Pracownicy Domu Pomocy Społecznej „Przyjaznych Serc” w Płocku poprosili nas o pomoc. Czują się zastraszani, mobbingowani, a dyrektor placówki ma mówić im wprost: „Wiem, że to mobbing, ale i tak będę to robiła, bo ja jestem tu najważniejsza, ja jestem pracodawcą”. Co na to jej przełożony i sama dyrektor DPS?
Pracownicy: Jesteśmy mobbingowani
Otrzymaliśmy list od pracowników DPS „Przyjaznych Serc” z prośbą o pomoc. Jak tłumaczą, są mobbingowani przez dyrektor placówki, która rozlicza ich „z każdych 5 minut”, podczas gdy sama nie odnotowuje wyjść w rejestrze wyjść służbowych, podczas których na przykład idzie do fryzjera.
– Notorycznie śledzi monitoring, szukając „haka” na pracowników, co sprawia jej wielką satysfakcję. Zabiera bezpodstawnie premie, po czym śmiejąc się mówi: „Wiem, że to mobbing, ale i tak będę to robiła, bo ja jestem tu najważniejsza, ja jestem pracodawcą”. Straszyła też pracowników, którzy nie mogli lub nie chcieli się zaszczepić na covid, zwolnieniem z pracy. Zmuszała pracowników do szczepień i segregowała pracowników na lepszy „sort” – czyli pracownicy zaszczepieni i gorszy „sort” czyli pracownicy nie zaszczepieni. Do tego, prywatnie spotykała się z „wybranymi” pracownikami, żeby wyciągnąć od nich informacje na temat innych współpracowników – wymieniają pracownicy DPS.
Przytaczają też przykład jednej z pracownic, od której pani dyrektor na prywatnych spotkaniach pozyskała informacje, dotyczące współpracowników po czym zaczęła ją „gnębić” doprowadzając (jak twierdzą pracownicy) tę panią do choroby alkoholowej. Poważnym zarzutem jest również, że dyrektor placówki wiedziała o chorobie, mimo tego nie interweniowała, gdy kobieta opiekowała się mieszkańcami DPS, będąc pod wpływem alkoholu.
– Nie jesteśmy w stanie zrozumieć dlaczego dyrekcja czekała na „potknięcie” tego pracownika i patrzyła jak pod wpływem alkoholu zajmuje się niepełnosprawnymi osobami. W konsekwencji doszło do zwolnienia tej pracownicy – czytamy w liście.
Pracownicy twierdzą także, iż mają ogromny problem z korzystania z „wyjść prywatnych”, które każdy pracownik odpracowuje.
– Wyjścia takie ustalone są regulaminem, a mimo tego musimy się tłumaczyć gdzie, po co, w jakim celu chcemy wyjść. Mimo tego, że od nas wymaga pełnej „spowiedzi”, sama nie stosuje się do ogólnie panujących zasad. Wielkim problemem jest również korzystanie z opieki nad dzieckiem. Według dyrektorki, opieka nad dzieckiem powinna trwać minimum 4 godziny , bo przez np. 2 godziny niczego wg niej nie można załatwić. Narzuca nam w ten sposób swoje zdanie i wie lepiej od nas, ile potrzebujemy czasu dla dziecka. Mimo tego, że art. 188 KP wyraźnie mówi o tym, w jaki sposób możemy korzystać z przysługującego nam prawa. Dyrektorka cały czas powtarza: „Gdyby to ode mnie zależało, to bym szybko zlikwidowała te opieki i urlopy na żądanie”, mimo, że sama wychodzi bo np. córka dostała okresu. Za każdym razem jeśli ktoś prosi o urlop „na żądanie”, uniemożliwia wzięcie takiego urlopu i mówi: „A co mi k… zrobią? Pójdą do sądu? To niech idą” – wymieniają zarzuty autorzy listu.
Zarzutów jest więcej, w tym m.in. wyżywanie się na pracownikach, wybieranie sobie „ofiary” na której w danym dniu może się wyżyć, oskarżanie pracowników o różne, bezpodstawne rzeczy, karanie pracowników przebywających na zwolnieniu lekarskim poprzez zabieranie im premii i krzyki, że „zwolnienie lekarskie trzeba sobie zaplanować, tak swoje, jak i swoich dzieci”. Zgodnie z relacją, dyrektor powtarza, że chce „wyeliminować starą kadrę” i wymienić na nową – swoją.
Pracowników oburzyło także zabranie torebki jednej z pracownic, która akurat pełniła dyżur na jednej z grup.
– Pracownica zostawiła na chwilę torebkę na stoliku, dyrektorka ją wzięła, zeszła z torebką na dół i wyrzuciła całą zawartość bez obecności właścicielki torebki – piszą zdenerwowani autorzy listu.
Wulgaryzmy rzucane do pracowników i… padlina
Jak przekonują, atmosfera w pracy uzależniona jest od humoru dyrektor.
– Kiedy jest w złym humorze, zabiera pracownikom premie, notorycznie kontroluje, używa wulgaryzmów, krzyczy na pracowników. W ten sposób zaburza pracę, jak i spokojne życie mieszkańców, którzy niejednokrotnie są świadkami tego, w jak wulgarny sposób dyrektorka odnosi się do pracowników. Krzyczy bez żadnych obiekcji: „To ja tu jestem pracodawcą! Ja tu decyduję o wszystkim! Co mnie to k… obchodzi!”. Dyrektorka tej placówki czuje się bezkarna i traktuje DPS jak prywatną firmę, przy czym ma pełne poparcie swojego zachowania przez MOPS w Płocku – podkreślają pracownicy.
Nie rozumieją także zakazu korzystania z windy przez pracowników, który wprowadziła dyrektor placówki, choć nigdzie takiego zapisu w regulaminie nie ma.
– Nagminne jest poniżanie pracowników podczas zebrań pracowniczych. Dyrektorka nakazuje pracownikom, aby wstawali i wszyscy głośno, jak w przedszkolu, „chórem” mówili: „Dzień dobry pani dyrektor”. Zamyka też drzwi i nie wpuszcza na zebranie „spóźnialskich”, kiedy wiadomo, że czasami obowiązki w pracy mogą uniemożliwić przyjście na czas na zebranie, które jest organizowane w godzinach pracy – piszą pracownicy.
Zachowanie szefowej placówki ma odbijać się też na podopiecznych DPS, którym każe wyjść z pokoi nawet, jeśli przyjęli właśnie leki psychotropowe, po których musza się wyciszyć czy przespać.
– Nie jest to ważne dla dyrektorki, że każdy z mieszkańców ma prawo do własnego czasu na odpoczynek czy drzemkę, ponieważ to jest ich dom. Oni nie mają funkcjonować tak, jak pani dyrektor sobie życzy, czyli np. pielić ogródek zamiast siedzieć w pokoju. Każde zajęcie dla mieszkańców powinno być dostosowane do sytuacji, samopoczucia, chęci czy siły mieszkańca, a nie od zachcianek i rozkazów dyrektorki. Mieszkańcy mówią, że jest gorzej, niż w więzieniu na co dyrektorka odpowiada: „Jak wam się nie podoba, to droga wolna”! – oburzają się autorzy listu.
Czarę goryczy przelała sytuacja, gdy dyrektor przyjęła do DPS „padlinę niewiadomego pochodzenia”.
– Mięso to było śmierdzące i znajdowało się w zamrażalce, w której na co dzień przechowywane są produkty spożywcze dla mieszkańców. Na kontrolę tej sytuacji przyjechał Sanepid, który stwierdził, że nie jest nawet w stanie stwierdzić czy to mięso jest pochodzenia zwierzęcego, ponieważ było ono w tak tragicznym stanie. Następnego dnia jednak dyrektorka chwaliła się, że wszystko załatwiła i dostanie nienaganny protokół z kontroli. Pracownicy w to nie wierzyli, że taka sytuacja może być „zamieciona pod dywan”, przecież to jest narażenie na utratę zdrowia i życia mieszkańców, ale niestety, właśnie tak się stało i protokół z kontroli był na „6”. Jest to niewiarygodne i niezrozumiałe. My, pracownicy DPS jesteśmy przerażeni tą sytuacją, że po raz kolejny MOPS kryje dyrektorkę, mimo tego, że pracownicy byli świadkami tej sytuacji – podkreślają.
Jak podsumowują, pracują w szczególnym miejscu i niezależnie na jakim stanowisku, cały czas mają kontakt z osobami z różnymi niepełnosprawnościami.
– W swojej pracy musimy być empatyczni i cierpliwi, ponieważ pracujemy z ludźmi szczególnej troski. Dla niektórych mieszkańców jesteśmy jedynymi bliskimi osobami i nie potrzebne nam jest notoryczne dokładanie ogromnej dawki negatywnych emocji ze strony dyrekcji, której humor zmienia się jak w kalejdoskopie i wpada ze skrajności w skrajność. Nie jest dla nas żadnym wsparciem, a jedynie tyranem czyhającym na potknięcie. Ponadto jesteśmy załamani, ponieważ dowiedzieliśmy się o przykrej wiadomości, jaką jest odejście kierownika, który jest dla nas ogromnym wsparciem. Jest to wspaniały człowiek, merytoryczny, posiadający ogromną wiedzę, bardzo empatyczny z tytułem doktora. Mimo swojego wykształcenia, nigdy nikomu z nas nie pokazał, że jest kimś ważniejszym, lepszym itp. Pan Kierownik – jak możemy się tylko domyślać, rezygnuje z pracy, ponieważ nie zgadza się ze sposobem zarządzania jednostką. Nie zgadza się z zachowaniem dyrektorki i podejmowanymi przez nią decyzjami. Bez pana kierownika dalsze funkcjonowanie jednostki stoi pod dużym znakiem zapytania. Tak jak my, pracownicy bardzo ubolewamy nad odejściem tak wartościowego człowieka, tak dyrekcja „zaciera ręce”, ciesząc się, że przyjmie sobie swoją osobę z MOPS-u i wtedy dopiero nam pokaże – piszą rozżaleni pracownicy.
Tłumaczą, że każdego dnia boją się chodzić do pracy, zastanawiając się, co tym razem ich spotka.
– Słysząc stukanie obcasów, każdy z nas drży i zamiast zajmować się ze spokojem mieszkańcami, dbać o ich bezpieczeństwo, boimy się o co znowu będzie awantura, o co się „przyczepi”, jakie tego będą konsekwencje. Wielu z nas pracuje w tej placówce o wiele dłużej, niż dyrektorka, znamy niektórych mieszkańców od dziecka, dla niektórych jesteśmy jedyna rodziną i nikt z nas nie skrzywdziłby nikogo z domowników, a zachowanie dyrektorki niejednokrotnie doprowadza nas do łez i mimo, że kiedyś przychodziliśmy do tej pracy z radością, teraz robimy to ze strachem. Każdy dzień w pracy uzależniony jest od humoru dyrekcji. Naszym zdaniem jest to osoba, która ma ogromne problemy emocjonalne i nie powinna zarządzać tak specyficzną placówką, jaką jest DPS. Nie powinna pełnić tak odpowiedzialnej funkcji, w tak wyjątkowym miejscu. Niegdyś ta placówka była prestiżowa, w tej chwili wszyscy wytykają nas palcami i śmieją się z nas, dlaczego sobie na to wszystko pozwalamy. Pragniemy nadmienić, że to jest tylko kilka podanych przez nas przykładów zachowania osoby, która zarządza tą placówką. Bardzo prosimy o pomoc – kończą list pracownicy DPS „Przyjaznych serc” w Płocku.
Urząd miasta: Żadne skargi nie wpłynęły
Przesłaliśmy w związku z tak dramatycznym apelem pytania zarówno do dyrektor DPS, jak i do Urzędu Miasta Płocka, pod który podlega placówka.
– Państwa pytania zostały przekazane do Pana Cezarego Dusio – Zastępcy Dyrektora ds. Integracji Społecznej w płockim MOPS, który bezpośrednio udzieli odpowiedzi – przekazał nam Referat Informacji Miejskiej UMP.
Odpowiedzi od zastępcy dyrektora jednak nie doczekaliśmy się. Kilka dni później, na naszą redakcyjną skrzynkę ponownie wpłynął e-mail z urzędu miasta.
– Do MOPS ani do UMP nie wpłynęły żadne informacje od pracowników, ani mieszkańców DPS „Przyjaznych Serc” w Płocku, dotyczące przedstawionych w Pani korespondencji sytuacji – przeczytaliśmy w wiadomości.
Dyrektor DPS nie przesłała żadnego komentarza w tej sprawie.
Od redakcji
Nie podejmiemy się oceny tej sytuacji, zwłaszcza, że nie otrzymaliśmy żadnej relacji z drugiej strony konfliktu. Odnieść możemy się natomiast do wyjątkowo zwięzłej odpowiedzi urzędu miasta. W naszej ocenie, zastraszani pracownicy, którzy boją się utraty pracy, nie napiszą skargi do przełożonego szefowej, z którym jest w dobrych relacjach. Słusznie mogą obawiać się, że taka skarga przyniesie konsekwencje jedynie dla nich. Może jednak przy tego typu poważnych zarzutach warto sprawdzić, czy mają pokrycie w rzeczywistości.
































![Najlepsi żeglarze rywalizowali w Płocku na Mistrzostwach Polski klasy Micro – ORLEN Cup [ZDJĘCIA]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2025/09/Regaty-ORLEN-Cup-Mistrzostwa-Polski-Micro-2025-15-360x180.jpg)










