W pierwszą październikową sobotę pogoda była jak marzenie. Tym bardziej zatem był pretekst do tego, aby wybrać się na długi spacer, trzymając w dłoniach aparat fotograficzny. Po raz kolejny w Płocku odbył się „Photo Walk” – wydarzenie, którego inicjatorem jest Scott Kelby.

Pewnie nie wszyscy znają tę postać, spieszę zatem wyjaśnić, iż jest to po prostu genialny fotograf. Z równą łatwością potrafi wykonać zachwycające zdjęcia ślubne, jak też wyścig motocrossowy, a potem równie inspirująco sfotografować zatłoczoną uliczkę w Bangkoku, atol na Oceanie Indyjskim, czy Wielki Kanion Kolorado. Ze zdjęć Scotta Kelby’ego emanuje radość obserwacji otaczającego świata, pasja poszukiwania coraz to ciekawszych środków wyrazu i oczywiście mistrzostwo w posługiwaniu się fotograficznymi narzędziami. Jak sam wspominał, uwielbia kupować swej żonie bukiety kwiatów – przede wszystkim po to, by je podarować, ale zaraz potem… jakżeby inaczej – sfotografować!

I na koniec chyba największe dokonania Kelby’ego – jest to niesamowita łatwość w przekazywaniu trudnych, a co za tym idzie, diabelnie nudnych wiadomości o tym, jak robić dobre zdjęcia. Nasz fotograficzny guru ma na swym koncie około trzydziestu publikacji i każda z nich jest w czytaniu lekka, jak piórko – żadnych niezrozumiałych wykresów, diagramów i trudnych pojęć, informatycznych łamigłówek, czy też odbierających radość spontanicznego wykonywania zdjęć nużących wykładów… Książki Kelby’ego to poradniki, w najściślejszym rozumieniu tego słowa – nieważne, skąd to się bierze, tu masz wskazówkę, jak wykonać interesującą fotografię, a jeżeli będziesz chciał się dowiedzieć, skąd się to wzięło, to sięgniesz do mądrych, opasłych ksiąg, porastających zazwyczaj kurzem na zapomnianych półkach.

Kiedy zatem tego formatu Dalajlama camera obscura wzywa do podjęcia fotograficznej rękawicy – po prostu nie sposób się oprzeć. Na całym świecie do „spacerowej” rywalizacji stanęło ponad dwadzieścia tysięcy „wyznawców”. A gratka jest niebagatelna, ponieważ najlepsze zdjęcia są nagradzane przez mistrza, publikowane na stronie i nobilitują „szczęśliwca” – autora doskonałego „strzału”.

Tym razem płoccy miłośnicy fotografii zebrali się niekonwencjonalnie na nowym dworcu PKP-PKS, jeszcze niemal pachnącym farbą, po to, by kładką biegnącą ponad torami dotrzeć do Kopca Harcerzy – bohaterów wojny polsko-rosyjskiej z 1920 roku. A potem, podążając ulicą Targową i Otolińską i dalej w stronę centrum Płocka, dokumentowali ten październikowy dzień, może według specjalistów niezbyt sprzyjający wykonywaniu zdjęć, bowiem tak zwane „ostre” promienie słońca niweczą fotograficzną robotę, chociaż… jak to mówią – jeśli nie możesz wykonać zdjęcia z Marsa, to spróbuj w jakiś, zupełnie nieoczekiwany sposób wylądować na Księżycu…

Tak zatem nasi płoccy zapaleńcy uwieczniania na celuloidzie lub też matrycy tego, co spotkali na swej drodze, stanęli w szranki nie gorzej od pozytywnie zakręconych fascynatów z Grenlandii, Japonii, Fidżi, czy też Bahama…

A uwierzcie mi Państwo, że do zrobienia dobrej fotografii naprawdę nie potrzeba wiele – wystarczy tylko dokładna obserwacja świata wokół nas, dobry pomysł i… naciśnięcie spustu migawki.

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Warto Przeczytać

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji