REKLAMA

Rentgen: Prześwietlamy płocką drukarnię

REKLAMA

Z mikrofonem i aparatem tym razem zaglądamy do jednej z najstarszych płockich firm, znanej z… tygrysa. Właśnie to zwierzę stało się inspiracją do wykonania nietypowej reklamy, przez wiele lat kojarzącej się z firmą Sochocki Reklama. Jak doszło do jej założenia i co kryje wielki budynek drukarni przy ul. Otolińskiej?

Z Waldemarem Sochockim, założycielem firmy Sochocki Reklama, spotykamy się w siedzibie drukarni, przy ul. Otolińskiej 28 w Płocku. Pierwsze pytanie jest oczywiste – co spowodowało, że pan Waldemar założył trzydzieści lat temu swoją firmę?

Na początku były… tabliczki

– Trochę był to przypadek, ale i moje marzenia – przyznaje Waldemar Sochocki. – Była to końcówka lat 80., prowadziłem wówczas warsztat ślusarsko-mechaniczny, co było zgodne z moim wykształceniem, bo jestem po technikum mechanicznym i technologiem po Politechnice – wyjaśnia.

PowiązaneTematy

Jak wspomina, wykonywał wtedy prace w metalu, różne oprzyrządowania, elementy do lamp oświetleniowych.

– Któregoś razu przyszedł klient, któremu coś uszkodziło się przy samochodzie. Zaczęliśmy rozmawiać i w pewnym momencie spytał, czy zrobię mu metalowe tabliczki. Przyjąłem zlecenie, tych tabliczek miały być setki sztuk. Zostałem wówczas postawiony przed problemem, w jaki sposób nanieść obraz na te tabliczki ostrzegawcze. Zastanawiałem się czy robić jakieś szablony, czy może malować na nich, ale ktoś powiedział mi, że tu trzeba użyć poligrafii i sitodruku. To był pierwszy raz, kiedy usłyszałem o tej metodzie – wspomina pan Waldemar.

To był 1987 rok. Pan Waldemar postanowił zrobić rozeznanie w tym temacie, a że akurat likwidowała się pracownia sitodruku w Płocku, postanowił ją odkupić. Właściciel dodatkowo nauczył go tej technologii. – A później to już była zabawa – uśmiecha się Waldemar Sochocki. – Do wszystkiego dochodziłem, popełniając ileś tam błędów, eksperymentując. Pierwsza była poligrafia na metalu, ale później przeszło to szybko również w innym kierunku, tworzyw sztucznych czy kartonu – opowiada.

Wyjaśnia, że technologicznie do druku sitodrukiem potrzebna jest klisza, dlatego początkowo zlecał to innej pracowni. Ponieważ jednak jest ambitny i lubi się uczyć, zainwestował w sprzęt komputerowy i opanował również tę technikę. – Jak już pojawiły się w firmie komputery, to za nimi urządzenia do produkcji reklam, w tym plotery do wycinania folii. Przez 30 lat park maszynowy wymienił się wielokrotnie, podobnie jak komputery. Dopiero obecnie mogę mówić o tym, że zebrany jest komplet maszyn, które łącznie tworzą całość technologiczną, dającą możliwość ciekawej oferty dla klientów – przyznaje.

Dzięki temu, nie oferuje jedynie wydruków, a np. kompozycje przy pomocy różnych technologii, tworząc dość złożony i zaawansowany produkt.

fot. Wiktor Pleczyński

Historia płockiej reklamy…

Co na początku był dla niego najtrudniejsze? – Ciągła nauka, która trwa nadal – mówi zdecydowanie nasz rozmówca. – Nadal nie mam takiego momentu, w którym mogę powiedzieć, że w firmie mam już wszystko i wiem już wszystko. Ciągle pojawiają się nowe technologie, nowe oprogramowanie, nowe maszyny, to permanentne szkolenie siebie i ludzi – przekonuje właściciel drukarni reklamowej.

Czym różni się praca sprzed 30 lat od tej współczesnej? – W zasadzie moja praca różni się tylko technologią i narzędziami – mówi po chwili zastanowienia. Sięgając głębiej dodaje jednak, że i potrzeby klientów się zmieniły.

– Początek mojej działalności to było uwolnienie wolnego rynku w Polsce, więc dla wielu był to szok, że grafiki się nie maluje. Nowością były nawet folie samoprzylepne, które dzisiaj są już na porządku dziennym. Nic dziwnego, kiedyś reklamy były malowane za pomocą szablonów albo przerysowywane ze wzorów przez uzdolnionego artystę. Grafika była, siłą rzeczy, uboga we wzory i kolory – tłumaczy Waldemar Sochocki.

Przypomina, że po uwolnieniu rynku nastąpił szał reklamowy. – To był nieopanowany rynek, firmy prześcigały się w różnorodności swoich reklam. Nawet na pasie pomiędzy jezdniami w Alejach Kobylińskiego czy Jachowicza, co kilkanaście metrów stała tablica reklamowa, co dla ówczesnej władzy było dodatkowym zarobkiem za zajmowanie pasa drogowego. Całe miasto było oreklamowane, wszędzie stały konstrukcje – wspomina.

Później, jak tłumaczy, nastąpił przesyt, zaczęto ograniczać pozwolenia, a następnie wymówiono wszystkim umowy dzierżawy i wyczyszczono całe miasto z reklam. Teraz natomiast mamy sporo billboardów i banerów na ogrodzeniach czy budynkach, co – jeśli wejdzie w końcu w życie uchwała krajobrazowa – być może ponownie zostanie ograniczone.

fot. Wiktor Pleczyński

Ograniczenia reklamowe w zakresie kształtu czy koloru z okresu początków reklamy w Polsce, obecnie wydają się nie do pomyślenia – teraz wszystko co może powstać na komputerze, drukarnia Sochocki jest w stanie wydrukować na dowolnym podkładzie, jak folia, siatka czy twardy materiał.

– Reklamy są już drukowane bezpośrednio na płytach PCV czy płytach aluminiowych, kompozytowych, dzięki czemu reklama jest gotowa od razu po wydrukowaniu, nie trzeba jej naklejać – wyjaśnia nasz rozmówca. Można też dodatkowo, po wydrukowaniu na płycie, wyciąć pożądany przez klienta kształt na frezarce.

– Sposób reklamowania się klientów zmienia się, nacisk przeszedł z reklam wielkopowierzchniowych głównie na internet, niekonwencjonalne formy reklamy – mówi Waldemar Sochocki. – Oznacza to utratę rynku – przyznaje, dodając, że kiedyś zatrudniał dużo pracowników w warsztacie ślusarskim, który teraz już właściwie nie istnieje.

Ale zmienia się też rynek przedsiębiorców. Upada rynek rzemieślników, szewców, krawcowych, zegarmistrzów, a wraz z nim upadają powiązane z nimi rynki. – Obecnie naszym klientem jest głównie przemysł, właściwie całkowicie zmieniła się struktura klientów – potwierdza pan Waldemar.

Moja specjalność? Nietypowe konstrukcje

Czy pamięta swoje najdziwniejsze lub najtrudniejsze zlecenie? – Pamiętam dość dziwne – uśmiecha się. – Klient zamówił reklamę planszową, stojącą przy drodze. Określił przy tym warunki: ogromna plansza w kolorze czarnym, a na niej duży napis w kolorze odblaskowym pomarańczowym. Przez kilka spotkań „walczyłem” z klientem, wykonując mu różne projekty graficzne, dając inne propozycje, bo, mówiąc wprost, wstydziłem się zrobić taką reklamę. Jeśli ktoś dowiedziałby się, że to ja zrobiłem takie paskudztwo, byłoby mi naprawdę wstyd. W końcu klient ustąpił, wykonaliśmy reklamę według naszego projektu, zamontowaliśmy. Ale klient wychodząc powiedział: „A ja tamtą i tak sobie zrobię” – śmieje się Waldemar Sochocki.

Jak teraz wygląda działalność drukarni? – Zawsze poprzedniego dnia ustalamy, co jest od rana do zrobienia, więc po otworzeniu firmy każdy bierze się za swoje zadania – mówi pan Waldemar, oprowadzając nas po ogromnym budynku drukarni. – Zaczynamy od przeczytania e-maili, sprawdzamy też czy nasi stali klienci nie mają jakichś potrzeb. Czasem zdarza się, że dochodzi do jakiejś awarii, albo okazuje się, że stały klient daje nagłe zlecenie, które jest na „już”. Chwilami jest nerwowo – przyznaje.

fot. Wiktor Pleczyński

Opowiada, że niedawno doszło do awarii frezarki, podczas kiedy musieli na szybko wykonać dla klienta elementy metalowe. – Była próba uruchomienia maszyny i stres, bo zadanie było terminowe. W końcu okazało się, że w ustawieniach frezarki trzeba było zaznaczyć dwa dodatkowe punkciki, które powodowały przekłamania maszyny. Frezarka ruszyła i była wielka ulga – uśmiecha się.

Tłumaczy jednak, że poza ekstremalnymi wydarzeniami, jego praca uspokoiła się. Doświadczenie kadry powoduje, że może nawet pozwolić sobie czasem na większy luz w pracy. Jest jeden wyjątek – zlecenia nietypowe, w których Waldemar Sochocki się specjalizuje. To on wymyśla sposób rozwiązania nawet najbardziej wymyślnego projektu. – Chyba część klientów już przyzwyczaiła się, że przychodzi do mnie z problemami natury technologicznej – mówi właściciel drukarni.

Wyjaśnia, że wynika to z jego zamiłowania do techniki. – Zawsze byłem konstruktorem, bo to mój zawód. Kiedy organizowałem warsztat ślusarski, były bardzo skromne czasy, nie było narzędzi. Dlatego wiele maszyn czy oprzyrządowań musiałem wykonać samodzielnie, w tym np. wiertarkę warsztatową, prasę hydrauliczną, a nawet spawarkę spawającą prądem stałym, którą przez wiele lat wykorzystywałem w pracy – wspomina.

Rzeka, moja miłość…

Wielką miłością pana Waldemara, oczywiście oprócz żony, jest rzeka. – Miałem z nią do czynienia już od dzieciństwa. Kiedy przyjechałem do Płocka w wieku 14 lat, marzyłem, żeby mieć łódkę, dzięki której mógłbym pływać. W końcu postanowiłem zbudować swój jacht żaglowy. Kupiłem projekt od konstruktora, przerobiłem go do własnych celów i wykonałem pierwszy jacht żaglowy, formując go w piance. Ta technologia, choć pracochłonna, pozwala na wykonanie prototypów – wyjaśnia.

Ciekawostką jest, że przy testowaniu nowej łodzi, pan Waldemar… wziął udział w regatach. – Po zwodowaniu wypłynęliśmy na rzekę, oczywiście w kamizelkach, a wtedy warunki na Wiśle zmieniły się na bardzo niekorzystne. Mocno powiało, co wywołało w nas strach, czy łódka będzie stabilna. Okazało się, że ma doskonałe właściwości stabilizujące. Wtedy kolega wpadł na pomysł, żeby popłynąć do Nowego Duninowa, w którym nazajutrz odbywały się regaty. Popłynęliśmy i… zajęliśmy drugie miejsce – śmieje się Waldemar Sochocki.

Pływał tą łódką kilka lat, zawsze zajmując miejsce w pierwszej trójce. Jak przyznaje, do dzisiaj ma do niej sentyment.

Waldemar Sochocki na swojej pierwszej łodzi, fot. archiwum prywatne

Około 10 lat temu okazało się, że siedziba, w której pracowali to dla rozwijającej się firmy za mało. – Postanowiliśmy wybudować nową siedzibę, właśnie tę, w której teraz jesteśmy. Osiem lat temu wprowadziliśmy się tutaj, a stworzyło nam to ogromne możliwości. Duża hala, w której możemy oklejać samochody, pracownie, maszyny, wszystko ma swoje miejsce. Chyba mogę powiedzieć, że jest to sukces, iż firma Sochocki Reklama nie tylko 30 lat utrzymała się na rynku, ale i drobnymi krokami rozwija się – mówi Waldemar Sochocki.

Mogę zrobić płocką wersję Hollywood

Jak obecnie wygląda jego firma? – Najpierw klient kontaktuje się z recepcją, gdzie przekazuje swoje potrzeby. Później idzie to do pracowni komputerowej, gdzie wykonujemy wizualizację dla klienta. Po akceptacji, projekt przekazujemy do realizacji. W zależności od tego, czego klient oczekuje, taki pracownia otrzymuje projekt. Począwszy od najprostszych, wykonanych przy pomocy plotera, poprzez druki, w tym bardzo popularny solwent. Postawiliśmy jednak przede wszystkim na technologię UV, w której, w odróżnieniu od solwentu, farba nie twardnieje po odparowaniu rozpuszczalników, tylko poprzez utrwalanie w promieniowaniu UV, podobnie jak przy plombowaniu – opowiada.

Ta technologia sprawia, że promieniowanie słoneczne nie wpływa negatywnie na kolorystykę reklamy, a wręcz przeciwnie, utrwala ją. Pozwala też na zamieszczanie grafiki bezpośrednio nie tylko na materiałach elastycznych, ale i sztywnych, jak np. płyty PCV czy kompozyty aluminiowe.

W Sochocki Reklama można też wykonać druk wypukły, trójwymiarowy, dzięki czemu można uatrakcyjnić swoją reklamę. Maszyna ma także funkcję lakierowania, co sprawia, że nasz wydruk może być częściowo matowy, a częściowo błyszczący. – Przy pomocy tej maszyny drukujemy np. przypinki reklamowe czy pamiątkowe – tłumaczy Waldemar Sochocki. Tą metodą można również wykonać druk Braille’a albo np. nietypowe, wypukłe wizytówki.

fot. Wiktor Pleczyński

Jednym z wyrobów firmy pana Sochockiego są trójwymiarowe litery, które mogliśmy zobaczyć np. przed płockim ratuszem z napisem „I Love Płock”.

– Możemy je wykonać na wiele sposobów. Najprostszym jest wycięcie z pianki, w tym przypadku znaki graficzne mogą mieć do 10 cm grubości. Innym sposobem jest frezowanie z płyty pleksi o grubości 3 cm. W niej umieszczamy w środku oświetlenie, dzięki czemu litera jest podświetlana diodowo, gotową do zamieszczenia na elewacji. Wykonujemy też litery przestrzenne z taśmy aluminiowej po bokach i pleksi. Są to litery wybitnie pod oświetlenie zamieszczane na budynkach. Tą technologią możemy wykonać litery od 20 cm do nawet 1,5 metra. Mogę więc wykonać np. płocką wersję napisu Hollywood – wyjaśnia właściciel firmy reklamowej.

Jak widać, możliwości wykonania reklamy są bardzo duże. Waldemar Sochocki zapewnia, że można również łączyć poszczególne techniki, jak laminowanie, klejenie, frezowanie, dzięki czemu istnieją właściwie nieograniczone sposoby na atrakcyjne i nietypowe formy reklamy.

fot. Wiktor Pleczyński

Chciałbym poświęcić się pasji…

Ponad trzydzieści lat na rynku – czy prowadzenie firmy tyle czasu nie męczy naszego rozmówcy? Nie wolałby poświęcić się już wypoczynkowi i pasji?

– Zamarzyło mi się, żeby wrócić do statku – przyznaje. – Zaprojektowałem i wykonałem jacht motorowy, co wymagało ode mnie nauczenia się oprogramowania komputerowego do projektowania łodzi, opracowania technologii, dzięki której z programu komputerowego projekt przenieśliśmy na warsztat, wykonania odpowiednich stelaży, oprzyrządowania pomocniczego, zbudowania kadłuba, wyposażenia go. To kolejne wyzwanie, które mnie pochłonęło, ale statek powstał. Wystawiłem go na sprzedaż i już myślę o budowie kolejnej jednostki, tym razem większej – śmieje się pan Waldemar.

Dodaje, że jego marzeniem jest, aby firma działała już sama, a on chciałby zająć się projektowaniem i wykonywaniem statków. – Ciekawostką jest, że w swoim życiu wykonywałem nie tylko statki, ale i samochody terenowe. Takim samochodem pojechałem kiedyś na rajd w okolicach Opola, gdzie jest poligon czołgowy. Startowałem pierwszy raz, zrobionym przez siebie samochodem, a zdobyłem srebrny puchar – mówi z dumą.

Na tym aucie się nie skończyło, było po drodze kilka samochodów terenowych, aż w końcu przyszła pora na używanego mercedesa G klasy, którego przerobił i jeździ nim dotychczas. – To potężna maszyna, używam go nawet do odśnieżania naszego placu czy holowania statku – uśmiecha się pan Waldemar.

fot. Wiktor Pleczyński

Co żona mówi na takie nietypowe pasje? – Jestem chyba nielicznym ze szczęśliwców, bo żona wspiera mnie we wszystkim, nie stawia mi żadnego weto, choć są to rzeczy kosztowne i czasochłonne. Na pewno nie każda żona zgodziłaby się na to, żeby mąż kilkaset godzin spędził na hali, pracując nad swoją pasją. Jedyny zakaz nastąpił wówczas, gdy zamarzyło mi się dosiąść również maszyn latających czy jednośladów. „Musisz mi na długo starczyć” mówi do mnie, więc z tym nie walczę – śmieje się Waldemar Sochocki.

Czy gdyby ktoś chciał odkupić jego firmę, zgodziłby się na to? – Mam w sobie tyle pasji, taką ciekawość świata, że pewnie tak – mówi po dłuższej chwili. – Chciałbym wykorzystać resztę życia na spełnienie swoich marzeń – przyznaje.

Sochocki Reklama
ul. Otolińska 28
09-407 Płock
tel. 24 262-82-18
sochockireklama@interia.pl
sochockireklama.pl