Weronika odchodzi, odc. 3

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Tajemnicza autorka na łamach naszego portalu i gazety dzieli się z Wami ponownie swoją twórczością. Wiecie już co stanie się z główną bohaterką opowiadania? Zapraszamy na trzeci odcinek „Weronika odchodzi”.

Wszystkie wpisy o Weronice

Kilka godzin później pociąg zatrzymał się na niewielkiej, zaniedbanej stacyjce. Weronika wysiadła na peronie i rozejrzała się wkoło zaskoczona, że to miejsce tak niewiele zmieniło się przez tak wiele, w jej mniemaniu, lat. Lat, które dzieliły roześmianą dziewczynę w rozpuszczonych, wiecznie potarganych włosach od poważnej, gładko uczesanej pani po trzydziestce. Mimo upływu czasu, Weronika doskonale pamiętała jednak drogę, jaką teraz powinna przebyć, by dotrzeć do niedużego domku swej ciotki. Nieśpiesznie i spokojnie ruszyła w tym kierunku, bowiem w domu, który niegdyś tętnił życiem, nikt na nią nie czekał. Po raz pierwszy Weronika miała spędzić tu długie i samotne wakacje. Od jej ostatniej wizyty minęło już piętnaście lat. Wówczas też po raz ostatni widziała swą ciotkę – spokojną i cichą jak nigdy.

Ze stacyjki w stronę wioski prowadziła asfaltowa jezdnia, przy której rosły piękne stare wierzby. Po pięciominutowym, przyjemnym spacerze w ich cieniu, Weronika zeszła z tej głównej i tak naprawdę jedynej ulicy, łączącej stację z największą w okolicy wsią. Szła teraz dość szeroką, ale już mocno piaszczystą drogą i z trudem ciągnęła po niej walizkę. Po około dwudziestu minutach miała dotrzeć do pięknego wzgórza nieopodal lasu, na którego szczycie stał, zbudowany jeszcze przed wojną, parterowy dom. Niegdyś uroczo urządzony, pachnący domową szarlotką i rozbrzmiewający co chwilę śmiechem, dziś był opuszczony i zapewne nieco zaniedbany. Tylko raz w miesiącu, bądź nawet rzadziej, przyjeżdżała tu córka ciotki – Maria, a czasem też jej dzieci – Agnieszka i Jakub. Obowiązkowo wszyscy zjeżdżali się tu dopiero w wakacje. Wówczas z trzech różnych krańców Polski rodzina ciotki jechała wiele kilometrów, by tutaj spędzić beztrosko przynajmniej dwa tygodnie. Wszyscy czuli się mocno związani z tym miejscem, dzięki któremu od dziecka doświadczali dodającego energii i zdrowia radosnego odpoczynku wśród traw, kwiatów i starych drzew. Wakacje w domku na wzgórzu nierozerwalnie wiązały się z dorastaniem Agnieszki i Kuby, a później również i Weroniki. Zapraszana przez ciotkę przez kilka lat z rzędu, miała ona okazję doświadczyć tutaj wszystkiego, co najlepsze.

Po śmierci ciotki, jej córka nie chciała oddać domu w obce ręce. Maria pragnęła bowiem, by również jej wnuki mogły beztrosko odkrywać uroki wsi i naturalną moc tego miejsca. Dzięki jej determinacji Weronika mogła teraz spędzić tutaj swój nietypowy urlop. Maria zresztą bardzo chętnie się na to zgodziła, licząc, że przy okazji uporządkuje ona nieco dom i ogródek przed ich wakacyjnym przyjazdem.

Weronika dłuższy już czas wędrowała piaszczystą drogą, ciesząc się w duchu, że wzięła ze sobą jedynie małą walizkę, a na nogach ma płaskie buty. Po drodze mijała kolejne z nielicznych gospodarstw. Mieszkańcy tych małych, skromnych domów, zaalarmowani przez swe psy wyglądali z zaciekawieniem zza płotów lub przez okna. Weronika grzecznie kiwała do nich głową lub witała się tradycyjnym „dzień dobry”, nie zatrzymując się jednak ani na chwilę. Po kilku minutach zobaczyła wreszcie w oddali pięknie zazielenione wzgórze, z którego szczytu dumnie spoglądały w jej stronę dwa sędziwe, rozłożyste kasztanowce. Drzewa obficie pokrywały kwiaty, jak zawsze pewnie o tej porze roku. Ten niezwykły widok uświadomił Weronice, że nigdy nie była tu wiosną.

– Łąka na pewno też wygląda niesamowicie – pomyślała i miała ochotę nie zatrzymywać się wcale na wzgórzu, tylko pobiec dalej. Zupełnie jakby znów byłą nastoletnią Weroniką.

Słońce znajdowało się już dość nisko nad horyzontem, a ona przebyła długą i nieco męczącą drogę. Weszła zatem do domu ciotki, by zostawić walizkę, a gdy usiadła na chwile na drewnianym krześle, nieprzyjemny ból opuchniętych nóg dał jej znać, że dotarcie na łąkę nie będzie tak proste jak kiedyś.

– Chyba muszę jednak z tą wizytą poczekać do jutra – powiedziała sama do siebie i zaczęła rozglądać się za jakimś łóżkiem.

W nocy Weronika spała niespokojnie i miała dziwny sen. Jej dom był zupełnie obcym miejscem, a mężem był zupełnie nieznany jej mężczyzna. Miała wrażenie, jakby zamieniła się z kimś na życia i mimo, że wszystko wyglądało pięknie, a obce dzieci były nad wyraz grzeczne, czuła się źle i samotnie. Chciała wracać do domu, ale nie wiedziała jak. Nie miała nawet pojęcia, co to za miasto. Po posiłku bez słowa zostawiła swego nowego męża i dzieci, wyszła z domu i zaczęła iść przed siebie. Z każdym krokiem jednak czuła się coraz bardziej zagubiona. Wszystko było takie obce, a na ulicy nie było zupełnie nikogo. Nie mogła więc spytać o właściwą drogę. Dłuższy czas tak szła po opustoszałym mieście, które nie przypominało żadnego znanego jej miejsca i traciła nadzieję, że odnajdzie swój prawdziwy dom.

Nagle na końcu uliczki, na której właśnie się znalazła, pojawił się mężczyzna uderzająco podobny do jej Maćka, a obok niego niezwykle elegancka i piękna kobieta. Weronika zaczęła biec w ich stronę, a para spokojnie skierowała się do najbliżej stojącego auta. Mężczyzna popatrzył nawet przez moment w jej stronę, krzyknęła więc z całych sił: – Macieeeek!!! On jednak odwrócił się szybko, jakby nie chodziło o niego, wsiadł za kierownicę i zaraz auto ruszyło. Weronika poczuła strach i bezsilność. Była pewna, że już się jej nie uda odnaleźć drogi do domu, a jeśli nawet jakimś cudem, to w sumie po co? Jej mąż jest przecież teraz z inną, wspaniałą i niesamowicie atrakcyjną kobietą. A ona już dawno taka nie jest… Stała jak skamieniała na drodze i zastanawiała się co powinna zrobić, gdy nagle szczekanie psa wyrwało ją z tego dziwnego miasta. Otworzyła oczy i nadal nie wiedziała gdzie jest…

Motyl Nocy

Podziel się:

Brak komentarzy

  1. Głębia, przepraszam za ironię, rozterek wewnętrznych bohaterki opowiadania wskazuje na bardzo młody wiek autorki. Nie ma w tym nic złego, takie prawo młodych (sama to kiedyś usłyszałam od bardziej doświadczonego kolegi). Język jest poprawny, interpunkcja w porządku (w którejś z poprzednich części zabrakło gdzieś przecinka). Jedyne, czego bym się czepiała (ale w dobrzej wierze, wierz mi!), to właśnie pewnego rodzaju naiwność. Ale bardzo dobrze, że piszesz i pisz jak najwięcej, każde kolejne opowiadanie będzie lepsze od poprzedniego ;-) pozdrawiam

    • Bardzo dziękuję za uwagi. Czekam na nie z niecierpliwością po każdym odcinku :) Zapraszam każdego czytającego do wyrażenia swojej opinii tutaj lub pisząc bezpośrednio do mnie: motylNocy@onet.pl
      Jestem bardzo ciekawa, jaki przedział wiekowy kryje się dla Pani pod określeniem “bardzo młody wiek”? Pozdrawiam.

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji