największej gospodarce. Podobne wyzwania stoją przed włodarzami miast w Japonii, Niemczech czy Włoszech.

Nasi zachodni sąsiedzi, mimo jednej z największych gospodarek na świecie i największej w Europie, od lat borykają się kłopotami demograficznymi. Już w 1961 roku podpisali umowę z rządem tureckim, dzięki której do RFN wyemigrowały setki tysięcy Turków, a niektóre szacunki mówią nawet o milionie. Wielu z nich sprowadziło za Odrę swoje rodziny i zostało w Niemczech na stałe, mimo iż w pierwotnym założeniu mieli tam pracować tylko kilka lat. Dużym szokiem było także zjednoczenie Niemiec. Wielu młodych mieszkańców byłego NRD uciekało na bogatszy zachód, w poszukiwaniu lepszego życia. Symbolem upadku miast we wschodnich landach jest miejscowość Wittenberge. Dobrze prosperujące w okresie zimnej wojny miasteczko stało się prawdziwym zagłębiem emerytów.

Duże niemieckie miasta też wpasowują się w światowy trend przenosin mieszkańców na obrzeża miast. Za wszelką cenę starają się jednak zatrzymać ludzi. W jaki sposób? Poprawiają infrastrukturę drogową, usprawniają komunikację publiczną. O trzech włoskich miasteczkach zrobiło się głośno, kiedy władze zdecydowały się wyprzedawać domy za… symboliczne 1 euro. Miast nie stać na utrzymywanie pustostanów, a w ten sposób chcą przyciągnąć nowych mieszkańców. Wiele państw Europy Zachodniej walczy o dzietność poprzez różnego rodzaju zasiłki socjalne, co daje pewne rezultaty. Specyficzne metody stosują Japończycy – rząd planuje… zapłacić za randki singli. Ponadto chce przesiedlić seniorów na prowincję, gdzie mieliby lepszą opiekę, a ludzi w kurczących się wioskach zastępują lalki.

Mamy potencjał!

Fot: Agnieszka Kwiatkowska
Fot: Agnieszka Kwiatkowska

Niewątpliwie, tkwi on w Orlenie, który jest motorem napędowym miasta. To właśnie koncern daje bezpośrednio pracę kilku tysiącom płocczan, a pośrednio na pewno kilka razy więcej. Jeszcze do niedawna mieszkańców przybywało. W kulminacyjnym momencie, pod koniec XX wieku, w Płocku mieszkało ponad 130 tysięcy mieszkańców, jednak od tamtego czasu ubyło już około 10 tysięcy osób. Co miasto może zrobić, żeby zachęcić mieszkańców do pozostania w Płocku?

– Staramy się być atrakcyjni. Przy remontowanych drogach umieszczamy ścieżki rowerowe, inwestujemy też w place zabaw czy siłownie pod chmurką. Są to działania ukierunkowane na poprawę jakości życia w mieście – mówi Hubert Woźniak. – Staramy się także wpłynąć na politykę rodzinną. Oferujemy tzw. kartę 3+, profilaktyczne programy zdrowotne oraz miejsca w nowoczesnych przedszkolach. Pragnę zauważyć, że już w tym roku szkolnym do przedszkoli zostało przyjęte każde dziecko, którego rodzice złożyli aplikację. Miejsc nie zabraknie nawet w przypadku wyżu demograficznego – dodaje.



Zdaniem demografów i socjologów, ten nam jednak nie grozi. Trzeba więc gimnastykować się podwójnie. Krytyczny stosunek do działań samorządu ma Jan Wyrębkowski, społecznik i Wiceprzewodniczący Komisji ds. współdziałania z uczelniami, organami administracji publicznej i stowarzyszeniami naukowo-technicznymi, który od dawna wskazuje na problemy demograficzne miasta.

– Ubywa stanowisk pracy. Pomimo dużego ubytku ludności, nie zmienia się liczba bezrobotnych! Płocki samorząd nie potrafi zadbać o wykreowanie pozytywnej przyszłości miasta! Nawet wyznaczenie Płocka do funkcji ośrodka regionalnego, już 5 lat temu w Koncepcji Przestrzennego Zagospodarowania Kraju 2030 przyjętej przez rząd w dniu 13 grudnia 2010 roku, nie wywołało impulsu do opracowania analiz strategicznych niezbędnych do opracowania rozwiązań, planów i strategii dla stworzenia możliwości wypełnienia przez Płock tej funkcji. Prognoza GUS też nie uruchamia działań płockiego samorządu dla przeciwdziałania widmu upadku miasta – mówi w rozmowie z nami.

Twierdzi też, że obecny samorząd „bawi się w budowanie miasta”. – Miasto jest kształtowane bez zdiagnozowania głównych problemów, poznania atutów obszaru, bez kreowania nowych czynników rozwoju. Miasto nie jest przystosowywane do uwarunkowań funkcjonowania. Nie jest zdefiniowany dla działań cel nadrzędny, którym dla Płocka powinno być stwarzanie optymalnego bezpieczeństwa dla ludności i bezpieczeństwa dla ulokowanej tu produkcji. Nie jest zdefiniowany główny cel strategiczny, do którego prowadzą uruchamiane działania. Wykreowanie pozytywnej przyszłości miasta wymaga uporządkowania całego procesu kształtowania miasta. Potrzebna jest analiza strategiczna Płocka, jego otoczenia i makro otoczenia. To pozwoli  na zdiagnozowanie głównych problemów, atutów obszaru i zdiagnozowanie nowych czynników rozwoju miasta. Analiza strategiczna powinna zdiagnozować dla Płocka istniejący duży potencjał, który w sposób istotny zmieni funkcjonowanie miasta. Jego wyzwolenie wymaga przyjęcia przez płocki samorząd roli lidera, który organizuje ścisłą współpracę samorządów i organów centralnych dla opracowania rozwiązań i planów zagospodarowania przestrzennego, strategii, harmonogramów, źródeł finansowania, koordynacji działań… – wskazuje.

I love Płock?

Taki napis niedawno przed swoim wejściem ustawiła jedna z płockich galerii. Internauci bardzo chętnie się przed nią fotografują. Hasło to wykorzystuje w promocji Płocka także ratusz. Ile ma to jednak wspólnego z rzeczywistością? Z rozmów z młodymi ludźmi można wywnioskować, że większość z nich z Płocka chce się wynieść i wracać nie zamierza. – Wybieram się na ścisłe studia do Torunia lub Warszawy. Czy wracam? Nie widzę tu dla siebie perspektyw – mówi jedna z tegorocznych maturzystek. Wśród nich utarło się stwierdzenie, że w Płocku nie się nie dzieje. – Miasto ma bardzo ubogą ofertę kulturalno-rozrywkową skierowaną do młodzieży – narzeka inna.

– Jeśli ktoś marzy o karierze pilota, śpiewaczki operowej czy konstruktora promów kosmicznych, to naturalne wyjedzie do większego ośrodka, który oferuje takie możliwości – zauważa Hubert Woźniak.

Fot. Rafael Dominik
Fot. Rafael Dominik

Czy to do końca prawda? Chyba niekoniecznie. Latem na płockiej plaży królują trzy duże festiwale muzyczne, interesujący jest też Vistula Folk Festival. W malowniczo położonym amfiteatrze też odbywają się ciekawe imprezy, jak choćby Płocka Noc Kabaretowa. W Orlen Arenie w rozgrywkach Ligi Mistrzów grają nasi piłkarze ręczni, a naprzeciwko nich piłkarze Wisły walczą o powrót do Ekstraklasy. Przypomnijmy, że przerwę zimową nasi piłkarze spędzą na fotelu lidera I ligi!

Młodzi ludzie borykają się jednak z problemem znalezienia dobrze płatnej pracy. Niektórzy potocznie nazywają Płock „miastem 1200 netto”. – W trakcie studiów w Toruniu udało mi się znaleźć pracę, którą wykonuję z domu. Przeniosłam się do Warszawy, choć rozważałam powrót do Płocka. Wielu moich znajomych nie miało jednak takiego szczęścia i o powrocie tutaj nawet nie myślało. Mój system pracy pozwala mi na nieograniczoną liczbę przeprowadzek, więc pewnie za jakiś czas wyniosę się z Warszawy. Nie uważam, żeby mieszkańcy któregoś z tych miast musieli mieć jakieś kompleksy, choć zawsze znajdzie się lepsza metropolia od tej, w której teraz mieszkamy. W przeciwieństwie do większości moich znajomych, biorę pod uwagę powrót do Płocka, bo uważam, że to spokojne miejsce do życia i założenia rodziny – mówi Agata Szymborska.

Fot. Rafael Dominik
Fot. Rafael Dominik

– Płock jest naprawdę fajnym miastem, ale z tego co widzę, mieszkańcy tego nie dostrzegają. W mieście w zasadzie nie ma korków, a już na pewno nie takich, jak w największych ośrodkach. Zapewniam, że wszyscy przyjezdni są zachwyceni malowniczym położeniem na skarpie i Wisłą, która w tym miejscu jest chyba najpiękniejsza w całej Polsce. Ponadto, Płock jest świetnie położony – w odległości 100 kilometrów są trzy większe ośrodki: Toruń, Łódź i Warszawa – mówi jeden z mieszkańców, który do Płocka przyjechał jeszcze w latach 90.

– Płock może być bardzo atrakcyjnym miastem, które zatrzyma mieszkańców oraz przyciągnie turystów i inwestorów, ale tego nie uzyska się jednak obecnymi metodami działań – zapewnia Jan Wyrębkowski.

A jakie Wy macie zdanie?

Zostań Patronem PetroNews.pl - Wspieraj swoje lokalne media KLIKNIJ!

REKLAMA

PowiązaneArtykuły

Komentarze 3

  1. Robert says:

    Proszę stworzyć komunikacje strategiczną. Szybkie połączenie z dużymi miastami w dużych ilościach to to co zachęci ludzi do sprowadzania się tu. Tego brakuje. Nawet transport kołowy jest słaby.

  2. Jurek says:

    A Polska może być mistrzem świata! Pan Kowalski może być milionerem! A Św. Mikołaj Prezydentem. Wszystko „może być” :)

  3. Jan Wyrębkowski says:

    Płock może być najbardziej atrakcyjnym polskim miastem! Lokalizacja miasta jest unikatowa i istnieje wiele czynników do podniesienia jego atrakcyjności, ale trzeba chcieć i potrafić to wykorzystać do stworzenia unikatowego wizerunku miasta, do jego rozwoju i dobrego funkcjonowania jako ośrodek regionalny z obszarem funkcjonalnym pomiędzy obszarami funkcjonalnymi Olsztyna, Warszawy, Łodzi i Torunia z Bydgoszczą!

    To trzeba zrobić! Samo się nie stworzy !!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Zgadzam się na warunki i ustalenia PolitykI Prywatności.

Reklama

Najchętniej dzisiaj czytane

Reklama


REKLAMA
  • Przejdź do REKLAMA W PŁOCKU