REKLAMA

Robert Machowski: Za pierwsze zarobione pieniądze kupiłem konia

REKLAMA

PowiązaneTematy

Jak wielu znacie siedemnastolatków, którzy za pierwsze zarobione pieniądze kupują… konia? Właśnie tak zrobił Robert Machowski, który wymyślił i zrealizował Stajnię nad Wisłą – miejsce, w którym konie mają swój dom, a właściwie pensjonat, gdzie można nauczyć się jazdy konnej i przyjaźni z tymi pięknymi zwierzętami. 

Rydzyno. Niewielka miejscowość położona niespełna pół godziny jazdy samochodem od Płocka. To właśnie tutaj pan Robert rozpoczął realizację swoich marzeń. Jak to się zaczęło?

stajnia (13)
Robert Machowski

– Dziesięć lat temu, za pierwsze w życiu zarobione większe pieniądze kupiłem konia, grałem wówczas na trąbce i na organach – wspomina nasz rozmówca. Pierwsza klacz właściciela stajni była nieujeżdżona. – Miała na imię Iga, a ja zupełnie nie miałem pojęcia, że koń musi być ujeżdżony, żeby można było na nim spokojnie jeździć – śmieje się Robert Machowski. – Druga klacz była już ujeżdżona, 16-letnia Harfa. To właśnie na niej miałem swój pierwszy upadek z konia, kiedy goniliśmy sarnę. Sarna odskoczyła w bok i Harfa też chciała tak skoczyć. No cóż, nie byłem na to przygotowany – przyznaje.

Stajnia nad Wisłą
Stajnia nad Wisłą

– Miałem więc jednego konia, później drugiego, później koleżanka powiedziała: Wiesz co Robert, gdybyś obok zrobił jeszcze jeden boks, to może byśmy razem jeździli – śmieje się właściciel stajni. – No i tak się stało, zrobiłem najpierw pierwszą stajnię, w której teraz stoją konie rekreacyjne. Z czasem jednak zrobiło się nagle tak, że w pensjonacie było już dziewięć koni i… trzeba było podjąć decyzję co dalej – tłumaczy pan Robert.

Z przyjemności, zaczął się więc obowiązek. – Musiałem podejść poważnie do tematu, ponieważ o ile do własnych koni mogłem dostosować sobie porę pracy, o tyle do koni w pensjonacie to ja musiałem się dostosować. A ponieważ studiowałem, nie było to takie proste – wyjaśnia.

Wkrótce poranne wstawanie i opieka nad końmi weszła jednak w nawyk i stała się nie tylko obowiązkiem, ale i zaczęła dawać satysfakcję. – Od godziny 5 rano jestem już w stajni, później śniadanie koni, wypuszczenie ich na padoki, rekreacja, osoby prywatne… I tak do godziny 19 – uśmiecha się nasz rozmówca.



Konie są ciekawe odwiedzających
Konie są ciekawe odwiedzających

Jakie formy rekreacji dostępne są w Stajni nad Wisłą? – Mamy jazdę na lonży, czyli naukę dla początkujących, później, dla bardziej zaawansowanych, wstępną naukę z instruktorem, a także jazdę w terenie, uczymy też na odznaki, szykujemy również do zawodów sportowych. Nasza trenerka Paulina Workert brała udział z sukcesami w wielu zawodach w Polsce i za granicą. Również instruktorka Ewa Domańska jest specjalistką w swojej dziedzinie. Organizujemy też imprezy plenerowe, ognisko, mamy specjalnie do tego przystosowany plac, na którym odbywają się różnego rodzaju gry i zabawy, są oczywiście także przejażdżki bryczką – wymienia pan Robert.

To dopiero drugi rok działalności stajni, ale rozwój tego miejsca jest godny podziwu. – Kiedy ustalam grafik na następny miesiąc, do 20-go każdego miesiąca o godzinie 12 nie mam już wolnych miejsc na cały następny miesiąc – przyznaje Robert Machowski. – Cieszy to bardzo, bo jest to moja pasja, to, co chciałem robić – dodaje.

Hala jest oblężona również zimą
Hala jest oblężona również zimą

Po pierwszej stajni, powstała druga, później trzecia, wykonana przez specjalistę z Karpacza, która już jest powiększona. – Na razie to koniec, chociaż pensjonat już jest pełen. Ale nie chcę tracić przestrzeni tego terenu – tłumaczy pan Robert. Duże znaczenie ma natomiast kryta hala ujeżdżeniowa i zadaszona karuzela. – W styczniu i w lutym miałem naprawdę bardzo dużo osób, które jeździły właśnie w hali. Sezon jazd u mnie nigdy się nie kończy – zapewnia.

Pan Robert przyznaje, że lekko nie jest, co udowadnia mu, iż to co robi jest prawdziwą miłością. – Kiedy już wszyscy wyjadą i wieczorem daję koniom kolację, najpierw jest prychanie i różne odgłosy koni, a później już tylko cisza i przeżuwanie. Konie dają znać, kiedy coś jest nie tak. Wiem od razu czy zepsuło się poidło, czy koń źle się czuje. To specyficzna więź – tłumaczy.

Czego mogą spodziewać się odwiedzający Stajnię nad Wisłą? – Na pewno tego, że zarażę ich pasją do jazdy konnej – podsumowuje pan Robert.