REKLAMA

PWSZ w Płocku nie tylko uzbraja w wiedzę, ale i inspiruje studentów

REKLAMA

PWSZ w Płocku jest miejscem, gdzie studenci nie tylko zdobywają wiedzę i umiejętności. Na uczelni odbyło się pierwsze spotkanie z cyklu „InspiRACJE”, które ma pokazać, jak można pokierować swoim życiem.

9 stycznia odbyło się na auli PWSZ w Płocku pierwsze z cyklu spotkań „InspiRACJE”. Inicjatywa organizowana przez Koło Socjologiczne (WNEI/PWSZ) ma na celu pokazać studentom, jak mogą pokierować swoją karierą poprzez spotkania z ciekawymi osobami.

Gościem pierwszego spotkania była Lidia Popiel, znana fotografka i modelka.

– Postanowiliśmy porozmawiać z nią na temat jej doświadczenia zawodowego, jej sposobu patrzenia na świat i jej pomysłów, koncepcji oraz podpowiedzi dla młodych ludzi, jak mogliby planować swoje życie. Na spotkaniu również poruszyliśmy temat tego, jak organizować się i o czy warto pomagać – powiedział Krzysztof Buczkowski, zaznaczając, że Lidia Popiel jest bardzo zaangażowana w akcje charytatywne i społeczne. – Spotkanie cieszyło się dużym zainteresowaniem, przyszło dużo osób. Pani Lidia jest osobą bardzo otwartą i przekazała bardzo wiele ciekawych informacji z bardzo szerokiego zakresu, zarówno ze swojego życia zawodowego jako modelki i fotografki, jak i spojrzenia na działalność społeczno-charytatywną – opowiadał opiekun koła socjologicznego PWSZ.

Co warte zauważenia, Lidia Popiel wzięła udział w spotkaniu i doradzała studentom, nie pobierając za to żadnej opłaty.

Fotografka nie tylko opowiedziała o rozwoju swojej kariery i czym się w niej kierowała, ale również zaprezentowała i omówiła swoje wybrane zdjęcia. Lidia Popiel zachęciła zebranych na auli do zadawania pytań i znaczna część spotkania była poświęcona tylko odpowiedziom na nie.



Lidia Popiel podkreśliła, że zarówno w przypadku fotografii, jak i innych zawodów należy cały czas się uczyć i rozwijać, nie można stawać w miejscu. Zdaniem fotografki również ważne jest, by nie poddawać się schematom.

Znaczną część spotkania poświęcono tematowi piękna i akceptacji siebie. Lidia Popiel spotkała się wielokrotnie z tym, że osoby, którym robiła zdjęcia, nie akceptowały swojego wyglądu na nich. W tym przypadku zauważyła, że jednym ze sposobów na zaakceptowanie swojego wyglądu jest właśnie dawanie się fotografować i „oswajanie się” ze swoją aparycją.

– Zauważyłam, że im częściej ludzie stają przed aparatem, tym mają większą możliwość akceptować siebie takimi, jakimi są, znajdują większy dystans do siebie i po prostu mają lżejsze życie – opowiadała Lidia Popiel.

Lidia Popiel to fotografka, wykładowczyni na wydziale fotografii w Warszawskiej Szkole Filmowej (od 2004 r.), redaktor naczelna i współzałożycielka photoculture.pl (od 2016 r.). Prywatnie żona Bogusława Lindy. Fotografuje od 1985 r., przeważnie są to portrety. Wśród nich można znaleźć osobowości: Janda, Stuhr, Linda, Mecwaldowski, Kożuchowska, Kukulska i wielu innych. Jej specjalizacją są również zdjęcia mody.

Lidia Popiel prowadziła dział mody i robiła zdjęcia do tematycznego dodatku „Rzeczpospolitej”. Współzałożycielka i redaktorka naczelna magazynu finelife.pl (2009 – 2016) Jurorka wielu konkursów z zakresu fotografii, designu, mody. Ambasadorka Bursztynu Polskiego z nominacji Prezydenta Miasta Gdańska. Została jedną z najbardziej wpływowych kobiet wg Home&Market. Wspiera akcje charytatywne i działania o charakterze społecznym.

REKLAMA

PowiązaneArtykuły

Komentarze 6

  1. posełka, poślica, posłanka a może PANI POSEŁ? says:

    „Breksitować”, „randomowy” – słowa, które na naszych oczach wchodzą do języka

    „Breksitować” oznacza opóźniać swoje wyjście, „randomowy” to przypadkowy – to słowa, które wchodzą do polszczyzny – mówił w poniedziałek prof. Jerzy Bralczyk. Dodał, że podoba mu się nowe znaczenie słowa „dzban”. Gdyby ktoś mnie tak nazwał obruszyłbym się, ale tylko troszkę – zadeklarował.

    W poniedziałek w Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia odbyła się debata o zmianach zachodzących we współczesnej polszczyźnie i języku rosyjskim. W obu językach wśród słów roku 2018 znalazł się wyraz „toksyczny”, który zresztą triumfował także na liście słów roku w języku niemieckim. Wśród nowych słów w języku rosyjskim uwagę zwracają te związane z aktywnościami w internecie – mówił rosyjski językoznawca Maksym Korngauz – na przykład nowy przymiotnik „randomowy”.
    W polszczyźnie „randomowy” obecny jest już od kilku lat. Politolog z Uniwersytetu Warszawskiego Jacek Wasilewski poznał je z ust własnych dzieci. „To słowo pochodzi z gier i oznacza losowy wybór. Zauważyłem, że funkcjonują tutaj pewne niuanse stylistyczne. Dla moich dzieci jest jasna różnica pomiędzy słowem +randomowy+ i +przypadkowy+. +Przypadkowe+ mogą być zdarzenia, człowiek będzie raczej +randomowy+ ” – mówił Wasilewski.

    Uwagę prof. Jerzego Bralczyka przykuwa „dzban”, stare słowo, które zyskało nowe znaczenie. „Dzban” został Młodzieżowym Słowem Roku 2018 w Polsce. „Cóż w nim takiego atrakcyjnego? Moim zdaniem często o popularności słowa decyduje fonetyka. Dzban to słowo pięknie brzmiące. Dzban jest człowiekiem, trochę obciachowym, który zachował się w sposób niestosowny, może z głupoty, może z prostactwa. Ale w +dzbanie+ jest coś humorystycznego i poczciwego. To określenie nie jest jednoznacznie pejoratywne. Gdyby mnie nazwał dzbanem to obruszyłbym się, ale tylko trochę” – mówił prof. Bralczyk.
    Najnowsze słowo, które opanowuje polszczyznę to „breksitować” czy też „breksicić” – jego forma nie ustaliła się jeszcze ostatecznie. Prof. Bralczyk zdecydowanie opowiada się za tą pierwszą formą, druga brzmi jego zdaniem infantylnie. „Breksitowanie” oznacza pozostawanie gdzieś zbyt długo, przeciąganie chwili wyjścia, zasiadywanie się na imprezie na przykład.

    Coraz szerzej w polszczyźnie wprowadzane są żeńskie końcówki w nazwach zawodów. Prof. Bralczyk uważa, że język sam powinien się regulować pod tym względem – odgórne regulacje bywają nieskuteczne. „W polszczyźnie mamy doskonały sposób odróżniania płci – ta informacja jest zawarta w koniugacji. Pan +dyrektor+ odmienia się, pani +dyrektor+ – nie” – mówił.
    Jacek Wasilewski uważa natomiast, że wprowadzanie końcówek żeńskich to walka o status. „Sądzę, że to zjawisko będzie się nasilać, aż w końcu nastąpi wyrównanie, większość zawodów będzie miała swoje żeńskie formy” – powiedział.

    Gdy pewna pani wyznała, że nie chce być reżyserką, tylko reżyserzycą, prof. Bralczyk ostrzegł ją, że to może kojarzyć się z „wampirzycą” i proponował „reżyseressę” na wzór „poetessy”. Jak wspominał, nie zostało to życzliwie przyjęte. Językoznawca przypomniał, że przed wojną kobiety nie chciały być „lekarkami”, bo tak określano zielarki – język zdecydował jednak inaczej. „Problem był też z posłankami – proponowano +posełki+, ale nie przyjęło się to. Poprawne konstrukcyjnie jest słowo +poślica+, ale też jakoś nie zakorzeniło się w języku” – wspominał Bralczyk.

    Coraz popularniejsze są używane w internecie skrótowce jak „tl;dr” czyli „too long; didn’t read”. Obecny na poniedziałkowej debacie młody człowiek zapytał, czy są one poprawne, czy raczej okaleczają język. „Dopóki rozumie pan, od czego jest to skrót, to należy traktować ten proces jako wzbogacenie. Proszę skracać na zdrowie” – radził Bralczyk,
    Zarówno prof. Bralczyk jak i prof. Korngauz zauważają, że na naszych oczach w obu językach zmieniają się normy poprawności, a językoznawcy tracą moc orzekania, czy coś jest poprawne, czy też nie. Dzięki internetowi, który zintensyfikował wszystkie procesy związane z komunikacją, o wiele większe znaczenie dla ustalania normy zaczyna mieć czysta statystyka używania wyrazów. „W ogóle dawny system, gdy starsi, ci z autorytetem ustalali normy językowe, przemija. Dzięki nowym mediom młodzi ludzie zyskali niespotykany w żadnej wcześniejszej epoce wpływ na język” – dodał Wasilewski.

    autor: Agata Szwedowicz

    aszw/ agz/

  2. rozadek, madrośc i mózg says:

    ŻEŃSKIE NAZWY ZAWODÓW, CZYLI POŚLICA I PROFESORA

    „Chwała Bogu, w naszym seksistowskim społeczeństwie dokonuje się przynajmniej nobilitacja żeńskich nazw.” Jechałem samochodem i bardzo mnie rozproszyło to zdanie usłyszane w radiowej audycji. Umieścić w dwunastu wyrazach akt strzelisty do Pana Boga, pewność o dominacji mężczyzn nad kobietami i przekonanie o słusznych zmianach dotyczących nazw, w lingwistyce określanych jako feminatywa, to doprawdy spory wyczyn. A chodzi po prostu o sztucznie napompowany problem, któremu na imię: żeńskie nazwy zawodów i tytułów.

    Panie, które wzięły się ochoczo za „poprawianie” polszczyzny zdają się zapominać o jednym – język stanowczo nie lubi odgórnie wydawanych nakazów, za to uwielbia prostotę. Co z tego konkretnie wynika?

    Tomasz Lis zapytał swego czasu minister sportu, Joannę Muchę, jak się do niej zwracać. Usłyszał: „Pani ministro preferuję, jeśli mogę.”

    Znana wypowiedź dobrze definiuje sedno sprawy. Tego rodzaju postulatów jest, rzecz jasna, bez liku. Albo inaczej ujmując – istnieje jeden wielki zamysł: stworzyć czym prędzej i wprowadzić w życie żeńskie odpowiedniki nazw zawodów. Bez względu na efekt i możliwe skojarzenia. No i dokonuje się karkołomnych prób, z których powstają dziwne, coraz dziwniejsze konstrukcje. O psycholożkach, gastrolożkach, filolożkach, teatrolożkach nie wspominam, ale pedagożka, premiera, profesora, szpiegini robią na mnie nadal wrażenie.

    Samo zjawisko nie jest czymś nowym. Od dawna przez dodanie przyrostka -ka tworzono żeńskie nazwy zawodów. Nikogo nie zaskakuje szwaczka, malarka, lekarka, kucharka. Obawiam się jednak, że w ramach opacznie rozumianego równouprawnienia za chwilę pojawi się ślusarka, murarka, stolarka.

    Dobrym przykładem niefortunnej zmiany nazwy jest posłanka, która najpierw była posełką. Tymczasem profesor Bralczyk zwraca uwagę, że obie formy są błędne, ponieważ na wzór orlicy, diablicy prawidłowa forma powinna brzmieć: poślica. Formy z końcówką –a nie zawsze się jednak sprawdzają. Walecznym autorkom proponowanych zmian umyka, że ich pomysły to dobra pożywka dla ironii i dowcipów. Premiera brzmi tak samo jak premiera teatralna lub filmowa, ministra jak forma dzierżawcza (czyja? ministra), profesora kieruje wyobraźnię jedynie w stronę słusznych gabarytów, a nie tytułu.

    Dodanie przyrostka -ka też niczego nie załatwia. Często kojarzy się niepoważnie, infantylnie (cecha zdrobnień – gwiazdka, kurka), a nawet obraźliwie. Ryzykowne odezwać się do pani profesor na uczelni: pani profesorko. Źle, moim zdaniem, brzmi: mecenaska, ministerka, doktorka, filozofka. Oficerka to kobieta oficer czy but skórzany? Marynarka, pilotka, literatka, tokarka to kobiety czy przedmioty? Podobnie drukarka i tapicerka. Reżyserka to pomieszczenie w studiu radiowym lub telewizyjnym. Dochodzi jeszcze problem fonetyczny: wymowa takich form jak adiunktka, pedriatrka, architektka do łatwych wcale nie należy.

    Czy feministki tego chcą czy nie, trudno ukryć – żeńskie nazwy zawodów i tytułów, wykorzystujące formy męskie nie tylko brzmią poważniej, ale są traktowane jako bardziej uprzejme. „Proszę panią profesor o wskazówki”, „Idę do pani doktor”, „Widziałem panią minister”, „Umówiłem się z panią mecenas”.

    Jak więc sobie z tymi problemami radzić. Przede wszystkim, nie udziwniać. Pomocą w kwestiach spornych od dawna służyły zaimki wskazujące i odmienna fleksja (odmiana) – ta chemik, ten chemik, ta minister, ten minister, idę do laryngolog (kobiety), idę do laryngologa (mężczyzny), jadę z dyrektor, jadę z dyrektorem.

    Profesor Miodek zwraca uwagę na swoisty paradoks. Postępująca w XIX wieku emancypacja spowodowała, że kobiety postulowały wtedy wyzbycie się żeńskich końcówek w nazwach zawodów, a dziś ― z tych samych powodów ― owe żeńskie końcówki usiłują przywrócić.

    Żeńskie nazwy zawodów i tytułów to bardzo ciekawy, ale często również uciążliwy temat. Zwłaszcza, gdy panie koniecznie chcą oddziaływać na język siłowo – rygorem i nakazami, a kwestie ideowe czy polityczne biorą górę nad zdrowym rozsądkiem. Koszmarek „ministry” Muchy, który miał być w zamyśle manifestem światopoglądowym dobrze oddaje istotę.

    Pamiętaj, kiedy więc myśliwa przez nieuwagę, zamiast do dzika, strzeli do ciebie, a w szpitalu chirurżka podejdzie z lancetem, staraj się wszystko zapamiętać. Twoją relację literacko potem opisze dramaturżka.

    Ciekaw jestem, czy opisany trend językowy rzeczywiście irytuje. Albo, czy to znak czasów, który należy (zaciskając zęby lub nie) akceptować. Jakie jest Twoje zdanie?
    (19.03.2017, secundum.pl)

  3. dlaczego nauka kończy sie w gimnazjach? says:

    W języku polskim jest RODZAJ NIJAKI: Fotograf, Redaktor, Doktor, Psycholog, ….
    to nie tak, że jest tylko rodzaj MĘSKI i ŻEŃSKI? UPS?

    • Stanowisko Rady Języka Polskiego w sprawie żeńskich form nazw zawodów i tytułów – „formy żeńskie nazw zawodów i tytułów są systemowo dopuszczalne”.

  4. KOCHAM I UMIEM POLSKI? says:

    Lidia Popiel to fotografka -> Lidia Popiel to fotograf
    PANI FOTOGRAF;
    PANI PSYCHOLOG;
    PANI DOKTOR;
    PANI SOCJLOLOG…

    POLSKa jensyka trutna jensyka?

    • Stanowisko Rady Języka Polskiego w sprawie żeńskich form nazw zawodów i tytułów – „formy żeńskie nazw zawodów i tytułów są systemowo dopuszczalne”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Zgadzam się na warunki i ustalenia PolitykI Prywatności.

Popularne Dyskusje

Reklama

Przeczytaj

REKLAMA
  • Przejdź do REKLAMA W PŁOCKU