Tuż po listopadowych świętach nagle, jak spod ziemi wyrosły dorodne bożonarodzeniowe choinki, migocząc tysiącami lampek, w bój tymczasem ruszyli białobrodzi, rumiani, i rubaszni faceci z worami podarków i abonamentów, oraz ponętne, długonogie śnieżynki oferujące na ulicach, czy też w centrach handlowych wszystko za pół ceny – telewizory, laptopy, sznurowadła, koniki bujane, krawaty, książki, samo układające się klocki i samo rozbierające się lalki… A na dokładkę kredyty na te niezbędne gwiazdkowe gadżety i prezenty, wiadomo w zupełnie nie zobowiązującym pakiecie, też za połowę – wypłaty.
Niechybnie był to widomy znak na ziemi, że szybkimi krokami zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Także w płockowiakowej familii już od kilku dni trwała gorączkowa krzątanina. Dzieciaki co prawda z ociąganiem, ale posłusznie pod groźbą wstrzymania „kieszonkowego”, wzięły się za porządkowanie swych prywatnych „stajni Augiasza”.
– Hurra! Pod łóżkiem znalazłam tę zieloną bluzeczkę! – wparowała do salonu Maggie, dumnie ściskając w ręku jeden ze swych ulubionych ciuszków. – A już myślałam, że pożyczyłam ją Kaśce. Nawet się z nią o to pokłóciłam… – dodała zmartwiona. Tymczasem Przemek wciąż nie mógł odkopać się ze stosu książek, które metodycznie pozbawiał zalegającego je kurzu. – Jak już zrobię ten porządek, to jak ja się tu połapię, gdzie co mam? Czy nikt w tym domu nie słyszał o twórczym nieładzie? – mruczał do siebie naburmuszony. Ale to nie był koniec przedświątecznych wyzwań.
– Teraz trzeba ręcznie wyfroterować podłogę. Ma się błyszczeć, jak… łysina dziadka – poleciła bezceremonialnie, tonem nie znoszącym sprzeciwu Płockowiakowa.
– Ależ mamo. Świat wymyślił już maszyny, są froterki. Tak nie można postępować z dziećmi – próbowała coś nieudolnie wynegocjować Maggie. – Zmuszasz nas do katorżniczej pracy ponad siłę. To nieludzkie!
– Dlatego też nie będziecie pracować, tylko ćwiczyć. Widziałam w telewizji śniadaniowej trening fitness, polegający na ślizganiu się po podłodze. Ludzie za to płacą pieniądze, a Wy będziecie to mieli ode mnie gratis! Proszę, tu macie przyrządy – zakończyła matka, wręczając szmaty do polerowania. – Sport na pewno dużo bezpieczniejszy od tego twojego kickboxingu, bo podłoga, nawet jak ją źle wyfroterujesz, to ci nie odda i nie skopie ci twarzy – spuentowała Płockowiakowa, ucinając tym samym nieporadne próby wymigania się od przedświątecznej pomocy.
– Gdzie się podział ten Jurek? – Zośka badawczo rozejrzała się po domu. – Albo niepotrzebnie plącze pod nogami, albo kiedy jest potrzebny, to oczywiście gdzieś znika. W tej chwili w przedpokoju trzasnęły drzwi. – Karpia kupiłem – zakomunikowała niedoszła zguba, znikając w mroku łazienki.
Wkrótce rodzina w składzie decyzyjnym, czyli Zośka, Jurek i dziadek przystąpili do ustalania wigilijnego menu. Obradom przysłuchiwała się, nie skierowana do ciężkiej pracy ze względu na swą małoletniość, najmłodsza płockowiakowa latorośl – Kubuś.
– Posłuchajcie, co zaplanowałam – uroczyście rozpoczęła Zośka. – Na początek kapusta z grochem…
– Chyba groch z kapustą – wtrącił bezwiednie Jurek. – Chociaż pewnie to bez różnicy.
– Różnica jest, i to duża – przerwała jurkowe dywagacje Zośka. – Po pierwsze, ja przygotowuję w tym domu tylko kapustę z grochem. Kapustę – dlatego, że jest jej w potrawie więcej, a groch jest tylko dodatkiem. Prosiłabym cię, żebyś składał tylko konstruktywne wnioski.
– A może by tak kapustę z grzybami, albo bigosik… – rozmarzył się dziadek. – Kapustka nadspodziewanie dobrze się komponuje z siwuszką, samogonikiem, księżycóweczką, spirytusikiem… Pamiętam jak żeśmy w partyzantce sobie taką wigilię przygotowali, to nawet zwierzyna leśna, przemówiła do nas ludzkim głosem, a wiewiórki, małe szelmy, śpiewały kolędy…
– Chyba domyślam się dlaczego. Dalej proszę o poważne zgłoszenia – skwitowała Zośka. – Zaplanowałam też pierogi, śledzie w oleju i z burakami…
– Barszcz czerwony! – wykrzyknął Jurek, jakby w tej chwili odkrył prawo Archimedesa.
– A co to jest barszcz? – niespodziewanie Kubuś włączył swój zaawansowany „wiek pytań”.
– Barszcz, mój synu, to taka zupa, przygotowana z czerwonych buraków. – wyjaśniał Jurek – Razem z nią zjada się uszka…
– Ratunku! Nie chcę tej wigilii! – Kubuś z przerażeniem wybiegł z pokoju, zakrywając rękami swe, dopiero co kształtujące się narządy słuchu.
Rad, nie rad, matka przerwała konsylium, żeby zapanować nad wyobraźnią syna, która podsunęła mu przerażającą wizję spożywania potrawy z ludzkich części ciała. Po interwencji objaśniającej Kubusiowi meandry świątecznego nazewnictwa, ponownie przystąpiła do rzeczy.
– Nie może zabraknąć kompotu z suszonych owoców, piernika i makowca. No i oczywiście karp, chyba tradycyjnie, w galarecie…
– Już skończyliśmy – tyradę Zośki beceremonialnie przerwała Maggie. – Idę się wykąpać, bo śmierdzę pastą i szmatami – obwieściła zebranym. Po chwili w domu Płockowiaków powtórnie rozległo się przeraźliwe „Ratuuunkuuuu!”…
Nim wszyscy zdążyli skoczyć Maggie na pomoc, ta już stała ociekając wodą w salonie, łapiąc powietrze jakby dopadł ją śmiertelny atak dychawicy. – W wannie zaatakował mnie rekin!
– Karp co prawda jest dorodny, ale nie aż taki duży. W sam raz na wigilijne danie – skwitował Jurek, domyślając się, iż córcia przez nieuwagę wmeldowała się do tymczasowego lokum świątecznej ryby.
– Jak to danie? Przecież ten potwór się rusza i żyje! – dalej nie mogła uwierzyć w to, co słyszy Maggie.
– Póki co się rusza, a na wigilię przestanie, szybko i bezboleśnie – próbował w miarę oględnie wyjaśnić sytuację ojciec.
– Chcesz go zamordować? Nie pozwalam! Przecież to żywa istota! – wciąż trzęsąc się z zimna, szczerze ulitowała się nad marnym losem karpia Maggie. – Biorę go pod swoją opiekę, będę go chronić i od dziś przechodzę na wegetarianizm! A jutro wypuszczę go do Wisły, niech płynie przez morza i oceany do swej ojczyzny!
– Nie wiem, czy obiekt Twej troski będzie aż taki szczęśliwy, bo królowa polskich rzek nadal nie grzeszy czystością, a poza tym zdaje się moja córko, że cię poniosło, ponieważ pomyliłaś zwyczaje łososia z naszym słodkolubnym, królewskim karpiem. Jednym słowem, czy nasz bohater skończy na talerzu, czy też na skutek porywu twej ekoterrorystycznej litości w rzece – jego ziemski, a raczej wodny żywot wydaje się wciąż nader krótki i z góry przesądzony.
– Nie wiem Jurek, co tu się dzieje – Płockowiakowa konspiracyjnie nachyliła się do męża – ale dziś Twoje wywody wywołują w dzieciakach spazmy lęku i okrzyki przerażenia… Może lepiej sobie odpuść… Albo kolędy pośpiewaj… A może trzeba dzieciakom te święta jakoś wytłumaczyć. Tradycja tradycją, ale dla nich mogą być nieco archaiczne…
Ta zośkowa sugestia niewątpliwie się sprawdziła, bowiem tego wieczoru już nie rozległ się żaden okrzyk przerażenia. Prym w opowieściach wiódł dziadek.
– Wiecie, że wigilia to jeden z najstarszych chrześcijańskich zwyczajów, opisywanych nawet w Starym Testamencie. Słowo oznaczało czuwanie, ponieważ ludzie przed świętami pościli, a w poprzedzającą je noc modlili się wspólnie. A z kolei 12 wigilijnych potraw symbolizowało dwunastu apostołów. Dania są proste – ryby, warzywa, wypieki dla uczczenia ubóstwa, w jakim przyszło na świat Boże Dziecię. Sianko pod obrusem to znów nawiązanie do jego narodzin w żłobie… I jest taki przesąd, że kto wyciągnie spod obrusa prostą słomkę, ten będzie miał szczęśliwe, nieskomplikowane, życie…
– Muszę to sobie jakoś załatwić – mruknęła do siebie Maggie.
– No i przecież wszyscy z rozpoczęciem wigilii czekają na pierwszą gwiazdkę. To za nią podążali Trzej Królowie zmierzając do Betlejem. Wtedy nie było jeszcze GPS – ów i nawigacji…
Tego dnia wigilijnym opowieściom nie było końca.
…………………………………………………………………………………………………..
– Mam nadzieję, że Zośka przygotuje dla mnie miejsce przy wigilijnym stole – rozmarzył się Zenek administrator. – A tak swoją drogą, to chyba coś nie tak z tym wegetarianizmem – zastanawiał się, odgryzając właśnie solidny kęs suszonej kiełbasy – bo jak człowiek naprawdę głodny, to zje wszystko i jeszcze palce obliże… A zresztą… Gdyby było nam dane jeść same rośliny, to albo byśmy mieli jak krowa dwa żołądki, albo z samej wygody w ogóle nie zeszlibyśmy z drzewa… Natura ma przecież swą logikę ewolucji…
















![Forum Rozwoju Mazowsza pełne debat i wystawców [FILM, ZDJĘCIA]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2023/11/forum_rozwoju_mazowsza2023-32-360x180.jpg)



























