Płockie recenzje. Robin Hood: Początek

REKLAMA

Jaką opinię ma nasz czytelnik po obejrzeniu w NK Przedwiośnie najnowszej produkcji o Robin Hoodzie? Czy ta wersja opowieści o najsłynniejszym rozbójniku z Sherwood zyskała jego uznanie? Zapraszamy na „Płockie recenzje”!

Opis producenta

To zupełnie nowe spojrzenie na postać jednego z najsłynniejszych bohaterów wszech czasów. Robin Hood wyrasta tu na pierwowzór wielu współczesnych superbohaterów. Robin Hood to już nie rozbójnik z Sherwood, ale wojownik gotów rzucić wyzwanie potężnej armii i skorumpowanej władzy.

Zrealizowana z wielkim rozmachem, pełna przygód, wielkich scen bitewnych i humoru opowieść o narodzinach legendy Robina z Sherwood.

PowiązaneTematy

Zaprawiony w bojach podczas wypraw krzyżowych Robin z Loxley powraca w rodzinne strony, gdzie odkrywa, że jego zamek został splądrowany, a ziemie skonfiskowane przez chciwego Szeryfa z Nottingham. Co gorsza, ukochana Robina – piękna Marion, dając wiarę fałszywej wieści o jego śmierci, poślubiła innego mężczyznę. Żądny zemsty i sprawiedliwości Robin postanawia stanąć w obronie uciśnionych mieszkańców Nottingham. Jego kompanem i nauczycielem staje się dawny wróg Mały John. Już wkrótce w mieście pojawia się tajemniczy wojownik w saraceńskim kapturze, który obiera bogatym i rozdaje biednym. Szybko okaże się jednak, że okoliczności wymagają działań na większą skalę, bowiem Szeryf wraz z kościelnymi dostojnikami planują zdradę, która może zagrozić całemu królestwu. Robin musi więc zgromadzić siły zdolne do otwartej walki z regularną armią.

Recenzja czytelnika

Czwartkowy wieczór, na dworze mroźno i ciemno, więc ze znajomym uznaliśmy, że dużo przyjemniejszym niż siedzieć w domu, czy spacerować po mrozie, będzie wyjście do kina. Teraz podstawowy problem: „na co?”.
Po rozmowie opartej na odrzucaniu tego, co już któryś z nas zdążył obejrzeć wcześniej, doszliśmy do wniosku, że mamy ochotę na coś pełnego akcji, dynamiki. Padło na „Robin Hood’a”, gdyż jego zwiastun obiecywał pełne napięcia sceny, czego oczekiwaliśmy. Godzina 18.20, seans czas start!

Robin Hood – każdy wie kim był i jak wyglądała jego historia. Zabierał bogatym, by móc oddać biednym, gnębionym przez wyższe sfery. Historia ta była interpretowana na wiele sposobów, więc można się zastanawiać nad tym, czy kolejna wersja ma szansę czymś zaskoczyć?

Może. W tym wypadku reżyser (Otto Bathurst) postawił na efekty specjalne i mimo niepochlebnych opinii, porównań do Matrixa, film według mnie się broni. Wygodne fotele, dużo miejsca. Te aspekty sprawiają, że można się skupić na samym filmie.

Opowiada on o przemianie młodego mężczyzny, któremu nigdy nic nie brakowało (miał wszystko: dom, bogactwo, status i ukochaną) w człowieka, który musi walczyć, podejmować trudne decyzje, przewodzić społeczeństwu nie tylko jako osoba wyżej postawiona, ale jako przywódca, który sam stanie na czele ludu i poprowadzi ich ku zwycięstwu. Bardzo ciekawym zabiegiem było pokazanie głównego bohatera, jako człowieka który nie tylko był bohaterem i walczył, ale miał chwile zwątpienia oraz czuł ból i strach. Dzięki temu jego postać jest bardziej prawdziwa.

Film pod względem rozgrywającej się akcji był bardzo dynamiczny. Czasem były momenty, przez które mógł się kojarzyć z wymienionym wcześniej Matrixem, ponadto niektóre sceny były bardzo przewidywalne. Można się zastanowić jakim cudem Szeryf nie domyślił się, że Robin z Luxley jest Robin Hood’em. W końcu ograbił go z całego majątku, a tytułowy bohater nagle zaczął bardzo wspierać finansowo Nottingham. Ponadto, zbyt szybko doszło do pokonania Szeryfa jako jednostki (wydaje mi się, że ciekawszym zabiegiem byłyby sceny dodatkowe, z jakąś nieudaną próbą odbicia Hood’a, rozwinięcie wątku).

Mimo tego, że nie jest to film szczególnie poruszający, warto go obejrzeć, zwłaszcza w kinie. Akurat podczas naszego seansu frekwencja na seansie nie była duża. Z drugiej strony jednak można było się poczuć wyróżnionym oglądając film w tak małym gronie. Czekam na kolejną część gdyż twórca filmu zostawił „otwartą furtkę”. Akcja filmu kończy się zwycięstwem nad grabieżcami, ucieczką z miasta, ale co dalej? Mam nadzieję, że niebawem się dowiem.

Krzysiek