REKLAMA

„Rzeczywiste/Wyobrażone”. Nowa wystawa malarstwa w Płockiej Galerii Sztuki [ZDJĘCIA]

REKLAMA

W tym roku akurat tej wystawy, choćby nawet „waliło się i paliło”, zdecydowanie nie mogło zabraknąć, ponieważ już od wielu lat stała się ona oczekiwanym przez płocką publiczność wydarzeniem kulturalnym, podsumowującym dokonania miejscowego środowiska artystycznego.

Niestety czasy, w których przyszło nam żyć nie należą do najspokojniejszych; świat dotknęła pandemia zbierająca śmiertelne, obfite żniwo, a wraz z nią targają nami kolejne kryzysy i jak na razie pocieszających wieści wciąż jest, jak na lekarstwo. Czy zatem ogólna atmosfera globalnej hekatomby odcisnęła się na twórczości płockich artystów, czy podjęli się transpozycji naszych obaw, lęków na język artystycznej wypowiedzi, a może zwrócili uwagę na inne aspekty tego co rzeczywiste, a co wyobrażone?

PowiązaneTematy

W piątkowe popołudnie,10 grudnia br., na wernisażu zaprezentowano zebranej licznie publiczności 75 prac. W wystawie wzięło udział 22 artystów: Katarzyna Bąkowska-Roszkowska, Laura Dyczko, Dorota Goleniewska-Szelągowska, Dorota Nadrowska-Guściora, Iwona Korgul-Wyszatycka, Anna Krzemińska, Aniela Ewa Lewandowska, Anna Macionek-Stańko, Wiesław Nadrowski, Stanisław Płuciennik, Zofia Samusik-Zaremba, Magdalena Sikorska-Tokarska, Stanisław Staniewski, Andrew Stewart, Eugeniusz Szelągowski, Maria Weigl-Wojnarowska i Szymon Zaremba.

Godnym odnotowania jest także debiut artystów młodego pokolenia, którzy po raz pierwszy wzięli udział w tym wydarzeniu; na wystawie mogliśmy zapoznać się z twórczością Doroty Kwiatkowskiej, Dawida Ławickiego, Dominika Mikołajczyka, Karoliny Pniewskiej i Sylwii Wyszyńskiej.

W jaki sposób tak szeroka plejada płockiego środowiska artystycznego podeszła do „zadanego” tematu? Oczywiście niepodobna opisać tak wielu wrażeń i konstatacji choćby w telegraficznym skrócie, jednakże nie można też uniknąć pewnych porównań do poprzednich przeglądów twórczości, tak cenionych przez nas artystów.

I tak Katarzyna Bąkowska-Roszkowska jak zwykle umiejętnie operuje nastrojem swych obrazów, przedstawiających naturę nieuchronnie zawłaszczającą kruche wytwory człowieczej cywilizacji. Tym niemniej obecnie w jej pracach pojawiły się elementy grozy, które mącą dotychczasowy spokój; ponadnaturalnych rozmiarów mucha w środku emanującego niepokojem pejzażu, czy też aligator zmierzający w stronę lichego, ludzkiego domostwa, który przycupnął w gigantycznej wiklinie – budzą przerażenie, co do dalszego biegu wydarzeń.

Do tej pory monumentalne panoramy Andrew Stewarta napawały nas spokojem, sprzyjały niemal terapeutycznej kontemplacji nad pięknem otaczającego nas świata i znanego nam pejzażu. Obecnie malarz nie kryje, że jego prace są manifestem zwracającym naszą uwagę na zagadnienie nieuchronnie zbliżającej się ekologicznej katastrofy, wołaniem o zejście z kolizyjnego kursu skazującego naszą cywilizację i znany nam świat na zagładę.

Być może nie tyle jasne deklaracje, co raczej przeczucia pojawiły się także w obrazach Marii Weigl-Wojnarowskiej. Tym razem artystka znana nam z prac o tematyce przyrodniczej, a przede wszystkim ujmujących, czarodziejskich portretów zwierząt i roślin, teraz zaprezentowała nam obrazy, które, jak sama stwierdziła, w nieuświadomiony do końca sposób niosą ze sobą jakąś tajemnicę, a nawet grozę.

Egzystencjalną tematykę upływu czasu, przemijania, czyli kategorii naszego życia, która w całości znajduje się poza naszą kontrolą i jakimkolwiek oddziaływaniem, podjęła w swych pracach Zofia Samusik-Zaremba. Być może w swych rozważaniach posuwam się zbyt daleko, jednakże nie da się nie zauważyć, że te alegoryczne przedstawienia rozgrywają się pośród roślinności, która wydaje się zmrożona jakimś wiecznym chłodem, pogrążona w stanie hibernacji, dając nam tylko nieliczne oznaki życia.

Zupełnie zbliżony obszar poszukiwań pochłonął Szymona Zarembę. Jego cztery tryptyki nawiązują do zagadnienia, w jaki sposób każdy z nas pozostawia po sobie ślad, jak nasza obecność – trwanie i przemijanie oddziałuje na otaczającą nas rzeczywistość, a szczególnie na żywioły. Artysta zawarł w swych pracach zagadki numerologiczne i astrologiczne przeznaczone dla wytrwałych poszukiwaczy ukrytych symboli.

Od dawna jestem pod wrażeniem malarstwa akwarelowego Iwony Korgul-Wyszatyckiej. Barwne „plamy – sugestie” konstruują krajobraz, który w ten sposób staje się zarówno pospiesznym szkicem, malarskim zapisem, jak również niezwykle trafną syntezą. Wydaje się, że dwie akwarele, które zostały zaprezentowane na tegorocznej wystawie zostały ponadto wyposażone w pewne elementy symboliczne, czerpiące swe źródło z motywów otaczającej nas przyrody.

Dorota Goleniewska-Szelągowska swymi płótnami odsuwa nasze myśli od pandemicznej perspektywy; drobiazgowo składa i kolekcjonuje drobne artefakty, takie jak muszle, piórka, kamyki, w których zaklęła wspomnienia wywołujące przyjemne emocje. Jej martwe natury skąpane światłem nie pasują do określenia „martwe”; zdecydowanie bardziej adekwatnym staje się tu angielski zwrot „ciche życie”, bowiem obrazy wibrują kolorem w rozgrzanym słońcem powietrzu, uspakajają nas i są rodzajem ożywczego katharsis.



Podobny wydźwięk znajdziemy w olejach Anny Macionek-Stańko. Tu sceny spokojnego popołudnia, chwili relaksu również niosą ze sobą podmuch gorącego lata, zapach ziół i brzęczenie owadów uwijających się wśród kwiatów, tu też znajdziemy wytchnienie od codziennych trosk i globalnych problemów zakłócających naszą wewnętrzną równowagę.

Nie sposób pominąć milczeniem artystów młodego pokolenia, debiutujących na tej cyklicznej wystawie; zdecydowanie zaznaczyli swą obecność świeżością spojrzenia i różnorodnością podejmowanej tematyki. Mnie osobiście urzekły swym rozmachem i bezkompromisowością drzeworyty Dawida Andrzeja Ławickiego, ale nie wątpię, że każdy z nas znajdzie tu interesującą dla siebie propozycję.

Tymczasem do klasyki rysunku odwołał się jeden z nestorów płockiego środowiska artystycznego Stanisław Staniewski, przedstawiając nam perfekcyjne sceny z polskiej wsi, obrazy chat krytych strzechą wykonane tuszem i sangwiną. W podobnej stylistyce inspiracji poszukał także Eugeniusz Szelągowski, co zaowocowało ujmującym widzów klasycznym tryptykiem, składającym się na studium postaci kobiecej.

Na przeciwległym biegunie pod względem zastosowanych technik artystycznych lokują się druki cyfrowe Wiesława Nadrowskiego, który sięgając się do swych wspomnień, nawet z dzieciństwa, komponuje z fotografii swój na wskroś osobisty album, wywołujący w nim pozytywne emocje.

Preferująca minimalizm form Laura Dyczko tym razem zaprezentowała cykl prac pt. „Krzyżykiem” wykonanych foliopisem. Odnosi się w nich zarówno do haftu łemkowskiego, jak też pewnych elementów unizmu Władysława Strzemińskiego, poszukując tym samym asocjacji pomiędzy pamięcią indywidualną a tożsamością zbiorową.

Swój artystyczny komentarz do bieżących wydarzeń zawarła w swych akrylach na tkaninie Anna Krzemińska. Prace nie tylko zaskakują bogactwem abstrakcyjnych form, są one swoistym wezwaniem do odnalezienia ogólnej harmonii. Jak sama stwierdza, „nadszedł czas na przebudzenie, odzyskanie świadomości poprzez to, co ukryte w głębi duszy; na misterium, rytuał głęboko zakorzeniony w świeckiej pobożności, który odnowi energię i ład Kosmosu”.

Przedstawiłem tu tylko niektóre z artystycznych propozycji postrzegania świata rzeczywistego i eksploracji tego wyobrażonego, przygotowanych przez naszych twórców. Bez wątpienia, w czasie tegorocznego przeglądu dosyć mocno zarysowały się trzy postawy artystyczne; po pierwsze, problemy związane z pandemią, a szerzej z ekologicznym zagrożeniem ujawniły kruchość naszej egzystencji, uświadomiliśmy sobie, że nasze ciche i godne przemijanie być może bezpowrotnie odeszło w niepamięć; z drugiej strony sztuka tym bardziej w obecnych czasach staje się dla nas błogosławieństwem przynoszącym ulgę, pociechę i wytchnienie. Po trzecie, artystyczna wypowiedź może nam podsunąć rozwiązania, w jaki sposób wyjść z globalnego impasu, jak uratować znany nam, rzeczywisty świat.

Wystawa „Rzeczywiste/Wyobrażone” stała się siłą rzeczy doskonałym podsumowaniem roku jubileuszowego z okazji 40-lecia działalności Płockiej Galerii Sztuki. Z tego też względu stworzyła się doskonała okazja ku temu, aby uhonorować nasze środowisko artystyczne. W imieniu Prezydenta Miasta Płocka Andrzeja Nowakowskiego medale „Laude Probus” wręczyła Monika Maron, Dyrektor Wydziału Kultury i Wspierania Inicjatyw Społecznych.

Zostali nimi wyróżnieni twórcy legitymujący się wieloletnim, wybitnym dorobkiem i aktywnością na niwie kultury: Zofia Samusik-Zaremba, Maria Weigl-Wojnarowska i Stanisław Staniewski. Wszyscy artyści biorący udział w wystawie odebrali listy gratulacyjne. Nie mniejszy zaszczyt przypadł również Dyrektor Galerii Alicji Wasilewskiej i pracownikom Płockiej Galerii Sztuki, uhonorowanym przez Marszałka Województwa Mazowieckiego Adama Struzika medalem „Pro Masovia”.

Nagrodzonym serdecznie gratulujemy i liczymy na to, że wciąż będą nas inspirować, wzruszać i zachwycać.
Wystawa będzie czynna do 9 stycznia 2022 r.

Fot. Waldemar Robak
Fot. Waldemar Robak
Fot. Waldemar Robak
Fot. Waldemar Robak
Fot. Waldemar Robak

Zostań Patronem PetroNews.pl - Wspieraj swoje lokalne media KLIKNIJ!

REKLAMA

PowiązaneArtykuły

Komentarze 1

  1. seniorka says:

    Mam wrazenie ze artysci z plockiego srodowiska powinni troche popracowac nad swoimi obrazami i wlozyc wiecej serca. Sa malo ciekawe To wymaga wiecej dodatniej tworczej krytyki. Nie krytykanctwa, ktore niszczy. Zazn tworze i swoja technike poglebiam poza plockim srodowiskiem .I wiem ile trzeba ciezkiej pracy by cos stworzyc

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Zgadzam się na warunki i ustalenia PolitykI Prywatności.

Reklama

Najchętniej komentowane 7 dni

Reklama


REKLAMA

  • Przejdź do REKLAMA W PŁOCKU