REKLAMA

– Walczę o prawo do bycia ojcem – dramat rodzica po rozwodzie

REKLAMA

Według statystyk, dzieci rozwiedzionych małżeństw najczęściej trafiają pod opiekę mamy, a ojciec może je widywać w wyznaczone dni. – Niestety… Moja była żona postanowiła pozbawić mnie nawet tego i konsekwentnie realizuje swój plan – przyznaje pan Jakub, pochodzący z Płocka. 

Pan Jakub* miał żonę i dwójkę dzieci, wszyscy mieszkali w Płocku. Rodzinie dobrze się wiodło, oboje związani byli ze środowiskiem prawniczym. W tej rodzinnej idylli nastąpił pewien zgrzyt, a potem wszystko potoczyło się w błyskawicznym tempie.

Rozstanie a dzieci

– Rozstanie przebiegało u nas w kilku etapach… Nasze małżeństwo przestało istnieć na papierze na mocy wyroku z grudnia ubiegłego roku, bez orzekania o winie, choć Anna* wniosła z orzekaniem o mojej winie. Jednak nasze małżeństwo nie istniało już od przynajmniej od 2 lat, kiedy to żona przestała ze mną sypiać – ponoć za głośno chrapałem i kazała mi przenieść się do salonu. Zamiast mnie, do łóżka wzięła młodszą córkę, Marysię*, która śpi z mamą do tej pory, choć ma już 6 lat – zaczyna swą opowieść pan Jakub.

Małżeństwo przestało też mieć też wspólne finanse.

– Żona zażądała oddzielnych rachunków 4 lata przed rozwodem, a 2 lata później mieliśmy już rozdzielność majątkową. Jedyne, co nas łączyło od kilku lat, to wspólny dom mieszkalny i dzieci. Żona od dłuższego czasu zbierała argumenty do rozwodu, przestałem być dla niej atrakcyjny fizycznie oraz, przede wszystkim, finansowo. Nie łączyły nas już żadne wspólne chwile, zainteresowania czy marzenia. Mieszkaliśmy razem, a jednak osobno, było nam do siebie coraz dalej i dalej. Żona stawiała mi oczekiwania finansowe, którym z racji wykonywanego zawodu, nie mogłem sprostać. Oczerniała mnie przy dzieciach, wszystkie kłótnie czy swoje zarzuty i pretensje omawiała przy nich. Przestałem mieć w niej oparcie, nie była już dla mnie ani żoną, ani przyjacielem, którego w niej szukałem od zawsze, osobą którą pokochałem kiedyś, a kochałem ją bardzo. Nie wyobrażałem sobie nigdy, że przyjdzie taki dzień, że kobieta, która kochałem i z którą mam dwie wspaniałe córeczki, będzie dla mnie okrutna i wroga – ze smutkiem mówi pan Jakub.

Pod koniec maja 2014 r. doszło do eskalacji konfliktu między małżonkami.

– Żona zarzuciła mi zdradę i kazała wynieść się z naszego wspólnego domu. Nie miała żadnych dowodów i nie mogła ich mieć, ponieważ nie miałem żadnego romansu – był to dla niej tylko pretekst do zrealizowania już wcześniej założonego planu pozbycia się mnie. Nie mieszkamy ze sobą od czerwca 2014 r. – relacjonuje mój rozmówca.

Z rozmowy przeprowadzonej z ojcem dziewczynek wynika, że miał bardzo dobry kontakt ze swoimi dziećmi.

– Dziewczynki nie były bardzo związane z matką, ponieważ rzadko z nimi przebywała, między innymi z powodu pracy, którą bardzo lubiła i ambicji, które chciała spełnić, spędzała w niej dużo czasu, dążąc do awansu. Żona zatrudniała pomoc domową, która sprzątała, prała, prasowała, opiekowała się dziewczynkami od najmłodszych lat – do tej pory młodsza często opowiada o swojej opiekunce i ją wspomina. To ja chodziłem na szkolne i przedszkolne przedstawienia, ja zostawałem z dziewczynkami, kąpałem i opiekowałem się nimi, gdy opiekunka miała wolne lub w weekendy, gdy była żona jeździła na 2 kierunki studiów podyplomowych. Ja też wyjeżdżałem z córkami na wakacje czy ferie, uczyłem starszą jeździć konno, pływać czy jeździć na nartach, a jeśli czegoś nie umiałem, opłacałem instruktorów. Ja również rehabilitowałem starszą córkę, gdy miała problemy z kręgosłupem szyjnym. Miałem z dziewczynkami wspaniałą, silną więź i taka również pozostała do tej pory z młodszą. Starsza zaczęła się powoli odsuwać ode mnie, gdy matka zrobiła z niej powierniczkę naszych kłopotów małżeńskich. Była żona uzależniła starszą córkę od siebie, łączy je tak silna i niezdrowa, według mnie, więź, że nie jestem w stanie w jakikolwiek sposób udowodnić jej, że ją kocham i że nie wszystko co mówi mama jest prawdziwe, w ogóle do niej dotrzeć. Widzę jednak czasami jak gdzieś w środku i ona pragnie być bliżej mnie – czasem się zapomni, zaczyna coś opowiadać o sobie, o chomiku czy rybkach, ale częściej prezentuje postawę wpojoną przez byłą żonę, że ojciec to uosobienie zła, zdrajca i potwór – łamiącym się głosem opowiada mój rozmówca.

Sprawa sądowa

– Ponieważ oboje z byłą żoną zawodowo związani jesteśmy ze środowiskiem prawnym, tylko jeden sędzia nie wyłączył się w orzekaniu naszej sprawy rozwodowej. Pomimo, iż nie dążyłem do jego wyłączenia ze sprawy – nie znałem go dobrze, lecz z widzenia, okazało się później, że jest to bardzo bliski kolega przyjaciółki mojej żony. Dążył on do jak najszybszego zakończenia sprawy, twierdząc, że emocje opadną i wiele rzeczy samo się wyjaśni. Nie było przeprowadzenia żadnego postępowania dowodowego, żadnych świadków. Żona wnosiła o rozwód z orzekaniem o winie, ale nie było ku temu żadnych podstaw. Nie było procesu rozwodowego – sprawa odbyła się w ciągu paru godzin na jednej rozprawie. Sędzia wyciągnął starszą córkę z lekcji w szkole, by ta powiedziała to, co chciała matka – odbyło się to bez obecności psychologa. Wbrew prawu i przepisom, nie było w tym czasie nikogo, kto obserwowałby, co się dzieje z dziewczynką podczas nieformalnych zeznań dziecka. Młodszej nie przesłuchano – niby za mała, ale raczej chodziło o to, że była za mną i chciała jeździć do Warszawy i nocować. Jedyne, na czym zależało byłej żonie, to jak zwykle pieniądze – 3600 zł na 5- i 10-latkę oraz minimalne kontakty dzieci ze mną. Kierując się tym, co powiedział sędzia, iż na pewno porozumiemy się z żoną po rozwodzie co do kontaktu z dziewczynkami, zgodziłem się na wysokie alimenty i na taki wyrok. Mogłem spotykać się z córkami raz w tygodniu, w sobotę od 10-19, choć ja pracuję i mieszkam od czerwca 2014 r. w Warszawie, a była żona z dziećmi w Płocku. Nie było możliwości spotkań w jej nowym mieszkaniu, bo ona się na to nie zgadzała, wtedy była zima, więc pozostawały galerie handlowe lub dwugodzinna podróż w każdą stronę, by 5 godzin spędzić w moim mieszkaniu w Warszawie, na co Anna również się nie zgadzała. Chodziło o to iż 5-letnia Marysia nie wytrzyma w galerii nawet 2 godzin, więc spędzą ze mną mało czasu i każą odwieść się do domu, wiadomo również, że to dzieci i będą chciały kupić kilka rzeczy, jak to w sklepach, przez co nie będę sobie znów, jak za czasów życia z nią, radził finansowo – opowiada ojciec dzieci.

Jakie były więc postanowienia sądu? Jak rodzice podzielili się opieką?

– Nie ustalono żadnych kontaktów w wakacje, ferie, święta. Anna była średnio zadowolona z alimentów, gdyż wnosiła o 3600 zł, a dostała 2400 zł, między innymi na opiekunkę, której do tej pory nie ma (11-latka opiekuje się 5-latką lub w razie konieczności przyjeżdża babka), na buty co miesiąc w kwocie 250 zł, na prywatne szkoły i przedszkole, do których bez mojej wiedzy i zgody przeniosła dzieci i wiele innych potrzeb, które miały tylko podwyższyć koszta. Ja byłem zszokowany orzeczeniem sądu co do kontaktów, ale nie chciałem prać brudów w sądzie, chciałem się dogadać z Anną co do sposobu kontaktowania z dziećmi, szanując opinię sędziego, iż emocje opadną i będzie lepiej. Brałem też pod uwagę, iż zawsze mogę skierować sprawę do sądu rodzinnego, skoro tu nie przeprowadzono żadnego postępowania. Bardzo się myliłem, gdyż żona nie tylko w żaden sposób nie chciała poszerzyć kontaktów z córeczkami, ale w perfidny sposób zaczęła mnie oszukiwać i zwodzić, bym nawet w ten jeden dzień nie widywał córek. Potrafiła jawnie kpić z wyroku i wyjechać sobie z dziewczynkami, choć ja właśnie jechałem się z nimi zobaczyć – denerwuje się pan Jakub.

Reakcja dzieci

– Myślę, że obie były zagubione i nie do końca wiedziały jak to wszystko się potoczy, starsza wyzywała mnie i oskarżała o odejście od mamy do wyimaginowanej „kochanicy” i powtarzała to, co mówiła jej matka, iż mam nową kobietę, którą nazywała „niezrównoważoną psychicznie” i mówiła iż jest „wątpliwej proweniencji” oraz twierdziła, iż mam z nią dziecko. Była agresywna wobec mnie, potrafiła mnie uderzyć czy wysyłać do psychiatry, buntowała też młodsza córkę. Jedyne, czego ode mnie żądała to kolejnych drogich prezentów, za które nie mówiła nawet dziękuję. Cierpiałem, ale czekałem, że to się zmieni, że czas zagoi jej rany, a niepodsycana niechęć zgaśnie i zastąpi ja znów miłość. Trudno mi powiedzieć, co czuły i myślały moje dzieci, gdyż nie miałem okazji, od nagłej wyprowadzki, szczerze z nimi porozmawiać, wytłumaczyć czy zachowaniem pokazać, że ciągle je kocham. Nie chciałem mówić im, że mama kłamie, starałem się regularnymi przyjazdami udowodnić, że zawsze będzie miejsce dla nich w moim życiu i że nasz rozwód nie zmieni moich uczuć, ale wręcz było to niemożliwe. Ciągłe krzyki, złość i agresja towarzyszyły nastawianiu dzieci przeciwko mnie przez ich matkę – wyjaśnia ojciec dziewczynek.

– Utrudnianie kontaktów to tylko zwykła chęć zemsty i urażona duma czy ambicja. Nigdy dzieciom nie wydarzyła się przy mnie żadna krzywda, zawsze otaczałem je troska i opieką. Nie byłem i nie jestem idealnym ojcem, ale staram się, czytam specjalistyczne książki, publikacje, rozmawiam z innymi rodzicami i słucham ich rad, staram się rozwijać, by mogły mieć we mnie wsparcie, przyjaciela i ojca. Anna jest zaborcza i egoistyczna, dlatego tylko utrudnia mi kontakty z córkami, a wręcz je niszczy. Moją była żonę boli również to, iż ktoś mnie pokochał i jest ze mną, pomimo mojej trudnej sytuacji rodzinnej. Kieruje nią zemsta i nienawiść do mojej obecnej żony, nienawidzi ją tylko dlatego, że z nią jestem i dlatego, że moja młodsza córka bardzo ja lubi, a wręcz twierdzi, że nie chce już mieszkać z matka, tylko ze mną i moją żoną. Nie ma żadnego rozsądnego i logicznego wytłumaczenia dla zachowań mojej byłej żony – zdecydowanie podkreśla pan Jakub.

Była żona pana Jakuba, według jego relacji, podejmuje nieuczciwe wobec dzieci kroki, oszukuje je, wywiera na nich presję i doprowadza do szantażu emocjonalnego.



– Matka opowiada im, że ani ja, ani moja obecna żona, ich nie kochamy ani nawet nie lubimy i że chcemy zrobić im krzywdę. Przekupuje dzieci, zwłaszcza starszą córkę przed samą rozprawą, kupując im po kilka sztuk drogiej odzieży czy zabierając na zagraniczne wakacje – wiadomo, iż dziecko zapamiętuje to, od czego upłynęło jak najmniej czasu. Gdy tylko usłyszała, że chcemy kupić jakąś konkretna rzecz, której pragnęła któraś z dziewczynek, kupowała to sama, by nas wyprzedzić. Wmawia dzieciom, że zabawki od nas są nieoryginalne, nieładne czy pewnie używane. Wmawia, że jak coś kupujemy to po to, by płacić mniejsze alimenty, choć przecież nie ma to żadnego znaczenia dla sądu, ile pieniędzy i na co dodatkowo wydaję. Matka chwali starszą córkę, iż zostaje z nią, a nie jeździ do mnie, pozwala jej na agresywne i nieładne zachowanie w stosunku do mnie – myślę, że jest za to nagradzana między innymi większym zainteresowaniem i czasem, jaki poświęca jej matka w przeciwieństwie do młodszej – Marysi, która jeździ do mnie. Matka nie reaguje, gdy starsza np. bije młodszą, bo ta mówi o mnie jako o dobrym tacie, ostatnio uderzyła ją 2 razy w głowę, bo ta biegła do furtki, by się ze mną przywitać. Matka siłą odciągała młodszą ode mnie. Oszukuje mnie również, że dzieci wyjechały lub są chore, byleby tylko przeszkodzić czy udaremnić nasze spotkanie. To są kłamstwa, nie potwierdzone przez lekarza ani żadnymi zaświadczeniami lekarskimi.

– Sytuacja odbija się na dzieciach i to mnie martwi najbardziej. Starsza córka – Natalia* jest agresywna i wulgarna. Jej wyniki w nauce się pogorszyły i zaczęła się interesować stronami internetowymi, na których występuje przemoc. Nie ma za wiele kolegów ani znajomych, nie odnajduje się w szkole. Wyzywa mnie i bije na oczach niereagującej matki. Nie chce się spotykać i zniechęca do spotkań młodszą często przemocą. Młodsza chętnie jeździ do mnie i mojej żony, spędza tu wspaniale czas, ciągle się śmieje, nie chce wyjeżdżać powrotem do matki, ciągle planuje, co będzie robić, jak się wprowadzi do nas, do Warszawy. Bardzo chce tu spać i spędzić choć parę dni wakacji, nie rozumie, czemu nie może, nie rozumie, czemu mama i siostra określają moją żonę epitetami, których nie będę tu powtarzał oraz czemu nienawidzą taty. Marysia ma problemy z jedzeniem, często jest przeziębiona, widać, że mało kto się nią zajmuje i się z nią bawi, nie ma kolegów i trudno jej nawiązać nowe znajomości. Wyrobiła sobie swój własny system obronny – często przy mamie mówi, ja nie chcę jechać do taty, puszcza oko, wskakuje na ręce do mnie, tuli się i mówi to ja jednak pojadę. Potem w samochodzie, gdy jedziemy, przeprasza, że tak mówiła przy mamie, ale musi tak robić, bo inaczej mama i Natalia na nią krzyczą – relacjonuje tata dziewczynek.

Sąd, prokuratura i koligacje

W czym tkwi niesprawiedliwość? Przecież są odpowiednie instytucje, można zgłosić sprawę sądową, można uregulować sądownie kontakty ojca z dziećmi.

– Nie ma żadnej sprawiedliwości między traktowaniem w sądzie ojca i matki. Matka ma pełnię władzy nad dziećmi, rządzi nimi, przedstawiając siebie jako poszkodowaną i pokrzywdzoną, bez znaczenia jest nawet to, że nie ma na to dowodów, a rozwód odbył się bez orzekania o winie. A ojciec, pomimo czystej kartoteki, żadnych obiekcji, co do jego wcześniejszego sprawowania opieki nad dziećmi, ma władzę ograniczaną. Dopiero kilka dni temu prezydent podpisał zmiany w prawie rodzinnym, nie ograniczające drugiemu rodzicowi, na życzenie matki dzieci, z automatu władzy rodzicielskiej przy rozwodzie – nie oszukujmy się, w ponad 90% przyznawanej z automatu władzy rodzicielskiej jest przyznawane matce, bez względu na to jaka jest i jaki wpływ ma na dziecko. Sprawiedliwość? Poniżanie ojca na sali rozpraw (mam nagrania), nazywanie go niekompetentnym, bo nie poinformował w odpowiednim czasie i w odpowiedni sposób o swoim ślubie. Matka, oprócz opinii prywatnej psychologa, na rozprawę nie przynosi i nie przedstawia żadnych dowodów, tylko płacze i łamiącym głosem opowiada zmyślone historyjki, kłamie, na co są dowody, których sąd nie czyta, nie ogląda? Na pewno nie bierze pod uwagę – z rozżaleniem opowiada mój rozmówca.

– Gdy gazety czy TV dowiadują się, jaka to sprawa, że to sprawa ojciec kontra matka o dzieci i kogo dotyczy, nie chcą pomóc. RODK działający bez odpowiednich specjalistów, bez umocowania prawnego do sporządzania opinii sądowych, często jeszcze bardziej pogrąża ojców, wszyscy tkwią w stereotypach ojca bankomatu i matki-Polki karmiącej. Nie ma tak naprawdę żadnej organizacji, ani żadnego adwokata, który pomógłby ojcu i to nie w jakimś szczególnym, trudnym przypadku ograniczenia czy zabrania władzy rodzicielskiej matce, tylko w zwykłych prawach ojca do kontaktu i do kochania swoich dzieci. Do uczestniczenia w życiu istot, które są również jego częścią i które pomimo rozwodu z matką, kocha. Rzecznik Praw Dziecka nadaje sprawie numerek i co dalej? Kuratorzy z mamusiami, szczególnie takimi na stanowiskach, popijają herbatki, a biegli czy wydadzą złą opinię osobie związanej z ich środowiskiem, od której wiele zależy? Zobaczymy, choć wątpię, a przecież nie jest łatwo wyłączyć sędziego, biegłego czy kuratora i przenieść sprawę do bezstronnego miasta – wątpi pan Jakub.

Według opinii pana Jakuba, sąd nie podszedł do jego sprawy z należytą starannością, nie zbadał wszystkich okoliczności sprawy.

– Sąd z góry, bez wysłuchania wszystkich argumentów ojca, bo, jak twierdzi, nie ma tyle czasu, chętnie wysłuchuje powtarzane kilkakrotnie, te same zeznania matki. Matka nie przedstawia żadnych dowodów, oprócz prywatnej opinii psychologa o dzieciach sporządzonej na dzień przed rozprawą, a ja prezentuję mnóstwo nagrań, zdjęć, sms-ów, świadków. Sędzia obrażała mnie, nie czytała dokładnie tego, co pisałem we wnioskach, ani tego, co mówiłem na sali, albo nie chce słuchać i czytać, bo ma z góry ustalony punkt widzenia i opinię o sprawie. Działają tu utarte schematy. Sędzia nie była należycie zapoznana ze sprawą, nie zgodziła się na terapie rodzinną, nie zaproponowała mediacji. W ogóle nic nie zaproponowała, wydała postanowienie, godzące w moja nową rodzinę i żonę, każąc jej opuszczać dom na czas przyjazdu dzieci. To ja byłem i jestem, według niej, przyczyną całego zła i cierpienia matki dzieci. Nie było tam ani obiektywizmu, ani nawet profesjonalizmu. Nie zrobiono nic, bym mógł spędzić choć parę dni z dziećmi w wakacje, sędzia oddaliła wniosek o zabezpieczenie wakacji, na który czekałem od lutego (lub też zawiesiła ten wniosek, nie wiadomo, bo sentencja postanowienia jest sprzeczna z treścią uzasadnienia), a mi zabrała kilka wcześniej przyznanych sobót, bo mama ma prawo do spędzenia wakacji z dziećmi. To jest sprawiedliwość? – pyta retorycznie mój rozmówca.

Marzenia

– W tej chwili widuję córki tylko soboty od 10-19, ostatnie dwie soboty od 10 do niedzieli do 19 jedna córka nocowała, zgodnie z orzeczeniem sądu. Od ostatniej rozprawy mam przyznane 3 soboty od 10-19 poza miejscem zamieszkania dzieci, bez obecnej żony oraz 3 kolejne soboty od 10 do niedzieli do 19 poza miejscem zamieszkania dzieci, bez obecnej żony. Nic więcej! – denerwuje się pan Jakub.

Zapytany o to, jak często chciałby widywać się z dziewczynkami, odpowiada: – Chciałbym przynajmniej co 2 tygodnie, od piątku od 19 do niedzieli do 19 zabierać dzieci do siebie, do Warszawy lub w jakieś inne ciekawe miejsce, gdybyśmy mieli ochotę coś pozwiedzać. Miesiąc wakacji, tydzień ferii, na przemian z matką święta wielkanocne, Bożego Narodzenia czy długi weekend majowy. Dzień dziecka, urodziny czy inne święta, choć kilka chwil, by złożyć życzenia. Takie zwyczajne marzenia, ale jak się okazuje, trudne do zrozumienia dla Sądu Rodzinnego. Chciałbym mieć pewność, że mogę zadzwonić do dziecka, a ono może ze mną porozmawiać bez kontroli matki na podsłuchu. Gdy dziecko jest chore i naprawdę nie możemy się spotkać, bym mógł zabrać je w inny dzień – wylicza z uśmiechem tata dwóch córek i podkreśla, że chce dać swoim dzieciom wszystko, co najlepsze, uczestniczyć w ich życiu.

– Jako funkcjonariusz publiczny, człowiek niekarany i w żaden sposób nieskrzywiony psychicznie czy emocjonalnie, co potwierdza opinia biegłego psychologa, a wręcz z bardzo dobrymi predyspozycjami do sprawowania czynnej roli ojca, chcę uczestniczyć w życiu swoich córeczek. Kocham swoja obecną żonę, ale nie ma to wpływu na moją miłość do dziewczynek i na czas, jaki mogę im poświęcić. Jedyną przeszkodą jest zły i manipulujący wpływ byłej żony. Mam spore mieszkanie w Warszawie, w dobrej dzielnicy, jeden pokój jest już przygotowany na nocowanie u mnie dzieci, stopniowo kupuję im ubranka, buty czy zabawki. Mam samochód, którym córki mogą bezpiecznie podróżować – wymienia pan Jakub.

– O co pan walczy? – pytam wprost mojego rozmówcę.

– O miłość, żebym mógł kochać swoje dzieci i żeby one miały szansę mnie kochać. O to, bym jako ojciec mógł uczestniczyć w ich życiu, w ich marzeniach, planach, radościach i smutkach. O to, by była żona nie niszczyła miłości między mną a córeczkami, jak również, by nie niszczyła mojego nowego małżeństwa. Ja tylko chcę żyć, kochać i być kochany, szanowany. Nie chcę się bać, że jadę rano ponad 100 km, a i tak nie zobaczę dzieci, nie chcę, by moje dzieci cierpiały, by przemoc fizyczna i psychiczna zniszczyła im osobowość i spowodowała nieodwracalne szkody w ich życiu. Nie chcę, by mnie nienawidziły, chcę tylko by wiedziały, że je kocham. Walczę o prawo do bycia ojcem, mam takie samo prawo do kochania swoich córek i do ich szacunku, jak i ich matka. Walczę, by sądy spojrzały na dowody, fakty, a nie ślepo szły utartymi schematami i stereotypami – odpowiada zdeterminowany pan Jakub.

Aby potwierdzić słowa pana Jakuba pytam, jakimi dokumentami dysponuje, co do tej pory zrobił, jakie działania podejmuje, by zmienić obecną sytuację? Okazuje się, że prowadzi prywatną kartotekę sprawy. Są w niej wszystkie dokumenty sądowe: wyrok, pismo o zabezpieczenie kontaktów, sprawozdania, jakie pisze po każdym spotkaniu z dziećmi, odpisy protokołów, wnioski o zmianę kontaktów, wnioski o przyspieszenie spraw, wniosek o skierowanie na terapię rodzinną, kilka pism do rzecznika Praw Dziecka, opinia biegłego psychologa o predyspozycjach do sprawowania czynnej roli ojca, pismo do rzecznika Praw Obywatelskich kwestionujące decyzję płockiego sądu o konieczności opuszczania mieszkania przez obecną żonę pana Jakuba na okoliczność przyjazdów dzieci, pisma do gazet i programów telewizyjnych, pisma do stowarzyszeń praw ojca, pisma do matki dzieci z prośbami o rozszerzenie kontaktów, terminy spotkań z adwokatami, radcami prawnymi i psychologami.

* Imiona bohaterów zostały zmienione

REKLAMA

PowiązaneArtykuły

Komentarze 6

  1. ja says:

    całość tej poruszającej historii znalazłam tutaj: http://mojarodzinnawalka.blog.pl/

  2. Ania says:

    Rozwód w grudniu 2014 a już nową żonę ma…. Szybki koleś :)
    A swoją drogą najbardziej na tym cierpię dzieci.

    • ja says:

      Jakie to ciekawe podejście – nieważne ,że matka krzywdzi dzieci, niszczy miłość dzieci do ojca ważne że tak szybko ma nową żonę- bo przecież po kimś kto od kilku lat nie utrzymywał z nim żadnych relacji trzeba utrzymywać wstrzemięźliwość i „abstynencje”.

    • wojtek says:

      Zazdrościsz mu Aniu?

      • Edit says:

        Tu raczej nie ma czego zazdrościć, należy współczuć złych wyborów życiowych. Szczególnie obecnej żonie, która pewnie nawet nie zdaje sobie sprawy (jeszcze) w jakie bagno tak naprawdę się wpakowała…

      • Żona says:

        Dziękuje. Radze sobie:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Zgadzam się na warunki i ustalenia PolitykI Prywatności.

Przeczytaj

Reklama

REKLAMA
  • Przejdź do REKLAMA W PŁOCKU