Drugi, lipcowy weekend rozpoczął się zaiste inspirująco za sprawą dwóch wernisaży, przygotowanych przez Płocką Galerię Sztuki. Kimże jest uwielbiana przez publiczność tajemnicza  płocczanka?

To Zofia Samusik-Zaremba, znana miłośnikom sztuki plastyczka i pedagog, która w środku sezonu wakacyjnego ściągnęła na swą wystawę tłumy publiczności, rozkochanej w jej malarstwie. Jak to zwykle bywa, rozpocznijmy jednakże od notki biograficznej.

Zofia Samusik-Zaremba w latach 1959-1964 studiowała na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, które ukończyła z wyróżnieniem w  pracowni prof. Edmunda Piotrowicza. Zaraz po ukończeniu edukacji podjęła ożywioną działalność artystyczną, jak też i pedagogiczną. Ta pierwsza aktywność niebawem skutkowała szeregiem nagród, takich jak wyróżnienie na Ogólnopolskiej Wystawie Malarstwa i Grafiki w Szczecinie 1965 roku, wyróżnienie na wystawie „Grafika Toruńska” w Toruniu w 1967 roku, II nagroda w konkursie na plakat Festiwalu Folklorystycznego w Płocku w 1969 roku, I nagroda w konkursie na plakat Festiwalu Filmów Amatorskich w Płocku w 1970 roku, nagroda za wybitne osiągnięcia w pracy twórczej Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Płocku w 1973 roku, nagroda za całokształt działalności twórczej przyznana przez ministra kultury i sztuki w 1985 roku, nagroda Prezydenta Miasta Płocka za promocję płockiej sztuki w kraju i za granicą oraz wiele, wiele innych wyróżnień.

Od początku swej drogi zawodowej Zofia Samusik-Zaremba spełnia się także jako pedagog. Pracowała w Liceum Pedagogicznym w Brodnicy i Szkole Podstawowej nr 9 w Toruniu, w I Prywatnym Liceum Plastycznym w Płocku, a także Liceum im. Marszałka Stanisława Małachowskiego. W latach 1968-1996 tę część swej aktywności realizowała pracując w dziale oświatowym Muzeum Mazowieckiego, choć była w tym czasie również kuratorką około 60 wystaw.

Malarka była uczestniczką wielu plenerów malarskich, uczestniczyła w ponad 170 zbiorowych wystawach, przygotowała też 38 wystaw autorskich. Jej prace zasilają wiele znamienitych galerii i kolekcji w kraju i za granicą; malarskie perełki znajdują się zarówno Bibliotece Narodowej w Warszawie, jak też w zbiorach płockich instytucji kulturalnych. Jak już się pewno Państwo domyślają, wystawa w Galerii ma w swym zamyśle „spiąć klamrą” pięćdziesiąt lat pracy twórczej artystki.

Nie jest to zadanie łatwe chociażby tylko ze względu na różnorodność technik malarskich, którymi Zofia Samusik-Zaremba się posługuje poczynając od mezzotinty, akwatinty, aż po akwarele, gwasz, akryl, suche pastele, kolaże i techniki mieszane. Tym niemniej pewne atrybuty obrazów artystki niemal od początków jej twórczości stanowią jednocześnie autorskie wyróżniki; wijąca się, delikatna i niemal secesyjna linia, harmonijne, zazwyczaj spokojne tonacje barwne, swobodne układy kompozycyjne, a to wszystko razem wzięte, zestawione z uwagą i wrażliwością służy pogodnej kontemplacji. Tutaj pojawia się bodaj nadrzędna differentia specifica – tak jak czasem układamy polne kwiaty w wazonie pewnie z podziwu dla piękna i bogactwa natury, tak Zofia Samusik-Zaremba maluje swe obrazy.

Stąd też pewnie bierze się ich niesamowita dekoratywność, która wzmaga wrażenie, że powstały również po to, aby na czyjejś twarzy pojawił się uśmiech, albo by wprowadzić kogoś w dobry nastrój, odsunąć trudy dnia, przywołać miłe, wakacyjne wspomnienie, rozświetlić czyjeś serce…

Wystawę będzie można oglądać do 20 sierpnia br. Jednakże na wirydarzu Płockiej Galerii Sztuki czeka na nas jeszcze jeden bonus – wystawa „Andrzej Wajda 40/90”. Światowej sławy reżysera nikomu nie trzeba rekomendować. Skąd się wzięła tajemnicza liczba?

Ekspozycja przedstawia 40 filmów, natomiast artysta w marcu zeszłego roku ukończył 90 lat. Gdy od nas odszedł 9 października 2016 roku pozostawił po sobie, ogromną, artystyczną spuściznę, której oczywiście nie da się podsumować jedną wystawą, jedną książką, czy też reportażem.

Dla porządku wypada w tym miejscu przypomnieć, że reżyser był wyróżniany setkami nagród i nominacji, z których najważniejsze to Złota Palma w Cannes za „Człowieka z Żelaza”, César za „Dantona”, jak i te przyznane za dorobek życia i całokształt działalności filmowej – europejska nagroda Felix w 1990 roku, wenecki Złoty Lew w 1998 roku, Oscar w 2000 roku, czy też berliński Złoty Niedźwiedź w 2006 roku. Andrzej Wajda był czterokrotnie nominowany do Oscara za filmy „Ziemia obiecana”, „Panny z Wilka”, „Człowiek z żelaza” oraz „Katyń”.

Tymczasem nie mniej istotny od działalności stricte reżyserskiej jest fakt, że Andrzej Wajda skupił wokół siebie czołówkę polskich aktorów, którzy niebawem stali się osobowościami artystycznymi światowego formatu. Nie tak przecież łatwo kierować artystycznymi indywidualnościami, a jeszcze do tego spiąć zamysł w wielki filmowy obraz, a nasz reżyser czynił to doskonale. Wielokrotnie powtarzał, że porzucił krakowską Akademię Sztuk Pięknych na rzecz łódzkiej Filmówki, ponieważ malując obrazy nie miał kontaktu z ludźmi, a on wśród nich właśnie czuł się jak ryba w wodzie.

Wystawa na wirydarzu płockiej galerii prezentuje fotosy, plakaty filmowe i teatralne, zdjęcia z planów rozpoczynając od reżyserskiego debiutu filmem „Pokolenie” z 1954 roku, aż do ostatniego obrazu wielkiego mistrza – „Powidoki”. Dla Wajdy ten film stał się swoistym komentarzem do sytuacji, w jakiej znaleźli się współcześni artyści. Jak powiedział w jednym z ostatnich wywiadów:

„Stoimy wobec próby ingerencji władzy w sztukę. Mówi się o tym, jak ma wyglądać sztuka narodowa, co jest tą sztuką, a co nią nie jest. Zrobiłem film o wydarzeniach z przeszłości, który mówi, że ingerowanie w sztukę to nie jest zadanie dla władzy”.

Wystawa powstała z inicjatywy Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej i została zrealizowana przez Filmotekę Narodową we współpracy z wieloma innymi instytucjami. Ekspozycja będzie czynna do 6 sierpnia br.

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Warto Przeczytać

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji