Podziel się tym:

Wtajemniczonym tej osoby nie trzeba przedstawiać, bowiem od lat śledzą i wciąż są pod wrażeniem jego dokonań artystycznych. Dla wszystkich – znawców tematu i także tych mniej zorientowanych w Domu Darmstadt odbyło się autorskie spotkanie z Wacławem Wantuchem, zorganizowane przez Płockie Towarzystwo Fotograficzne, finansowane ze środków Urzędu Miasta Płocka.

Kim zatem jest nasz tajemniczy gość? Jak już teraz nie trudno się domyślić, jest genialnym fotografem, śmiało można powiedzieć, że również polską ikoną tej dziedziny sztuki.

Wacław Wantuch urodził się w 1965 roku w Tuchowie. Jest absolwentem Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Swe prace prezentował na kilkudziesięciu indywidualnych wystawach, w tym również w spichlerzu Muzeum Mazowieckiego w Płocku w 2012 roku. Fotograf jest też autorem albumów – „Kraków”, „Akty”, „Akt”, ‘Akt 2’, a także książki „Kamień wawelski?”. Jednakże przede wszystkim artysta jest identyfikowany z kobiecymi aktami, zaskakującymi mnogością nietypowych, łamiących wszelkie ustalone kanony fotografowania portretowego ujęć. Z modelkami pracuje w swym prywatnym studio w Jaroszówce pod Krakowem.

Czym jest dla niego fotografowanie? Jak sam to żartobliwie określa: „jest to robota jak każda inna, tyle że się nie kurzy.” Oczywiście jest to swego rodzaju krygowanie się, bo wieść o Wantuchu, który w podkrakowskiej wsi wykonuje takie kobiece akty, iż żadna z fotografowanych pań nie będzie się za nie wstydzić, a wręcz przeciwnie – staną się one przedmiotem ich chluby i na dodatek jeszcze skrywanego pożądania innych kobiet, już dawno rozniosła się szeroko po naszym kraju i nie tylko.

Jednakże na samym początku nie to było tematem wspólnej dyskusji. Zagadnienia dotyczące fotografii kolekcjonerskiej, o którą rzecz jasna trzeba również zadbać i uchronić przed zgubnym działaniem czasu stały się polem do profesjonalnych rozważań. Niemniej ważna jest w tym kontekście technika wykonywania zdjęć, procedury i nowe sposoby uzyskiwania fotografii, zdecydowanie przedłużające żywotność tak nietrwałego materiału, jakim jest fotograficzna odbitka, czy też klasyczny negatyw.

Jeżeli jednak zaprasza się na spotkanie takiego gościa, nie mogło się też obyć bez prezentacji jego fotograficznych osiągnięć, które dla wypełnionej po brzegi sali w Domu Darmstadt były, jak się wydaje clou tego wieczoru.

Na czym zatem polega wyjątkowość aktów Wacława Wantucha? Kilka lat temu w jednym z wywiadów tak się wypowiedział o swych poszukiwaniach:

„Osoby, które znają moje prace wiedzą, że nie interesuje mnie fizyczność modelek, pojmowana jako erotyczny powab konkretnej kobiety z jej zmysłowością i seksualnością. Powszechne jest chyba przekonanie, że rozebrana kobieta powinna emanować namiętnością, mieć zamglone spojrzenie, sugerujące ekstatyczne uniesienie.(…) Nie wszystkich musi interesować dorabianie do zdjęcia znaczeń innych, niż czysto formalne rejestrowanie światła i cienia. Dlatego bardziej interesuje mnie forma i światłocień, więc kiedy „przy browarku” słyszę od znajomych „eee… Na tych Twoich zdjęciach to guzik widać”, odbieram to jako spory komplement”.

Opowiadając o swej pracy z modelkami Wacław Wantuch stwierdził, że najchętniej lubi pracować z tymi, które są świadome swego ciała – w większości one same są kreatorkami scen i układów, w jakich chciałyby zostać sfotografowane, im przypisuje ogromną część zasług, tymczasem on sam trochę jakby stawia się w roli dobrego rzemieślnika i raczej pełni funkcję operatora odpowiedzialnego za dostarczenie odpowiedniej ilości i rodzaju światła oraz wyzwalającego we właściwym momencie spust migawki.

Oczywiście jest to pewien rodzaj artystycznej postawy, odżegnującej się od tworzenia intelektualnej podbudowy, która przejawia się w unikaniu podejmowania dyskusji dotyczących jego koncepcji estetycznych, dotyczących chociażby istoty piękna, bo takie w jego pracy nie są mu do niczego potrzebne. Zamiast tego woli dobrze przepracowaną sesję zdjęciową z modelką sprowadzając ją do niemal do zabawy w poszukiwanie harmonijnej gry światła i cienia rozkładającego się na bryłach.

A jeżeli któraś z portretowanych kobiet jest zażenowana sytuacją i nie potrafi wejść w skórę modelki? Wacław Wantuch ma na to wypróbowany sposób. W jego pracowni stoi stare, rozklekotane krzesło, które jest w takim przypadku proponowane jako wprawka do pozowania, do znalezienia układu ciała, który najbardziej odpowiada fotografowanej osobie. Jak wspomina kiedyś inwencja jednej z modelek w zabawie z krzesłem przeszła jego najśmielsze oczekiwania. Jedna z pań w przedziwny, znany tylko sobie sposób oplotła swe ciało pod siedziskiem pomiędzy nogami wysłużonego mebla, dodatek chwytając jedną z nich swoimi zębami.

Na przestrzeni lat fotografia Wacława Wantucha niesamowicie ewoluuje. Jego wcześniejsze akty obfitują w czarno – białe kontrasty, głębokie warstwy cienia i partie skąpane promieniami światła. Kobiece ciało w wielu wypadkach staje się nierealne, nie tylko pozbawione cech indywidualnych, zdepersonalizowane, lecz również przeobrażające się w istocie w nieskazitelną, niemal abstrakcyjną, piękną formę, „oczyszczoną” z konotacji zakorzenionych w otaczającym nas świecie realnym.

Taka konwencja była niemal znakiem firmowym Wacława Wantucha w czasie, gdy fotografował przy użyciu różnego rodzaju lamp studyjnych. Teraz jednakże nasz fotograf jest zafascynowany możliwościami, jakie daje zwykłe światło dzienne. Dla potrzeb swych realizacji zbudował specjalnie przystosowane do tego studio. Tym razem jego akt stał się „miękki”, przesunęły się również akcenty w stronę jego funkcji portretowej, a poza tym artysta wykorzystuje całą paletę szarości, dostępnej w czarno – białej fotografii, co sprawia, że chwilami odnosi się wrażenie, iż mamy tu do czynienia z perfekcyjnie wykonanymi zdjęciami sprzed wielu dziesięcioleci.

Oczywiście jest to pewnego rodzaju uproszczenie, bowiem niesamowity styl prac Wacława Wantucha z całego okresu jego twórczości jest niemal natychmiast rozpoznawalny, tak zatem poszczególne etapy jego rozwoju, nowe pomysły i nowe realizacje wciąż mieszczą się w tej samej konwencji.

Jedno tymczasem jest pewne – za każdym razem fotografia Wacława Wantucha, zarówno dla niego samego, jak i odbiorców jego prac, to fascynująca i niekończąca się podróż w nieznane.

Patronat i artykuły sponsorowane w PetroNews.pl