Ladies and gentlemen! Wschodzi nam nowa, polska gwiazda!

REKLAMA

Dlaczego rozpocząłem swój wywód niemal rytualnym wezwaniem? Albowiem rzecz się tyczy legendarnych kortów Wimbledonu. Mamy nową, tenisową gwiazdę, kto wie, czy nie następczynię Agnieszki Radwańskiej!

W juniorskim turnieju Iga Świątek ze zdecydowaną przewagą pokonała wszystkie rywalki, a sobotę podniosła w górę tak pożądany dla tysięcy nastolatek, uprawiających tę dyscyplinę sportu puchar – legendarne trofeum najstarszego, wielkoszlemowego turnieju na świecie. Byłem świadkiem wybuchu radości płockich entuzjastów „białej dyscypliny”, przeżywali ten fenomenalny wynik tak samo, jakby w finale na kultowej trawie zwyciężyło ich własne dziecko!

Wielu z nas pewnie się zastanawia, cóż to za przedziwna dyscyplina sportu, charakteryzująca się iście angielskim liczeniem punktów, niezrozumiałym rozgrywaniem meczów, różnorodnością stylów gry, łamiącym schematy i tak ukochane statystyki? Wystarczy wspomnieć „kieszonkowego” tenisistę Fabrice Santoro, czy też Dominikę Cibulkową, którzy z racji swego wzrostu nie podają serwisów z wysokości „drugiego piętra”; za nimi jednakże są pozostające w pamięci niezwykle pasjonujące, pełne finezji, epickie pojedynki, które zapisały się w historii tenisa.

PowiązaneTematy

Chcę w tym miejscu powiedzieć, że tenis jest jedną z ludzkich aktywności, która uwielbia różnorodność, nie poddaje się standaryzacji, a przede wszystkim potrafi wciągnąć na całe życie, a nawet je zdominować. Każde pierwsze zagranie, piłka, którą odbijasz i wiesz, że mogłyby ją oglądać wszystkie stadiony świata pobudza do jeszcze większego wysiłku; chwila kiedy czujesz, że nie masz już sił na cokolwiek, pozostawiłeś mnóstwo energii na przysłowiowej „cegle” i jedziesz już tylko „na oparach”, a potem powraca siła, jasność umysłu i spokój, który jawi się niczym buddyjska medytacja – tu właśnie przekraczasz granice niemożliwego.

Iga Świątek, fot. profil facebookowy

Nie bez znaczenia jest również bezpośrednia, indywidualna rywalizacja, zaplanowanie taktyki meczu, zaskoczenie przeciwnika, ocena własnych umiejętności, błyskawiczne podejmowanie decyzji wobec sytuacji pojawiających się w trakcie gry; nie do przecenienia jest również własna inwencja. Przy tym w razie niepowodzenia nie ma kolegi, a nawet całego zespołu, czy też trenera, na którego można by scedować odium porażki. Zalety tej dyscypliny można by mnożyć w nieskończoność. Podsumowując – niech ktoś powie, że ten sport jest nudny…

Nietrudno się domyślić, że ja również jestem uzależniony, bez zawstydzenia mogę podnieść się z krzesła i powiedzieć – Jestem anonimowym tenisistą! W tym miejscu nie jest ważne, czy osiągam jakiekolwiek sukcesy, bo tenis to styl życia, sposób myślenia, recepta na cywilizowane uwolnienie naprężonej do granic wytrzymałości bańki stresu.

Powróćmy w tym miejscu do naszej tryumfatorki. Jej sukces nie podlega żadnej dyskusji, jest osiągnięciem w skali światowej. Tak rozpoczynały wszystkie mistrzynie tego „białego sportu”, od pucharu lub też finału w jednym z juniorskich, wielkich szlemów. Polską drogę rozpoczęła w 1995 roku Aleksandra Olsza, jej sukces na legendarnych kortach Wimbledonu powtórzyła w 2005 roku Agnieszka Radwańska, a w dwa lata później jej siostra Urszula. Tu chcąc rozwiać wszelkie wątpliwości chciałbym wyjaśnić, że jeżeli ktoś jest notowany w pierwszej setce światowego, tenisowego rankingu, to bezsprzecznie prezentuje mistrzowski poziom i przysłowiowe „pudło” ma niemal na wyciągnięcie ręki, albo być może na jedno spektakularne zagranie…

Nasza Iga Świątek jest warszawianką, ma 17 lat. Już wcześniej dała się poznać sympatykom tenisa. Spektakularne sukcesy odnosi już od 2015 roku, jednakże dziś może się pochwalić tegorocznym zwycięstwem we French Open w grze podwójnej i oczywiście wimbledońskim, wczorajszym sukcesem.

Nasza mistrzyni ma charakterek i chciałoby się powiedzieć, że akurat w tym wypadku to bardzo dobrze. Zdecydowanie odżegnuje się od porównań z Agnieszką Radwańską; chce po swojemu budować swą sportową tożsamość. Zresztą jeżeli ktoś cokolwiek zna się na tenisie, dostrzeże zasadnicze różnice w sposobie gry, w mocnych stronach, w mentalności obu zawodniczek. Mnie osobiście ujęła bezkompromisowość, odwaga i wytrwałość nastoletniej zawodniczki.

Na koniec należałoby jej życzyć, aby nikt jej niekwestionowanego talentu nie zmarnotrawił, ażeby przez wiele lat bolały nas ręce od braw na skutek jej fenomenalnych zagrań. Do boju Iga!