Zawsze jest czas na herbatkę… w Płockiej Galerii Sztuki

REKLAMA

Pewnego lipcowego dnia, 155 lat temu, wielebny Charles Lutwidge Dodgson wsiadł do łodzi wraz z trzema kilkunastoletnimi dziewczynkami, aby odbyć wycieczkę po Tamizie, w trakcie której zabawiał swe pasażerki fascynującą opowieścią, jakby nie z tego świata… Niedługo potem pod pseudonimem Lewis Caroll spisał ją w książce „Alicja w Krainie Czarów”…

Od tej pory utwór oparty na logice sennego marzenia stał się światowym bestsellerem; fabuła doskonale porusza się w meandrach dziecięcej wyobraźni, dorosłym zaś oferuje piękny sen o „raju utraconym”.

PowiązaneTematy

Tymczasem w piątkowe popołudnie każdy, bez względu na swój wiek, miał okazję wejść do króliczej norki. W Płockiej Galerii Sztuki odbył się wernisaż wystawy „It’s always tea time” (Zawsze jest czas na herbatkę), prezentujący niemal 100 ilustracji do tej książki.

Inspiratorką projektu jest estońska malarka Viive Noor, absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Tallinie. Na jej artystyczne wyzwanie odpowiedziało 72 współczesnych, czołowych ilustratorów z 19 krajów, również z Polski, ale też z Włoch, Łotwy, Białorusi, Rosji, Ukrainy, Portugalii, Iranu i, rzecz jasna, z Estonii. Po raz pierwszy wystawę zaprezentowano w Estońskim Centrum Literatury Dziecięcej w Tallinie i od tej pory krąży po całej Europie, odwiedziła również wiele polskich miast.

Po prezentacji w Płockiej Galerii Sztuki ekspozycja zagości w Budapeszcie, a potem w Londynie. O jej niekwestionowanym prestiżu i randze wydarzenia świadczy chociażby fakt, że w piątkowym wernisażu wzięła udział Konsul Estonii Tiina Tarkus i Prezydent Miasta Płocka Andrzej Nowakowski, który objął wystawę honorowym patronatem.  Czyżby zatem pomysł estońskiej ilustratorki był aż tak prekursorski i bezprecedensowy?

Otóż przygody Alicji niemal od początku powstania książki były doskonałą kanwą dla artystów plastyków. Czy wspominałem coś o logice snu, która przecież wpisała się w założenia programowe surrealizmu?

Czołowy przedstawiciel tego kierunku, Salvador Dali, na zlecenie nowojorskiego wydawcy podjął się w 1969 roku stworzenia ilustracji do książki, i tak 12 przepięknych heliograwiur wzbogaciło niewielkie nakładowo wydanie. Dziś te woluminy stały się prawdziwym „białym krukiem” i osiągają na aukcjach ceny od 5 do 12 tysięcy dolarów.

„Alicja w Krainie Czarów”, mimo upływu wieków, wciąż pobudza wyobraźnię artystów plastyków, reżyserów, scenarzystów, muzyków, i twórców innych dziedzin sztuki, a cytaty z książki są wszechobecne w naszej świadomości. Do tej pory mamy przed oczami kultowe 92 ilustracje do pierwszego wydania książki autorstwa Johna Tenniela, ale nie mniej znane są również wersje  Tove Janson i Arthura Rackhama. W Polsce zapadły nam w pamięć obrazki Dusana Kallaya i Olgi Siemaszko.

Tak zatem współcześni ilustratorzy, przystępując do estońskiego projektu, zmierzyli się z ikonami wbudowanymi w nasz kulturowy archetyp i mieli przed sobą iście tytaniczne zadanie. Jak z niego się wywiązali? Różnorodność niemal setki obrazków jest ogromna. Grafiki, akryle, oleje, prace wykonane ołówkiem i akwarele – każda z ilustracji oczywiście niesie ze sobą indywidualny rys jej autora, odzwierciedla estetyczne preferencje, a nawet odrębność kulturową artysty związaną z krajem, z którego pochodzi. Na wystawie znajdziemy zarówno obrazki nawiązujące do stylistyki dziecięcej – milusie, słodkie, wręcz pluszowe, jak też prace preferujące „dorosłe” obrazowanie. Co wybrać, ku czemu się skłonić?

Jeżeli mielibyście Państwo takie wątpliwości, radzę, aby na wystawę zabrać ze sobą dzieci; one ze swą niezwykle trafną, nieskażoną estetycznymi kanonami intuicją, nieomylnie poprowadzą Was po krainie Alicji. A jeżeli dalej nie będziecie wiedzieć, co robić, to… „podążajcie za białym królikiem”.

Wystawa będzie czynna do 1 października br. i będzie wzbogacona o szereg niezwykle interesujących imprez towarzyszących – akcji plastycznych, zajęć, wykładów, dedykowanych dla osób dorosłych, jak i oczywiście dla dzieci.