Weronika odchodzi, odc. 2

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Tajemnicza autorka na łamach naszego portalu i gazety dzieli się z Wami ponownie swoją twórczością. Wiecie już co stanie się z główną bohaterką opowiadania? Zapraszamy na drugi odcinek „Weronika odchodzi”.

Pociąg ruszył gwałtownie i już po chwili krajobrazy za oknem zostały wprawione w szybki ruch, a kolejne kilometry zaczęły oddzielać Weronikę od jej codzienności. Sprawiało to, że czuła się coraz bardziej wolna, a wyrzuty sumienia z powodu zostawienia na bliżej nieokreślony czas męża i dwoje jeszcze małych dzieci stopniowo również zostawiała za sobą. W końcu z lodówką pełną pomrożonych obiadów, które przygotowywała od tygodnia, opłaconą kablówką i Internetem, nie powinni zbytnio odczuwać jej nieobecności, a może wręcz przeciwnie – również odetchną.

Weronika tydzień wcześniej rozpoczęła urlop wypoczynkowy, najdłuższy w swojej dotychczasowej karierze pracownika biurowego. Jeśli po kolejnych dwóch tygodniach będzie jeszcze czuła potrzebę go kontynuować, rozpocznie urlop bezpłatny lub chorobowy.

 – Najwyżej zasymuluję załamanie nerwowe… W sumie może nawet nie musiałabym udawać… A jak wrócę, szef, jeśli będzie miał ochotę, może mnie zwolnić. W końcu i tak od kilku miesięcy nie jestem już wydajnym pracownikiem – układała sobie wszystko w myślach.

Weronikę już od dawna mdliło na samą myśl o przerzucaniu kolejnych ton papierów, wykonywaniu setek telefonów, patrzeniu godzinami w ekran komputera. Zdecydowanie nie była to jej praca marzeń, coś, co robiłaby z przyjemnością i chciałaby dalej robić. Czemu więc od ponad pięciu lat tkwiła w mackach tej korporacji, a szefowi potrzebę długiej przerwy od pracy asekuracyjnie wytłumaczyła jedynie problemami rodzinnymi? Chcąc być wiarygodną, posunęła się nawet do informacji, że poważnie myśli nad rozwodem.

– Nie potrafię w tej sytuacji dobrze pracować. Muszę w spokoju wszystko dokładnie przemyśleć. Wrócę, gdy poukładam osobiste sprawy – liczyła, że takie argumenty odpowiednio podziałają i szef zgodzi się na jej długi urlop. Zwłaszcza, że wszyscy w biurze wiedzieli, jak ceni on wartości rodzinne. Sam był przecież przykładnym mężem i tatusiem, w czym nie przeszkadzała mu zupełnie jego równie seksowna, co pomocna asystentka.

W przypadku Weroniki rozwód nie był zresztą całkiem nierealny. Jakiś czas temu zdała sobie bowiem sprawę z faktu, że z mężem łączy ją już tylko posiadanie mieszkania, wspólnego konta w banku i również samo posiadanie dzieci. Maciek był w domu raczej gościem hotelowym niż jego mieszkańcem. Nagminnie zostawał w swej pasjonującej pracy po godzinach, a większą część weekendu także musiał (a może chciał?) spędzać w firmie. Wszystkie sprawy związane z domem i dziećmi były zatem wyłącznie sprawami Weroniki, mimo, że ona przecież także pracowała zawodowo (!). Nie pozostawała już jej zatem ani odrobina czasu, ani też chęci na zadbanie o siebie. Wszystko to sprawiało, że od dawna czuła się w swym domu jedynie służącą, sprzątaczką, osobą obsługującą jego mieszkańców, którzy ciągle czegoś potrzebowali, nie bardzo interesując się, czy ona czegoś nie potrzebuje. Ostatnio tak bardzo była już tym zirytowana, że zaczęła wyładowywać się na każdej napotkanej osobie, a zwłaszcza na swoich dzieciach. W końcu pośrednio ich istnienie uczyniło z niej niewolnicę i to w dodatku nieatrakcyjną. I tego miała rozpaczliwie dość… Czuła, że tak naprawdę wyrządza dzieciom i sobie krzywdę, będąc fizycznie blisko.

– Zrobię wszystkim przysługę, jeśli odejdę…

Myśli o bezpowrotnym zniknięciu z tej planety wracały do niej jak bumerangi.

 – Może ja po prostu nie potrafię kochać i uszczęśliwiać innych? – myślała wówczas. – Może mam jakąś wadę wrodzoną duszy? Może cierpię na brak zdolności kochania, którą przecież wszyscy pozostali mają… Moja rodzina będzie szczęśliwsza beze mnie… wystarczy tak naprawdę, że zatrudnią gosposię… Przygnębiona takimi myślami zaczynała wyobrażać sobie sposoby odebrania życia – połknięcie garści tabletek, skok z okna, podcięcie żył… Najgorsza była myśl, że ktoś pojawi się w ostatniej chwili i ją uratuje, a potem umieszczą ją pewnie w psychiatryku… Równie kiepskim scenariuszem byłaby jednak reszta życia spędzona na wózku inwalidzkim, w wyniku nieudanego skoku z okna albo długie i bolesne umieranie po połknięciu tabletek.

– Nie… nie mam dość odwagi, by podjąć takie ryzyko. Brak mi najwidoczniej ostatecznej desperacji i odwagi samobójcy.

Przed jej oczami pojawiało się jeszcze nie do zniesienia wyobrażenie chwili, gdy martwą matkę znajdują dzieci… A potem znów myśl, że trafiłaby do miejsca jeszcze gorszego niż ten świat…

Weronika postanowiła wówczas definitywnie – odejdzie ze swojego ciasnego, dusznego świata, w którym nie potrafiła i nie mogła już dłużej nawet oddychać, do innego… do świata jej przeszłości, w którym być może odnajdzie na nowo drogę do swej przyszłości. I z taką właśnie nadzieją zmierzała na południe Polski pociągiem, który, niczym wehikuł czasu, miał ją do tego szczęśliwego świata przenieść.

Motyl Nocy]

Podziel się:

Brak komentarzy

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji