Weronika odchodzi, odc. 8

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Tajemnicza autorka na łamach naszego portalu i gazety dzieli się z Wami ponownie swoją twórczością. Wiecie już, co stanie się z główną bohaterką opowiadania? Zapraszamy na ósmy odcinek „Weronika odchodzi”.

Wszystkie wpisy o Weronice

Weronika spojrzała na kolejne punkty marzeń, które miała jako siedemnastoletnia dziewczyna. Część z nich była bardzo przyziemna, a raczej „przyszkolna”. Na rok przed maturą bowiem, niezadowolona nigdy w pełni ze swoich wyników, Weronika marzyła o tym, że poprawi swoje semestralne oceny i „przynajmniej dobrze” zda maturę. Potem, oczywiście, bez najmniejszego problemu dostanie się na wybrane wcześniej studia. Zapiski przy tych marzeniach potwierdzały, że udało jej się wówczas odrobinę poprawić swoje wyniki, maturę zdać bardzo dobrze, z wyjątkiem języka angielskiego, a na wybrane studia dostać się bez żadnego problemu. Niestety, trudności zaczęły się zaraz po zdobyciu tytułu magistra. Praca w zawodzie bowiem nie czekała na Weronikę, jak wmawiano jej w liceum. Dodatkowo, na koniec szkoły średniej być może niezbyt trafnie zdecydowała, że podąży za humanistyczną stroną swego umysłu i zignorowała część wolącą dziedziny ścisłe. Studiowanie socjologii było zapewne dla Weroniki bardzo interesującym i rozwijającym doświadczeniem, ale posiadanie magistra w tej dziedzinie już nie tak bardzo interesowało potencjalnych pracodawców.

– Inżynier w każdej innej dziedzinie byłby lepszy – pomyślała. – Nawet tytuł technika, połączony z zamiłowaniem do danego fachu, dałby mi na pewno korzystniejszą pozycję zawodową niż ta, którą obecnie zajmuję. Zdecydowanie studiom nie mogę zawdzięczać posiadania dziś wymarzonej pracy… Za to przez nie jestem dziś kiepską żoną i jeszcze gorszą matką…

Myśli Weroniki popłynęły ku wysepce studenckich lat i momentu, gdy poznała Maćka. Bardziej dzięki jego opowieściom „pamiętała” tę jedną z licznych studenckich imprez, na której po raz pierwszy się spotkali. Maciek studiował wówczas informatykę na innej uczelni i miał to szczęście, że jeszcze przed zdobyciem tytułu miał już ciekawą posadę w międzynarodowej firmie. Zupełnie jednak nie zaimponował tym Weronice i nie spodobał jej się. Ona jemu za to bardzo. Maciek nie dość bowiem, że z wyglądu był przeciwieństwem ideału Weroniki, to do tego wciąż sypał żartami, z których połowa nie była śmieszna i stanowczo za dużo mówił o sobie. Dziwnym trafem jednak, pojawiał się na każdej kolejnej imprezie i zawsze próbował zwrócić na siebie uwagę Weroniki. Ona natomiast za każdym razem dawała mu kosza, a mimo to Maciek wciąż się nie poddawał. Zupełnie inaczej niż pozostali, którzy najczęściej rezygnowali z kolejnych prób już po pierwszej odmowie. Większość zresztą, paraliżująco onieśmielona niezwykłą urodą Weroniki, w ogóle nie próbowała, a tylko nieliczni, dodawszy sobie odwagi kilkoma drinkami, podejmowali próby nawiązania z nią bliższego kontaktu. W tej sytuacji jedynie garstce udawało się przejść próbę wywarcia pierwszego pozytywnego wrażenia, ale i tak dziewczyna każdemu odmawiała.

Wyglądało na to, że kilka lat wcześniej podświadomość Weroniki stworzyła swoisty mur obronny przed płcią przeciwną. W głównej mierze dzięki Krzysztofowi, zaczęła postrzegać mężczyzn jako grupę, której w kontaktach damsko-męskich zależy jedynie na seksie. Maciek miał zatem, podobnie jak wszyscy adoratorzy, mocno utrudnione zadanie, ale przynajmniej zdawało się, że wygląd Weroniki nie paraliżował go tak, jak pozostałych. W dodatku sam był bardzo przystojny i pozostawał pewny siebie, mimo nawet jej ciągłych odmów. Zupełnie jakby wiedział, że wreszcie dziewczyna skapituluje. I rzeczywiście, tak się ostatecznie stało. Możliwe, że dał tutaj również o sobie znać, udowodniony naukowo, efekt ekspozycji. Maciek zatem, niczym piosenka, którą przy pierwszym kontakcie oceniamy niezbyt dobrze, a potem im częściej ją słyszymy, tym lepiej oceniamy, zaczął zyskiwać przy kolejnych „przypadkowych” spotkaniach. Doszło wreszcie do tego, że na jednej z imprez Weronika, nieco odurzona alkoholem i zmęczona już ciągłymi atakami adoratora, dała się wreszcie zaprosić na kolację.

Maciek starał się w pełni wykorzystać tę niepowtarzalną szansę, by w trakcie spotkania zupełnie zawrócić Weronice w głowie i, ku zaskoczeniu obojga, udało mu się to. Potem przez kolejne lata rozpieszczał swą wybrankę i traktował wręcz jak księżniczkę. Zaskakiwał Weronikę romantycznymi gestami i uroczymi prezentami, a do tego był także dobrym kochankiem. Dzięki więc ciągłym staraniom, podejmowanym głównie przez Maćka, było im razem bardzo dobrze. W kolejnych latach Weronika nie spotkała także innego mężczyzny, zdolnego wystarczająco mocno odwrócić jej uwagę od Maćka. On natomiast stopniowo realizował swój plan, którego uwieńczenie nastąpiło w piątą rocznicę ich pierwszej randki. Zabrał wówczas Weronikę do najdroższego w mieście jubilera, a potem w trakcie identycznej kolacji jak przed laty, klęcząc spytał czy zostanie jego żoną. Rok później odbyło się ich huczne wesele, a po kolejnym roku byli już we troje…

Piąty punkt na liście marzeń młodej Weroniki dotyczył właśnie dzieci. Siedemnastolatka nie marzyła jednak jeszcze o własnych dzieciach. Natrętna myśl, że powinna zostać matką zaczęła ją atakować dopiero, gdy zbliżała się do ćwierćwiecza swego istnienia. Czuła wówczas, jakby w jej głowie ktoś uruchomił program pt. „rodzina”. Nie wiedziała zupełnie skąd wzięło się nagle przekonanie, że nadszedł już najwyższy czas na posiadanie męża, dzieci, domu… I dlatego, mimo, że myślami wciąż wracała do swej pierwszej miłości, nie potrafiła bronić się przed propozycją założenia wspólnej rodziny z Maćkiem.

Dziś nie mogła sobie jednak przypomnieć, czemu nastoletnia Weronika „marzyła” o zajmowaniu się dziećmi w sierocińcu bądź przedszkolu, o czym mówił kolejny punkt listy. Przypominała sobie jednak, że jako licealistka odczuwała powinność niesienia pomocy innym. Maluchy, które w trudnych sytuacjach znajdowały się właśnie przez dorosłych, według niej na tę pomoc najbardziej zasługiwały. Zgłosiła się więc wówczas na wolontariuszkę do domu dziecka i tam, raz w tygodniu bądź dwa, odrabiała z dzieciakami lekcje, bawiła się z nimi i czytała maluchom książki. Opiekunki grupy bardzo ją chwaliły i jednocześnie dziwiły się niesamowitej cierpliwości, którą Weronika miała do tych dzieci. Kilka lat później do swoich już, niestety, takiej nie miała…

Motyl Nocy

Wszyscy, którzy czekają na kolejny odcinek „Weronika odchodzi”, mogą wcześniej przeczytać fragment dalszych losów bohaterki na blogu naszej tajemniczej autorki: http://weronikaodchodzi.blogspot.com.

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji