Sam się plocknij polityku. „Głowa psuje się od góry”

ADVERTISEMENT

Cytując klasyka, który uroczo przeinaczył znane powiedzenie, postanowiliśmy poświęcić chwilę na apel koalicji rządzącej Płockiem, a dotyczący rezygnacji z wpisów pod artykułami bez podpisywania z imienia i nazwiska. Dlaczego nie opublikowaliśmy tego apelu?

Najpierw przesłano do nas apel przewodniczącego Rady Miasta Płocka Artura Jaroszewskiego, podpisany m.in. przez prezydenta Płocka i przedstawicieli koalicji, a także KOD-u czy innych ugrupowań i stowarzyszeń obecnych w Płocku. Tekst zawierał takie sformułowanie:

„Zwracamy się z prośbą i apelem do lokalnych mediów, zwłaszcza portali internetowych, o rezygnację z anonimowych wpisów pod artykułami. Nie chodzi o ograniczenie wolności słowa. Wpisy i komentarze jawne, nawet kontrowersyjne, są normalnym elementem demokracji. W państwie praworządnym umożliwiają skuteczną ścieżkę prawną osobom pokrzywdzonym czy zniesławionym. Wpisy anonimowe potęgują nienawiść, szerzą pogardę i rozpowszechniają oszczerstwa”.

Brzmi dobrze, prawda? Ale nie dla tych, którzy mają pojęcie o prowadzeniu portali internetowych.

PowiązaneTematy

Podczas ostatniej sesji Rady Miasta Płocka, współautor tekstu akcji charytatywnej „Szopki Płockiej” (tekst o „małych ludziach i rządach hien” pisał m.in. z przewodniczącym rady miasta) i obecny radny Platformy Obywatelskiej Mariusz Pogonowski, postanowił wypowiedzieć się na temat hejtu i zaproponował w skrócie, aby każdy, kto zechce go ocenić, najpierw się wylegitymował.

– Jak chcesz dokonać mojej oceny, podpisz się pod tym – oświadczył radny Platformy Obywatelskiej Mariusz Pogonowski.

fakt.pl – Chiny likwidują anonimowość w internetowych komentarzach

wyborcza.pl – Kazachstan zakazał anonimowych komentarzy w sieci

natemat.pl – Kontrowersyjna metoda na ucywilizowanie dyskusji w internecie. Chcą zakazać anonimowego komentowania

My jesteśmy za, a nawet przeciw! Cytując kolejnego polityka. Najpierw jednak parę prostych słów od serca…

Drodzy Politycy!

Po pierwsze i najważniejsze – nie ma anonimowych wpisów pod artykułami. Nigdy nie było i nie będzie.

Wyjaśnijmy. To, że ktoś podpisze się „anonim” lub np. z imienia i nazwiska, nic nie zmienia. Każda z tych osób zostawia unikalny adres IP, który my, posiadając nakaz sądu, musimy ujawnić. Służby bezpieczeństwa zatrudniają bardzo bystrych ludzi, którzy w większości przypadków bezbłędnie ustalają osobę, wierzącą w internetową anonimowość.

Dla wiadomości polityków dodamy, że o wiele bardziej anonimowe są komentarze na murach w treści „J** Leg*e” (przekładając na nowomowę „Kocham Piłkarzy”) – te napisy nie mają IP, a ustalenie sprawców jest niebywale trudne.

Pani chce komentować? Dowodzik proszę!

Po drugie: rezygnacja z anonimowości jest technicznie niemożliwa. Jedynie wprowadzenie komentarzy w oparciu o Profil Zaufany ma jakikolwiek sens. Podobno kiedyś wprowadzono to na Atlantydzie…

Dlaczego tak twierdzimy?

Pseudo zweryfikowane komentarze, jak np. w oparciu o zarejestrowane konta (nikt nie zweryfikuje ilości ani prawdziwości wprowadzonych danych podczas zakładania konta) czy o zewnętrzne systemy komentarzy, jak Disqus czy Facebook, są tak banalne do obejścia, że nawet szkoda czasu o tym pisać. Za to warto podkreślić, że w przypadku zewnętrznego systemu komentarzy mocno utrudniona staje się droga do wykrycia sprawcy. W takim przypadku nie posiadamy IP, a posiada je np. Facebook. Teraz o sprawiedliwość dla siebie zaczynacie walczyć nie w Płocku, a w USA. Ale za to użytkownik był zalogowany jako Jan Kowalski, więc to na 100 proc. nie pan Wojciech… Prawda? Czy może naiwność?

Z lokalnego rynku: ciekawy system został zastosowany np. w portalu powiązanego z pewną gazetą. Należy płacić i wspierać finansowo dziennikarzy, aby mieć prawo wyrazić swoją opinię. Zostawia się za to dane z przelewów. Nadal jednak „konto” może nazywać się dowolnie i bez sądu nie ustalimy autora. Inna sprawa, że przelewu mogę dokonać z np. PayPal, które możemy mieć założone na „lewe” dane, lub zyskać dostęp z kodu promocyjnego. Czy to pomaga?

Jeszcze innym rozwiązaniem jest całkowite pozbawienie czytelników głosu. Najczęściej stosują to media, które chcą monopolu na przekaz i krytyki nie znoszą. Ale również takie rozwiązanie jest np. na blogu Prezydenta Płocka Andrzeja Nowakowskiego.

Po trzecie drodzy politycy – kasa!

Media to misja, pasja, ale i biznes. Kto o tym nie wie, prawdopodobnie nigdy nie zastanawiał się, dlaczego np. w Płocku do urzędu miasta zamawia się pewien tytuł za 1.174 zł za każdą dostawę. Pomnóżcie sobie to przez dni, w których pojawia się płocki dodatek i zobaczcie, jaka to kwota rocznie. Zobaczcie reklamy płockich spółek i powiązanych z miastem na portalach, które dzięki temu mogłyby nie martwić się o przychody, a co za tym idzie, o liczbę czytelników i treści. Zobaczcie w budżecie współorganizację akcji z właścicielami „płockich” mediów…

Zobaczcie warunki przetargu na zamieszczanie ogłoszeń w prasie. Przykłady można mnożyć, a wszystko układa się w prosty przekaz – media to biznes.

A czego nie zobaczycie?

Nie zobaczycie u nas np. reklam imprez organizowanych przy udziale publicznych pieniędzy. Nie dlatego, że się nie reklamują, tylko… No właśnie.

Nie zobaczycie też reklam spółek miejskich….

I tym razem nie jest to przypadek.

Dla jasności: z mediami powyżej wszystko jest w porządku. Nic zdrożnego korzystać z zysku z reklam jeśli nasza popularność jest odpowiednia. Nie w porządku jest ustawicznie, celowo pomijać przez osoby wydające pieniądze publiczne jedno medium a wspierać inne. Oczywiście można udawać, że tak nie jest, ale nie my jesteśmy tutaj od udawania.

Naszym zadaniem biznesowym jest sprawić, aby reklamy naszych sponsorów docierały do jak najszerszego grona czytelników i potencjalnych klientów. Tylko wtedy możemy zachować niezależność i pracować. Wiemy o tym my i, co gorsza, politycy, którzy są odpowiedzialni za równość.

Odbieranie głosu osobom, które chcą skomentować, bez narażania się na przykrości, to najgorszy możliwy sposób na zyskiwanie odwiedzin. Odwiedzin ważnych dla naszych reklamodawców, a kompletnie nieważnych dla tych mediów, które np. czerpią dodatkowe zyski z wynajmu kamienicy, czy po prostu grzecznie piszą to, co polityk powie w zamian za to, że nie zostaną publicznie dyskredytowane przez władzę.

Zamknięcie komentarzy za logowaniem się, które z prawdziwymi danymi nie ma nic wspólnego, to ograniczenie komentarzy i dyskusji o 90 proc. Wiemy to, bo wprowadzamy taką dysfunkcję zawsze podczas kampanii wyborczej, kiedy poziom publicznej agresji znacznie się podnosi, sprytnie podjudzany… Przez kogo? Wyborców, czy polityków?

Piszemy wprost – poza okresem kampanii wyborczej, nie chcemy tego rozwiązania dla naszych klientów. Nie chcemy tego też dla czytelników. Pomimo, że przez lata Urząd Miasta Płocka finansował z dzikim zapałem, czy raczej lepszym określeniem jest „zamawiał usługi reklamowe” u naszej konkurencji (co roku o wykaz prosił jeden z radnych), to doprowadził do sytuacji, w której nauczyliśmy się działać pod presją i zostaliśmy największym medium z płockim kapitałem. Wszystkie inne, utrzymujące się wyłącznie z komercyjnych reklam upadły, zostały sprzedane lub nie są stricte z Płocka.

Przykładowe wpływy w poprzednim roku wyborczym. Jakie były podczas wyborów w 2018? Bardzo zbliżone, niższe być nie mogą ;)

I kolejna sprawa. Wyobraźmy sobie sytuację, w której np. pewien anonimowy pracownik urzędu posiada wiedzę, że dzieje się tam źle. Coś, jeszcze nie wiemy co, odbywa się inaczej, niż jest to prezentowane w komunikatach prasowych. Może to udowodnić i jest pewien swoich racji. Pisze więc komentarz i ujawnia proceder. Czy ktokolwiek go pozwie? Nie. Czy może? Może, ale przegra. Czy to dobrze, że jednak pozostał anonimowy? Odpowiedzcie sobie sami. Czy pod własnym nazwiskiem zaryzykowałby skrytykowanie nieuczciwego pracodawcy i natychmiastową utratę dochodów dla rodziny? Albo łatkę kogoś, kto donosi? Natomiast kiedy wpisuje taki komentarz anonimowo, inni się temu przyglądają i proceder upada… Tu nic nie jest proste.

Zauważmy, że największe media internetowe nie zamykają się na „anonimowe” wypowiedzi (np. TUTAJ). One przecież nie są anonimowe. Ale to przeczytaliście już na początku.

Nasze filtry automatycznie usuwają komentarze z linkami, bluźnierstwami i ciągle się uczą. Poza tym, pomimo, że odpowiedzialność za słowa spoczywa na piszących je, my również moderujemy komentarze, które z natury nie powinny być publiczne, są wulgarne, irytujące lub mają na celu zastraszenie kogoś.

I już na deser… Płockie trolle

Jeśli chodzi o anonimowość wpisujących się u nas na portalu, podamy ostatni przykład. Osoba, którą z imienia i nazwiska obrażano w komentarzach, sprawę zgłosiła na policji. Przekazaliśmy do sądu dane, którymi dysponowaliśmy. I właśnie osoba ta została namierzona, a rozprawa sądowa odbędzie się wkrótce. Nie jest to jedyny taki przypadek. W Płocku były już co najmniej dwie słynne sprawy z „trollami”. Ale to już Google wam podpowie.

I na koniec: politycy uważają, że rejestracja osób na forum coś zmienia w kulturze. Mamy przykład forum sportowego, gdzie każdy musi być zarejestrowany, co więcej – osoby transmitujące mogą blokować osoby, które używają wulgarnego języka… a jaki jest efekt? Jak na obrazku poniżej.

Zrzut z portalu YouTube

Podsumowując – jesteśmy całym sercem za tym, aby dyskusja odbywała się na właściwym poziomie. Niestety, politycy nie podali żadnego sposobu jak to zrobić, a zaproponowali jedynie utrudnienie wypowiedzi osobom nieobeznanym z informatyką.

Chcemy, aby ludzie umieli ze sobą rozmawiać – nauczcie ich tego! Niech wasze działania nie prowadzą do podziałów, a słowa nie nawołują do nienawiści.

Wtedy wrócimy do rozmowy. Czyli nigdy.